Zapraszamy do Raju

Wiem, wiem, powinno być podsumowanie roku 🙂 Ale nie będzie, choć ten rok był obfity w lektury. Mam za to dla Was propozycję lekturową na Nowy Rok — i wcale nie chodzi o książkę, która przed chwilą pojawiła się w księgarniach.

Też macie wrażenie, że ulegliśmy kultowi nowości i gonimy za świeżynkami? Książki znikają z księgarskich półek i z naszej pamięci, jedna goni drugą, a każda jest cudowna, fantastyczna, godna podziwu, wspaniała i po prostu trzeba ją mieć? Nawet nie przeczytać, ale mieć. Bardzo się cieszę, że wychodzi tyle ciekawych książek dla dzieci, ale mam kilka „ale”. Po pierwsze, nie da się tego wszystkiego przeczytać, a nawet czasami obejrzeć i dotknąć. Po drugie, w natłoku „tych najlepszych, które każdy musi mieć” giną czasami książki naprawdę ważne i wartościowe, które warto przeczytać, a może i o nich potem pomyśleć. Po trzecie, coraz rzadziej sięgamy do książek już przeczytanych, bo stos „nowych” zatrważająco szybko rośnie. I chyba zaczyna nam brakować czasu na przemyślenie tych wszystkich nowych lektur. Przyznaję, że nie wiem, jak sobie z tym poradzić. Może nie trzeba sobie radzić? Może to po prostu znak naszych czasów, że coraz bardziej przyspieszamy, nawet w lekturach? Nie wiem, ale życzę Wam i sobie w Nowym Roku dobrych, niespiesznych i mądrych lektur, takich, które zostaną z Nami na długo.

A teraz obiecana książka, a raczej dwie. Zapraszamy na osiedle Raj.

Przygody w Raju

Zakamarki zaczęły wydawać przygody Zlatka i Bezy w 2014 r. Wyszło pięć części, dwie pierwsze trafiły do Piotrusia w Mikołajowym worku.  Ich autorką jest Moni Nilsson, która stworzyła także postać Tsatsikiego — na pewno go znacie. „Przygody w Raju” są przeznaczone dla młodszych czytelników, dużo tutaj obrazków, mało tekstu, ale za jest to tekst, na który warto zwrócić uwagę.

Przygody w Raju. Najlepsi przyjaciele

Nie wiem, jak Moni Nilsson to robi, ale jej prosty tekst jest prosty, a jednocześnie pełny, mądry, bogaty…. Możecie sobie wpisać różne przymiotniki. Moni Nilsson opowiada o świecie z perspektywy dzieci, ale nie jest to tylko świat dzieci. To współczesny świat z mnóstwem odcieni. Posłuchajcie tylko:

Piłka leży tuż przy nodze Zlatka. Wszyscy gapią się na niego. Ella i Aya zatrzymują swoje rowery. Hassan i Hasse przerywają grę. Śruba przestaje kląć i szukać w koszu puszek. Fatima wychyla się z balkonu. Tatuażysta wychodzi ze swojego studia. Jego tatuaże lśnią w słońcu . Zapada cisza.
W kilku krótkich zdaniach Moni Nilsson potrafiła pokazać świat osiedla Raj: różnorodny i różnokulturowy. Zlatan nie ma tutaj prostego życia — nie lubi i nie potrafi grać w piłkę, a to prawdziwe przekleństwo dla chłopca, którego ojciec i bracia kochają futbol. Świadectwem tej miłości są chociażby imiona: Diego, Ronaldo i Zlatan. Na szczęście na osiedle wprowadza się Beza. Ona i Zlatko zaczynają stanowić nierozłączną parę.

Przygody w Raju. Anioły, ciastka i wypadające zęby

Te cieniutkie, bogato ilustrowane przez Elin Lindell książeczki opowiadają o codziennym życiu: o przyjaźni, rodzinie, akceptacji, wrażliwości, rodzeństwie. Czasami są to sprawy bardzo ważne, czasami błahe. Widać tutaj dziecięcą wyobraźnię i wiarę w magię — cudowna jest opowieść o kupowaniu ciastek. Codzienność siedmiolatka to odkrywanie swoich uczuć, uczenie się, że inni też czują, dowiadywanie się, jak należy postępować, ale także przekraczanie granic czy delikatne mijanie się z prawdą (nie mylić z oszukiwaniem). Piotruś i moja bratanica połknęli te książeczki od razu i natychmiast zapragnęli dalszych części. Szwedzka rzeczywistość Zlatka i Bezy okazała się bardzo bliska polskiej: u nas też można spotkać ludzi grzebiących w śmietniku, na osiedlach grasują chuligani, a miła pani Ela w osiedlowym sklepiku potrafi dołożyć lizaka do zamówienia, całkiem jak Ali. I chyba każde dziecko chciałoby zanurzyć dłonie w niebie.

Opowieści o przygodach Bezy i Zlatka na osiedlu Raj warto podsunąć dzieciom. To może być fajna lektura na dobry początek Nowego Roku. Wszystkiego Dobrego!

 

Moni Nilsson, Najlepsi przyjaciele, seria: Przygody w Raju, il. Elin Lindell, tł. Barbara Gawryluk, Zakamarki 2014

Moni Nilsson, Anioły, ciastka i wypadające zęby, seria: Przygody w Raju, il. Elin Lindell, tł. Barbara Gawryluk, Zakamarki 2014

Reklamy

Karamba i Hubert

W ekspresowym tempie przeczytaliśmy kilka (tych cieńszych) książek, które Mikołaj zostawił pod choinką. No bo ile można jeść i patrzeć się przez okno, jak pada deszcz? Co prawda Młodszemu (razem z Zuzią) udało się na Dziadkowym podwórku wybudować system jezior, a przy wjeździe  wykopać dużą dziurę, bo przecież górnicy zawsze kopią dziury, ale i tak sporo czytaliśmy. I teraz mam problem, bo Młodszy pała chęcią poznania dalszych przygód Dyrektora Karamby. Może jakieś wydawnictwo się zlituje i wyda inne książki Åsy Rosén po polsku?

Cyrk Karamba

Jak wyczytałam w Wikipedii i Goodreads, Åsa Rosén to przede wszystkim ilustratorka. „Cyrk Karamba. Tajemnica połykaczki ognia” (Czarna owieczka, 2014) to jej debiut literacki — bardzo moim zdaniem udany. To kolejny szwedzki kryminał dla dzieci, bez dziecięcych bohaterów, który sprawił, że Piotr postanowił (chyba) zostać detektywem.

Akcja książki dzieje się w cyrku, którym kieruje uroczy dyrektor Karamba. Bardzo stara się wyglądać i mówić, jak cudzoziemiec, bo przecież tak wypada. Dyrektor Karamba uwielbia stare kryminały. Jego najlepszym przyjacielem jest gadająca i bardzo inteligenta myszka, Hubert. Cyrk Karamba jest słynny na cały świat właściwie z jednego powodu: pracuje w nim Cayenne, połykaczka ognia, której kunszt zadziwia wszystkich. Pewnego dnia ktoś kradnie wszystkie sprzęty Cayenne i to dopiero początek kłopotów. Dyrektor Karamba zaczyna prowadzić śledztwo.

Cyrk Karamba. Tajemnica połykaczki ognia

Åsa Rosén bardzo sprawnie tworzy historię i dawkuje napięcie. Dyrektor jest zabawny i gapiowaty. Ma jednak szczęście do przyjaciół, a Hubert to wyjątkowo mądra mysz. Cayenne jest cudowna: to typ punkówy z irokezem na głowie. Jest narwana, szybka i ma wspaniały motor z przyczepką. Zestawienie nowoczesnej, zbuntowanej dziewczyny i staroświeckiego dyrektora o nawoskowanych wąsach zagrało cudownie. Piotrek był pod wrażeniem i Cayenne ogromnie mu się spodobała.

Cyrk Karamba. Tajemnica połykaczki ognia

„Tajemnica połykaczki ognia” to sprawnie napisany kryminał dla dzieci. Intryga nie jest może zbyt skomplikowana, ale jest tutaj i tajemnica, i kara, i humor. Czyta się szybko, a duże litery sprawiają, że książka nie odrzuca młodszych czytaczy. Åsa Rosén nie powiela schematów znanych z Lassego i Mai czy „Biura detekstywistycznego nr 2”. W jej książce dorośli grają główne role — to oni muszą szukać śladów i wyciągać wnioski. A czasami zastawiać pułapki — oczywiście w cyrku. Kto okradł Cayenne? Młodzi amatorzy kryminałów nie powinni być zawiedzeni.

Cyrk Karamba. Tajemnica połykaczki ognia

Åsa Rosén napisała trzy książki o przygodach Dyrektora Karamby — jak nikt ich nie wyda, wypada nauczyć się szwedzkiego.

Åsa Rosén (tekst i ilustracje), Cyrk Karamba. Tajemnica połykaczki ognia, tł. Iwona Jędrejewska, Czarna Owieczka 2014

Gdzie kupić vetustas?

Vetustas! To będzie chyba moje znienawidzone słowo… Nijak nie mogę go zapamiętać, co chwila przekręcam, a wtedy dziecię moje, bardzo oburzone, poprawia z powagą: vetustas, mamo, vetustas. Gorzej, że bardzo zapragnęło go zrobić, więc jakby ktoś gdzieś widział bezpański fotoplastykon, to chętnie przygarnę.

Pan Kardan i przygoda z vetustasem

„Pan Kardan i przygoda z vetustasem” Justyny Bednarek (Wydawnictwo Bajka) bardzo Piotrusia zainteresowała. Nie obyło się jednak bez mnóstwa pytań i wątpliwości, bo tekst opowieści jest aż gęsty od zdarzeń i wspomnień i mój synek czasami gubił się w powodzi faktów. Zdarzało nam się czytać niektóre fragmenty dwukrotnie, a potem je dodatkowo objaśniać, żeby siedmiolatek mógł sobie historię ułożyć po swojemu. Teraz pisze list do Pani Justyny Bednarek, żeby wymóc na niej obietnicę, że będzie kolejna część. Ja się cieszę, że nie zamierza hodować kur.

To może odrobinę wprowadzenia. Pan Kardan to wynalazca i ekscentryk, który za wszelką cenę chce dostać się do Księgi Rekordów Guinnessa. Próbował na różne sposoby, ale jakoś nigdy mu się nie udało. Teraz ma nadzieję, że cel pomoże mu osiągnąć vetustas, przedziwne urządzenie, które potrafi tak dużo, że aż strach… — dzięki niemu można porozmawiać z dziadkiem i zajrzeć do morza pełnego dinozaurów. To tylko maleńki przykład, bo urządzenie, choć przypomina kupę złomu, potrafi dużo więcej. Powiedźcie sami, czy nie chcielibyście mieć takiego cuda w ogródku? Panu Kardanowi bardzo pomaga w pracy mały sąsiad, Michałek, oraz dwie kury rasy sussex (rasa w tym przypadku jest bardzo ważna) o wdzięcznych imionach Watson i Sherlock. Dla pełnego obrazu warto napisać, że jest jeszcze kot Młotek vel Puszek oraz przebiegły deweloper Błażej Bałamut. No i nie wolno zapominać o niewyraźnym Panu Kazimierzu…Pan Kardan i przygoda z vetustasem

Skomplikowane? Trochę tak, bo Justyna Bednarek pomieszała w książce kilka wątków i historii. Przygody przeplatają się ze wspomnieniami i refleksjami, właściwie każdego bohatera poznajemy teraz i kiedyś. To także historia o zmianach, zapominaniu przy dorastaniu, życiu, miłości, łapaniu chwili i traceniu czasu. Czasami autorka wspomina o tym wszystkim mimochodem i przy okazji, czasami dla mnie wykład bywał zbyt łopatologiczny, ale siedmiolatek domagał się dalszych wyjaśnień. Piotruś chyba najbardziej przeżywał właśnie migawki z przeszłości, gdy okazywało się, że ktoś stracił swoją szansę lub wybrał drogę, która sprowadziła go na manowce. A poza tym uznał, że rzeczy się wcale nie gubią, tylko ktoś je podbiera od razu w momencie zgubienia. Jak przeczytacie książkę, to dajcie znać, czy zgadzacie się z tą teorią.

Czytaliśmy tę książkę razem, bo tekstu na stronie jest dużo i taka zbita ściana liter przerażała mojego syna. Podczytywał na głos fragmenty, uważnie czytał tytuły, ale nie miał ochoty przebijać się samodzielnie przez kolejne strony. Przydała się pomoc mamy.
Pan Kardan i przygoda z vetustasem

Nie myślcie jednak, że to bardzo poważna książka. Na pewno nie raz zaczniecie się śmiać, a przynajmniej uśmiechać. A potem wasze dzieci będą z powagą dyskutować o inteligencji kur (rasy sussex) i pożytkach płynących z posiadania kota. Od razu uprzedzam, że nie znajdziecie tutaj odwołań do rzeczywistej nauki i praw rządzących naturą. Vetustas nie podlega zwykłym prawom fizyki, ale nie o to tutaj chodzi. Opowieść o Waldemarze Kardanie to świetna rozrywka. Dzięki książce Justyny Bednarek spędzicie miło kilka wieczorów i pewnie będziecie mieli ochotę na więcej.  Zakończenie sugeruje, że „Pan Kardan i przygoda z vetustasem” to dopiero początek przygody czytelników z Panem Kardanem. Czy komuś jeszcze koniec kojarzył się z „Facetami w czerni”?

Pan Kardan i przygoda z vetustasem

Nie można pisać o tej książce i nie wspomnieć o świetnych ilustracjach Adama Pękalskiego. Warto zajrzeć do „Pana Kardana” choćby tylko dla nich. Bardzo fajna lektura dla chłopców i dziewczynek.

 

Justyna Bednarek, Pan Kardan i przygoda z vetustasem, il. Adam Pękalski, Bajka 2017

Kresek, Bartek i całkiem zwyczajny początek

Pewnie powinnam pisać o Świętach, Mikołaju i reniferach, o książkach, które wprowadzają w atmosferę Bożego Narodzenia… Tylko że trochę mi się nie chce, bo wszyscy o tym piszą i pokazują śliczne stosiki 🙂 No i może także dlatego, że mało czytamy w tym roku o świętach, Mikołaju i reniferach, raczej o przygodach, labiryntach, autach, tajemnicach i jamnikach. Kilka książek na raz, tak jakoś wyszło. Więc zamiast o Mikołaju, posłuchajcie o zwykłym chłopcu, Bartku Kłopotku.

Kresek, Bartek i całkiem zwyczajny początek

Książka Kasi Nawratek zdobyła w tym roku Koziołka, nagrodę przyznawaną przez Bibliotekę w Oświęcimiu. Sięgałam więc po tę pozycję z dość dużymi oczekiwaniami, ale i z niepokojem. Wygrała z „Teatrem niewidzialnych dzieci” Marcina Szczygielskiego, którą uważam za książkę bardzo dobrą, więc poprzeczka wisiała wysoko.

„Kresek, Bartek i całkiem zwyczajny początek” to całkiem zwyczajna historia Bartka mieszkającego w zwykłym bloku. Układ rodzinny chłopca jest inny, ale chyba coraz bardziej powszechny: jest mama i jej partner Piotrek, jest tato i jego nowa partnerka, Aneta. No i jest Kresek — jamnik będący największym przyjacielem i powiernikiem. Gdzieś w tle przewija się szkoła, koledzy i koleżanki, sąsiedzi, bezdomni, ogródki działkowe i sklepy. W całym tym uniwersum najbardziej niezwykły jest Bartek. Jego ogromna, wręcz rozbuchana wyobraźnia to jednocześnie ratunek i przekleństwo. Chłopiec ucieka przed problemami w nierealny świat, a to, co wymyślone, jest dla niego równie rzeczywiste i prawdziwe. Granica się zaciera, a Bartkowe hasło „wiem to na pewno”, którym kończy prawie każdą wypowiedź, sprawia, że trudno mu uwierzyć, nawet wtedy, gdy wszystko, co mówi, jest prawdą. Zresztą Bartek raczej nie kłamie, on po prostu wymyśla historie i natychmiast zaczyna w nie wierzyć.

Kresek, Bartek i całkiem zwyczajny początek

Trudno mu się dziwić. Bartka poznajemy w momencie przełomowym, kiedy okazuje się, że będzie miał siostrę. Niestety, tato i  jego partnerka nie potrafią dobrze poradzić sobie z tą sytuacją (szerze mówiąc, radzą sobie koszmarnie, za dużo znam „z życia” podobnych historii, by zarzucać Kasi Nawratek przesadę, choć trochę raził mnie czarno-biały schemat). Odmienność chłopca przeszkadza mu w szkole, zawadza w domu. Czas dorosnąć, tylko że Bartek dorastać nie chce, bo nie potrafi i chyba nie chce dostosować się do reguł dorosłego świata. Bartek widzi dużo, więc świetnie dostrzega także jego absurdy. Problemy tłumaczy sobie po swojemu (cudnie namalowane Kopalnia i Administracja), ale je widzi — często więcej niż niejeden dorosły.

Trudno mi się pisze o tej książce. Kasia Nawratek namalowała fragment dziecięcego życia, bardzo pokomplikowany przez dorosłych. Bartek to dziecko, które musi poradzić sobie z rozwodem rodziców, przemocą w szkole, niesprawiedliwością dorosłych, czyjąś bezdomnością, strachem przed katastrofą budowlaną, pierwszym zauroczeniem. Zmaga się z kłopotami, które mogłyby przywalić niejednego dorosłego. To bardzo poruszająca lektura, o której trudno przestać myśleć. Mój Starszy pochłonął ją błyskawicznie i powiedział, że warto, choć to trochę smutne, czasami dziwne, ale i wzruszające. „Dziwny był ten Bartek mamo, ale mi go szkoda, nie miał lekko”. Ja mam skojarzenia i z „Teatrem niewidzialnych dzieci„, i z „Tonją z Glimmerdalen„.

Kresek, Bartek i całkiem zwyczajny początek

Kasia Nawratek nie oferuje czytelnikowi łatwych rozwiązań. Bartek nie jest prostym bohaterem: jest inny, dziwny, zakręcony. Trudno się z nim dogadać i przeniknąć do jego świata. Problemy, z którym się boryka, nie znikają. Pewne rzeczy udaje się wyjaśnić, życie toczy się dalej, tak po prostu — i trzeba się w nim odnaleźć. Bo właśnie takie jest życie, czasami fajne, czasami trudne, czasami niezrozumiałe. Różne. Pewne problemy znikają dopiero wtedy, gdy uporają się z nimi dorośli — dlatego warto, by także dorośli sięgnęli po tę książkę. Naprawdę warto.

 

Kasia Nawratek, Kresek, Bartek i całkiem zwyczajny początek, il. Ola Szmida, Ezop 2016

Zabawy z Mattisem

Piotruś bardzo poleca czytanie Mattisa. Bo jest fajny i już… I nie ma za dużo tekstu na stronie, i szybko się czyta, i po prostu jest fajny, rozumiecie? I nie należy zadawać głupich pytań  i zastanawiać się za dużo, czemu warto zajrzeć do Mattisa. Jak ktoś tego nie rozumie, to nie jest za mądry. Czytajcie więc „Mattisa i jego przygody w pierwszej, drugiej i trzeciej klasie” Rose i Samueala Lagercrantzów (Wydawnictwo Zakamarki) — ktoś oprze się takiej rekomendacji?

Mattis_Okładka

Mattis trafił do naszego domu na fali zainteresowania Dunią. Matką bardziej kierowała ciekawość, jak dziecko zareaguje na szkołę pokazywaną z perspektywy chłopca, bo Dunia wywoływała pewien sprzeciw (ee, to raczej dla dziewczyn). Efekt przekroczył oczekiwania, bo Piotruś się w Mattisie zakochał — a po zakończeniu lektury napisał list do Mikołaja i poprosił o wszystkie przygody Duni, bo przecież tam pewnie będzie też coś o Mattisie.

Przygody Mattisa w pierwszej, drugiej i trzeciej klasie

Rose Lagercrantz napisała książkę, która naprawdę pokazuje świat z perspektywy dziecka, świat, w którym bardzo dużo się dzieje — choć nie zawsze dorośli wszystko rozumieją, a na pewno dziecko nie ma ochoty za dużo o nim opowiadać. Bo i po co? Przygody Mattisa jak mało która książka rozwiązywała język mojego syna. Nagle Piotrek zaczynał opowiadać o szkole, o kolegach, o tym, że czasami też kogoś nie lubi albo że coś jest bardzo trudne lub właśnie stało się łatwiejsze. Nie wiem, czy „Przygody Mattisa w pierwszej, drugiej i trzeciej klasie” będą działać tak samo na każdego, ale na pewno warto spróbować i nie burzyć się, gdy dziecko przerywa lekturę.

Przygody Mattisa w pierwszej, drugiej i trzeciej klasie

Opowieści o świecie Mattisa są krótkie. Na stronie nie ma za dużo tekstu, więc Piotrek nie uciekał przed literkami, które go przerażały (mamo, to nie dla mnie, tak tu dużo liter — zdarza mi się usłyszeć taki tekst). Książkę o Mattisie przeczytaliśmy błyskawicznie i mój syn świetnie odnajdywał się w sytuacjach opisanych przez Rose Lagercrantz. Bo przygody Mattisa są zwyczajne: kogoś nie lubi, czasem nie ma ochoty iść do szkoły, cieszy się, gdy znajduje przyjaciela, lubią panią. Niezwykłe rzeczy, które przydarzają się Mattisowi, są takie „zwykłe”: Beni Bandzior zrzuca mu bryłę lodu na głowę, pani źle się czuje w szkole, ktoś skręca nogę, Mattis może nocować u kolegi… Tak prosto i zwyczajnie, a jednocześnie tak niezwykle, bo w książce jest mowa nie tylko o tym, co się dzieje, ale także o tym, co się czuje — że można się bać, że życie w pierwszej, drugiej i trzeciej klasie może być przerażające, że mały człowiek czasami jest samotny. Rose Lagercrantz potrafi pisać o emocjach i uczuciach. A na dodatek tak cudnie pisze o rodzicach 🙂

Piotruś uważa, że „Przygody Mattisa” to najlepsza książka, jaką chłopcom może przynieść Mikołaj. Sprawdzicie?

 

Rose i Samuel Lagercrantz, Mattis i jego przygody w pierwszej, drugiej i trzeciej klasie, Zakamarki 2017