Koziołek – czy wiecie, co to jest?

Dzisiaj wpis będzie nietypowy, bo rzadko piszę o rzeczach innych niż książki. Dzisiaj będzie o konkursie na najlepszą książkę — konkursie, który jest mi bliski, bo upowszechnia dobrą, angażującą, intrygującą i mądrą literaturę dla dzieci, a na dodatek jego organizatorem jest biblioteka. A ja bardzo lubię biblioteki, które starają się zwalczyć stereotyp biblioteki jako nudnego miejsca z tonami zakurzonych książek i bardzo lubię do biblioteki chodzić (moje dzieci też). Tutaj będzie cytat: „(Nagroda) Jest przyznawana co rok żyjącemu polskiemu autorowi za wyróżniającą się podobnymi cechami (co książki Kornela Makuszyńskiego — to mój dopisek) książkę literacką dla dzieci młodszych, opublikowaną po raz pierwszy w roku poprzedzającym kolejną edycję nagrody”. 

Koziołki

Oczywiście mowa o 24. Ogólnopolskiej Nagrodzie Literackiej im. Kornela Makuszyńskiego, która została przyznana w zeszłym tygodniu. Statuetkę Koziołka Matołka otrzymała Kasia Nawratek za książkę „Bartek, Kresek i całkiem zwyczajny początek” (wyd. Ezop) — jeszcze jej nie czytaliśmy, ale obiecuję, że recenzja się na blogu pojawi. Wyróżnienia trafiły do Andrzeja Marka Grabowskiego za książkę „Dziewczynka ze srebrnym zębem” (wyd. Media Rodzina) i Marcina Szczygielskiego za książkę „Teatr niewidzialnych dzieci” (Instytut Wydawniczy Latarnik) — ta lektura zrobiła na moim Starszym ogromne wrażenie, a recenzję możecie przeczytać tutaj. Nic dziwnego (dla mnie), że Marcin Szczygielski zgarnął także Nagrodę Czytelników.

Koziołek - laureaci

Do nagrody nominowano następujące utwory:

1. „Lawendowa czarownica”, Katarzyna Borys, wyd. Akapit Press,

2. „Dziewczynka ze srebrnym zębem”, Andrzej Marek Grabowski, wyd. Media Rodzina,

3. „Haczyk”, Emilia Kiereś, wyd. Akapit Press,

4. „Amelia i Kuba. Stuoki potwór”, Rafał Kosik, wyd. Powergraph,

5. „Zawiła historia niesfornego Kacperka”, Katarzyna Michalec, wyd. Adamada,

6. „Kresek, Bartek i całkiem zwyczajny początek”, Kasia Nawratek, wyd. Ezop,

7. „Koniec świata nr 13”, Katarzyna Ryrych, wyd. Literatura,

8. „Teatr niewidzialnych dzieci”, Marcin Szczygielski, wyd. Instytut Wydawniczy Latarnik,

9. „Ala Baba i dwóch rozbójników”, Joanna Wachowiak, wyd. BIS,

10. „Chłopiec z Lampedusy”, Rafał Witek, wyd. Literatura.

Do tej pory przeczytaliśmy akurat połowę nominowanych utworów (to te podlinkowane) — i wszystkie nam się podobały. Nie wiem, jak jest z Wami, ale akurat do list nominowanych do Koziołka zaglądam i szukam inspiracji, bo przydaje się poradnik, do której książki warto zerknąć. A Wy? Lubicie nagrody literackie? Zaglądacie do książek, które zdobyły jakieś nagrody?

Zobaczcie jeszcze kilka zdjęć z uroczystości wręczenia nagród dzięki uprzejmości Galerii Książki – Miejskiej Biblioteki Publicznej w Oświęcimiu. 

Koziołek

Koziołek

Koziołek

Teatr niewidzialnych dzieci

Książki dla dzieci Marcina Szczygielskiego kupuję w ciemno, z wewnętrznym przekonaniem, że nie może to być kiepska lektura. „Teatr niewidzialnych dzieci” zdobył na dodatek główną nagrodę w konkursie literackim im. Astrid Lindgren — to doskonała rekomendacja. No i ta śliczna okładka Emilii Dziubak.

Teatr niewidzialnych dzieci

Śliczna, a jednocześnie intrygująca i niepokojąca. Tymek dał się złapać na jej lep od razu — natychmiast zajrzał do książki i nie przeraziło go nawet zastrzeżenie, które pojawia się na samym początku:

Tylko od razu zaznaczam, że nie będzie tu żadnych smoków, czarów, magii i innych tym podobnych spraw, więc się nie nastawiajcie, a jeśli lubicie bajki, to sobie darujcie czytanie całkiem, bo to nie jest żadna bajka.

Mój Starszy uznał, że taka okładka zapowiada horror lub soczysty kryminał. Dostał książkę, którą trudno zaszeregować. Książkę niełatwą, bo trzeba naprawdę dobrego pióra, żeby pięknie i mądrze, ale nie ckliwie, pokazać wychowanków domu dziecka, czasy PRL i czasy przełomu, gdy ludzie coraz głośniej zaczęli mówić „nie”. A całą historię napisać w taki sposób, żeby jedenastolatek czytał ją z wypiekami na twarzy i przedłożył nad wszystkie inne lektury ze stosiku, choć kusiły nieziemskimi przygodami i magią właśnie.

Akcja książki Marcina Szczygielskiego toczy się w 1981 r., a jej bohaterem jest dziesięcioletni Michał Szymczyk, wychowanek domu dziecka. To Michał jest narratorem i autorem opowieści, to jego oczami oglądamy PRL-owską szarzyznę i absurdy. Czytałam tę książkę z narastającym zdumieniem, jak dobrze udało się Marcinowi Szczygielskiemu nakreślić czasy mojego dzieciństwa, pokazać wszechobecne kolejki „po wszystko”, spryt ludzi, wartburgi perkoczące na ulicach, załatwianie spraw przy pomocy kilograma schabu, wybrakowane ubrania w sklepach, Pewex i paczki z zagranicy… Peerel w tej książce jest prawdziwy, szary, nudny i ponury. Michał przyjmuje świat, w którym żyje, takim, jakim jest: to uporządkowany, czasami absurdalny świat bidula, w którym trzeba znać swoje miejsce i umieć się odnaleźć, by przetrwać. Świat na zewnątrz rządzi się innymi prawami, coś tam się dzieje, ale kto miałby to wytłumaczyć chłopcu z domu dziecka, którego wychowawcy co chwila się zmieniają?

Marcin Szczygielski bardzo umiejętnie dawkuje napięcie. Pierwsza część książki jest bardziej statyczna i opisowa. Uporządkowane życie bidula wydaje się doskonale pasować do uporządkowanego życia ludzi, toczącego się zgodnie z rytmem: dom, praca, kolejka po coś, co rzucili, dom. Pojawiają się drobne sygnały, dobrze czytelne dla starszego czytelnika: czerwone napisy Solidarność na murach, pobór do ZOMO. Druga część książki, opowiadająca losy Michała po przybyciu do domu „Dębowy Las”, domu dla dzieci po przejściach, jest bardziej dynamiczna. Ten dom jest inny, bardziej przypomina zwykłe domy. Dzieci mają swoje pokoje, a kuchnia jest stale otwarta. Akcja nabiera tempa, gdy do domu trafia Agnieszka o wielu imionach, która postanawia wystawić sztukę. Premiera została wyznaczona na 13 grudnia.

Dlaczego teatr Niewidzialnych Dzieci?

Dlaczego? Jeszcze się pytasz? A kim my jesteśmy, jeśli nie niewidzialnymi dziećmi? My wszyscy, nie tylko stąd, ale z każdego domu dziecka? Och, ludzie się chętnie na nas gapią z bezpiecznej odległości, ale choć się gapią, to i tak nas nie wiedzą! Natomiast gdy podchodzą bliżej, odwracają oczy i już o nas zapominają. Jakby nas nie było! Nie powiesz mi, że nie zauważyłeś.. Tak jest, było i będzie, nie czarujmy się. A skoro tak, to zmusimy ich, żeby nas widzieli! Bo kiedy jesteś w teatrze, to chcesz czy nie chcesz, musisz patrzeć na scenę i na tych, którzy na niej stoją!

Nie chcę streszczać tej książki — zajrzyjcie do niej sami. Dorosła historia splata się tutaj z dziecięcymi losami, historia kraju i historia domu przenikają się i uzupełniają. Powstaje obraz świata, który powinniśmy pamiętać właśnie w szarych barwach, bez koloru i upiększeń, jakie wprowadza nostalgia. To ważna książka nie tylko o historii, ale o próbie zrozumienia i szukaniu miejsca, o potrzebie rozmowy i magii teatru. Jest w tej powieści miejsce na uśmiech i groteskę, na satyrę i przymrużenie oka. Tymek bardzo mnie zachęcał do lektury, choć jednocześnie powiedział, że to bardzo smutna książka, mimo iż kończy się „chyba dobrze”. Może więc zacytuję Joannę Olech: Nie ma tu łatwego happy endu, ale jest furtka i ścieżka — ku lepszemu.

A na zakończenie obejrzyjcie zapowiedź książki, bardzo ciekawą i dużo bardziej nostalgiczną niż sama powieść.

 

Marcin Szczygielski, Teatr niewidzialnych dzieci, Instytut Wydawniczy Latarnik 2016

Wakacje u babci nie muszą być złe

Tymek doskonale wie, że wakacje u babci nie muszą być złe, bo chętnie spędza u niej trochę czasu i w wakacje, i w ferie. Zwykle wraca bardzo zadowolony, objedzony kopytkami, pyzami i pierogami (czyli tym wszystkim, czego mama nie chce gotować), ale po ostatniej lekturze trochę żałował, że jego babcia nie hoduje lilii. No i od razu wiadomo, co czytał 😉

Czarownica piętro niżej

Marcinowi Szczygielskiemu udało się stworzyć świetną i bardzo wciągającą książkę. Tymek czytał ją z wypiekami na twarzy – przy pierwszych kilku stronach trochę marudził, że akcja nie jest aż tak wartka jak w „Zwiadowcach”, ale potem nie mógł się oderwać. Mamo, jutro nie idę do szkoły, jeszcze tylko kilka stron…..
„Czarownica pięto niżej” to historii Mai, której akurat zaczęły się wakacje. I wszytko układa się nie tak: jej siostra urodziła się dużo za wcześnie i ciągle jest w szpitalu, jej mama ciągle płacze, jej tata ciągle pracuje, a ona ciągle siedzi przed telewizorem. A na dodatek pada deszcz. Trudno się więc dziwić, że rodzice szukają pomysłu, co zrobić. Podejmują decyzję, że Maja pojedzie do ciabci, do Szczecina. No przecież kompletna nuda: stara babcia, stara kamienica, czarno-biały telewizor, skrzypiące schody, niepokojące odgłosy na strychu, ukryte tunele, gadające koty, zwariowane wiewiórki, tajemne drzwi… Może wystarczy tej wyliczanki. Wakacje u ciabci naprawdę nie będą nudne.

Ta książka to doskonała historia napisana pięknym językiem. Tymek nie raz zarykiwał się ze śmiechu i przybiegał, by przeczytać mi, co bardziej soczysty fragment. Jego ulubiony to zabawa w serial i wypytywanie o wiek ciabci. A mnie się przypomniało, jak Tymek pytał swoją prababcię, czy pamięta dinozaury 🙂 Wiele jest w tej powieści smaczków, bo Marcin Szczygielski uroczo podsłuchuje żywy język i zwyczaje dzieci.

Książka jest nie tylko ciekawie napisana, ale także świetnie zilustrowana przez Magdę Wosik. Carno-białe ilustracje dobrze podkreślają atmosferę tajemnicy i sekretów. Tymkowi kojarzyły się trochę z komiksem.

Marcin Szczygielski, Czarownica piętro niżej

A po zakończeniu czytania Tymek ogromnie się ucieszył, że jest druga część. I to na dodatek tak smakowicie zatytułowana „Tuczarnia motyli”.