Absolutnie subiektywna świąteczna polecajka Tymka

Na blogach, portalach i stronach wydawnictw mnóstwo jest prezentowych propozycji. Przepięknych, cudownych i mądrych książek dla maluchów, przedszkolaków i dzieci z młodszych klas podstawówki. A dla starszych jakby mniej. Poprosiłam więc Tymka, żeby zastanowił się i wskazał książki, które zrobiły na nim największe wrażenie, które warto kupić pod choinkę i podarować starszemu dziecku — nawet takiemu, które nie przepada za czytaniem.

No i zaczęła się dyskusja. Oglądaliśmy książki z półek i przeglądaliśmy listy książek wypożyczonych — jak to dobrze, że biblioteka ma katalog elektroniczny. Pominęliśmy „Harrego Pottera”, „Percy’ego Jacksona” i „Baśniobór” jako absolutne pewniaki (mamo, to wszyscy znają!). No więc voilà! Zapraszamy do lektury absolutnie subiektywnego spis książek dla młodszej młodzieży wartych przeczytania i podarowania — kolejność wymieniania tytułów przypadkowa! Niestety niektóre z tych książek ciągle czekają na recenzję na blogu, większość można bez problemu kupić. Aaa, i prosiłam, by moje dziecko wybrało dziesięć tytułów — nie było prosto!

Zaczynamy od tych, którzy czytać za bardzo nie lubią i długa książka sprawi, że uciekną pod stół.

1. „Hej, Jędrek! Przepraszam, czy tu borują?” Rafała Skarżyckiego, Tomasza Lwa Leśniaka (Nasza Księgarnia) lub dowolna inna część przygód Jędrka. Zabawna, pełna rysunków i komiksów lektura o perypetiach zwariowanego dziesięciolatka. Dla fanów komiksów i kryminałów od 7 roku życia, ale dla jedenastolatka też się nada.

Hej Jędrek! Przepraszam, czy tu borują

2. Kolejna propozycja na naszej liście dla niechętnie czytających to właściwie dwie pozycje, także wydane przez Naszą Księgarnię: „Mieszko, ty wikingu!” i „Kazimierzu, skąd ta forsa” Grażyny Bąkiewicz. To bogato ilustrowane i pełne zabawnych komiksów opowieści o podróżach w czasie i zwiedzaniu Polski za czasów Piastów. Tymek bawił się świetnie i uznał, że to doskonała lektura dla wszystkich, którzy nie przepadają za czytaniem, ale lubią rycerzy i dawne czasy. 

Mieszko, ty wikingu!

3. Mamo, koniecznie „Kroniki Spiderwick„! Tony’ego DiTerlizzi i Holly Black (Znak) — tylko chyba trudno ją kupić. To brawurowe wprowadzenie do świata fantasy. Czego tutaj nie ma: rozbita rodzina, rozpadający się dom, masa dziwnych stworów, zagrożenie dla świata, świetny, wciągający tekst i inspirujące ilustracje. Bywa strasznie, więc powiedzmy, że od ósmego-dziewiątego roku życia. I uwaga: koniecznie trzeba zacząć lekturę od pierwszego tomu!

Kroniki Spiderwick

A teraz propozycje dla tych dużo czytających, którzy pochłaniają jedną książkę za drugą i ciągle im mało.

4. Yves Grevet „Meto” (Dwie Siostry) — dystopia dla młodzieży, momentami mroczna i bardzo wciągająca. Sześćdziesięciu czterech chłopców w wielkim Domu na wyspie. Nie wiedzą, kim są, nie wiedzą, co ich czeka. To nie jest przyjazny, barwny świat. Tutaj trzeba szybko dorosnąć. Dla dwunastolatków — docelowo trzy tomy.

Meto

5. Brandona Mulla na tej liście nie mogło zabraknąć. O „Baśnioborze” nie będę pisać, ale mój syn poleca także „Wojnę cukierkową” (tylko dwa tomy!) (wydawnictwo Wilga). To opowieść o małym miasteczku, paczce przyjaciół i magicznych słodyczach (ech, każdy chciałby polatać po zjedzeniu supersmacznej pralinki). Akcja pędzi i natychmiast po zakończeniu pierwszego tomu chce się zacząć następny.

Wojna cukierkowa

6. Co powiecie na spiskowe teorie dziejów, tajemne stowarzyszenia i świat, w którym nieustannie ściera się dobro i zło? A w samym środku wydarzeń tkwi oryginalne rodzeństwo August i Cezaryna. To książka o wadze wiedzy i książek właśnie, o samotności i walce o akceptację — sporo w niej przemocy: fizycznej i psychicznej. Mnie nieodparcie kojarzy się z Aleksandrem Dumas i powieściami spod znaku płaszcza i szpady, a Tymek pochłonął ją z wypiekami na twarzy. Jeśli lubicie wartką akcję i tajemnice, sięgnijcie po „Podpalaczy książek” Marine Carteron (Wytwórnia, od 12 lat, 3 tomy).

Podpalacze książek

7. Zwiadowcy„, mamo, zwiadowcy! Ech, to lektura nie najwyższych lotów, ale bardzo uzależniająca. Dobra dla nawet początkującego czytacza, bo wciąga jak odkurzacz. Wartka akcja niesie czytelnika z miejsca na miejsce po rozległych, rycerskich krainach. Oblężenia, pojedynki, porwania, podróże. Zanim kupicie, sprawdźcie, czy pobliska biblioteka oferuje wszystkie tomy, a jest ich chyba ze dwanaście (wydawnictwo Jaguar) — nadaje się dla rozczytanego dziesięciolatka, a starsze dziecko też nie będzie się raczej nudzić. Dorosłym też zdarza się uwielbiać tę serię.

Zwiadowcy

8. Kolejny Brandon Mull na naszej liście. Seria „Pięć królestw” to jedna z ulubionych lektur Tymka, który nie może się doczekać następnej części. Mój syn uważa, że te książki są lepsze od „Baśnioboru”. Grupa przyjaciół trafia na tajemnicze Obrzeża. Muszą przejść przez kolejne krainy, przeżywają mnóstwo przygód, zdobywają niezwykłe przedmioty i moce — po każdym tomie mój syn szczegółowo opowiadał, co tym razem było najfajniejsze (Wydawnictwo Egmont, od 11 roku życia, choć mój ośmioletni bratanek też czytał z zachwytem). Na razie wyszły trzy tomy.

Pięć królestw

9. Mamo, to smutna książka, ale ciekawa. I inna niż wszystkie. Moje dziecko bardzo przeżyło lekturę „Mówcie mi Bezprym” Grażyny Bąkiewicz. Ta książka zmusza do myślenia, pokazuje, że przeszłość to nie tylko bitwy i daty, to ludzie ukryci za zasłoną czasu, którzy kochali, nienawidzili i pragnęli. Akcja jest wartka i wciąga, ale to lektura dla dojrzalszych i bardziej wyrobionych czytelników (wydawnictwo Literatura, od 11 lat). Uwaga: tylko jeden tom (co za dziwactwo w dzisiejszych czasach!)

Mówcie mi Bezprym

10. No i na końcu, choć kolejność jest przypadkowa, po prostu tak wyszło, Marcin Szczygielski i książki o przygodach Mai. Jeszcze nie czytaliśmy „Klątwy dziewiątych urodzin”, ale przecież warto zacząć od początku, od „Czarownicy piętro niżej” i „Tuczarni motyli”. To świetna polska seria, trzymająca w napięciu i czarująca słowem. Znam rodziny, gdzie wszyscy zasiadali na wspólne czytanie, dorośli i dzieci, by razem dowiadywać się, co było dalej (wydawnictwo Bajka, od 7 lat).

Czarownica piętro niżej

Co sądzicie o liście Tymka? Co byście na nią dorzucili? Czekam łakomie na wszystkie tytuły, bo dostarczanie mojemu dziecku strawy książkowej to momentami nie lada wyzwanie 🙂

Reklamy

Mamo, chcę kolejny tom, czyli o czytaniu serii – cz. 1

Zabierałam się do tego wpisu już bardzo długo. Bywam bowiem absolutną przeciwniczką dawania dziecku do ręki pierwszego tomu czegokolwiek – szczególnie po kolejnej awanturze w stylu: „ja muszę wiedzieć, co było dalej, w bibliotece nie ma, ja chcę, kup natychmiast, ja muszę wiedzieć itd.” Wtedy zwykle obiecuję sobie, że ostatni raz pozwoliłam czytać cokolwiek, co ma więcej niż jeden tom. Potem mi przechodzi, bo przecież ciekawość, co było dalej, jest wpisana w ludzką naturę. A serii w księgarniach jest mnóstwo i sama chętnie do wielu zaglądam, choć niekoniecznie do tych dla dzieci 🙂

Seria, moim zdaniem, to jeden z lepszych sposobów „przymuszenia” dziecka do czytania, bo jak już się wciągnie i przebrnie przez, powiedzmy, pięć tomów, to pewnie potem będzie czytać. Mój najmłodszy, sporo młodszy ode mnie brat, uważa, że jego zafascynowanie czytaniem zaczęło się od Harrego Pottera. Po tej lekturze po prostu nie mógł przestać czytać, więc szukał kolejnych książek, które byłyby równie ciekawe. Wady także są. I kłótnie z dziećmi oraz kombinowanie, jak zdobyć kolejny tom, wcale nie należą do najpoważniejszych. Nie wszystkie części serii bywają równie dobrze napisane, zdarza się, że kolejne tomy powielają te same schematy fabularne i językowe, które sprawdziły się w pierwszych tomach. Nie każdemu autorowi starcza pomysłu i siły, by dobrze serię zakończyć. Czasami fascynacja jednym gatunkiem zostaje do końca życia i nawet dorosły człowiek czyta tylko książki o smokach. Żeby było jasne: nie mam nic przeciwko smokom, tylko jest tyle fascynujących rzeczy do czytania, że szkoda ograniczać się do jednego gatunku 🙂

Mogę sobie marudzić, ale o seriach muszę napisać, bo niektóre Tymek czytał z wypiekami na twarzy, a inne dopiero przed nami. Zaczęło się od Harrego Pottera, a potem przyszła kolej na „Zwiadowców” Johna Flanagana

O „Zwiadowcach” słyszeli już chyba wszyscy.

Zwiadowcy

„Zwiadowcy” to historia korpusu zwiadowców, a właściwie kilku jego członków. Głównym bohaterem jest młody chłopak, wychowany w sierocińcu Will Treaty, który w Dniu Wyboru zostaje przyjęty do Korpusu Zwiadowców, elitarnej jednostki na usługach króla Araluenu. W kolejnych tomach opisane jest dorastanie i szkolenie Willego, którego mentorem zostaje Halt, jeden z najlepszych i najbardziej mrukliwych zwiadowców Araluenu. Taki zwiadowca to ktoś w rodzaju Jamesa Bonda – szpieg, doskonały żołnierz i strzelec, o wręcz niesamowitych umiejętnościach kamuflażu, które sprawiają, że ludzie po prostu się zwiadowców boją i posądzają ich o uprawianie magii.

Akcja powieści osadzona jest świecie stylizowanym na średniowiecze, bez trudu można odkryć, z historii których krajów czerpał Flanagan, tworząc Araluen, Skandię, Clonmel czy Nihon-Ja.

Tymek czytał „Zwiadowców” z zachwytem i ogromnymi emocjami. Co chwila zadawał mnóstwo pytań dotyczących wyposażenia zwiadowców, rodzajów broni czy kolejnych przygód. Moim zdaniem, te książki doskonale nadają się dla ośmio- czy dziewięciolatka. To powieść o dorastaniu, wartości przyjaźni, powolnym dochodzeniu do doskonałości dzięki długim, trudnym i często nudnym ćwiczeniom. Nie ma w niej zbyt „opisowych” scen przemocy, bohaterowie są jednoznaczni: od razu wiadomo, kto jest dobry, a kto zły. I wiadomo także, że dobry zawsze wygra i nic złego mu się nie stanie, a złego spotka zasłużona kara. Przygody toczą się warto, akcja jest szybka – dobra lektura, aby pokazać, że czytanie może być fascynujące. Najlepsze są chyba pierwsze trzy tomy, potem akcja robi się dość schematyczna i właściwie bez trudu można przewidzieć, co będzie dalej. Ponieważ Tymek lubi dyskutować o książkach, czytałam je razem z nim, i dla mnie przebrnięcie przez środkowe tomy było pewnym problemem – pewnie dlatego, że mam już trochę więcej niż 9 lat. Mój dziewięcioletni bratanek czytał je z równą fascynacją, co Tymek. Toczyli potem długie dyskusje, czy lepiej byłoby trafić do Hogwartu, czy na naukę do zwiadowcy.

Przyznaję jednak, że po skończeniu przez Tymka jedenastego tomu odetchnęłam z ulgą, że nie ma następnych. I odmówiłam wypożyczenia „Drużyny”, kolejnej serii Flanagana, której akcja toczy się w tym samym średniowiecznym świecie i ma wielu tych samych bohaterów. Pomyślałam, że całej rodzinie przyda się chwila oddechu od świata Araluenu.