Księżniczki i smoki

Gdy proponuję synowi książkę przyniesioną z biblioteki i w odpowiedzi słyszę: aa to? Już to przeczytałem, jest nieźle. A gdy na dodatek Młodsze proponuje, że przeczyta mi bajkę, bo jest fajna i na pewno mi się spodoba, jest naprawdę dobrze. W ten oto sposób poznałam „Księżniczki i smoki” Christiny Björk (Zakamarki). Piotruś zachęcał mnie do lektury: wiesz, te księżniczki są naprawdę fajne, mamo, takie współczesne i starożytne jednocześnie.

Christina Björk, Księżniczki i smoki

Księżniczek jest siedem. Po jednej na każdy dzień tygodnia, choć Piotrek, jak się okazało, połknął wszystkie historyjki na raz. Każda księżniczka ma piękne kwiatowe imię — jak na księżniczkę przystało. Na kartach książki spotykamy księżniczkę Petunię, Werbenę, Dalię, Czeremchę, Piwonię, Sasankę i Nasturcję. Jest także jeden mały książę, którego trzeba uratować. No i oczywiście pełno tu smoków: małych i dużych, groźnych i przyjacielskich, zielonych i czerwonych. Przecież to także książka o smokach.

Christina Björk, Księżniczki i smoki

Księżniczki są samodzielne i silne. Raczej marzą o byciu porwaną przez smoka (gdy słyszę o takim marzeniu, natychmiast przypomina mi się cudowna Henrietta Rozalinda Aurora) niż przez księcia, zdarza im się porwać smoka albo zdecydowanie pozbyć się potwora, który pozwolił sobie na za dużo (kto to widział, żeby smok wypijał całe wino poziomkowe taty króla?). Świetne bajki dla dziewczynek, które trzeba wybić z księżniczkowych stereotypów. Jak widać na przykładzie mojego syna, świetne bajki dla chłopców, bo ich także trzeba uczyć niestereotypowego patrzenia na dziewczynki. Bohaterki opowieści Christiny Björk to po prostu prawdziwe dziewczyny, które oprócz tego są księżniczkami — są pyskate, czasami niemiłe i nieposłuszne, odważne, pełne inwencji i energii. Radzą sobie same i nie potrzebują pomocy. Nawet gdy zagraża im smok. Zresztą to smoki mają chyba więcej  powodów do obaw.

Christina Björk, Księżniczki i smoki

Christina Björk, Księżniczki i smoki

Do tego piękne ilustracje Evy Eriksson — Piotrek rozpoznał kreskę autorki obrazków do Duni i Mattisa. To chyba właśnie ilustracje sprawiły, iż mój syn uznał księżniczki za starożytne. Mają korony (i czasami uczulenie na złoto), piękne suknie i pantofelki. Przede wszystkim są jednak dziewczęce, a nie lalkowate. Są dziećmi, a nie manekinami — bardzo lubię patrzeć na emocje widoczne na ilustracjach: zachwyt, radość, gniew, oburzenie. Smoki zresztą są tak samo wyraziste.

Christina Björk, Księżniczki i smoki

 

Teraz nie możemy dojść z Piotrkiem do porozumienia. Jemu najbardziej podoba się bajka o księżniczce Czeremsze i smoku z telewizora, który bardzo lubił poziomkowe wino. Ja waham się między opowieścią o księżniczce Dalii, co porwała smoka, a historią Werbeny. Dajcie znać, która bajka najbardziej przypadała Wam do gustu.

Christina Björk, Księżniczki i smoki, il. Eva Eriksson, tł. Agnieszka Stróżyk, Zakamarki 2011