Co on znowu napsikusował?

Paddingtona poznaję razem z Tymkiem. Nie znałam go w dzieciństwie, do niedawna (czyli właściwie do momentu, gdy Znak zaczął wznawiać książki Michaela Bonda) nie wiedziałam, że istnieje miś w niebieskim płaszczu i czerwonym kapeluszu. Może książek o nim nie było w bibliotece w moim miasteczku?

Na początku próbowaliśmy słuchać o przygodach Paddingtona — jego historię emitowała Trójka w czasie Zagadkowej niedzieli. Widać było jednak, że ten fragment audycji w ogóle go nie interesuje, nie słuchał, tylko dopytywał się, co będzie dalej. Wygląda na to, że mój synek jest jeszcze za mały na „dorosłe” przygody misia Paddingtona.

Wydawnictwo Znak wydało jednak także przygody misia w wersji „dla maluchów”. I te spodobały się bardzo. Tymek z zainteresowaniem oglądał kolorowe ilustracje (i słuchał przygód misia). No mamo, chodź, przeczytamy, co ten miś znowu napsikusował…. I czytamy.

Najpierw niech będzie o „Paddingtonie i świątecznej niespodziance”. W końcu Święta były tak niedawno.

   

Ta książka jest śliczna. Nie lubię złoceń, ale na tej okładce nie przeszkadzają — chciałoby się pomóc Paddingtonowi pootwierać paczki (na pewno jest w nich marmolada — stwierdził autorytatywnie Tymek po lekturze książki).
Mały miś, który przybył do Anglii z mrocznych zakątków Peru, postanowił zabrać państwo Brown na spotkanie ze Świętym Mikołajem do sklepu Barkridges.— To bardzo dobry interes — wyjaśnił. — Oprócz spotkania z panem Mikołajem, będziemy mogli przejechać się saniami po Zimowej Krainie Cudów i zajrzymy do warsztatu Świętego Mikołaja na Biegunie Północnym. Może nawet zobaczymy, gdzie robi marmoladę.

Paddington oszczędzał na tę wyprawę kieszonkowe, które otrzymywał na bułeczki. Kraina nie okazała się aż tak interesująca jakby się wydawało. Na dodatek wiele rzeczy było popsutych. Miś postanowił więc pomóc.

Nie będę zdradzać całej historii, nie powiem, co miś spsocił. Warto zajrzeć do tej książki, przeczytać ją i dokładnie obejrzeć przepiękne ilustracje R. W. Alleya. Prowokują do zadawania miliona pytań, choć trudne może być wyjaśnienie, dlaczego w ogrodzie Mikołaja rosną lody i czemu renifer się przewrócił.

Druga historia o Paddingtonie jest wiosenna.

 

Ogród państwa Brown to jedno z przyjemniejszych miejsc według Paddingtona. A pani Bird wymyśliła, że doskonałym zajęciem dla dzieci i misiów będzie uprawa własnej grządki — miś nie tylko może przebywać w ogrodzie państwa Brown, ale nawet mieć własny ogródek. Tylko co na nim posadzić?Bardzo podobała się nam ta część przygód misia. Planowanie ogrodu, szukanie pomysłu w książkach…

Pan Trug proponował, by odsunąć się nieco i spojrzeć na ogród z pewnej odległości, najlepiej skądś z wysoka.
Kiedy (Paddington) dotarł na budowę obok domu państwa Brown, wszyscy robotnicy byli akurat na przerwie śniadaniowej.
Paddington na wszelki wypadek odłożył słoik z marmoladą na drewnianą platformę, a sam usiadł na stosie cegieł, żeby odpocząć i opracować plan działania.
W pobliżu nie było nikogo…
A obok stała drabina…

Hmm, skoro gdzieś stoi drabina, to na pewno należy na nią wejść. Tymek doskonale rozumie taką filozofię. Może są inne sposoby dochodzenia do tego, co się chce zrobić, ale ten, który wymaga jak najwięcej wspinania się, jest na pewno najciekawszy.

Ogródek nie powstaje z niczego — trzeba się napracować i zaangażować. A pomysły na ogród mogą być zupełnie inne: porównajcie ogrody Judyty, Jonatana i Paddingtona.

Myślę, że miś Paddington już na stałe zamieszka w naszej bibliotece. Z przyjemnością będziemy oboje czytali o dalszych przygodach uprzejmego brązowego misia w czerwonym kapeluszu.