Anatomia natury

Co ja poradzę na to, że lubię patrzeć? Moje dzieci też lubią, to pewnie zaraźliwe. Wysiada takie z samochodu i nagle słyszę: mamo, patrz, jaki piękny wieczór. Co z tego, że ciemno, zimno i późno, skoro piękne chmury kłębią się po niebie i księżyc tak zabawnie prześwituje przez gałęzie? Jest na co patrzeć. Tyle wokół liści, drzew, ptaków, kamieni… Piotrek z każdego spaceru wraca ze skarbami, których urodę dostrzega czasami tylko on. Szary kamyk w kształcie serca, zadziwiająco wygięty patyk, liść, którego czerwień przyciąga oczy, skorupka orzecha, guzik po przejściach. Więc gdy ktoś mówi, że w mieście nie ma niczego do oglądania (oprócz zabytków), to zwykle się dziwię. I cieszę się, że powstają takie książki, jak „Anatomia natury’ Julii Rothman (Entliczek). Książki, która narodziły się z ciekawości i patrzenia.

Julia Rothman, Anatomia natury

Julia Rothman podbiła mnie niesamowitą „Anatomią farmy„, która do tej pory ogromnie lubimy przeglądać. Było dla mnie oczywiste, że „Anatomia natury” też do nas trafi, choć odrobinę obawiałam się, czy przypadkiem nie przeżyję rozczarowania. Nic z tych rzeczy — zazdroszczę jedynie Amerykanom, że ktoś tak pięknie napisał o ich przyrodzie. Cudnie by było mieć taki przewodnik po polskiej naturze, w którym znalazłabym informacje o tym, co bliskie i na wyciągnięcie ręki. Nic straconego… Planujemy z Piotrkiem nasz własny przewodnik po tym, co nas interesuje — bo Julia Rothman naprawdę potrafi czytelnika zainspirować.

Julia Rothman, Anatomia natury

O czym to jest? Hmm… Jakby odpowiedzieć na to pytanie… Właściwie o wszystkim. O wszystkim, co w przyrodzie interesuje autorkę. Może warto posłuchać, co sama ma do powiedzenia:

Myślę o tym projekcie jako o MOJEJ książce przyrodniczej. Są tu informacje, które mnie interesowały, rzeczy, które chciałam narysować i namalować. Mimo że jest to zaledwie wierzchołek góry lodowej, dało mi to możliwość zapoznania się z roślinami, zwierzętami, drzewami, owadami, opadami atmosferycznymi, rzeźbami terenu i akwenami, których nazwy chciałam znać, kiedy spotykałam je na swojej drodze. (s. 7)

Julia Rothman, Anatomia natury

Trzeba przyznać, że Julię Rothman bardzo wiele rzeczy interesuje. Ziemia i niebo, małe i duże rośliny, owady, zwierzęta, lasy, grzyby, ptaki. Rozdziałów jest siedem, a w każdym znajdziecie jeszcze co najmniej kilka podrozdziałów. Na początku autorka nakłoni was do popatrzenia pod nogi. A jak już dowiecie się wiele o minerałach, kataraktach, powstawaniu skał, skamieniałościach i krajobrazach, zachęci was do spojrzenia wysoko w górę. Może zobaczycie tęczę? Albo będziecie podziwiać krople deszczu? A może usłyszycie ostatnią letnią burzę? Lub przez lupę popatrzycie na pierwsze płatki śniegu? I będziecie mieli wiele pytań, a w książce Julii Rothman znajdziecie dużo odpowiedzi.

Julia Rothman, Anatomia natury

Nie trzeba czytać od początku. Można od końca albo od środka, albo w dowolnym miejscu. Piotrek rozpoczął oglądanie od rozdziału o mrówkach, a potem przeskoczył do pszczół (czemu mnie to nie zdziwiło?). Mnie zauroczyły strony przedstawiające drzewa, zachwyt nad kształtem liści, urodą porostów czy fakturą kory. Kiedy ostatnio patrzyliście uważnie na pnie drzew? Julia Rothman przekonuje, że warto.

Julia Rothman, Anatomia natury

Znajdziecie tutaj podpowiedzi, która roślina nadaje się do jedzenia i jak zbierać rośliny, by rosły w danym miejscu przez wiele lat. Dowiecie się,  jak różnorodne i przedziwne mogą być ptasie jaja i dzioby, zachwycicie się różnorodnością grzybów i wspaniałością wodnych istot. Lubię książki, które zmuszają do zatrzymania i skłaniają do tego, by uważnie rozejrzeć się wokoło, pokręcić głową, nadstawić ucha, a potem zacząć zadawać pytania.

„Anatomia natury” nie pretenduje do roli encyklopedii czy wyczerpującego kompendium, a jednak świetnie przybliża otaczający nas świat. Pokazuje, że można zacząć od małych kroków, od uważnego patrzenia wokoło i stawiania pytań. Wystarczy uważnie przejść się po parku, popatrzeć w niebo, pooglądać liście, a potem poszukać odpowiedzi, jaki ptak śpiewał w parku, na jakim drzewie rosną te wielkie strąki i czego szuka wiewiórka jesienią. Odpowiedzi na niektóre pytania są proste, inne będą wymagać sięgnięcia do sieci albo pogrzebania w książkach. W ten sposób uczymy dzieci, że ciekawość świata to furtka do poważnej nauki i wyczerpujących badań, a poznawanie może zacząć się od zachwytu fakturą kory czy kształtem łapy.

Julia Rothman, Anatomia natury

Julia Rothman, Anatomia natury

Książka Julii Rothman nie przytłacza ani nie przeraża. Mnóstwo tutaj ilustracji i krótkich tekstów. Można potraktować „Anatomię natury” jako wprowadzenie do nauk przyrodniczych, bo przecież czytelni dowie się z niej, co to jest bagno, torfowisko i step, jak wygląda delta i co to są niesporczaki. Wydaje mi się jednak, że takie podejście zubaża tę książkę. Wolę myśleć o niej jako o przewodniku po świecie przyrody, którego zadaniem jest pokazanie nam, że większość cudów mamy na wyciągnięcie ręki. Wystarczy iść na spacer. Wybierzecie się z nami?

Julia Rothman (pomoc: John Niekrasz), Anatomia natury, tł. Barbara Bocian, Wydawnictwo Entliczek 2018

 

Anatomia farmy, czyli podręcznik rolnictwa dla początkujących i zaawansowanych

Miało być o czymś innym, ale będzie o książce, która od Świąt fascynuje mnie przeogromnie. Przyznaję, że moje dzieci fascynuje odrobinę (ale tylko odrobinę) mniej, choć to one dostały ją pod choinkę od pewnego Świętego z białą brodą. To może od razu powiem, że chodzi o „Anatomię farmy” Julii Rothman wydaną przez wydawnictwo Entliczek.

Anatomia farmy

Mogę jedynie powtórzyć słowa z opisu książki: Zachwycające, jak wiele jest do odkrycia! W większości osób w różnym wieku, które oglądały tę książkę, budzi ona zachwyt przemieszany ze zdumieniem i zarazem nieposkromioną ciekawość, co można w niej jeszcze znaleźć. Jest tam po prostu wszystko, od opisu kombajnu i klatki dla królików po spis jadalnych roślin, przepisy kulinarne i zasady podkuwania koni. Dla każdego coś ciekawego. A jednocześnie książka nie nuży, nie nudzi, nie pachnie cepeliadą ani skansenem. Czuje się, że opisano w niej prawdziwe życie, w takiej postaci, w jakiej przed chwilą istniało i ciągle istnieje, stare przenika się tutaj z nowym, mikser widnieje na rysunku obok ręcznego młynka do kawy i łuskarki do grochu. Moje dzieci z radością odkrywały u babci w szufladzie sprzęty jak z książki: babciu, babciu, a ten dziwny nożyk to radełko, tak? A czemu ta forma do ciasta nie ma takich wzorków?

Anatomia farmy

Najchętniej wybrałyby się teraz gdzieś na wieś, żeby sprawdzić, czy krowę rzeczywiście doi się tak, jak opisała to Julia Rothman w swojej książce i czy używa się właśnie takich urządzeń do pasteryzacji mleka.

Anatomia farmy

Książka fascynuje dzieci i dorosłych. Mój syn z powagą oglądał rodzaje siekier, a mój ojciec, a jego dziadek, ze zdumieniem odkrył nowy sposób peklowania mięsa i teraz nie może się doczekać, kiedy go wypróbuje. Po prostu lektura uniwersalna.

Anatomia farmy

„Anatomia farmy” składa się z siedmiu rozdziałów: „Aby obrodziło”, „W stodole”, „Narzędzia pracy”, „Zasianie ziarna”, „Kozy, owce i inne zwierzęta”, „Wiejska biesiada”, „Kręć się kręć wrzeciono”. Już sam spis treści budzi podziw. Z książki można się dowiedzieć, jak kosić zboże, które kwiaty są jadalne, jakie są rodzaje kogucich grzebieni, jak wyprodukować ser i upiec mięso, a także jak utkać chodniczek ze szmatek. Ta książka nie tylko wywołuje zachwyt bogactwem świata, ale także zachęca do eksperymentów i zadawania pytań.

„Anatomia farmy” to nie jest książka do czytania od deski do deski, to książka do oglądania, która jednocześnie uczy patrzeć na świat w inny sposób i pozwala zachwycać się jego bogactwem i różnorodnością. A oprócz tego moje dziecko już wie, jak wekować fasolkę i prawidłowo pokroić kurczaka. Nie wątpię, że kiedyś ta wiedza może mu się po prostu przydać.