O odwadze, przyjaźni i dorastaniu

Mrożącą krew w żyłach opowieść Elżbiety Zubrzyckiej „O zajączku Filipie, który ze strachu dokonał wielkich czynów” znamy od bardzo dawna, choć powinnam napisać: Tymek zna od bardzo dawna.

O zajączku Filipie

Mam z tą książką problem: Tymkowi nigdy za bardzo się nie podobała. Bardzo lubił poetyckie i delikatne ilustracje Klary Wicenty, ale za tekstem nie przepadał. Szybko zaczynał marudzić, że przygody Filipa są nudne, że tatuś zając ciągle prawi morały i prosił o zmianę książki. Ze starszym synem udało mi się ją przeczytać chyba tylko raz. Za to Piotrusiowi historia małego, słabego zajączka bardzo przypadła do gustu. Czytaliśmy ją już kilka razy i mój przedszkolak chętnie do niej wraca – czasami do całej książki, czasami do wybranych rozdziałów.

W norce rodzi się czworo zajączków. Troje silnych i energicznych i jeden mały i słaby – to właśnie Filip. Filip najpóźniej opuścił norkę, najsłabiej biegał, a rodzeństwo chętnie się z niego wyśmiewało. Zajączek był jednak sprytny, spostrzegawczy i bardzo ciekawy świata. A także odważny, choć jego odwaga nie oznaczała brawury i popisywania się przed innymi. To taki rodzaj odwagi, który najtrudniej docenić, a wymaga on hartu ducha i pokonania własnego lęku.

O zajączku Filipie

Elżbieta Zubrzycka napisała historię dorastania i dojrzewania, a także walki ze słabością. Filipowi nie wszystko przychodzi łatwo – musi ćwiczyć, aby szybko biegać i przetrwać w lesie, jest samotnikiem, bo ucieka przed kpinami i docinkami rodzeństwa. Filip zaprzyjaźnia się z młodą łabędzicą, Pusią, także najsłabszą z rodzeństwa. Dwoje odrzuconych przez rówieśników dzieci zapewnia sobie wsparcie i akceptację oraz nabiera dużo siły – nawet nie zdają sobie sprawy, że bawiąc się, jednocześnie ćwiczą (tutaj powinien być przypis dla wszystkich rodziców: pozwólcie dzieciom się swobodnie bawić, bo one w tej sposób nabywają przeróżnych umiejętności – czasami mam wrażenie, że zapominamy o tym, wożąc dzieci z zajęć na zajęcia. Pamiętam moje zdumienie, gdy jakiś czas temu ortopeda zapytał mnie, czy pozwolę dziecku biegać po placu zabaw, czy jednak wolę rehabilitację, bo efekt będzie ten sam. Przeraziłam się wtedy…)

W książce dużo się dzieje: na młode zwierzęta czyha w lesie wiele niebezpieczeństw, ale najgroźniejszy jest lis (Piotrek z przejęciem wypatrywał rudego lisa na szarych obrazkach i z napięciem czekał, jak historia z lisem się skończy). Filip będzie musiał naprawdę wytężyć umysł i siły, by uratować swoją przyjaciółkę.

Warto także wspomnieć o ilustracjach Klary Wicenty. Mnie podobają się bardzo. Na zimowe, zmrożone krajobrazy zostały nałożone proste i wyraziste postacie. Czasami jest to zlewający się z tłem zając, czasami barwna plama lisa. Wszystko na obrazkach jest prawdziwe, a jednocześnie nierealne i magiczne – obaj chłopcy bardzo lubią oglądać te ilustracje.

O zajączku Filipie

Historia zajączka Filipa to świetna opowieść do rozmawiania. Tematów po lekturze pojawia się mnóstwo. A że tata zając co jakiś czas prawi morały – no trudno, nikt nie jest idealny 🙂 Filip ma szczęście, bo ma rodziców, którzy w każdej sekundzie zapewniają mu wsparcie i akceptację. Książka Elżbiety Zubrzyckiej trafiła na listy lektur szkolnych i dobrze, bo prowokuje do rozmów i zachęca do zastanowienia, co w życiu naprawdę ważne i co to jest prawdziwa odwaga.

Elżbieta Zubrzycka, O zajączku Filipie, który ze strachu dokonał wielkich czynów, GWP 2008

Reklamy

A co, jeśli się nie podoba?

Któregoś dnia mój starszy obudził mnie o wpół do siódmej informacją, że właśnie przeczytał lekturę i że gdyby wszystkie książki były takie nudne, to on nigdy nie polubiłby czytania. Wyobraźcie sobie: sobota, za oknem szaro, do pracy iść nie trzeba, a tu taki problem na horyzoncie. No i wątpliwość rodzica: na ile można krytykować lektury?

W tym przypadku problem okazał się podwójny. Tymek czytał „Jesień liścia Jasia” Leo Buscagliego, reklamowaną jako opowieść o życiu dla małych i dużych. Znam tę opowiastkę i doceniam jej urodę, ale teraz spróbowałam popatrzeć na nią oczami mojego dziewięciolatka.

Jesień liścia Jasia

„Jesień liścia Jasia” to krótka opowiastka o życiu i o przemijaniu. Zaczyna się, gdy liście są jeszcze zielone, kończy nadejściem zimy. W spokojny sposób pokazuje wartość życia, powolną przemianę i dojrzewanie, oswaja z odchodzeniem. Główny bohater Jaś, liść klonu, spadając na ziemię, czuje dumę, że był częścią tak wielkiego drzewa i umierając, staje się częścią wielkiego łańcucha życia. Dla mnie świetna opowieść, skłaniająca do namysłu i zadumy, dla mojego syna: kompletna nuda, nic się tu nie dzieje i nie ma o czym rozmawiać, bo wszystko jasne. To po prostu nie jest ciekawe, jaka żałoba, przecież po liściu Jasiu nikt nie tęskni – no i jak tu zacząć teraz rozmawiać i przekonywać, że jednak powinno się podobać?

Przeczytałam opowieść Piotrusiowi, któremu się spodobała. Rozmawialiśmy o przemijaniu i odchodzeniu, o tym, że każdy, nawet najmniejszy listek, jest ważny i ma swoje marzenia. Pomyślałam, że może to kwestia wieku i lektur. Są książki, które szybciej doceni dorosły niż dziecko. Są bajki, które przemawiają do małych dzieci i do dorosłych, a irytują (ho, ho!) młodszą młodzież, bo do takiej kategorii aspiruje mój starszy syn. Do Tymka bardziej przemawiają historie, w których się coś dzieje, a opowieść jest mniej metaforyczna, więc łatwiej mu odnieść ją do swojego życia. Dużo rozmawialiśmy po przeczytaniu książkiMój dziadek był drzewem czereśniowym. Chłopcy długo przeżywali lekturę „Czy tato płacze”, „Bracia Lwie Serce” do tej pory budzą emocje i pytania. Dla Tymka „Jesień liścia Jasia” jest za bardzo metaforyczna, jak powiedział „przekłamana”, bo przecież ludzie to nie liście, liść nie mógł zmienić swojego losu i nikt po nim nie cierpiał, a po odejściu człowieka zostaje ból. I to już był dobry wstęp do rozmowy. Nie starałam się przekonać syna, że książka jest wspaniała, mądra itd. Nie sądzę nawet, by musiał do niej dorastać i że „w końcu zrozumie”. Po prostu jednej osobie może się coś podobać, innej nie, ma do tego prawo. Mam jednak nieodparte poczucie, że udałoby się wpisać na listę lektur trzecioklasisty mądre i głębokie książki, które mogłyby bardziej dzieci wciągnąć i o których może trochę łatwiej byłoby z nimi rozmawiać.