Strach ma, być może, wielkie oczy – czytamy Księgę potworów

Kto? Jak to, kto? Bazyliszek,

potwór groźny i opryszek,

co wzrokiem w kamień zamienia,

w dodatku z zaskoczenia.

Bardzo, bardzo lubię inteligentne wiersze dla dzieci. Takie, od których nie bolą mnie zęby i nie mam ochoty wyć do księżyca. Mogą być różne: poważne, smutne, wesołe — wszystko jedno, ważne, żeby były dobre. Otwarcie więc przyznaję, że uwielbiam poezję Michała Rusinka dla dzieci. Lubię Wierszyki domowe, Jak przekręcać i przeklinać, a teraz dołączyła do nich Księga potworów

Księga potworów

Czytałam ją z Piotrusiem i miałam coraz lepszy humor, a moje dziecko uśmiechało się coraz szerzej. Choć może należałoby powiedzieć, że uśmiechało się od początku, gdy tylko usłyszało o czułkach, przyssawkach, parzydełkach, nibyodnóżkach, nibybutkach i innych odwłoczkach i skrzydełkach strachów. Widziałam, jak z każdym słowem oczy Piotrusia zaczynają mocniej błyszczeć, a na buzi pojawia się coraz szerszy uśmiech. Mamo, czytaj dalej…. — fajnie to słyszeć podczas lektury. Synek kazał potem słuchać Tacie i Starszemu, a to najlepiej świadczy, że się podobało.

Księga potworów

Michał Rusinek stworzył bestiariusz dla dzieci. Stworów jest trochę, przedstawianych według alfabetu, żeby był porządek. Zaczynamy od bazyliszka, kończymy na yeti, a pomiędzy nimi spotykamy smoka i Minotaura, rusałki i utopca, syrenę i chimerę, nibelunga i walkirię (tak, tak), a na końcu rusinki i delatury na dokładkę — potwory raczej kulturalne. Potem możemy zajrzeć do objaśnień, o których za chwilę. Autor bawi się konwencjami i językiem. Na przykład tak:

Gnom

ma naturę złom.

(a poprawnie złą).

Przez istotę tą

(a poprawnie tę)

z przerażenia drżę,

bo choć mała jest,

umie kopnąć fest!

Wiersze nie są długie, ale widać w nich radosną zabawę słowem, rymem, skrótem czy metaforą. Są takie, które opierają się na jednym rytmie, inne płyną szerzej i dają oddech, by za chwileczkę się skończyć (mamo, czemu ten wiersz o krakenie jest taki krótki?). Michał Rusinek nawiązuje do współczesnego świata, bawi się skojarzeniami — miałam wrażenie, że dzieli się z czytelnikiem radością tworzenia i dobrze się przy tym bawi.

Księga potworów

Ilustracje Daniela de Latoura to dodatkowy atut tej książki. Są zabawne, inteligentne, ciekawie współgrają z wierszami. Książka jest pięknie zakomponowana — tekst płynie i przenika się z obrazami, czasami jeden wiersz zakomponowany jest na kilku stronach, co początkującemu czytaczowi Piotrusiowi sprawiło trochę kłopotów, ale jednocześnie bardzo go bawiło — mój Młodszy czytał te wiersze prawie jak komiks, interesowała go zarówno warstwa tekstu, jak i język obrazu.

Uzupełnieniem książki jest alfabetyczny spis potworów wraz z objaśnieniami autorstwa Magdaleny Chorębały i Karoliny Przybysławskiej. 

Księga potworów

Tutaj zawył z radości Starszy, bo objaśnienia są pełne odniesień do współczesności. Mamy tutaj nawiązania m.in. do Tolkiena, Harry’ego Pottera i Warcrafta, a nawet Arielki. Świetny pomysł, który uświadamia dzieciom — po początkowym zachwycie Tymek zauważył to ze zdziwieniem — że starożytne potwory ciągle zaludniają masową wyobraźnię, choć przeskoczyły do gier i filmów.

Książkę przynieśliśmy z biblioteki, ale Piotr po pierwszej lekturze zażądał wycieczki do księgarni. Przecież tak fajną książkę koniecznie trzeba mieć na półce, to oczywiste. Zaczął też zbierać materiał do własnej księgi potworów z ilustracjami, może nie aż tak erudycyjnej, ale niezmiernie oryginalnej. Jako pierwszy powstał dziwak-mucha.

Michał Rusinek, Księga potworów, il. Daniel de Latour, Wyd. Zwierciadło 2016

Reklamy