Jak zaczęliśmy czytać…

Z przerażeniem uświadomiłam sobie, że przez prawie rok nie zaglądałam do bloga. I nawet nie zauważyłam, że minęło tyle czasu. Czytelniczo trochę nam się pozmieniało. Piotr domaga się coraz poważniejszych lektur, a każda książka musi być przeczytana co najmniej dwa razy pod rząd. A Tymek zaczął czytać…

Oj, prosto nie było. Wydawało mi się, że dziecko, od małego wychowane wśród książek, a nawet — przyznaję bez bicia i z pewnym wstydem — na książkach, w sensie dosłownym, bo książki potrafią u nas zalegać wszędzie, będzie czytało szybko, samo i bez protestów. A tu niespodzianka. Początkowo Tymek w ogóle nie był zainteresowany czytaniem. Argumentował, że pewnie wtedy przestaniemy mu czytać, a on woli czytać z kimś niż sam, że samodzielne czytanie jest nudne, że mu się mylą literki, a w ogóle to on woli liczyć.

No więc ja przerażona, że może dziecko mi wyrośnie jakieś inne i nieczytające zaczęłam się rozglądać za czymś, co może pomóc i zachęcić. I znalazłam serię Egmontu „Czytam sobie”. Najpierw kupiliśmy „Sekret ponurego zamku” Wojciecha Widłaka. I okazało się, że pojedyncze zdania to jest to. Tymek zaczął je skrupulatnie odcyfrowywać, zacinając się na co dłuższych wyrazach. Dyplom na końcu i możliwość wyboru naklejki to także świetna motywacja.

Wojciech Widłak, Sekret ponurego zamku

Nie kupowaliśmy już więcej książek z poziomu pierwszego, bo mój synek uznał, że dla niego są za proste. Potem trafiły do nas jeszcze inne książki z serii Czytam sobie: „Tadek i spółka” Joanny Olech (rewelacyjna, to była pierwsza książka, którą Tymek czytał sam z siebie), „Skarb Arubaby” Małgorzaty Strzałkowskiej, „Pułapka na ktosia” Ewy Nowak i „Tytus – superpies” Joanny Olech. Przyznaję: u nas Joanna Olech rządzi…

Skarb Arubaby, Małgorzata Strzałkowska    Tadek i spółka, Joanna Olech

Tytus - superpies, Joanna Olech    Pułapka na ktosia, Ewa Nowak

Seria bardzo mi się podoba, choć moje preferencje były nieco inne niż mojego syna. Teksty są krótkie, dobrze napisane, zabawne, rewelacyjnie uzupełnione przez niebanalne ilustracje. Najlepiej, przynajmniej w naszym przypadku, sprawdziły się książki z poziomu 2. Nie były za trudne, zachęciły do czytania, pokazały, że można szybko przeczytać CAŁĄ książkę. Skłaniały do lektury lepiej niż „Opowieści krasnoludka Bajkodłubka” Małgorzaty Strzałkowskiej, które mój starszy uznał za nieco nudnawe. A książki z poziomu 3 – no cóż, Tymek po prostu zaczął czytać. A skoro zaczął czytać, to uznał, że lektury też może sobie dobierać. Tak więc zaczęliśmy i skończyliśmy na „Pułapce na ktosia”, a potem mój syn przeczytał komiks o Gwiezdnych Wojnach 🙂

Reklamy