Koszmarny Karolek

Tymek znowu jest chory, a ja mam wrażenie, że po zwolnieniu z powodu choroby dziecka będę potrzebowała zwolnienia „na ukojenie nerwów”. Pierwszy atak choroby już minął, opanowaliśmy sposób podawania (i przyjmowania) antybiotyków i teraz trzeba wymyślać zabawy. Czasami bywa trudno…

Mam syna wyciszać, żeby regenerował siły. Świetne jest czytanie, więc czytamy dużo. A Tymek zakochał się w Koszmarnym Karolku. Wszystko przez książkę „Nie bądź koszmarny, Karolku!” wydaną przez Znak. Pani bibliotekarka podsunęła ją nam jeszcze przed chorobą, moje dziecko zajrzało do środka i natychmiast dostrzegło, że chłopiec na obrazkach trzyma Gilberta, ukochanego misia Małej Księżniczki. W ten sposób dowiedziałam się, że serię o Karolku ilustrował Tony Ross.

 

Nie było odwrotu — Tymek musiał się dowiedzieć, skąd ten chłopiec ma TEGO misia. W trakcie czytania okazało się, że odpowiedź na to pytanie nie jest aż tak istotna. Tymek polubił Karolka od pierwszego przeczytania. Podobały mu się jego figle, a najbardziej to, że próbował odesłać Damianka do szpitala pocztą. Miał tylko jedno zastrzeżenie: ta książka jest za krótka i natychmiast musi się dowiedzieć, co jeszcze wymyślił Karolek.

Unikałam wcześniej książek o Karolku — sama nie wiem, dlaczego. Po lekturze „Nie bądź koszmarny, Karolku!” zaczęłam wręcz współczuć bohaterowi: trudno być bratem tak doskonałego chłopca jak Doskonały Damianek (potwornie wkurzająca postać, założyciel klubu doskonałych dobroczyńców, wielbiciel jarzyn… — tutaj możecie sobie dopowiedzieć każdą zaletę, jaka przyjdzie wam do głowy, na pewno Damianek będzie ją posiadał), a na dodatek nieustająco słyszeć od mamy „nie bądź koszmarny, Karolku!”.

Przeczytaliśmy już kilka tomów z przygodami Koszmarnego Karolka i muszę przyznać, że Karolek bywa rzeczywiście koszmarny. Jest cwany, przebiegły, złośliwy, wyznaje zasadę „cel uświęca środki”, ale ma w sobie „coś”, co nie pozwala go znielubić. Dużo trudniej polubić Doskonałego Damianka.
Trzeba przyznać, że Karolek jest niesłychanie kreatywny: nie zawsze jednak udaje mu się doprowadzić przedsięwzięcie do końca. Zwykle jest sprowadzany na ziemię — może nie spotyka go kara, ale dowiaduje się, że rzeczywistość to coś innego niż świat wyobraźni.
Czytałam w recenzjach, że świat Karolka jest przejaskrawiony, że brakuje w nim pozytywnych postaci. Przecież książka jest napisana z perspektywy Karolka, to jest świat „widziany” przez kilkuletniego, złośliwego i niegrzecznego chłopca, zafascynowanego zestawami „Kolacja Krwiożerczych Krwiopijców” i „Diabelskie Desery”. To jego oczami patrzymy na nauczycieli w szkole, rodziców, kolegów. Wydaje mi się, że warto o tym pamiętać podczas lektury.

Serce Koszmarnego Karolka zamarło. Twarz mu zastygła. Usta chciały coś powiedzieć, ale na próżno, żaden dźwięk nie został wyartykułowany.
Dwa Ryczące Dinozaury Tyranozaury! Najważniejsza zabawka w historii wszechświata! Każdy na tej ziemi chciał je mieć. Gdzie babunia ją dostała? Od tygodni była wyprzedana. Wredna Wandzia umrze z zazdrości, kiedy zobaczy i usłyszy dinozaury Karolka, jak wyjdzie z nimi do ogrodu.

Pewnie nie wszystkie dzieci widzą świat dorosłych w tak krzywym zwierciadle, ale sądzę, że Karolek dość dobrze oddaje ich lęki, złości i frustracje. A na dodatek jest to bohater, który nie boi się psocić.

Tymek bardzo lubi historie o Karolku. Nie wszystko rozumie, czasami trzeba mu je później tłumaczyć. I zwykle trzeba rozmawiać, o tym, co wolno, a czego raczej nie. Dopytuje się: mamo, ale kogo lubisz bardziej, Karolka czy Damianka, bo ja Karolka. Potrafi jednak dostrzec, że Karolek (i Damianek też) bywa niesprawiedliwy. Mamo, przecież tak nie wolno… — zaśmiewając się, mówił Tymek, gdy czytaliśmy o przyjęciu, które Karolek koncertowo popsuł swoim rodzicom (w tomie „Koszmarny Karolek i wszy”).
Nie wolno… — ale tak miło sobie pomarzyć.
Karolek wciąga. I może być doskonałą furtką do świata książek dla wielu łobuziaków.