Kiedy marzenia się spełniają

„My dwie, my trzy, my cztery” Sarah Crossan (Dwie Siostry) to jedna z ciekawszych książek dla starszych dzieci czy młodszej młodzieży, jakie przeczytałam w tym roku. Porusza, skłania do myślenia i zadawania pytań. Spodobała się trzynastolatce, i dziewięciolatce — choć wcale nie jest to książka tylko dla dziewczyn.

Sarah Crossan, My dwie, my trzy, my cztery

Wszyscy mamy jakieś marzenia, małe i duże. Marzymy, zastanawiając się, jak pięknie by było, gdyby się spełniły. Czasami jednak rzeczywistość nas zaskakuje, a niektóre życzenia bywają niebezpieczne. Tak uważa babcia trzynastoletniej Apple. Ciągle powtarza: „uważaj, czego sobie życzysz”. Trudno jednak nie marzyć o powrocie mamy, która wyszła z domu przed jedenastu laty. Każde dziecko by o tym marzyło. I nagle mama wraca.

Nie jest łatwo pisać o tej książce i nie napisać „o czym to jest”. Aż świerzbią palce, ale nie chcę zdradzać wam więcej. Wszystkie informacje przedstawione powyżej i tak znajdziecie na okładce. Warto zajrzeć do tej książki, żeby poznać historię Apple, ale znajdziecie w tej opowieści coś więcej niż tylko historię wzajemnego (i to po raz pierwszy właściwie, bo Apple znała raczej wymyśloną matkę) poznawania się matki i córki. Oczywiście jest to opowieść o dorastaniu i dojrzewaniu — nie tylko dziecka. Opowieść o tym, czy jest miłość i jak różnie może się przejawiać. Znajdziecie w niej sporo o przyjaźni i wybaczaniu, ale także o strachu i poznawaniu samego siebie, dochodzeniu do tego, co ważne, a co mało istotne. Historia Apple wzrusza, czasami bawi, czasami przeraża. Zachęca do rozmów i rozmyślań.

To także książka o sile poezji. Dużo w niej wierszy. Życie Apple może nie wygląda typowo, ale trafiła na najlepszego nauczyciela, jakiego tylko mogła sobie wymarzyć. Bardzo bym chciała, by moi synowie napotkali choć jednego takiego na swojej drodze. Mądrego, czującego, potrafiącego zarazić pasją, nie bojącego się czytać z trzynastolatkami „trudnych” tekstów, ufającego w intelekt i wrażliwość dzieci. Poezja okazuje się tutaj kluczem do samego siebie, tunelem prowadzącym do tego, co ukryte i schowane. Przeczytajcie „My dwie, my trzy, my cztery” i czytajcie z dziećmi poezję.

Sarah Crossan My dwie, my trzy, my cztery, tł. Małgorzata Glasenapp, Wydawnictwo Dwie Siostry 2018

Reklamy

Lokomotywa

Nie, nie, wcale nie chodzi o Tuwima. Lokomotywa to plebiscyt na najlepszą książkę roku 2018, w którym nominują blogerzy piszący o literaturze dla młodszych i trochę starszych.

Głosować możecie tutaj:

http://goo.gl/forms/MS0WUir4f09DJd5i2

Najpierw przedstawmy nominujących.

Wszyscy jesteśmy blogerami książkowymi. Niektórzy z nas piszą częściej, inni rzadziej, ale wszyscy śledzimy literaturę dla dzieci i młodzieży i staramy się popularyzować to, co nas urzekło i ujęło. Plebiscyt książkowy Lokomotywa 2018 to nasza próba dotarcia z wartościową książką do jak najszerszego grona, aby w efekcie książki trafiły w ręce dziecięcego czytelnika. 

Do Lokomotyw nominowali:

Zosia Gwardyś Mała czcionka
Alicja Szyguła W Nieparyżu
Marta Pilarska Mała Ka f ka
Paulina Zaborek Poczytaj dziecku
Karolina Obrzut Dżin z tomikiem
Agnieszka Dobrowolska Mały Pokój z Książkami
Maja Kupiszewska Maki w Giverny
Olga Kromuszczyńska O tym, że
Magdalena Koziarek Synkowe czytanie
Bartek Wokan Co czytam Konstantemu i Matyldzie

A teraz to, co najważniejsze, czyli nominacje 🙂 Kategorii jest 6.

Lokomotywa - kategorie

Wszystkie nominacje przedstawiamy w porządku alfabetycznym. Dziesięcioro blogerów, więc dziesięć nominacji w każdej kategorii.

I. FABUŁA

Lokomotywa - nominacje w kategorii Fabuła

1. „Babcocha”, Justyna Bednarek, il. Daniel de Latour, Poradnia K.

Justyny Bednarek powrót do formy. Dużo skojarzeń literackich z powieściami nurtu chłopskiego, historiami Andrzeja Stasiuka i filmami Kolskiego. Rzecz o czarownicy Babcosze przybywającej do wsi na Podkarpaciu, która pomaga ludziom w prostowaniu życiowych dróg. Feeria pomysłów i pokaz nieszablonowej wyobraźni autorki. Realizm magiczny w wersji dla niedorosłych.

2. „Drzewo życzeń”, Katherine Applegate, il. Sara Olszewska, tł. Małgorzata Glasenapp, Dwie Siostry

Nieczęsto zdarza się, żeby narratorem książki było drzewo. A tak jest właśnie w tej wzruszającej, mądrej, pełnej uroku powieści. To książka o oswajaniu inności, o nienawiści, która rośnie i rozprzestrzenia się bardzo szybko, o tym, że taka nienawiść może oplątać pień starego Dębu. To książka, która jest przyczynkiem do rozmów z dzieckiem – także o ekologii, ale tej głębokiej, wskazującej i podkreślającej nasz związek z wszystkimi organizmami, które żyją na ziemi.

3. „Dziewczynka, która wypiła księżyc”, Kelly Barnhill, tł. Marta Kisiel-Małecka, Wydawnictwo Literackie.

„Dziewczynka, która wypiła księżyc” to magiczna i pełna poezji baśń o lesie, dobrej i złej wiedźmie, poszukiwaniu i walce ze złem. Jest to także jedna z najpiękniejszych opowieści o miłości do dziecka, ogromnej i bezinteresownej. Sporo tutaj czarów i zaklęć, ale najwięcej jest magii słów, smutku, miłości i prawdy. Książkę Kelly Barnhill czyta się jednym tchem, a zakończenie nadchodzi zbyt szybko.

4. „Felix, Net i Nika oraz Koniec Świata Jaki Znamy”, Rafał Kosik, Powergraph.

To już piętnasty tom cyklu o trójce warszawskich gimnazjalistów, ale można go czytać, nie znając poprzednich części. Tym razem bohaterowie muszą zmierzyć się ze skutkami burzy magnetycznej, która powoduje awarię zasilania w skali całej planety, a jest to niestety scenariusz bardziej prawdopodobny, niż chcielibyśmy przypuszczać. Kolejne części tego cyklu (co rzadkie!) trzymają poziom i dzięki temu utrzymują zainteresowanie kolejnych roczników czytelników, którzy do ich czytania dorastają.

5. „Nigdy, nigdy”, Jurek Zielonka, Poławiacze Pereł.

Wyrazisty i autentyczny portret osoby nastoletniej, w której zraniona duma i poczucie zdrady walczą z potrzebą akceptacji, miłości, bezpieczeństwa. W obliczu dramatycznych zdarzeń bohaterka książki musi porzucić swoje naiwne dziecięce myślenie o świecie i nauczyć się „czytać” ludzi. Lekcja życia Agaty to inspirująca „jazda testowa” dla młodych odbiorców tej powieści.

6. „Piraci oceanu lodowego”, Frida Nilsson, il. Alexander Jansson, tł. Marta Wallin, Zakamarki.

Powieść przenosi czytelnika w miejsca, w których hula wiatr, a mróz odmraża policzki – na zimne wody północy i wysepki, gdzie strach się zapuszczać. To dobrze napisana i skonstruowana powieść przygodowa – są tu odwaga i niebezpieczeństwo, moralne dylematy, trudna i ryzykowna podróż, intrygujące postaci i wydarzenia oraz wiara, że pewne rzeczy trzeba zrobić bez względu na konsekwencje. Plus piękna przyjaźń, która łączy dorosłego i dziecko. Trzyma w napięciu przez 400 stron!

7. „Pyszna środa”, Iva Procházková, il. Kasia Michałkiewicz-Hansen, tł. Julia Różewicz, Afera.

W 2018 roku ta książka podbiła serce mojej ośmioletniej córki. I wcale mnie to nie dziwi. Jaka jest? Nietuzinkowa, z elementami absurdu, ciepła, zabawna, lekka, choć traktująca o ważnych sprawach. Jakby tego było mało – jest pięknie wydana. Zawartość, ilustracje, cały projekt graficzny – pyszna książka!

8. „Raz, dwa, trzy, zaśnij ty!”, Dorota Kassjanowicz, il. Gosia Herba, Znak.

W poezji za nadmierną dyscypliną w rymowaniu i turkoczącym rytmem idzie często brak wyobraźni i językowe ubóstwo. W wierszach o spaniu Doroty Kassjanowicz rytm to jest mechanika, ale przywodzi na myśl tykającą wskazówkę zegara. Rym zaś ujawnia wspaniałe poczucie humoru. Sytuacje wierszowe dobrane są pysznie i aż dziw, że w tak niewielu słowach udało się wyczarować oszołomienie, oczarowanie i kpinę. Poezję kochamy za  językowe olśnienia, a tych u Kassjanowicz mnóstwo.

9. „Szeptane”, Paweł Beręsewicz, Nasza Księgarnia.

Jak łatwo ulegamy reklamom, nie zastanawiając się nawet, kto jest ich nadawcą i czy naprawdę wierzy w prawdziwość swojego przekazu! „Szeptane” to fascynująca refleksja nad współczesnym marketingiem, w której autor przedstawia różne punkty widzenia i ukazuje dylematy, z którymi mierzą się internetowi „szeptacze”. Bez moralizowania i bez prostych odpowiedzi, za to z typowym dla siebie poczuciem humoru, Paweł Beręsewicz uświadamia, jak trudno jest w świecie postprawdy oddzielić ziarna od plew.

10. „Sznurówka, ptak i ja”, Ellen Karlsson, il. Eva Lindström, tł. Katarzyna Skalska, Zakamarki.

Książka przepełniona letnimi zapachami, nieskrępowaną wolnością i trudną sztuką kompromisów. W spektrum zainteresowania staje wakacyjna przyjaźń z jej przypadkowością i ulotnością. Ellen Karlsson świetnie imituje dziecięcy sposób postrzegania świata. Komentuje zdarzenia, posługując się logiką kilkulatka, nie pozorną, udawaną, nacechowaną infantylnością, ale autentyczną i pełną wrodzonej inteligencji. Jesteśmy Selmą, czujemy Selmą. Gdyby autorka zdradziła swoją obecność, popełniłaby niewątpliwe faux pas.

II. FAKT

Lokomotywa - nominacje w kategorii Fakt

1. „Archistoria. Opowieść o architekturze”, Magdalena Jeleńska, opr. graf.  Acapulco Studio, Muchomor.

Dużo ostatnio książek o architekturze – ta mnie ujęła przede wszystkim treścią, chociaż graficznie też trudno jej cokolwiek zarzucić. Autorka, z wykształcenia architektka, przedstawia architekturę tematycznie (np. Cegła, Szkło, Dom czy Kopuła), przywołując określone realizacje. Dużo tutaj współczesnych obiektów, czyli takich, które zwykle traktuje się w podobnych wydawnictwach po macoszemu. Tymczasem to właśnie najnowsza architektura jest najczęściej tą nierozumianą. Ciekawe kompendium wiedzy o pomysłach architektów XX- i XXI-wiecznych.

2. „Dinozaury – skamieliny i pióra”, M.K. Reed, il. Joe Flood, tł. Anna Studniarek-Więch, Nasza Księgarnia.

Brawa za pomysł, by temat dinozaurów udramatyzować, robiąc z niego komiks. Autorzy przekuli fakty i domniemania w serię dynamicznych, czasami zabawnych, scen. Poznamy klasyfikację dinozaurów, tryb życia, ale także badaczy z imienia – amatorów i profesjonalistów. Jest to również zgrabna opowieść metanaukowa, przekazująca trud i triumf naukowców. Partie narracyjne przeplatają się z encyklopedycznymi schematami, tekstu jest dość, a obraz jest ekspresyjny i angażujący.

3. „Drzewa”, Wojciech Grajkowski, il. Piotr Socha, Dwie Siostry.

O przyrodzie powstaje wiele książek, jednak nie wszystkie mają w sobie to coś, co zatrzymuje na długo i młodych, i dorosłych czytelników. Wielkoformatowy, międzypokoleniowy album niesie ze sobą nie tylko wspaniały obraz, ale i treść – nie tylko dostarcza dużo wiedzy o drzewach, ale sprawia, że patrzymy na nie innym okiem, z zafascynowaniem i miłością. Zaszczepia wdzięczność i pokorę wobec przyrody, odkrywa to, czego nie dostrzegamy, pokazuje jej potęgę. Drzewa są niezwykłe, majestatyczne i silne. Nie tylko te egzotyczne, z odległych stron, ale i te zwyczajne, które rosną pod naszym oknem.

4. „Innymi słowy. Niezwykłe słowa z różnych stron świata”, Yee-Lum Mak, il. Kelsey Garrity-Riley, tł. Michał Rusinek i Kuba Rusinek, Egmont.

„Innymi słowy” to zbiór 64 słów pochodzących z kilkunastu języków, które opisują szczególne emocje i sytuacje. Książka Yee-Lum Mak formalnie przypomina słownik, jednak jej głównym celem jest dostarczenie czytelnikom rozrywki na wysokim poziomie, pobudzenie wrażliwości i zachęta do spojrzenia na otaczającą rzeczywistość w inny sposób. Przykład? Jeśli kupujecie tak dużo książek, że nie macie już gdzie ich trzymać i układacie bez czytania w stosach na podłodze, niezawodnie dotknęło Was tsundoku.

5. „Nić Ariadny. Mity i labirynty”, Jan Bajtlik, Dwie Siostry.

„Nić Ariadny” to książka fantastycznie wykorzystująca znany z mitologii motyw labiryntu. Jej czytelnicy, wędrując zawiłymi ścieżkami przez wielkie, pełne szczegółów karty, poznają mity, historię i życie starożytnej Grecji. Książka zarówno dla zupełnych debiutantów, dla których będzie początkiem fascynującej przygody, jak i dla tych, którzy już się tą tematyką interesują. Wszyscy znajdą w niej coś ciekawego.

6. „Odpowiedz mi! Dzieci pytają o intymne sprawy”, Katharina von der Gathen, il. Anke Kuhl, Anna Magdziarz, Dwie Siostry.

Niemiecka edukatorka seksualna zebrała pytania, które anonimowo zadawali uczniowie szkół podstawowych. I udzieliła na nie odpowiedzi. Krótkich i na temat. Bez tabu. Czasem z sympatycznym mrugnięciem oka, ale zawsze bez oceniania czy szydzenia. Anke Kuhl dodała do tego wszystkiego ilustracje, dopasowując się do stylu tekstu. Jest bezpośrednio i zabawnie. Bardzo ważna książka, którą docenią uważni i otwarci na rozmowę, naprawdę na każdy temat, rodzice i pedagodzy.

7. „Poczet królowych polskich”, Anna Kaszuba-Dębska, Znak.

Piękne w formie i ciekawe w treści przybliżenie młodym czytelnikom postaci polskich władczyń oraz zachęcenie do pogłębiania wiedzy historycznej. Tak opowiedziana historia, a w zasadzie HERstoria, wychodzi poza kanon szkolnej nudy i skłania młodego odbiorcę do własnych eksploracji. Pokazuje też, że polskie władczynie miały swoje ambicje, uczucia i życiowe plany oraz realny wpływ na losy naszego kraju.

8. „Pszczoły miodne i niemiodne”, Justyna Kierat, Multico.

Justyna Kierat potrafi pisać o owadach i robi to z pasją. Jej książka jest fascynująca i doskonale przemyślana. Murarka, miesierka, kornutka, nożycówka, lepiarka, porobnica, spójnica – po zakończeniu lektury wszystkie te nazwy brzmią znajomo, a czytelnik – nawet ten wcześniej nieprzepadający za „robalamiˮ – ma ochotę ustawiać domki dla owadów i siać dookoła miododajne rośliny. Doskonale też wie, jak bezpiecznie obserwować pszczoły – tak, żeby ich nie skrzywdzić.

9. „Warszawiacy”, Małgorzata Ruszkowska, il. Marta Ruszkowska, Dwie Siostry.

Małgorzata Ruszkowska umiejętnie przełamała konwencję i nie pokusiła się o książkę stricte biograficzną. „Warszawiacy” to w istocie zbiór krótkich, fabularyzowanych anegdot, pisanych przeważnie w czasie teraźniejszym, które nakreślają realia epoki, ale koncentrują się głównie na epizodach z życia przywołanych postaci. Lekki styl i świetnie utrwalona chronologia dają dużą przyjemność czytania i poczucie, że książka – mimo niewielkiej objętości – buduje obraz całej historii miasta.

10. „Zrób sobie komiks”, Piotr Kasiński, il. Robert Trojanowski, Znak.

To książka niepozorna, ale genialna. To książka wielowymiarowa, jakiej jeszcze nie było na polskim rynku. To po trosze historia komiksu, instrukcja jak stworzyć swój własny komiks, zeszyt ćwiczeń, a do tego pozycja, która udowadnia, że każdy z nas jest kreatywny. Mała, poręczna i napisana przez znawców tematu – scenarzystę komiksowego i rysownika.

III. OBRAZ

Lokomotywa - nominacje w kategorii Obraz

1. „Dobranocki na Gwiazdkę”, Grażyna Bąkiewicz, Justyna Bednarek, Paweł Beręsewicz, Zofia Beszczyńska, Manuela Gretkowska, Roksana Jędrzejewska-Wróbel, Barbara Kosmowska, Beata Ostrowicka, Zofia Stanecka, Małgorzata Strękowska-Zaremba, Agnieszka Tyszka, Ewa Beniak-Haremska, Nasza Księgarnia.

Motywem przewodnim swoich ilustracji do „Dobranocek na Gwiazdkę” Ewa Beniak-Haremska uczyniła koronkę. Misterne wzory zdobią nie tylko ubrania bohaterów i choinki, ale pojawiają się również na nocnym niebie, w zaprzęgu świętego Mikołaja i na białych połaciach. Koronki przywodzą na myśl dawne tradycje, w szczególności bogato zdobione obrusy, które wyciągamy z bieliźniarek na naprawdę wyjątkowe okazje. Odświętna szata graficzna idealnie koresponduje ze świąteczną treścią zebranych w tomie opowiadań.

2. „Horror”, Madlena Szeliga, il. Emilia Dziubak, Gereon.

Nowatorskie sportretowanie popularnych warzyw i owoców w obliczu codziennej katastrofy. Barokowe ilustracje Emilii Dziubak w tej książce to majstersztyk – antropomorficzne warzywa i owoce szokują autentycznością emocji, a każda wielkoformatowa ilustracja przyciąga klimatem grozy. Dziubak stworzyła wysmakowany, eksperymentalny coffee table book, w którym wyjątkowo soczyście prezentują się kolory i światłocienie typowe dla jej prac.

3. „Jajo. Jajka w gnieździe i kosmosie, czyli kogel-mogel dla dociekliwych”, Eliza Piotrowska, il. Asia Gwis, Nasza Księgarnia.

Asia Gwis jest autorką oprawy graficznej także do wcześniejszej książki pt. „Grzyby. Dziwne fakty z życia grzybów, o których nie mieliście pojęcia” (teksty Liliana Fabisińska). „Jajo” (teksty Eliza Piotrowska) to druga pozycja serii, ale tożsama pod względem graficznym. Styl Gwis określiłbym jako uporządkowane szaleństwo. Kolorystyka odważna, acz przygaszona, a do tego kocioł, w którym bulgoczą różne techniki ”– kolaż, wycinanka, klasyczne rysunki i „przemysłowe” tekstury. Ożywczy i zachęcający koktajl, chociaż powstał z jajek i grzybów.

4. „Ja wielkolud, ty kruszynka”, Lilli L’Aronge, tł. Maria Kwiatkowska, Wytwórnia.

„Ja wielkolud, ty kruszynka” to błyskotliwa i wzruszająca autorska całość z łasicami w roli głównej. Lilli l’Arronge robi prawdziwe czary, pokazując relacje Dużego i Małego prosto i olśniewająco trafnie. Intymnie małe obrazki pokazują, jak Mały i Duży różnią się i dopełniają, a opozycje między nimi pokazują rodzinną grę oddziaływań, w której dojrzewa bliskość. Kreskówkowe postaci narysowano śmiało i z humorem; rozkoszą jest tropić zaciekawienie, złość, czułość, frustracje w plamkach i kreskach.

5. „Księżycowy sorbet”, Heena Baek, tł. Edyta Matejko-Paszkowska, Kwiaty Orientu.

Ta książka to coś zupełnie wyjątkowego! Jej autorka – artystka, pisarka, ilustratorka, lalkarka, animatorka – Beak Heena, stworzyła makietę wilczej kamienicy i grając światłem, a przy okazji naszym zachwytem, zilustrowała książkowe dzieło sztuki.

6. „Mały atlas motyli Ewy i Pawła Pawlaków”, Ewa Kozyra-Pawlak, Paweł Pawlak, Nasza Księgarnia.

„Mały atlas motyli Ewy i Pawła Pawlaków” to druga po atlasie ptaków autorska książka tej pary ilustratorów, poświęcona stworzeniom, które odwiedzają ich dom i ogród. Motyle malowane, sfotografowane, wyaplikowane z materiałów i stworzone z patyczków, liści i sznurków – a wszystkie jak żywe! I co najważniejsze – żaden motyl nie ucierpiał podczas powstawania tej książki, która przepięknie zachęca do obserwacji stworzeń fruwających dookoła nas, a także do własnoręcznego ich uwieczniania.

7. „Mitologia. Przygody słowiańskich bogów”, Melania Kapelusz, il. Ewa Poklewska-Koziełło, Egmont.

Zbiór pięciu niezwykłych mitów, dzięki którym dziecko może poznać wierzenia Słowian, mistrzowsko zilustrowany przez Ewę Poklewską-Koziełło. Magiczne stworzenia, bogactwo roślinności, inspirowane ludowością wzory, powtarzający się motyw drzewa (również w formie wycinanki na początku książki), wszystko w nasyconych, mocnych kolorach – czerwieniach, niebieskościach i zieleniach. Świetny duet ilustracji z tekstem.

8. „Nić Ariadny. Mity i labirynty”, Jan Bajtlik, Dwie Siostry.

W książce Jana Bajtlika labirynt staje się pretekstem do podróży przez starożytną Grecję, a jednocześnie metaforą opisującą odkrywanie wiedzy o antycznym świecie. To przepiękna książka –precyzyjne, szczegółowe i dopracowane rysunki, intrygujące rozwiązania graficzne (np. zachwycająca plansza o Syzyfie), przemyślana konstrukcja labiryntu prowadząca od historii do historii, kreska nawiązująca do sztuki starożytnej Grecji. Wspaniała i bardzo konsekwentnie zaprojektowana książka.

9. „Parzyziółko”, Dorota Wojciechowska-Danek, Tadam.

Wyrafinowana prostota „Parzyziółka” fascynuje już od pierwszej strony okładki. Dorota Wojciechowska-Danek po mistrzowsku utrzymuje uwagę czytelnika, koncentrując ją na delikatnej powierzchowności ziół i niezwykłych rytuałach starego zielarza. Pozbawiona zbędnych elementów szata graficzna udowadnia, że mniej znaczy lepiej. Ciekawy, poręczny format, czerwona kapitałka i wysmakowana wyklejka dodają subtelności całemu projektowi.

10. „Wilczki”, Svenja Herrmann, il. Józef Wilkoń, tł. Anna Urban, Media Rodzina.

Obrazy lasu i wilcząt Józefa Wilkonia wprowadzają czytelnika w tajemniczy, dziki świat przyrody i sztuki. Wilkoń nie boi się czerni i surowości – nie wygładza świata ani go nie retuszuje, tylko w charakterystyczny dla siebie sposób pokazuje wędrujące wilczki i otaczające je cuda – a to migoczące gwiazdy na niebie, a to obrazy odbijające się w tafli wody, a to innych mieszkańców lasu. Sprawia, że nie tylko widzimy, ale i czujemy i zachwycamy się razem z wilczkami tym, co napotykają na swojej drodze.

IV. KOMIKS

Lokomotywa - nominacje w kategorii Komiks

1. „Bajka na końcu świata 3. Ożywczy deszcz”, Marcin Podolec, Kultura Gniewu.

Brawa dla Autora za kolejny znakomity odcinek brawurowego projektu – komiksu postapo dla najmłodszych. Pomysł przedni: dziewczynka Wiktoria w poszukiwaniu swoich rodziców wędruje po świecie w towarzystwie suczki Bajki. Dookoła dzieją się rzeczy dziwne i niepokojące, związane tym razem z padającym deszczem, a one dwie muszą przeżyć, decydować, komu ufać, ale i wystarczyć sobie. Konsekwentnie posępna paleta kolorów, minimalistyczne dialogi, znakomicie utrzymane napięcie – Autor potrafi przykuć do książki.

2. „Dinozaury – skamieliny i pióra”, M.K. Reed, il. Joe Flood, tł. Anna Studniarek-Więch, Nasza Księgarnia.

Doskonałe połączenie komiksu i książki o historii paleontologii. Na kolorowych i pełnych humoru planszach pokazano, jak narastała w ludziach fascynacja skamieniałościami, prowadząc czasami do prawdziwych wojen badaczy. Komiks MK Reed i Joego Flooda nie tylko przybliża naukowców (także zapomniane kobiety badaczki), dzięki którym świat poznał dinozaury, ale także zachęca do zdobywania wiedzy, pokazując, jak pozornie błahe odkrycia zmieniały całą ludzką wiedzę o świecie.

3. „Jane, lis i ja”, Fanny Britt, il. Isabelle Arsenault, Kultura Gniewu.

Piękne, subtelne ilustracje rozłożone na dwa głosy: szarości odzwierciedlającej życie Hélène i koloru, który wnosi w nie świat literatury Charlotte Brontë, w którym bohaterka znajduje ukojenie. Plus mocny i ważny temat wykluczenia z grupy rówieśniczej. Stawia pytania, nie zawsze dając odpowiedzi – trzeba poszukać ich samemu. Oszczędność w formie i słowach oraz pewna niedosłowność sprawiają, że lektura komiksu porusza i na długo zapada w pamięć.

4. „Kinderland”, Markus Witzel Mawil, tł. Grzegorz Janusz, Kultura Gniewu.

Mawil (rocznik ‘76), ze względu na wdzięk i dowcip, z jakim punktuje otaczającą rzeczywistość, nazywany Woodym Allenem niemieckiego komiksu, wyciąga na światło dzienne wszystko to, czym żyły i o czym marzyły dzieciaki końcówki lat 80. XX w. we wschodnim Berlinie. Ale te marzenia nie stają się dominantą. Podobnie jak nie jest nią nostalgia za utraconym rajem dzieciństwa. Mawil zabiera nas w rzeczywistość żywą, nie czarno-białą, w której turniej ping-ponga ma szansę konkurować z wieczorem wolności za zburzonym murem.

5. „Marzi. Dzieci i ryby głosu nie mają”, sc. Marzena Sowa, il. Sylvain Savoia, Egmont.

Polska lat 80. zamknięta w obrazkach. Prawie 200 stron w twardej oprawie, a każda rozkładówka to wehikuł czasu. I ta historia w tle! Autorka wyjechała z Polski w 2001 r., a jej opowieści z dzieciństwa narysował francuski rysownik, prywatnie jej życiowy partner. Wspaniale, że się spotkali, bo efekt ich wspólnej pracy cieszy oko, wzrusza i bawi.

6. „Obiecanki”, Agnieszka Świętek, Kultura Gniewu.

Aktualna i bliska współczesnemu nastolatkowi opowieść inicjacyjna. Jej bohaterka zostawia za sobą szczęśliwe dzieciństwo, by zmierzyć się z problemami: rozstaniem rodziców, agresją rówieśników, depresją matki, samotnością. Subtelność kreski Świętek, precyzyjnie oddającej emocje buzujące w nastoletniej głowie, młodzieżowy język i wiarygodni psychologicznie bohaterowie sprawiają, że ta komiksowa opowieść pomaga młodym w oswajaniu trudnych doświadczeń.

7. „Oskar i Fabrycy. Dyliżans widmo”, sc. Maciej Kur, il. Mieczysław Fijał, Egmont.

To nie jest komiks doskonały, ale z pewnością warto zwrócić na niego uwagę (także na część pierwszą pt. „Straszne smoczysko”). Przede wszystkim swojsko wyglądająca kreska kojarząca się i z „Fistaszkami”, i z Lucky Lukiem, i wreszcie z Christą (patronem konkursu, w którym komiks został nagrodzony), potem sporo nawiązań do klasyki polskiego komiksu (tutaj Baranowski i westernowa księga Tytusa), wreszcie historia odświeżająca zabawę w Indian i kowbojów, niezbyt może oryginalna, ale dla dzieci angażująca. Dobry komiks środka.

8. „Pewnego lata”, sc. Mariko Tamaki, il. Jillian Tamaki, tł. Łukasz Buchalski, Kultura Gniewu.

To komiks dla nastolatków. A właściwie dla tych, którzy dopiero się nimi stają. Którzy są jeszcze trochę dziećmi, a już trochę dorosłymi – to delikatne twory, do których trzeba mówić specyficznym językiem, którym trzeba podsuwać specyficzne lektury. Ten komiks jest komiksem o nich samych. Nie daje łatwych odpowiedzi, ale stawia pytania. Dokładnie takie, jakie lęgną się w ich głowach. I do tego jest fenomenalnie narysowany. Majstersztyk!

9. „Rufus. Wilk w owczej skórze”, sc. Bartosz Sztybor, Agnieszka Świętek, Egmont.

„Rufus. Wilk w owczej skórze” to komiks o dojrzewaniu i poszukiwaniu własnej tożsamości. Ubrana w kostium zwierzęcy i z aluzjami do znanych z literatury motywów historia jest uniwersalną opowieścią, w której wielu młodych ludzi odnajdzie własne problemy i wątpliwości. Prosta kreska w połączeniu z zaskakującym kadrowaniem (np. niektóre ilustracje nie są ujęte w ramy i stanowią tło dla pozostałych kadrów, dymki i fragmenty postaci wychodzą poza granice kadrów) przydaje całości dynamicznego charakteru.

10. „Zguba zębiełków”, Tomasz Samojlik, Kultura Gniewu.

Kolejny, czwarty już tom przygód Dobrzyka i jego przyjaciół nie jest ani trochę gorszy od pierwszego. Zawrotne tempo, nieoczekiwane zwroty akcji, przygoda, pościgi, trochę miłości, trochę morału, dużo wiadomości o zimowym życiu mieszkańców lasu – to wszystko jak zwykle znajdziemy u naczelnego polskiego rysownika-biologa. Siła Samojlika polega bowiem na tym, że daje doskonałą fabułę, a w środku ukrywa solidną dawkę wiedzy. A do tego rozbudza wrażliwość. Taki to Samojlikowy pakiet.

V. PRZEKŁAD

Lokomotywa - nominacje w kategorii Przekład

1. „Czekając na jednorożce”, Beth Hautala, tł. Zuzanna Byczek, Biała Plama.

Jest w tej książce dużo spokoju i ciszy, choć pełna jest emocji i obrazów. To jedna z tych opowieści, które zapadają głęboko w serce, a z bohaterami nie rozstajemy się zaraz po przeczytaniu. Z ogromną wrażliwością, delikatnością i wnikliwością autorka przygląda się 12-letniej dziewczynce, która straciła mamę, a za chwilę straci i swój dom, by wraz z ojcem przenieść się na kilkumiesięczne badania naukowe na Arktyce. To książka do delektowania się słowem, które pięknie wybrzmiewa pośród ciszy Arktyki. Jeśli, czytając ją, usłyszycie śpiew waleni – pomyślcie życzenie…

2. „Enola Holmes. Sprawa zaginionego markiza”, Nancy Springer, tł. Elżbieta Gałązka-Salamon, Poradnia K.

Nominuję po nazwisku:) Elżbieta Gałązka-Salamon jest autorką słynnego tłumaczenia „Pulp Fiction”. Wiem, że język tamtego przekładu filmu Tarantino trudno uznać za idealny dla niedorosłego czytelnika, jednak swoją bezkompromisowość i pomysłowość tłumaczka potrafi wykorzystać także w tłumaczeniu powieści popularnej dla młodzieży. Ta jest spin-offem Conan Doyle’a i traktuje o Enoli Holmes, siostrze Sherlocka, która uwielbia jazdę na rowerze i walkę ze stereotypami płciowymi. Tłumaczka plastycznie pokazuje mroczny świat wiktoriańskiego Londynu i bawi się nazwami dawnych przedmiotów i sprzętów. Myślę, że powinna wziąć się teraz za jakiegoś Dickensa…

3. „Ja wielkolud, ty kruszynka”, Lilli L’Aronge, tł. Maria Kwiatkowska, Wytwórnia.

Krótka, rymowana książka obrazkowa wymaga wyjątkowej staranności przekładu, by oddać ducha opowieści i zapewnić miłą, nienużącą, zwykle wielokrotną lekturę. „Ja wielkolud, ty kruszynka” w polskim tłumaczeniu Marii Kwiatkowskiej uwypukla czułą i zażyłą więź dużej i małej łasicy. Więź, której ciepła aura w niezwykły sposób wydostaje się z kartek książki i promieniuje na dorosłego i jego małego słuchacza. Kilkuwyrazowe, dowcipne frazy zapadają w pamięć jak najlepsza wyliczanka.

4. „Mały pokój z książkami”, Eleanor Farjeon, il. Edward Ardizzone, tł. Hanna Januszewska, Ewa Rajewska, Dwie Siostry.

Wznowienie po blisko pięćdziesięciu latach – tym razem kompletne i z oryginalnymi ilustracjami – legendarnego już zbioru baśni i opowiadań Eleanor Farjeron. Z dwudziestu siedmiu zawartych w nim historii dziewiętnaście  przetłumaczyła przed laty Hanna Januszewska, a osiem, które ukazały się teraz po raz pierwszy, Ewa Rajewska. Udało jej się znakomicie uchwycić klimat i język zarówno oryginału, jak i poprzedniego przekładu, a dzięki temu ten zbiór stanowi całość.

5. „Mama Gęś”, Małgorzata Strzałkowska, il. Adama Pękalski, Bajka.

Małgorzata Strzałkowska po mistrzowsku przyswoiła językowi polskiemu tradycyjne angielskie nonsensowne wierszyki, znane od kilkuset lat jako opowieści Mamy Gęsi. Nie tylko przetłumaczyła je, ale także wykonała ogromną pracę, aby wyjaśnić i opisać ich pochodzenie, sens i konteksty kulturowe, które im towarzyszą. Ilustracje Adama Pękalskiego znakomicie wpisują się w nastrój tej książki.

6. „Najgorsze dzieci świata”, David Walliams, il. Tony Ross, Karolina Zaremba, Mała Kurka.

Tłumaczenie pięknych książek jest bardzo trudne. Tłumaczenie książek napisanych potocznym językiem, pełnym neologizmów i gier słownych bywa jeszcze trudniejsze, szczególnie w przypadku literatury dla dzieci. Karolina Zaremba, tłumaczka „Najgorszych dzieci świata”, poradziła sobie z tym zadaniem śpiewająco – jej tłumaczenie bawi, śmieszy, brzmi naturalnie i zachwyca różnorodnością synonimów na określenie zwykłych i niezbyt wzniosłych czynności. Doskonała robota.

7. „Odkrywca”, Katherine Rundell, tł. Paweł Łopatka, Poradnia K.

Tłumaczenie Pawła Łopatki jest pełne dbałości o szczegóły, bardzo klarowne językowo, a jednocześnie nastrojowe, świetnie oddające ducha powieści nawiązującej stylistyką do klasycznej anglosaskiej literatury dziecięcej. Są tu zabawy słowne, żywe dialogi, są też znakomite liryczne passusy oraz intrygujące porównania. Łopatka potrafi bez najdrobniejszego zgrzytu językowego przeskakiwać z emocji w emocje, pozwalając czytelnikowi śmiać się pod nosem, a za chwilę płakać.

8. „Piotruś Pan w Ogrodach Kensingtońskich”, James Matthiew Barrie, il. Marcin Minor, Aleksandra Wieczorkiewicz, Media Rodzina.

W tej książce oczarował mnie język. Wyrafinowany, melodyjny i zupełnie niedzisiejszy. Aleksandra Wieczorkiewicz stanęła przed nie lada wyzwaniem, by zachować ten jego urok. Tak poetyckie frazy zapewne nie było łatwo obłaskawić w ojczystym języku. Ale jej się udało, ubłagała wszystkie wróżki i elfy, żeby się jej dały zamknąć w polskich literach, zaprosiła Piotrusia Pana i on przyjął jej zaproszenie, doskonale wpasowując się w polskie znaki, moszcząc się w polszczyźnie jak w Gnieździe Drozda.

9. „Ze zwierzyną pod pierzyną”, Nadia Budde, tł. Łukasz Żebrowski, Hokus Pokus.

Łukasz Żebrowski zasłużył na brawa: wmyślił się w Nadię Budde i przełożył książkę autorską, w której obraz i słowo są wyjątkowo spójne. Tekstu jest tak niewiele, że każdy błędny wybór osłabiłby efekt. A gra toczyła się o wiele: o absurdalny humor, nieprzeciętną fantazję, cudowne językowe łamańce. To, co w oryginale prostsze, czasem Tłumacz komplikował, zawsze jednak mając na względzie prostotę i dobitność Autorki, wyciskając, ile się da z polskiej składni i gramatyki. Udało się zachować mrocznawy humor i uniknąć pęknięcia między tekstem i obrazem.

10. „Zwierzoobjaśniarka”, Sergio Olivotti, tł. Joanna Wajs, Nasza Księgarnia.

„Zwierzoobjaśniarka” to skrząca humorem parodia rozpraw naukowych poświęcona nieistniejącemu urządzeniu, dzięki któremu ludzie mogą porozumiewać się ze zwierzętami. Gdyby nie tytaniczna praca tłumaczki Joanny Wajs (oraz jej otwarty umysł, trafne skojarzenia, giętki język i duże poczucie humoru), nie poznalibyśmy Pandy Minelli i Kylie Minog, nie dowiedzielibyśmy się, o czym piszą w „Haute Kocúr” czy „M jak Mru”, ani nie połamalibyśmy sobie języka, sylabizując „autotelodenzynwoltuinterlokutor”.

VI. OD A DO Z

Lokomotywa - nominacje w kategorii Od A do Z

1. „Ballady i romanse”, Adam Mickiewicz, opr. Emilia Kiereś, il. Marianna Sztyma, Egmont.

Wszystko tutaj zagrało. Mickiewicz przemówił jako młody chłopak i odnowiciel literackiej estetyki początku XIX wieku. Emilia Kiereś znalazła sposób, żeby wyjaśnić zawiłości Mickiewiczowskiego wiersza, trudnego do zrozumienia dla dzisiejszych młodych czytelników. A Marianna Sztyma idealnie wpasowała się w klimat litewskich gajów i jezior. Bardzo udana książka, która nie miała prawa się udać.

2. „Bjorn. Sześć opowieści z lasu”, Delphine Perret, tł. Paweł Łapiński, Wytwórnia.

„Bjorn. Sześć opowieści z lasu” to jedna z tych książek, którą chcesz mieć cały czas blisko siebie, głaskać ją, oglądać, czytać wciąż na nowo. To książka, o której mówisz każdej napotkanej osobie. To książka niepozorna, ale mająca w sobie taki ładunek pozytywnej energii, że po prostu cały czas się ją przytula do policzka. Pięknie narysowana – z wyczuciem i w duchu minimalizmu. I ma niebieskie kartki!

3. „Drzewa”, Wojciech Grajkowski, il. Piotr Socha, Dwie Siostry.

„Drzewaˮ znają wszyscy. Każdy wie, że stworzył je Piotr Socha. I niewiele osób pamięta o autorze tekstów, Wojciechu Grajkowskim. A przecież „Drzewaˮ stanowią spójną całość. Równie istotne są wspaniałe, wielkie i szczegółowe plansze, jak i interesujące, pobudzające ciekawość informacje, które zachęcają do eksplorowania świata i imponują erudycją. Dzięki wspólnej pracy powstała zapierająca dech w piersiach książka.

4. „Jak ciężko być królem”, Janusz Korczak, Iwona Chmielewska, Muzeum Polin i Wolno.

Iwona Chmielewska odczytuje współcześnie książkę „Król Maciuś pierwszy”, która powstała niemal sto lat temu. Dla dzieci urodzonych w początku nowego wieku i tysiąclecia proza Starego Doktora bywa trudna do czytania, a przecież stawia pytania aktualne także dziś. Przytłoczony zbyt dużą koroną chłopiec o twarzy małego Henryka z fotografii, która towarzyszyła pierwszemu wydaniu książki o Maciusiu, spotyka się tutaj ze starym Januszem Korczakiem, który już wie, że nie jest łatwo naprawić świat…

5. „Kropka z Błędem”, Anna Taraska, il. Daria Solak, Dwie Siostry.

Za okładką, która imituje domek zrobiony z zeszytu, kryje się świat podobny do naszego, jednak do głębi przesiąknięty szkolno-ortograficzną stylistyką. Urokliwe, ale nieprzesłodzone, ilustracje „Kropki z Błędem” naśladują dziecięcą kreskę i dobrze korespondują z rytmicznym, prostym językiem. Sama historia ma swój niebagatelny atut w postaci bardzo dobrze wyważonej narracji, spisanej lekkim i utrzymanym w ryzach, szykownym, ale nie górnolotnym, stylem. Niemal sto stron książki świetnie czyta się na głos, bez zadyszki, ale i bez cienia nudy.

6. „Księga pytań”, Pablo Neruda, il. Isidro Ferrer, tł. Filip Łobodziński, Tako.

Pytania bez odpowiedzi, zatrzymane na moment chwile, ulotne myśli, drobiazgowo konkretne lub swobodne, wręcz oniryczne. Intrygująco zilustrowane czarno-białymi kolażami Isidro Ferrera. „Księga pytań” to poetyckie dzieło Pablo Nerudy, wieńczące jego pisarski i życiowy dorobek. Pełne metafor i surrealizmu, czasem głęboko filozoficzne i poważne, czasem groteskowe i purnonsensowe dorosłemu czytelnikowi stwarza okazję do refleksyjnego namysłu, dziecięcemu – do rozwinięcia skrzydeł wyobraźni.

7. „Moja mama, mój tata”, Małgorzata Swędrowska, il. Joanna Bartosik, Wytwórnia.

Pisarka Małgosia Swędrowska i ilustratorka Joanna Bartosik zrobiły książkę w doskonałej harmonii. Niezwykle lakoniczny, a lotny tekst dzięki ilustracjom nabiera nowych znaczeń. Poruszamy się miedzy dosłownością a przenośnią, na naszych oczach ze zdań i ilustracji lepi się opowieść o domu, w którym rodzice mają uczucia, chęci, umiejętności, ciała – są ludźmi, nie monumentami. Książka jednocześnie śmiała i kojąca, poetycka i przyjemnie przyziemna, bezpretensjonalnie uwzniośla trud budowania rodziny. A co najpiękniejsze – dla malutkich, większych i całkiem dużych.

8. „O tym można rozmawiać tylko z królikami”, Anna Höglund, tł. Katarzyna Skalska, Zakamarki.

Picturebook dla nastolatków i dorosłych. Mała książka, ciemna okładka. Nie rzuca się w oczy, ale kiedy weźmiemy ją do ręki, zaczniemy czytać – uderzy nas jest siła. Dawkowane oszczędnie słowa idealnie współgrają z mrocznymi obrazami – ładunek emocjonalny ukryty w nich jest ogromny! Dla niedopasowanych i tych, którym niewygodnie, dla wycofujących się i innych, i bardzo samotnych. Anna Höglund dotyka słowem i obrazem, ale nie robi tego po to, żeby zabolało (choć i tak boli). Wyciąga rękę i przeprowadza bohatera przez jego zagubienie i wewnętrzny mętlik, dając mu poczucie bezpieczeństwa i nadzieję.

9. „Zwierzokracja”, Aleksandra Woldańska-Płocińska, Papilon.

38 sporych rozkładówek, świetnie zilustrowanych, na których zamieszczone są krótkie teksty na temat zwierząt – wiele bardzo różnorodnych informacji i ciekawostek. „Zwierzokracja” nie grzmi, nie grozi palcem, nie tupie i nie obraża. Nie uważa się za wyrocznię, nie jest zarozumiała. Daje nam szansę – na rozmowę, wspólne pochylenie się nad problemami, podjęcie decyzji, co my – w naszej rodzinie – możemy zrobić, by zwierzętom na świecie było lepiej.

10. „Zwierzyniec”, Maciej Byliniak, opr. graf. Ewa Stiasny, Międzynarodowe Centrum Kultury i Wydawnictwo Dwie Siostry.

Intrygujący album zawiera reprodukcje dzieł sztuki i przedmiotów codziennego użytku, których wspólnym mianownikiem jest zwierzęca tematyka. Okazy do „Zwierzyńca” wybrał ze zbiorów polskich muzeów i bibliotek i opatrzył zupełnie nieencyklopedycznymi (za to bardzo zabawnymi) komentarzami Maciej Byliniak. Lektura „Zwierzyńca” przypomina zwiedzanie według klucza kolejnych sal muzealnych. Zaskakujące zestawienia, zróżnicowane kroje pisma, gruby papier i świetnie opracowany spis reprodukcji składają się na edytorskie cacko.

 

KONIEC. Pozostało zagłosować:

http://goo.gl/forms/MS0WUir4f09DJd5i2

Dajcie znać, czy zgadzacie się z naszymi nominacjami.

 

Polska w odsłonach

Narzekania, jak w Polsce jest źle, są powszechne. Łatwiej zachwycać się czymś, co cudze i inne. Trudniej zobaczyć to, co czasami mamy tuż pod nosem. Jeśli więc szukacie pomysłu, co pokazać dzieciom, by pokazać, że Polacy mają się czym pochwalić, zajrzyjcie do książki „Moja Polska” Katarzyny Sołtyk (Wilga).

Katarzyna Sołtyk, moja Polska

Przyznaję, że ta książka sprawia mi problem. Długo nie potrafiłam się do niej przekonać. Przeglądałam, podczytywałam, odkładałam na półkę i zastanawiałam się, co o niej napisać. Rozumiem i doceniam zamysł autorki, ale jednocześnie odrzuca mnie samo wykonanie. Ale może do rzeczy.

„moja Polska” to książka powstała z dumy — autorka napisała o tym we wstępie:

Ręka do góry, kto jest dumy z tego, że jest Polakiem! Sama podniosę pierwsza! (…) Na stronach tej książki znajdziecie dziesiątki, a nawet setki powodów do narodowej dumy — postacie, osiągnięcia, miejsca czy osobliwości.

Katarzyna Sołtyk, moja Polska

I te dwa zdania właściwie streszczają całą treść książki. Katarzyna Sołtyk zebrała w niej wszystko, co — jej zdaniem — może być powodem do dumy z Polski. Trochę w duchu „radujmy się” i ku pokrzepieniu serc. W efekcie powstał straszliwy miszmasz, przez który trudno mi się przebić. Znajdziecie tutaj bociana, żubra i Biebrzę. Bitwę pod Grunwaldem i wycinanki. Szopena i Kieślowskiego. Muzeum Polin i enigmę. Abakany i kopalnie soli.

Katarzyna Sołtyk, moja Polska

No wszystko po prostu! Na początku chaos mnie przerażał, a potem zaczęłam się nim z chłopakami bawić. Czytamy tę książkę trochę na zasadzie: a to znacie? znamy! No to idziemy dalej. Najbardziej brakuje mi w niej indeksu czy spisu nazwisk — ale może chodziło o niespodziankę? Ciągle nie rozumiem, dlaczego coś następuje po czymś innym. Najbardziej przypomina mi zwariowany pokaz slajdów, które ktoś ustawił, a potem zaczął losowo odtwarzać. I dlatego mamy Tatry, potem polskich zdobywców Himalajów, a tuż za nimi produkty made in Poland. Może chodziło właśnie o to, by nie było zbyt patetycznie? By nauczyć dzieci cieszyć się tym, co mamy i bawić polskością?

Katarzyna Sołtyk, moja Polska

Na pewno książka Katarzyny Sołtyk uświadamia, że ludzi i rzeczy, z których możemy być dumni, jest dużo. Wspaniałe jest to, że autorka sięga do czasów odległych i całkiem bliskich. Mamy tutaj Kościuszkę i Paderewskiego, Wałęsę, Mazowieckiego i Mickiewicz. Momentami brakuje mi refleksji historycznej — możemy się szczycić Malborkiem, ale w notce o zamku zabrakło mi informacji o burzliwej historii polsko-krzyżackiej. (Krzyżacy są oczywiście wspomniani, ale jakoś tak nieoczywiście). Książka kreuje pewien mit polskości, kraju płynącego mlekiem i miodem, pełnego życzliwych ludzi i wspaniałych miejsc. Trochę cukierkowaty obrazek i dla mnie odrobinę wybrakowany. Brakuje mi w tej książce pogłębienia i odrobiny ostrości. 

Katarzyna Sołtyk, moja Polska

Trudno mi zaakceptować chwalenie się liczbą sprawiedliwych wśród narodów świata bez wspominania o trudnej historii polsko-żydowskiej. Przy czytaniu nieodparcie miałam wrażenie, że to projekcja, pewien wyidealizowany model polskości, ucukrowana wersja świata. Nie wiem, czy duma wyklucza rzeczy smutne i czasami wstydliwe? Na pewno nie pasują one do modelu przyjętego przez autorkę, ale mnie niektóre braki rażą. 

Katarzyna Sołtyk, moja Polska

Można mieć do tej książki zastrzeżenia, ale na pewno znajdziecie w niej mnóstwo pomysłów, co pokazać dzieciom i czym możemy się chwalić. No bo może jeśli nie historia, to może jednak oscypek, skoczkowie i Biebrza? 

 

Katarzyna Sołtyk, moja Polska, il. E. Moyski, Wilga 2018 

 

Karamba i Hubert

W ekspresowym tempie przeczytaliśmy kilka (tych cieńszych) książek, które Mikołaj zostawił pod choinką. No bo ile można jeść i patrzeć się przez okno, jak pada deszcz? Co prawda Młodszemu (razem z Zuzią) udało się na Dziadkowym podwórku wybudować system jezior, a przy wjeździe  wykopać dużą dziurę, bo przecież górnicy zawsze kopią dziury, ale i tak sporo czytaliśmy. I teraz mam problem, bo Młodszy pała chęcią poznania dalszych przygód Dyrektora Karamby. Może jakieś wydawnictwo się zlituje i wyda inne książki Åsy Rosén po polsku?

Cyrk Karamba

Jak wyczytałam w Wikipedii i Goodreads, Åsa Rosén to przede wszystkim ilustratorka. „Cyrk Karamba. Tajemnica połykaczki ognia” (Czarna owieczka, 2014) to jej debiut literacki — bardzo moim zdaniem udany. To kolejny szwedzki kryminał dla dzieci, bez dziecięcych bohaterów, który sprawił, że Piotr postanowił (chyba) zostać detektywem.

Akcja książki dzieje się w cyrku, którym kieruje uroczy dyrektor Karamba. Bardzo stara się wyglądać i mówić, jak cudzoziemiec, bo przecież tak wypada. Dyrektor Karamba uwielbia stare kryminały. Jego najlepszym przyjacielem jest gadająca i bardzo inteligenta myszka, Hubert. Cyrk Karamba jest słynny na cały świat właściwie z jednego powodu: pracuje w nim Cayenne, połykaczka ognia, której kunszt zadziwia wszystkich. Pewnego dnia ktoś kradnie wszystkie sprzęty Cayenne i to dopiero początek kłopotów. Dyrektor Karamba zaczyna prowadzić śledztwo.

Cyrk Karamba. Tajemnica połykaczki ognia

Åsa Rosén bardzo sprawnie tworzy historię i dawkuje napięcie. Dyrektor jest zabawny i gapiowaty. Ma jednak szczęście do przyjaciół, a Hubert to wyjątkowo mądra mysz. Cayenne jest cudowna: to typ punkówy z irokezem na głowie. Jest narwana, szybka i ma wspaniały motor z przyczepką. Zestawienie nowoczesnej, zbuntowanej dziewczyny i staroświeckiego dyrektora o nawoskowanych wąsach zagrało cudownie. Piotrek był pod wrażeniem i Cayenne ogromnie mu się spodobała.

Cyrk Karamba. Tajemnica połykaczki ognia

„Tajemnica połykaczki ognia” to sprawnie napisany kryminał dla dzieci. Intryga nie jest może zbyt skomplikowana, ale jest tutaj i tajemnica, i kara, i humor. Czyta się szybko, a duże litery sprawiają, że książka nie odrzuca młodszych czytaczy. Åsa Rosén nie powiela schematów znanych z Lassego i Mai czy „Biura detekstywistycznego nr 2”. W jej książce dorośli grają główne role — to oni muszą szukać śladów i wyciągać wnioski. A czasami zastawiać pułapki — oczywiście w cyrku. Kto okradł Cayenne? Młodzi amatorzy kryminałów nie powinni być zawiedzeni.

Cyrk Karamba. Tajemnica połykaczki ognia

Åsa Rosén napisała trzy książki o przygodach Dyrektora Karamby — jak nikt ich nie wyda, wypada nauczyć się szwedzkiego.

Åsa Rosén (tekst i ilustracje), Cyrk Karamba. Tajemnica połykaczki ognia, tł. Iwona Jędrejewska, Czarna Owieczka 2014

Kresek, Bartek i całkiem zwyczajny początek

Pewnie powinnam pisać o Świętach, Mikołaju i reniferach, o książkach, które wprowadzają w atmosferę Bożego Narodzenia… Tylko że trochę mi się nie chce, bo wszyscy o tym piszą i pokazują śliczne stosiki 🙂 No i może także dlatego, że mało czytamy w tym roku o świętach, Mikołaju i reniferach, raczej o przygodach, labiryntach, autach, tajemnicach i jamnikach. Kilka książek na raz, tak jakoś wyszło. Więc zamiast o Mikołaju, posłuchajcie o zwykłym chłopcu, Bartku Kłopotku.

Kresek, Bartek i całkiem zwyczajny początek

Książka Kasi Nawratek zdobyła w tym roku Koziołka, nagrodę przyznawaną przez Bibliotekę w Oświęcimiu. Sięgałam więc po tę pozycję z dość dużymi oczekiwaniami, ale i z niepokojem. Wygrała z „Teatrem niewidzialnych dzieci” Marcina Szczygielskiego, którą uważam za książkę bardzo dobrą, więc poprzeczka wisiała wysoko.

„Kresek, Bartek i całkiem zwyczajny początek” to całkiem zwyczajna historia Bartka mieszkającego w zwykłym bloku. Układ rodzinny chłopca jest inny, ale chyba coraz bardziej powszechny: jest mama i jej partner Piotrek, jest tato i jego nowa partnerka, Aneta. No i jest Kresek — jamnik będący największym przyjacielem i powiernikiem. Gdzieś w tle przewija się szkoła, koledzy i koleżanki, sąsiedzi, bezdomni, ogródki działkowe i sklepy. W całym tym uniwersum najbardziej niezwykły jest Bartek. Jego ogromna, wręcz rozbuchana wyobraźnia to jednocześnie ratunek i przekleństwo. Chłopiec ucieka przed problemami w nierealny świat, a to, co wymyślone, jest dla niego równie rzeczywiste i prawdziwe. Granica się zaciera, a Bartkowe hasło „wiem to na pewno”, którym kończy prawie każdą wypowiedź, sprawia, że trudno mu uwierzyć, nawet wtedy, gdy wszystko, co mówi, jest prawdą. Zresztą Bartek raczej nie kłamie, on po prostu wymyśla historie i natychmiast zaczyna w nie wierzyć.

Kresek, Bartek i całkiem zwyczajny początek

Trudno mu się dziwić. Bartka poznajemy w momencie przełomowym, kiedy okazuje się, że będzie miał siostrę. Niestety, tato i  jego partnerka nie potrafią dobrze poradzić sobie z tą sytuacją (szerze mówiąc, radzą sobie koszmarnie, za dużo znam „z życia” podobnych historii, by zarzucać Kasi Nawratek przesadę, choć trochę raził mnie czarno-biały schemat). Odmienność chłopca przeszkadza mu w szkole, zawadza w domu. Czas dorosnąć, tylko że Bartek dorastać nie chce, bo nie potrafi i chyba nie chce dostosować się do reguł dorosłego świata. Bartek widzi dużo, więc świetnie dostrzega także jego absurdy. Problemy tłumaczy sobie po swojemu (cudnie namalowane Kopalnia i Administracja), ale je widzi — często więcej niż niejeden dorosły.

Trudno mi się pisze o tej książce. Kasia Nawratek namalowała fragment dziecięcego życia, bardzo pokomplikowany przez dorosłych. Bartek to dziecko, które musi poradzić sobie z rozwodem rodziców, przemocą w szkole, niesprawiedliwością dorosłych, czyjąś bezdomnością, strachem przed katastrofą budowlaną, pierwszym zauroczeniem. Zmaga się z kłopotami, które mogłyby przywalić niejednego dorosłego. To bardzo poruszająca lektura, o której trudno przestać myśleć. Mój Starszy pochłonął ją błyskawicznie i powiedział, że warto, choć to trochę smutne, czasami dziwne, ale i wzruszające. „Dziwny był ten Bartek mamo, ale mi go szkoda, nie miał lekko”. Ja mam skojarzenia i z „Teatrem niewidzialnych dzieci„, i z „Tonją z Glimmerdalen„.

Kresek, Bartek i całkiem zwyczajny początek

Kasia Nawratek nie oferuje czytelnikowi łatwych rozwiązań. Bartek nie jest prostym bohaterem: jest inny, dziwny, zakręcony. Trudno się z nim dogadać i przeniknąć do jego świata. Problemy, z którym się boryka, nie znikają. Pewne rzeczy udaje się wyjaśnić, życie toczy się dalej, tak po prostu — i trzeba się w nim odnaleźć. Bo właśnie takie jest życie, czasami fajne, czasami trudne, czasami niezrozumiałe. Różne. Pewne problemy znikają dopiero wtedy, gdy uporają się z nimi dorośli — dlatego warto, by także dorośli sięgnęli po tę książkę. Naprawdę warto.

 

Kasia Nawratek, Kresek, Bartek i całkiem zwyczajny początek, il. Ola Szmida, Ezop 2016