O wierszykach

Dzisiaj mamy Światowy Dzień Poezji. Co prawda mam wrażenie, że codziennie mamy ostatnio dzień czegoś, ale akurat Dzień Poezji świętować warto i trzeba. Dzieci są niesamowicie czułym i wrażliwym odbiorcą poezji — w sposób naturalny bawią się słowami i szukają nowych znaczeń, dostrzegają humor w zwyczajnych połączeniach, wymyślają rymowanki i piosenki.

Z okazji Dnia Poezji najlepiej czytać wiersze. Poczytacie z nami? Nie silę się na żadne obiektywne zestawienie ani przegląd pozycji dostępnych w księgarniach. Znajdziecie tutaj utwory i książki, które były ważne dla nas, bo dzięki nim odkryliśmy kogoś nowego. A czasami dlatego, że bawiliśmy się przy nich tak dobrze, że wierszyki weszły do naszego języka i ciągle się do nich odwołujemy. Na pewno nie uda mi się napisać o wszystkim — chociażby dlatego, że nie będę pisać o Tuwimie i Brzechwie (proszę powstrzymać słowa oburzenia ;-)). Oczywiście, że kochamy „Lokomotywę”, a „Baśń o korsarzu Palemonie” należy do naszych ulubionych. Nie warto jednak ograniczać się tylko do tych dwóch Mistrzów. Macie swoje ulubione wiersze dla dzieci? Też macie utwory, które są z wami stale? I takie, które wprowadzają w świat „dorosłej” poezji?

Na początku, gdy Tymek, a potem Piotruś byli jeszcze całkiem maleńcy, bawiliśmy się w ludowe przyśpiewki i śpiewanki. „Miała baba koguta”, „Gdzieżeś ty bywał czarny baranie” i „Jadą, jadą misie”. Zostało nam to do dzisiaj. Pewnie kierowcy innych samochodów pukają się w głowę, gdy widzą wydzierającą się i zaśmiewającą do łez rodzinę w samochodzie stojącym w korku.

Miała baba dziobaka, dziobaka

Wsadziła go do chlebaka…

Spróbujcie stworzyć zwrotkę z flamingiem — ktoś podejmie wyzwanie? Bo krokodyl czy chomik to pikuś. Chłopaki do tej pory nie chcą nikomu oddać śpiewanek z Muchomora.

Jadą, jadą misie

Jadą, jadą misie

 

 

 

 

 

 

 

Jakiś czas później przyszła pora na bardziej „poważne” lektury. Wtedy przybyły do naszego domu „Tygryski” Joanny Papuzińskiej. I już zostały.

Moja piżama — cała w tygrysy.

Moje tygrysy — straszne urwisy.

Moje tygrysy nie chcą spać nocą,

fikają kozły, skaczą i psocą.

Joanna Papuzińska, Tygryski

Joanna Papuzińska, Tygryski

Gdzieś po drodze mignęła nam Janina Porazińska. Jej wierszyki, moje ukochane w dzieciństwie, odrobinę się zestarzały i troszkę trącą myszką, ale i tak bawiliśmy się świetnie, bo przecież wchodzi kotek po drabinie, po drabinie, po drabinie. Już ostatni miał szczebelek, a wtem – frr – uciekł wróbelek. A potem, przy okazji jesiennych wycieczek, znowu zaczarowała nas Papuzińska:

Na pierwsze danie — szyszek zbieranie,

suchych gałązek trzask.

Na drugie danie — dymu wąchanie,

niech w nos i w oczy wyszczypie nas.

Trzecie danie — długie czekanie,

na to, co w ogniu upiec się ma.

A na deser każdy dostanie

czarne, parzące ziemniaki dwa.

Joanna Papuzińska, Stare i nowe wierszyki domowe

Czy ktoś u Was reaguje śmiechem na pytanie „gdzie się podziały moje daktyle?”. U nas to fraza-klucz — od razu wszystko wiadomo. Ale ulubionych wierszy Danuty Wawiłow mamy co najmniej kilka. „Daktyle” oczywiście do nich należą, ale tak samo mocno lubimy „Kałużystów”, „Damę i prosie”, „Jak tu ciemno”, „Wilki” — mogłabym wymieniać i wymieniać. Piotr ostatnio najbardziej lubi „Babcię i pudla”.

Była sobie babcia,

miała serce złote,

miała także pudla, 

wielkiego niecnotę.

Poszła do ogródka

narwać trochę marchwi,

wraca i co widzi?
Pudel leży martwy!

Danuta Wawiłow dzieciom

Mamy jeszcze dwie ulubione książki z wierszami. Jedna z nich to „Wiersze, że aż strach!” Małgorzaty Strzałkowskiej.

Na ulicy Batorego

szło trawnikiem COŚ STRASZNEGO,

szło i wyło, i trąbiło.

Co to było? Co to było?

Małgorzata Strzałkowska, Wiersze, że aż strach!

Małgorzata Strzałkowska, Wiersze, że aż strach!

A druga to „Biały niedźwiedź” Marcina Brykczyńskiego.

Biały niedźwiedź na krze siedział

I rozmyślał tydzień cały,

Czemu taki los niedźwiedzia,

Że jest do znudzenia biały.

Marcin Brykczyński, Biały niedźwiedź

Im dłużej piszę, tym więcej wierszy mi się przypomina. Bo przecież poezja dla dzieci, to nie tylko Julian Tuwim, Jan Brzechwa i Maria Konopnicka. To także Marcin Brykczyński, Michał Rusinek, Dorota Gellner, Natalia Usenko, Wanda Chotomska, Agnieszka Frączek i mnóstwo innych nazwisk. Chyba muszę postawić tutaj kropkę, bo inaczej pisałabym do jutra. Bardzo lubię szukać nowych wierszy dla dzieci. Bo poezja dla dzieci wcale nie musi być dziecinna ani łatwa, a na pewno uczy wrażliwości i otwiera głowę.

Czytajcie z dziećmi wiersze. Może spotkacie także Poetę 🙂

Był sobie raz poeta.

Nie wiem, czy wiecie o nim?

Chodził z głową w obłokach…

i z kapeluszem w dłoni.

Można go było spotkać 

wędrującego szosą

albo na przełaj przez łąki,

tam dokąd oczy poniosą…

A czasem go widywano 

na leśnych ustronnych ścieżkach,

jak szukał podobno… bajki —

że niby w paprociach mieszka!

To wiersz z książki „Kapelusz pełen bajek” Haliny Szayerowej.

Halina Szayerowa, Kapelusz pełen bajek

Reklamy

Opowieści Heleny Bechlerowej

Robię porządki na półkach. Musimy zwolnić na nich trochę miejsca, bo na podłodze rosną stosy książek. Wygląda to tak: Matka przegląda książki i wspomina wczesnodziecięce zachwyty Synów, a potem układa śliczną i równą stertę „do oddania”. Z tej sterty chłopcy co chwila wyciągają jakąś książkę i upychają z powrotem na półce — bo bardzo lubią, bo to ciekawe, bo będą jeszcze to czytać. Są też takie książki, których żadne z nas nie ma ochoty oddawać, mimo iż zaglądamy do nich rzadko. Na przykład książki Heleny Bechlerowej.

Mieliśmy ich więcej. Gdzieś zniknął „Dom pod kasztanem”, „Zajączek z rozbitego lusterka” i opowieść o zgubionym misiu — pewnie je komuś pożyczyłam. Zostały cztery, każda z nich trochę inna i każda dla nas magiczna.

Helena Bechlerowa, Za złotą bramą

„Za złotą bramą” Heleny Bechlerowej to książka o sile wyobraźni. Jej bohaterowie Kasia i Piotruś mieszkają w starym domu — naprawdę starym i zniszczonym przez wojnę. Czeka ich przeprowadzka do nowego mieszkania, bo na miejscu starego budynku staną nowe bloki. Mama się cieszy, ale babcia i pan Sebastian, ich sąsiad, nie są zachwyceni.

— Sufit nad samą głową, okien więcej niż ścian, a każdy pokój — trzy kroki wzdłuż i trzy wszerz. No i bez strychu.

— Pewno, że strych jest ważny — powiedział Piotruś, a Kasia pomyślała, że dom bez strychu i bez tego wszystkiego, co na nim powinno być, jest nudny i nieciekawy. Powiedziała to głośno:

— W domu bez strychu wcale nie warto mieszkać. 

Pan Sebastian zgadzał się z tym, mama — nie.

— Co tam strych! Za to wszędzie widno, żadnych ciemnych kątów, wszystko nowe i wesołe!

— No właśnie. Może za nowe i za wesołe — mruknął pan Sebastian, ale tak, żeby nie wszyscy go słyszeli.

Stary dom ma mnóstwo tajemniczych zakamarków i wielu sekretnych lokatorów. Dzieci towarzyszą im w przeprowadzkach w miejsca magiczne i tajemnicze, bo w jakie inne miejsca może się przenieść wodnik z fontanny, dama z obrazu, skrzydlate konie z kominka czy echo błąkające się po opuszczonych pokojach? Obaj moi synowie nie rozumieli, dlaczego Kasia i Piotruś muszą opuścić taki wspaniały, stary, cudowny, tajemniczy dom i przenieść się do bloku. Nawet jeśli na dachu starego domu rośnie brzózka. Niesamowitą atmosferę tej książki podkreślają ilustracje Jana Marcina Szancera. Sami popatrzcie.

Helena Bechlerowa, Za złotą bramą

Helena Bechlerowa, Za złotą bramą

Helena Bechlerowa, Za złotą bramą

Helena Bechlerowa, Za złotą bramą

Po lekturze tej książeczki chłopcy powtarzali wierszyk-zaklęcie.

Niech zaskrzypi

klucz i zamek,

niech otworzy

Złotą Bramę!

Całkiem inną atmosferę ma „Wesołe lato” z ilustracjami Hanny Czajkowskiej. W mojej prywatnej klasyfikacji książka ta należy do „książek o zabawkach”, tak jak opowieści o Misiu Uszatku czy „Nocne kłopoty zabawek Doroty„. Kiedyś było ich więcej — teraz zabawki do książek trafiają raczej za pośrednictwem filmów. „Wesołe lato” to historia białego króliczka Groszka, któremu znudziło się mieszkanie w kącie koło stolika razem z lalkami, marynarzem, tygrysem i jamnikiem. Przeniósł się więc do ogródka.

Helena Bechlerowa, Wesołe lato

Było takie lato, gdy czytałem tę książkę Piotrusiowi w kółko. Kończyliśmy, a potem zaczynaliśmy od początku. Moje dziecko zaśmiewało się z przygód króliczka, któremu co chwila ktoś zjadał dach chatki. Bawiła go kocia chatka na kociej łapce, która potrafiła nawet znaleźć krzak z kiełbaskami, z radością towarzyszył w harcach wiewiórczanych dzieci.

Helena Bechlerowa, Wesołe lato

„Wesołe lato” jest przeznaczone dla małych dzieci. To proste historie o codziennych kłopotach i radościach. U nas te opowiadania sprawdziły się rewelacyjnie — bawiły, śmieszyły, przykuwały uwagę. Może i odrobinę trącą myszką, ale Piotrkowi wcale to nie przeszkadzało.

Helena Bechlerowa, Wesołe lato

Helena Bechlerowa, Wesołe lato

Dwie kolejne książeczki  to opowiadania wydane w serii „Poczytaj mi mamo”. Mam do nich sentyment, bo pamiętam je z własnego dzieciństwa. „Kolczatek” to jedna z ładniejszych opowieści o jesieni i początku wiosny — pamiętacie małego jeżyka?

Helena Bechlerowa, Kolczatek

„Kolczatka” ilustrowała Danuta Przymanowska-Boniuk. Zawsze podobała mi się kolorystyka tej książeczki. Wyobrażałam sobie, jak jeżyk przechodzi od ciepłych żółci, brązów i szarości jesieni do żywej zieleni i jasnej żółci wiosny, choć pewnie w dzisiejszym wydaniu byłoby to lepiej widoczne.

Helena Bechlerowa, Kolczatek

Helena Bechlerowa, Kolczatek

Na koniec zostawiłam sobie „Przygodę na balkonie” z ilustracjami Marii Orłowskiej-Gabryś. Chłopcy, tak samo jak ja kiedyś, czytali tę prostą historyjkę o chorobie, sile wyobraźni i tęsknocie za dziećmi głównie dla obrazków. Dla mnie ilustracje Marii Orłowskiej-Gabryś to synonim marzenia i wyobraźni. Naprawdę. W każdej ilustrowanej przez nią książce widziałam ucieleśnioną fantazję i gdybym mogła, wskoczyłabym tam bez wahania. Taki ze mnie cudak.

Helena Bechlerowa, Przygoda na balkonie

Helena Bechlerowa, Przygoda na balkonie

Helena Bechlerowa, Przygoda na balkonie

Helena Bechlerowa, Przygoda na balkonie

Książki Heleny Bechlerowej chyba długo jeszcze będą stały na naszej półce. A może zachowam je dla przyszłych wnuków? 🙂

 

Helena Bechlerowa, Za złotą bramą, il. Jan Marcin Szancer, Nasza Księgarnia 1984

Helena Bechlerowa, Wesołe lato, il. Hanna Czajkowska, Nasza Księgarnia 1970

Helena Bechlerowa, Kolczatek, il. Danuta Przymanowska-Boniuk, Nasza Księgarnia 1984

Helena Bechlerowa, Przygoda na balkonie, il. Maria Orłowska-Gabryś, Nasza Księgarnia 1982

 

Zagadki detektywistyczne

Dopadło nas przeziębienie. Na na przeziębienie dobre są zagadki detektywistyczne i książki o piratach. O piratach będzie później, bo na pierwszy ogień poszły „Zagadki detektywistyczne” (Wydawnictwo Debit), znalezione na wystawie nowości w bibliotece. Dobrze się je rozwiązuje przy herbacie z cytryną i imbirem.

Victor Escandell, Zagadki detektywistyczne

Zgodnie z tekstem na okładce, w książce znajdziemy 25 tajemniczych historyjek. Każda z ich stanowi zagadkę. Można bawić się samodzielnie, rodzinnie lub nawet zespołowo — w książce znajdziecie także propozycję zasad i punktacji przy tego typu zabawie. Będziecie jednak wtedy potrzebować większej liczby egzemplarzy.

Victor Escandell, Zagadki detektywistyczne

Zabawne, trochę komiksowe historyki kryją w sobie jakąś tajemnicę. Zagadki są różne, od bardzo prostych po trudne. Do rozwiązania niektórych przyda się logiczne myślenie — trzeba się zastanowić, poskładać fakty w jedną całość, uważnie obejrzeć obrazki, znaleźć luki i poszlaki. Przy innych najbardziej pomocna będzie wyobraźnia, bo uczestnicy zabawy muszą wymyślić, co jest nie tak albo co jest nietypowego. W przypadku tych zagadek udało nam się znaleźć kilka rozwiązań, które nie zgadzały się z sugestiami autora, a nam wydawały się równie prawdopodobne. No cóż, widocznie mamy większą wyobraźnię niż on.

Victor Escandell, Zagadki detektywistyczne

Odpowiedź jest ukryta na każdej stronie pod kolorową karteczką ze znakiem zapytania. Muszę przyznać, że bardzo ta odpowiedź kusi — chyba jednak wolałabym, aby znajdowała się gdzieś z tyłu. Piotrek zresztą zaglądał w to okienko machinalnie i z przyzwyczajenia, bo przecież okienka w książeczkach służą do tego, by za nie zaglądać.

Victor Escandell, Zagadki detektywistyczne

Bawiliśmy się nieźle, kilka zadań sprawiło nam trudność, przy niektórych przydała się kartka papieru i ołówek (bo jakoś łatwiej się myśli, rysując — szczególnie, gdy trzeba zgadnąć w jakiej kolejność biedny chłopina ma przewieźć przez rzekę psa, kurę i worek kukurydzy).

W przypadku starszych dzieci książka jest jednorazowa, bo raczej zapamiętają wszystkie rozwiązania. Można do niej wrócić także po jakimś czasie, żeby się sprawdzić. Piotrek zagląda do niej kilkakrotnie, bo lub oglądać obrazki i snuć historie. Snucie historii też dobrze wypływa na przeziębienie.

 

Victor Escandell, Ana Gallo, Zagadki detektywistyczne, tł. Karolina Jaszecka, Debit 2017

 

 

Z Bożej łaski Jadwiga, król

Najpierw zwierzenie. Już bardzo dawno nie zarwałam nocy z powodu lektury książki dla dzieci. Z moimi dorosłymi lekturami bywa różnie, w końcu noc to dla rodzica świetna pora na czytanie, bo dzieci już śpią. Tym razem jednak wciągnęła mnie książka dla starszych dzieci (12+ według wydawnictwa Literatura). Koniecznie ją przeczytajcie.

Zuzanna Orlińska, Z Bożej łaski Jadwiga, król

Zuzanna Orlińska napisała świetną książkę o Jadwidze Andegaweńskiej — polskim królu. Nie, nie pomyliłam się. Jadwiga nie była królową ani królewną (to znaczy była, jeśli patrzymy na potoczne znaczenie tych słów: była królową, bo była — potem — także żoną króla i była królewną, bo była — wcześniej — córką króla), była królem — koronowanym władcą Polski. Do jej śmierci Polska miała dwóch królów. Wiedzieliście? To akurat wiedziałam, bo chodziłam z synami na Jagielladę i starałam się na warsztatach uważać 🙂 I dlatego jestem pełna podziwu dla Zuzanny Orlińskiej, która potrafiła o czasach tak od nas odległych napisać w zajmujący, świeży i przede wszystkim niesamowicie wciągający sposób. Widać w tej książce ogromną wiedzę, ale i ogromną pracę autorki. W swojej historii wskrzesiła osoby, których nazwiska przetrwały w dokumentach: nie tylko dwórki i dworzan, ale także kucharzy, stróżów czy paziów.

Narracja w książce toczy się dwutorowo. Pretekstem do pokazania losów Jadwigi jest przyjazd do Polski przyszłej drugiej żony Władysława Jagiełły, Anny Cylejskiej. Zahukana Anna, niepewna siebie, z niską samooceną, jak byśmy dzisiaj powiedzieli, zderza się nie tylko z wielką polityką i obcą sobie kulturą (mimo iż była wnuczką Kazimierza Wielkiego, nie umiała po polsku), ale także z kultem zmarłej Jadwigi, uważanej za najpiękniejszą, najmądrzejszą, świętą. Niełatwo się odnaleźć w takiej sytuacji.

Zuzanna Orlińska przedstawiła rok panowania Jadwigi, od przyjazdu do Polski po pierwsze spotkanie z Władysławem Jagiełłą. Przez ten rok dziecko — co prawda przez całe życie przygotowywane przez rodziców do roli panującego władcy — musi odkryć, co bycie królem oznacza naprawę. Jadwiga musi odnaleźć się w nowym miejscu, przekonać do siebie możnych panów, z których prawie każdy ma inny pomysł na nią i państwo, pokazać swoją siłę, a przede wszystkim zobaczyć w  sobie samej króla. Fascynująca jest jej droga.

Losy Jadwigi i Anny zostały pokazane na tle epoki. Zuzanna Orlińska pieczołowicie pokazuje nam Wawel, Kraków, Stary Sącz, Święty Krzyż. W książce wielka polityka splata się z codziennymi losami ludzi. W średniowiecznym mieście oglądamy kuglarzy, poznajemy pracę strażników, stykamy się z łotrzykami, negocjujemy z aptekarzem. No i ta wielka polityka: Litwa, Polska, Żmudź, Zakon Krzyżacki, Jagiełło, Wilhelm. Autorce udało się sprawić, że hasła znane z encyklopedii zaczynają mieć ludzie twarze. Po tej lekturze trudno powiedzieć, że historia jest nudna.

 

Nie dziwcie się więc, że zarwałam noc. Nie żałuję.

Zuzanna Orlińska, Z Bożej łaski Jadwiga, król, Wydawnictwo Literatura 2017

Janosz

Informacja, że będzie kręcony film o Janoszu, sprawiła, że wyciągnęłam z półki jego książki. Dawno do nich nie zaglądaliśmy, a przecież „Panama” to jedna z ulubionych lektur Piotrusia. Zaczytywaliśmy się kiedyś razem przygodami Misia i Tygryska, a bandażowanie stało się naszym sposobem na smutek. Piotr zresztą od razu przejął książkę i zaczął czytać swoją ulubioną historię, czyli „Ja ciebie wyleczę, powiedział Miś”, śmiejąc się tak samo, jak za pierwszym razem. Mało ostatnio Janosza na księgarnianych półkach.

Mam wrażenie, że Janosza albo się lubi, albo nie. Obok jego książek nie da się przejść obojętnie. Nasza przygoda z tym autorem i jego książkami zaczęła się od małego skandalu. „Świerszczyk muzykant i kret” to wariacja na temat znanej chyba wszystkim bajki o świerszczyku-lekkoduchu, który przez całe lato muzykuje, a zimą przymiera głodem.

Janosz, Świerszczyk muzykant i kret

U Janosza jest tak samo, a jednak trochę inaczej. Jego Świerszczyk jest kobietą, co wywołało gwałtowny sprzeciw Babci. Malutki Piotruś poprosił o lekturę swojej ulubionej książeczki, Babcia przeczytała, a potem wygłosiła rodzicom kazanie. No właśnie, Janosza się albo lubi, albo nie — dorośli miewają z nim problemy, dzieci raczej nie.

Był sobie raz Świerszczyk, który

przez całe lato wciąż tylko grał

na swoich skrzypeczkach.

Dla własnej przyjemności

i małym polnym zwierzątkom

do tańca.

Janosz, Świerszczyk muzykant i kret

Zimą biedny Świerszczyk chodził od domku do domku, szukając schronienia i pomocy. Poszedł do Żuka Jelonka, do bogatej Myszy — wszyscy go wyrzucali. No bo jak to? Bezdomny próżniak, całe lato tylko rzępolił… — mam wrażenie, że słowa Jelonka i Myszy nie straciły swojej mocy, nadal przejmują mnie dreszczem.

Janosz, Świerszczyk muzykant i kret

W końcu Świerszczyk trafia do Kreta, który ma troszkę krótki wzrok i całkiem ślepe oczy. Krecik chętnie przyjmuje bezdomnego — i tutaj zaczyna się problem. Janosz odwraca sens bajki. Kret nie stara się Świerszczyka „naprawić”, wykazać mu brak rozsądku, nauczyć rozwagi. Takich wątków szukajcie w klasycznej wersji bajki. Kret bowiem przyjmuje Świerszczyka takim, jakim jest. Nie próbuje go/jej zmieniać, ale cieszy się jej towarzystwem i raduje, że może słuchać muzyki. Bo – jak mówi Janosz, ten, kto źle widzi, ten bardzo lubi słuchać muzyki.

Janosz, Świerszczyk muzykant i kret

W norce Kreta zapanowała idylla, pięknie zilustrowana przez autora. Kret i Świerszczyk bardzo się lubią. Cenią swoje towarzystwo i to, co mogą sobie dać. Janosz daje swoim bohaterom wolność i prawo do błędów. Pozwala im zostać takimi, jakimi są. A że Babcia dopatrzyła się w tej idylli niestosownych treści. No cóż!

Potem przywędrowała do nas „Panama”. I do razu stała się hitem.

Janosz, Panama

Piotrek polubił rozważnego Misia i szalonego Tygryska. Na kartach książki przewija się wielu ich zabawnych znajomych, Zając w szybkobieżnych butach, Lew w niebieskich porciętach, Ciocia Gąska z gęsim winkiem. Miś i Tygrysek czasami zdają się bardzo mali i dziecinni, czasami zachowują się jak nastolatki, czasami jak dorośli, ale trudno nie czuć do nich sympatii. Każda z historyjek ma szczęśliwe zakończenie, ale nie jest to klasyczny happy end. Gdzieś w tle dziecko dowiaduje się, jak ważna jest przyjaźń, że skarbem czasami jest to, co mamy na wyciągnięcie ręki, a mityczna kraina szczęśliwości może znajdować się właśnie tu, gdzie jesteśmy.

Janosz, Panama

Mnóstwo w tych historyjkach dowcipu, czasami podszytego ironią i melancholią. Jak jednak nie lubić bohaterów, którzy tak cudownie potrafią się o siebie troszczyć? I czy można nie podziwiać doktora Żabiego Skrzeka, którzy tak szybko zdiagnozował, na co cierpi Tygrysek?

Janosz, Panama

A na koniec mój ulubiony dialog:

No, to teraz zamów sobie twoją najulubieńszą potrawę — powiedział Miś, kiedy byli już sami w domu. — A ja ci ją ugotuję.

— Pstrąg w migdałowym sosie z grzankami! — wykrzyknął Tygrysek.

— Wymyśl coś innego — rzekł Miś.

— Makaron jajeczny z migdałowym sosem i grzankami — zaproponował Tygrysek.

— Wymyśl jeszcze coś innego — nalegał Miś. — Powiedz wreszcie: rosołek!

Życzę Wam najsmaczniejszych rosołków i dużo radości z czytania Janosza, jeśli go jeszcze nie znacie.

PS. Podczas jednego z pobytów w Polsce Janosch, urodzony w Zabrzu, poprosił, żeby używać polskiej wersji jego pseudonimu, stąd Janosz.

 

Janosz, Panama, tł. Emilia Bielicka, Znak 2011

Janosz, Świerszczyk muzykant i Kret, tł. Emilia Bielicka, Znak 2006

 

Kęstutis Kasparavičius

Niektóre książki mieszkają na naszych półkach długo, a nawet bardzo długo. Inne trafiają do nas na krócej — lektury, które mniej się nam podobają albo książki, z których chłopcy wyrośli i z którymi nie wiążą się wyjątkowe wspomnienia. Takie książki wędrują na wymiankę. To świetna inicjatywa, dzięki której książki mogą krążyć wśród ludzi zamiast kurzyć się na półkach. Z jednej z takich wymianek przynieśliśmy dwie książki litewskiego artysty Kęstutisa Kasparavičiusa, wydane przez wydawnictwo Martel. Chyba zadomowią się u nas na dłużej.

Kęstutis Kasparavičius

Najpierw widać obrazki. Ilustracje Kęstutisa Kasparavičiusa potrafią przyciągnąć uwagę na długo. Są szczegółowe, dopracowane, dokładne i… szykowne. Tak, to chyba dobre słowo. Postacie na obrazkach Kasparavičiusa są eleganckie, pełne gracji, takie dorosłe. Piotrka ilustracje zaczarowały na długo. Oglądał je i zastanawiał się, jakie historie kryją inni bohaterowie ilustracji.

„Florian Ogrodnik” to opowieść o misiu ogrodniku. Florian żyje w mieście — poznajemy także jego sąsiadów: misię Śpiewaczkę o głosie słodkim jak miód, misię Jagodniczkę o ciemnoniebieskim uśmiechu, misia Piekarza i misia Pszczelarza. Każdy mieszkaniec miasta ma swoje zadanie, a jak już ma dość, może iść do misia Burmistrza i zmienić nazwisko. Zwykle jakieś jest wolne.

Kęstutis Kasparavičius, Florian Ogrodnik

Kęstutis Kasparavičius, Florian Ogrodnik

Pewnego dnia Florian spotyka na targu niedźwiedzicę Królową, która przypomniała sobie o czarnych różach, podobno wyhodowanych kiedyś przez dziadka Floriana. Trudno czasami przyznać, że się czegoś nie ma albo nie potrafi, więc Florian wymyśla jakąś wymówkę i obiecuje Królowej czarne róże. Przepis na ich stworzenie znajduje w książeczce dziadka pod znaczącym tytułem „Szkodliwe i podejrzane rośliny”.

Czy warto spełnić zachciankę Królowej? Dlaczego czarne róże to szkodliwe rośliny? I czy Florian będzie potrafił dobrze wybrać? Na wszystkie te pytania znajdziecie w tej książeczce odpowiedź. Towarzyszymy misiowi kochającemu rośliny w jego poszukiwaniach, a przy okazji zaglądamy do innych misiów. Świat Kasparavičiusa, choć tak podobny do naszego, jest bardzo magiczny. Zafascynowały mnie błyszczące oczy misia Włóczęgi, który szukał swojego miejsca.

Kęstutis Kasparavičius, Florian Ogrodnik

Kęstutis Kasparavičius, Florian Ogrodnik

„Floriana Ogrodnika” Piotruś czyta jak magiczną bajkę, trochę niezrozumiałą, choć bardzo ładną. Druga książka Kęstutisa Kasparavičiusa przypadła mu do gustu nawet bardziej.
Wyobraźcie sobie, że w pewnymi mieście, w pewnej zajęczej rodzinie żył sobie Zajączek Marchewka. Bardzo żałował, że jest taki malutki, więc postanowił jeść tylko słodycze, tak jak silny sąsiad niedźwiedź. I tak z małego zajączka powstał Marchewiusz Wielki.

Kęstutis Kasparavičius, Marchewiusz Wielki

Kęstutis Kasparavičius, Marchewiusz Wielki

Menu Marchwiusza fascynuje Piotra, oj fascynuje. I nie ma tutaj słowa o próchnicy…

Na początku zjadał nieduży kawałek piaskowego ciasta brzoskwiniowego, nieco większy kawałek tortu karmelowego Babuni i świeżutką bułeczkę z nadzieniem truskawkowym. Potem przychodziła kolej na struclę drożdżową, wprawiające w romantyczny nastrój ciasto kokosowe ciotki Sylwii i biszkopt orzechowy, którego skromnie spożywał tylko połowę. Bez mrugnięcia okiem pochłaniał ćwierć tortu marcepanowego, kilka niepozornych ciasteczek z kremem czekoladowym i jedną trzecią keksu marmurkowego.

Uwierzcie — na tym śniadanie się nie kończyło. Marchewiusz stał się wielki, tak wielki, że aż straż pożarna musiała mu pomagać wyjść z domu. I nie wiadomo, czy historia skończyłaby się dobrze, gdyby pewnego dnia nie spotkał białej Króliczki.

Kęstutis Kasparavičius, Marchewiusz Wielki

Historia Marchewiusza jest pisana serio, ale jednocześnie jest niesamowicie zabawna. Autor traktuje młodego czytelnika poważnie, nie ma tutaj mrugania okiem do dorosłego odbiorcy, ale jednocześnie miałam wrażenie, że gdzieś w tle tej historii słychać śmiech. Taki życzliwy i pełen ciepła. Bohaterowie Marchewiusza są sympatyczni i sympatycznie niezdarni. W tym magicznym świecie doskonale widać nasze ludzkie słabości: nieumiejętność zabronienia czegoś dziecku, myślenie stereotypami. Kęstutis Kasparavičius lubi jednak swoich bohaterów, a dzięki słabością stają się nam jeszcze bliżsi.

Dwie inne książki Kęstutisa Kasparavičiusa wydało Wydawnictwo Ezop. Bardzo jesteśmy ich ciekawi. Piotruś uznał, że „Marchewiusz Wielki” i „Florian Ogrodnik” na razie będą mieszkać na naszej półce.

Kęstutis Kasparavičius, Marchewiusz Wielki, tł. Alina Kuzborska, Martel
Kęstutis Kasparavičius, Florian Ogrodnik, tł. Alina Kuzborska, Martel