Następna królewna na A

Miało być o czymś innym. Ale ponieważ było o Aurelce i Apolejce, to będzie także o Adalminie, królewnie z bajki „Perła Adalminy” opublikowanej w zbiorze bajek „Sampo Lappelill” Zachariasza Topeliusa (Nasza Księgarnia, 1986). Chyba znam tylko jeszcze jedną królewnę o imieniu na A: Anusię z posiadanej przez nas bajki o Oślej Skórce, inne mi do głowy nie przychodzą (była jeszcze Arabella z czeskiego filmu — mój mąż o niej pamiętał — ale to jednak księżniczka z nieksiążkowej bajki).

 

„Sampo Lappelill” to tom bajek, legend i opowiadań fińskich, czasami dość archaicznych i dość natrętnie dydaktycznych. Czuć, że te bajki powstały w XIX wieku. Język tłumaczenie także jest dość archaiczny — tłumaczką była Janina Porazińska i to naprawdę widać. Trudno mi więc powiedzieć, czy sztuczność to cecha oryginału, czy wina tłumaczenia.

W zbiorze tym jest jednak kilka bajek naprawdę pięknych i oryginalnych. Bajek, których Tymek słucha bardzo chętnie — moim zdaniem warto je samemu przeczytać i opowiedzieć dziecku, uwspółcześniając język.

Na początku mojego syna zafascynowała bajka o Sampo Lappelillim, małym Lapończyku, który potrafił przeciwstawić się samemu Hiisi, królowi gór. Ta bajka jest trochę straszna, trochę groźna… Można się przestraszyć groźnego Hiisi i zgrai wilków i niedźwiedzi. Uderzyło mnie, jak bardzo archaiczne wydaje się w dzisiejszych czasach jej zakończenie: Sampo ukrywa się przed królem gór w kościele, chrzest chroni go przed pogańską mocą. Nikt już teraz nie kończy w ten sposób bajek.

W Boże Narodzenie czytaliśmy opowieść „Noc Bożego Narodzenia”, śliczną bajkę o ubóstwie, dzieleniu się i cudzie Świąt.

A ostatnio czytamy i opowiadamy historię Adalminy. Popatrzcie jak pięknie wygląda królewna na ilustracji Wiesława Majchrzaka:

 

Bardzo lubię ilustracje Wiesława Majchrzaka: są ulotne, witrażowe i czasami bardzo impresjonistyczne. Wydają się unosić, rozpadać na błyski i szczególiki, mienić i zmieniać.

 

Przypomniały mi, jak kiedyś czytałam z zapartym tchem „W krainie Gryfitów”, legendy pomorskie. Do tej pory pamiętam niektóre ilustracje Wiesława Majchrzaka z tamtej książki.

Adalmina to jedyna i ukochana córka króla i królowej. Bardzo starannie wybrali oni chrzestne dziewczynki: zostały nimi dwie wróżki: czerwona i błękitna. Czerwona wróżka podarowała królewnie ogromną perłę, a wraz z nią trzy wielkie dary: urodę, mądrość i bogactwo. Warunek był tylko jeden: Adalmina nie może rozstać się z perłą, zawsze musi ją mieć przy sobie, bo inaczej straci te dary. Błękitna wróżka podarowała dziewczynce dobre serce — ale ten dar miał zacząć działać dopiero wtedy, gdy królewna utraci dary czerwonej wróżki. Pewnie nawet nie warto dodawać, że król i królowa wręcz obrazili się na błękitną wróżkę za tak słaby dar, dobry dla żebraczki, a nie dla królewskiej córki. A perła została natychmiast wprawiona w królewską koronę, tak sprytnie przygotowaną, że idealnie pasowała tylko na Adalminę, a na dodatek rosła razem z królewną.

Nie chcę streszczać całej bajki. Wiadomo, że królewna musiała koronę w pewnym momencie stracić, bo po cóż by był dar błękitnej wróżki? Ta bajka jest dość oczywista, jak to bajka, ale naprawdę piękna. I dziwnie aktualna w naszych czasach.