W poszukiwaniu małego misia

Dzisiaj będzie o książce Benjamina Chauda, wydanej już dość dawno przez Dwie Siostry. Piotruś, zafascynowany książkami do wyszukiwania, wypatrzył ją na półce w bibliotece i od razu rozpoznał, że wyszła ona spod ręki tego samego pana, który namalował „Yeti” i „Nie odrobiłem lekcji” — trzeba przyznać, że ma oko. 

Misiowa piosenka

„Misiowa piosenka” to śliczna, cudownie narysowana opowieść o Tatusiu Misiu, który szuka swojego niesfornego synka. Syneczka, który wyszedł z domu, wywabiony przez bzyk pszczółki, w poszukiwaniu miodu. Bo jak wiadomo, małe misie bardzo lubią miód.

Misiowa piosenka

Mały miś, a za nim duży niedźwiedź trafili do ogromnego miasta, bo właśnie tam mieściła się pasieka, do której zmierzała pszczółka. Jak wyczytałam na stronach Dwóch Sióstr, Beniamina Chauda zainspirowała historia słynnej pasieki na dachu opery paryskiej. A skoro jest tam pasieka, to czemu do Paryża nie miałyby trafić prawdziwe niedźwiedzie zwabione zapachem miodu?

Misiowa piosenka

Na ulicach Paryża/miasta kłębi się tłum ludzi w niedźwiedzich czapkach i niedźwiedzich futrach — prawdziwy niedźwiedź łatwo może zniknąć w tłumie. Ale w końcu niedźwiedź trafia do opery i zaczyna się prawdziwa zabawa!

Misiowa piosenka

Bardzo dobrze się przy tej książce bawiliśmy. Tekstu jest tutaj niedużo — w sam raz dla małego czytacza — a zabawy mnóstwo. Nie ma tutaj osobnych zadań czy wskazówek, ale obrazki są niesamowicie szczegółowe i wyszukiwanie na nich kolejnych śmiesznych scenek to świetna zabawa. To książka, która może zainteresować i bardzo małego wielbiciela literatury i trochę starszego czytacza. Warto do niej zajrzeć.

 

Benjamin Chaud, Misiowa piosenka, Dwie Siostry 2013

Reklamy

Zamczysko strachulców

Jestem dumna i blada. Moje Młodsze wybrało książkę na targach, zakupiliśmy, a potem przeczytało ją w pociągu. Samo! Bez namawiania! W domu Piotr przeczytał ją drugi raz. I trzeci, na głos, żebyśmy wiedzieli, dlaczego to jest fajne! Następnego dnia przydarzyła się wyprawa do sklepu, w którym Piotr dojrzał DRUGĄ CZĘŚĆ! Wynegocjował z matką zakup, a potem musiałam go trzymać za kołnierz. Uznał bowiem, że czytanie da się pogodzić  z chodzeniem, a on musi, po prostu musi, dowiedzieć się, co robiły strachulce. W kategorii „książki na początek”, „książki zachęcające do samodzielnego czytania” i „książki dla Młodego” „Zamczysko strachulców” niepodzielnie rządzi w naszym domu!

Zamczysko strachulców. Grom z jasnego nieba

Zamczysko strachulców. Do ataku

Daleko, daleko, za górami, za lasami jest szkoła, w której strachulce uczą się, jak być prawdziwymi straszydłami. Wykłada tutaj Lady Krakra, Pan Węgiel i Igor, a szkołą rządzi groźna dyrektorka, Pani Śmierćnagła. I co, już rozumiecie, czemu Piotrusiowi się podoba? Bohaterami „Zamczyska strachulców” są po prostu strachulce, małe potworki, z których mają wyrosnąć duże potwory. Jest tutaj Wilkołak, urocza syrenka, mała mumia, Diabolo i kościotrupek o wdzięcznym imieniu Klik-Klak. Sama słodycz.

W zamczysku strachulców

Strachulce są urocze, ale także paskudne, obrzydliwe, glutowate i pełne wydzielin. A jak Lady Krakra zaczyna wrzeszczeć, to budzą się umarlaki na pobliskim cmentarzu. W „Zamczysku strachulców” zebrano wszystko, co dzieci kochają najbardziej, a ich rodzice sporo mniej, ale w formie delikatnej i strawnej nawet dla dorosłych. Różnica pomiędzy strachulcami a dziećmi polega głównie na tym, że są chwalone za każdy przykład wielkiej niegrzeczności.

W zamczysku strachulców

Książka łączy klasyczną bajkę z komiksem i — obok tematyki — chyba właśnie to przesądziło o sukcesie. Piotruś najpierw uważnie przestudiował portrety na wklejce, a potem przeszedł do dymków. Ich lektura okazała się na tyle interesująca, że zachęciła go do czytania pełnego tekstu. 

W zamczysku strachulców

Strachulce krzyczą, walczą z krobami, straszą ludzi, robią sobie psikusy i razem z nami wędrują — do szkoły, do Babci, do kolegów. Piotr uważa, że ta książka jest świetna (tak samo jak mitologia! — a to naprawdę wielki komplement). Drogie Wydawnictwo Adamada, czy planujecie wydanie kolejnych części? 🙂 

 

Zdjęcia pochodzą ze strony Wydawnictwa Adamada.

Mr Tan, Zamczysko strachulców. Do ataku, il. Camille Roy, Wydawnictwo Adamada 2016

Mr Tan, Zamczysko strachulców. Grom z jasnego nieba, il. Camille Roy, Wydawnictwo Adamada 2016

Strach ma zawsze wielkie oczy

A nie, nie będzie o wierszykach Małgorzaty Strzałkowskiej 🙂 Co prawda „Wiersze, że aż strach” od dawna znamy na pamięć (Po ulicy Batorego szło trawnikiem coś strasznego…), ale dzisiaj będzie o książeczka dla maluszków: dla maluszków małych i maluszków trochę większych. A nawet dla całkiem dużych, bo Tymek też te książki z radością oglądał.

Wydawnictwo Mamania wydało śliczne pop-upy dla dzieci — przydźwigaliśmy je z biblioteki. Co prawda chłopcy mają trochę więcej niż 3 lata, ale tak pięknie kusiły z półki. Cudne są książki, które po otwarciu bawią nie tylko kolorem i obrazem, ale także formą — och, jak kuszą małe rączki, by je złapać i pociągnąć 🙂

Kto się kryje w wodzie

 Kto się kryje w lesie

 

 

 

 

 

 

Historyjka jest całkiem prosta. W lesie, w wodzie straszą jakieś dziwne oczy: takie wielkie, takie straszne. Co to jest, zastanawiają się wszystkie zwierzaki, nawet te całkiem duże. Na las, wodę pada strach… Rozwiązanie okazuje się oczywiście proste i dość przewidywalne, ale myślę, że dla małego człowieka przekręcanie kolejnych kart, z których wyłaniają się różne zwierzęta, będzie fascynujące. 

Kto się kryje w lesie

Kto się kryje w lesie

Tymek oglądał zwierzęta i zastanawiał się: jak to jest zrobione? Dobre pytanie! Obie książeczki wydane przez Mamanię są bardzo kunsztowne, pięknie zakomponowane. Fajna czcionka, stonowana kolorystyka i niesamowite kształty — ze stron wynurza się wąż i krokodyl, niedźwiedź i nietoperz. Piotruś odbiera te książeczki jeszcze bardzo naiwnie — mamo, przecież rekin nie może się bać takich oczu, prawda?! Uwielbiam, gdy mój chłopczyk zaśmiewa się w głos i słychać w jego śmiechu najprostszą, cudowna wesołość z odkrywania świata i jego absurdów. 

Kto się kryje w lesie

Kto się kryje w wodzie

Te książeczki wydają się niepozorne, ale warto do nich zajrzeć. Choćby po to, by pokazać dzieciom inny sposób komponowania tekstu i obrazu, by mogły obcować z konstrukcjami, które są przestrzenne. Pewnie węże i niedźwiedzie mogą na tym ucierpieć, ale to też pewna nauka (choćby dla rodzica: jak kleić popupa, aby ciągle działał :-)). 

Zdjęcia pochodzą ze strony wydawnictwa Mamania.

Eryl Norris, Andy Mansfield, Kto kryje się w lesie, Mamania 2017

Eryl Norris, Andy Mansfield, Kto kryje się w wodzie, Mamania 2017

Mity rządzą…

Fascynacja Piotra mitami wchodzi chyba w fazę manii… Sama nie wiem, czy powinnam się cieszyć, czy jednak bać. Mówi o mitach, żyje nimi, rysuje ilustracje, opowiada, przepytuje znajomych ze znajomości greckich bogów. Pytania: wujeeek (babciu, ciociu), a ty znasz mity? nikogo już w rodzinie nie dziwi. Niezależnie od odpowiedzi, Młodszy sprawdza prawdomówność dorosłego: taak? to powiedz, kto to była Artemida i ile głów miał piesek Hadesa? Zeus podobno mieszka w naszej piwnicy, a Młodszy wybiera się do Grecji w celu reaktywacji starych wierzeń. Książki mitologiczne przewalają się po całym domu, a Tymek zaczyna znacząco pukać się w czoło 🙂

Dla wszystkich, którzy chcieliby sprzedać taką pasję swoim dzieciom, przygotowałam zestawienie Piotrkowych najukochańszych książek o starożytnej Grecji.

Numer jeden to oczywiście „Mity greckie dla dzieci w obrazkach” Nikoli Kucharskiej (Nasza Księgarnia, 2017)

Mity greckie dla dzieci

Szczegółowy opis możecie znaleźć tutaj. To książka, z którą Piotrek właściwie się nie rozstaje: ogląda, czyta, podsuwa innym pod nos, coś sobie opowiada. Nawet ilustracje z innych książek porównuje z wizją Nikoli Kucharskiej — to najlepsze wprowadzenie do mitów, jakie można znaleźć.

Kolejna pozycja na naszej liście to dwa tomy Katarzyny Marciniak, wydane przez Naszą Księgarnię. O pierwszym tomie „Mojej pierwszej mitologii” pisałam już tutaj. Księga druga to kontynuacja-rozszerzenie, trochę podobna, a trochę inna.

Moja pierwsza mitologia. Księga 2Moja pierwsza mitologia. Księga 1

„Moja pierwsza mitologia. Księga druga” (il. Marta Kurczewska) została podzielona na trzy części: „Przemiany”, „Bestiariusz” i „W królestwie Hadesa”. Piotruś bardzo żałował, że ta trzecia część jest tak krótka. W pierwszej spotykamy się z Owidiuszem, który zbiera historie do swojego słynnego poematu, w drugiej towarzyszymy młodemu Achillesowi i podsłuchujemy jego rozmowy z Chironem (Piotrek aż podskoczył do góry, gdy dowiedział się, że to właśnie Chiron został przemieniony w gwiazdozbiór Strzelca), a w trzeciej jedziemy na wycieczkę do Hadesu. Tak jak w pierwszym tomie każda historia jest uzupełniona króciutkim współczesnym opowiadaniem wyjaśniającym, jak używać powiedzonek, w których słychać echa starożytności.

Moja pierwsza mitologia

Moja pierwsza mitologia

Po lekturze mitów w wersji Katarzyny Marciniak przenieśliśmy się na chwilę do całkiem innej narracji. O „Opowieściach z zaczarowanego lasu” Nathaniela Hawthorne’a już kiedyś pisałam. Przed dwoma laty zachwycał się nimi Tymek, a teraz przyszedł czas na Piotrka — podobały mu się, choć musiałam zmieniać rzymskie nazwy bogów na greckie, moje młodsze wie, że Rzymianie nazywali greckich bogów po swojemu, ale postanowiło ignorować ten fakt. Mamo, ale jak czytasz, to zmieniaj Marsa na Aresa, dobrze?

Opowieści z zaczarowanego lasu

Nieustająco zachwycam się narracją Hawthorne’a, tak wciągającą i urokliwie odległą. Przy tej lekturze Piotruś czasami zasypiał: długa, barwna fraza autora lekko i łagodnie wprowadzała go w sen.

Czytaliśmy także mity w wersji jednego z najpopularniejszych polskich autorów dla dzieci 🙂 Oczywiście mowa o Grzegorzu Kasdepke. Mamy jego mity wydane przez wydawnictwo Wilga. 

Mity greckie

Tymek nie lubił tej wersji mitów, nudziły go i wolał inne książki. Piotrusiowi się podobała. Zaskoczyło go, że Grzegorz Kasdepke czasami przedstawia inny wariant mitu niż ten, który on sam poznał. Język tych mitów jest bardzo współczesny, a bogowie zachowują się podobnie do nas.

Mity towarzyszyły nam także w podróży — wydawnictwo Media Rodzina wydało audiobook z „Najpiękniejszymi mitami greckimi” Dimitera Inkiowa w interpretacji Piotra Fronczewskiego. 

Najpiękniejsze mity greckie

Mimo pewnego zmęczenia mitami, słuchaliśmy ich naprawdę z ogromną przyjemnością. To dzięki tej wersji Piotruś od razu zapamiętał historię Amora i Psyche oraz poznał niektóre przygody Odyseusza (ech, ten cyklop Polifen). Dimitera Inkiowa znaliśmy jako autora przygód Klary, ale jego mity (szczególnie w wykonaniu Piotra Fronczewskiego)  mogę gorąco polecić na każdą podróż.

Uff, uff, prawie dotarliśmy do końca 🙂 W pewnym momencie Piotrek zaczął się dopytywać o wierzenie innych narodów i ludów. Znaczy się dobrze: interesuje go jeszcze coś innego, pomyślała wtedy zmęczona już trochę mitologią matka. Dobrym rozwiązaniem okazały się „Mitologie” z serii „Odkrywanie świata” (Wydawnictwo Olesiejuk). Jakiś czas temu książki z tej serii zalegały na półkach w supermarketach.

Odkrywanie świata. Mitologie

W książce można znaleźć sporo informacji o podstawowych wierzeniach różnych ludów. Informacje są zwarte i krótkie, ale czasami bardzo dosadne i brutalne — można tutaj znaleźć historie pomijane przez innych autorów mitów (na przykład fakt, że Herkules w przypływie szału zabił swoją żonę i dzieci, za co potem pokutował). 

Odkrywanie świata. Mitologie

Piotrusiowi bardzo odpowiada czcionka tej książki — litery są duże i wyraźnie, dobrze dostosowane do początkującego czytacza.

Po domu przewalają się jeszcze dwie „greckie” książki: „Grecja bogów i herosów”

Grecja bogów i herosów

oraz „Mity Greków i Rzymian” Wandy Markowskiej.

Mity Greków i Rzymian

Pierwsza z nich służy głównie do pokazywania synkowi zabytków i map. Mity to piękne baśnie, ale warto także wiedzieć, jak żyli ludzie, którzy wierzyli w Zeusa, gdzie mieszkali i co pozostało po nich do naszych czasów. A mity Wandy Markowskiej to przejaw mojej desperacji — znudzona nieustannie maglowanymi wersjami dla dzieci sięgnęłam po wersję dla starszych, która bardzo się Piotrkowi spodobała. Mówi, że czasami jest to nudne, ale fascynują go kolejne imiona i nazwy — świat greckich bogów zaczął się rozszerzać i mienić jeszcze bardziej. Parandowskiego i Kubiaka pozwolę Piotrkowi odkryć samemu, gdy trochę podrośnie.

Na koniec chciałabym Wam pokazać plakat, jaki moje dziecko (przy współpracy rodziców) przygotowało na szkolny festiwal pasji i talentów. Uwierzcie, sam chciał — jego rodzice działali bardziej jak stoper, przerażeni, jak ich maluszek poradzi sobie z występem przed całą szkołą 😉 Piotr się uparł i będzie opowiadał o greckich bogach. W końcu to jego prawdziwa pasja, pewnie jedna z wielu, ale też taka, która bardzo rozszerza horyzonty.

Plakat

Trzymajcie za Piotrusia kciuki 🙂