Wielka księga robali

Piotrek kocha robale. Marzy o własnym pajączku, choćby maleńkim, i z radością wita w łazience każdego gościa o kilku odnóżach. Prywatne mrowisko to by było dopiero coś. W ogrodzie dziadków pracowicie wynajduje mrówcze ścieżki, śledząc z zacięciem zabiegane owady i tropiąc ich tajemnice. Do każdego odkrycia dorabia historię. O mrówczej wojnie, o wielkim martwym żuku, o ataku czerwonych gryzących mrówek, o zagubionym pędraku. Jego zachwyt wzbudza odkrycie gniazda skorków w starej szufladzie. Z radością przyjąłby atak termitów lub przemarsz mrówek legionistek — najlepiej, gdyby przy tej okazji zjadły jakiegoś konia. W domu przewraca się mnóstwo książek o owadach — szczególnie tych społecznych, bo zwyczaje mrówek, pszczół, termitów, szerszeni, os, trzmieli (na pewno o jakichś zapomniałam) są po prostu fascynujące. Zgadzacie się? Jeśli tak, to zajrzyjcie z nami do „Wielkiej księgi robali” Yuvala Zommera (Wydawnictwo Wilga).

Yuval Zommer, Wielka księga robali

Nasze pierwsze zetknięcie z tą książką nie było zbyt udane, przyznam od razu. „Wielka księga robali” jest duża i piękna, ale nie zalewa ogromem wiedzy. Jest tutaj sporo informacji, ale nie tak dużo, jak się spodziewałam. Przeznaczona jest dla dzieci, które dopiero odkrywają fascynujący mikroświat. Te, które z wypiekami na twarzy obejrzały „Mikrokosmos”, a po nocach studiują atlasy owadów, mogą poczuć się rozczarowane…. bo po prostu nie jest to książka dla nich!

„Wielka księga owadów” zafascynuje jednak każdego, kto na widok pająka zaczyna histerycznie krzyczeć. A także tego, kto myli mrówkę z termitem i uważa ćmę za nieudanego motyla. Tato Piotrusia uświadomił mi, że „normalni” rodzice (to znaczy tacy, którzy nie wysłuchują codziennie informacji o zwyczajach żywieniowych mrówek, nie uzupełniają co jakiś czas wielkiego rysunku mrowiska, nie wiedzą, co robi królowa pszczół po wykluciu, i w żaden sposób nie kojarzą Aleksandra Macedońskiego z miodem) mogę być zaskoczeni niektórymi informacjami z książki. Fakt, mogą.

Yuval Zommer, Wielka księga robali

Może na początek spis treści, który doskonale współgra z tematyką książki. Miło obcować z czymś tak przemyślanym pod względem edytorskim i tłumaczeniowym. W środku „Wielkiej księgi robali” bzyczy 18 rozdziałów o robalach (od biedronek po pająki i dżdżownice). Uwaga: nie mylić robali z owadami, bo to nie to samo. Na początku lektury znajdziecie rozdział, w których wszystko zostało dokładnie wyjaśnione na drzewie rodowym robali. Oprócz informacji o rodzajach robali dostajemy w pigułce informacje o ich zwyczajach żywieniowych, jak je najłatwiej podglądać, gdzie mieszkają, jak się rodzą — to wiedza bardzo przydatna, bo ułatwia powstrzymanie pierwotnych odruchów gonienia i zgniatania wszystkiego, co lata i ma odnóża.

Yuval Zommer, Wielka księga robali

Rozkładówki nie są przeładowane wiedzą. Większość przestrzeni zajmuje rysunek owadów — można z niego wywnioskować, co lubią i gdzie żyją. Każda ilustracja została uzupełniona kilkoma krótkimi informacjami o najbardziej charakterystycznych cechach danego gatunku. Dodatkowo na prawie każdej rozkładówce dziecko znajdzie zadanie do wykonania. Najczęściej trzeba kogoś/coś znaleźć — siedmio- czy ośmiolatek nie powinien mieć z tym problemów, ale — przyznajcie sami — które dziecko nie lubi takich zadań?

Yuval Zommer, Wielka księga robali

Autorzy książki — Yuval Zommer korzystał z pomocy specjalistki od owadów, Barbary Taylor — zatroszczyli się o informacje, które nie są oczywiste i skłaniają do dalszych poszukiwań. Wiedzieliście, że wije są starsze niż dinozaury, a pająki mają 48 kolan? Aż ma się ochotę pogrzebać w książkach i w sieci, by to sprawdzić. Na wieść o tym, że naukowcy wysłali biedronki w kosmos, mój młodszy syn przybiegł zaaferowany z pytaniem, czy przeżyły. A jak już zaprzyjaźnicie się z owadami, zaakceptujecie komary i zaczniecie z sympatią myśleć o karaluchach, zostanie wam zbudowanie stołówek dla owadów.

Yuval Zommer, Wielka księga robali

„Wielka księga robali” dużo obiecuje. I można powiedzieć, że spełnia te obietnice, o ile trafi we właściwe ręce. Na okładce pojawia się informacja, że dzięki tej książce poznacie wszystkie rodzaje fruwających, biegających i żądlących owadów z różnych stron świata. Rodzaje może i tak, gatunki już nie. Dowiecie się jednak sporo i możecie być zaskoczeni — o ile wcześniej robalami się nie interesowaliście. Warto ją podsunąć dzieciom, które boją się owadów lub bezmyślnie je zabijają — na pewno pomoże wytłumaczyć, co robią pszczoły i dlaczego nie wolno pastwić się nad owadami. Nad niczym zresztą nie wolno. Wielkim plusem tej książki jest indeks — nie tylko ułatwia wyszukiwanie informacji, ale przede wszystkim sprawia, że dziecko może dowiedzieć się, jak wygląda książka popularnonaukowa w wersji light. A potem możecie już zacząć liczyć niebieskie muszki (są na każdej stronie).

A tak wyglądał plakat mojego syna na szkolny festiwal talentów.

Piotr, plakat

Yuval Zommer, Wielka księga robali, tł. Michał Brodacki, Wilga 2017

 

Reklamy