Ach, jak wesoło bywa w Zatoce Pękatej Matyldy

Co jakiś czas Piotruś domaga się „Ronji, córki zbójnika” i „Braci Lwie Serce”. Bywa, że ma ochotę słuchać tych historii na okrągło, ale ostatnio po zakończeniu czytania poprosił o coś wesołego. Sięgnęłam więc po „Gofrowe serce” Marii Parr i okazało się, że był to strzał w dziesiątkę.

Gofrowe serce

Od razu wolę uprzedzić, że książka nie ma walorów uspokajających i nasennych, tak lubianych wieczorami przez rodziców. Słuchacze chichoczą, chichrają się, a chwilami wręcz zanoszą od śmiechu, choć są i takie momenty, że zamierają pod kołdrą i z napięciem czekają na dalszy ciąg. Im bliżej końca, tym robi się poważniej. 

Theobald Rodrik (rodzice potem żałowali, że tak go nazwali) Danielsen Yttergard, zwany przez rodzinę Kręciołkiem, mieszka w niewielkiej wiosce nad brzegiem zatoki zwanej Pękatą Matyldą. Jego najbliższą sąsiadką i najlepszą przyjaciółką jest Lena Lid. Nad zatoką mieszka także dziadziuś, rodzeństwo i rodzice Kręciołka oraz mama Leny. Jest jeszcze ciocia-babcia, wujek Tor i Izaak, lekarz — gdy ma się temperament Leny Lid, znajomość z lekarzem bardzo się przydaje.

Bohaterowie Marii Parr są blisko spowinowaceni z mieszkańcami Bullerbyn, choć jeszcze bliżej im do Lotty z ulicy Awanturników i do chłopca z pewnej zagrody ze Smalandii. Pokrewieństwo z Emilem zauważył nawet Piotruś. Kiedy tatuś Kręciołeczka krzyczał: Ty i Lena nigdy nie robicie tego samego dwa razy. Za każdym razem wymyślacie jakieś nowe wariactwo!, mój synek roześmiał się i stwierdził, że dobrze, że tato Kręciołka nie ma stolarni. Starszy westchnął za to znacząco, gdy brat Kręciołka stwierdza, że jego młodszy brat jest po prostu nienormalny. Każdy czytelnik znajdzie tutaj odrobinę z własnych doświadczeń.

Lena Lid to silna dziewczynka, która z oddaniem poznaje świat i nie lubi kompromisów. Jest bezpośrednia, nie boi się pytać i zawsze dąży do celu. Lena to chodzący wulkan ulegający emocjom. Kręciołek z zapałem jej towarzyszy, choć jest bardziej wycofany i bardziej refleksyjny. Zdarza się jednak, że to one jest główną sprężyną wydarzeń (cudowna opowieść o domu starców dla koni). Lena i Kręciołek to najlepsi przyjaciele, choć niewiele o tym mówią. 

Historia zaczyna się mocno: od kolejki linowej na wysokości pierwszego piętra i materaca z łóżka rodziców, a potem jest jeszcze lepiej. Czego tutaj nie ma: gnojówka i jałówka, poszukiwanie taty i kolędy na deptaku w środku lata, rozbijanie statku i próba stworzenia arki Noego, skoki na sankach i wielkie oblężenie. Wszystkie przygody wydają się jak najbardziej prawdopodobne — wyobraźnia dziewięciolatków bywa bezgraniczna. Mnie samą przeraża trochę liczba urazów i wstrząśnień mózgu, którym ulegają bohaterowie, ale cóż… Odpowiedzi na pytania same się nie znajdą, a doświadczenia same nie przeprowadzą. Od razu przyznaję: nie jestem tak wyrozumiała dla wyskoków moich synów i pewne pomysły tępię w zarodku (na przykład próbę wystrzelenia Młodszego z ogromnej procy — a jakże, były takie próby). Wolę także, jeśli obijają się z trochę mniejszym natężeniem.

„Gofrowe serce” to coś więcej niż tylko zestawienie zabawnych historyjek z życia dziewięciolatków i ich rodziców. Marii Parr udało się nakreślić wspaniałą, radosną, pełną wiary w ludzi, choć trochę staroświecką (tak w najlepszym stylu) opowieść o życiu i przyjaźni. Z powieściami Astrid Lindgren łączy tę książkę nie tylko pewien schemat opowieści (niewielka społeczność, otwarte, obdarzone wyobraźnią, kreatywne dzieci i cierpliwie towarzyszący im dorośli), ale także wiara w dobroć, beztroska i dziecięca naiwność. W życiu Kręciołka i Leny zdarzają się trudne i bolesne chwile, dzieci muszą zmierzyć się ze zmianami, na które ale pomagają im dorośli (cudowny dziadziuś), a i ich przyjaźń się wzmacnia i cementuje. Smutek przeplata się tutaj z radością, a bohaterowie stają się bliscy i dorosłym, i dziecięcym czytelnikom. Momentami wzruszenie chwytało mnie za gardło, a oczy Piotrusia robiły się coraz większe i większe. 

Warto poświęcić trochę czasu, by przez rok (w takich ramach czasowych zamyka się powieść) potowarzyszyć Kręciołkowi i Lenie i poczuć się, jak ogarnia nas, nawet zimą, prawdziwe lato. A przed nami lektura Tonji – już nie mogę się doczekać 🙂

Maria Parr, Gofrowe serce, il. Heleen Brulot, Dwie Siostry 2016