Tęsknota za prawdziwym Mikołajem

Nie wiem, czy macie ulubione książki do czytania w okresie okołoświątecznym. Jako dziewczynka od początku grudnia czytałam różne zimowe opowieści, choć chyba najbardziej lubiłam powieści Małgorzaty Musierowicz. Przemawiały też do mojej wyobraźni obrazy zasypanych śniegiem kanadyjskich puszcz z powieści Curwooda. A teraz z chłopakami w okolicach Świąt Bożego Narodzenia czytamy książkę o Świętym Mikołaju i o tym, czym naprawdę są Święta.

Kiedy_święty_Mikołaj_spadł_z_nieba„Kiedy Święty Mikołaj spadł z nieba” to przepiękna opowieść o Świętach i o tym, co w Świętach najważniejsze. Wyobraźcie sobie, że na świecie został już tylko jeden, ostatni PRAWDZIWY Święty Mikołaj, Niklas Julebukk. Wszyscy inni Mikołajowie albo zostali uwięzieni, albo zamienieni w czekoladowe mikołaje przez groźnego uzurpatora Waldemara Wilhelma Dzieciosrogiego i zdominowaną przez niego Wielką Radę Mikołajów. Niektórym Mikołajom spodobały się bowiem nowe porządki wprowadzone przez Waldemara:

Święta, co tu dużo gadać,

Po to są, aby zarabiać. 

Listy, prośby? Wyrzuć je,

To jest tylko ble, ble, ble.

Bo większość dzieci tego świata

Nie jest ani krzty bogata.

Trzeba w rodziców głowy wbić,

Że święta muszą drogie być.

Prawdziwy Mikołaj dostrzega prawdziwe życzenia dzieci, widzi ich marzenia i pragnienia, i stara się je spełnić. Pomagają mu w tym krasnale i dwa małe, pulchniutkie anioły.

Gdy wóz Niklasa spada na ulicę Mgielną, Nikklas zyskuje sprzymierzeńców: Bena i Charlottę, dwoje dzieci z pobliskich domów. I zaczyna się walka o prawdziwe Święta, podczas których ludzie naprawdę są razem, naprawdę się widzą i naprawdę się słuchają.

Polskie wydanie książki „Kiedy Święty Mikołaj spadł z nieba” jest ilustrowane przez Paula Howarda. Moim zdaniem jego czarno-białe ilustracje świetnie tutaj pasują, chociażby dlatego że w żaden sposób nie kojarzą się z kolorową, disneyowską wizją Świąt.

 Kiedy_święty_Mikołaj_spadł_z_nieba2 Kiedy_święty_Mikołaj_spadł_z_nieba1

To przepiękna książka do czytania o każdej porze roku. Książka, która daje do myślenia i stanowi świetny pretekst do rozmów, właśnie o tym, co w życiu najważniejsze.

Reklamy

Dżentelmeni, krynoliny, statki kosmiczne i pająki

Z krynolinami chyba przesadziłam, bo w epoce wiktoriańskiej już się ich raczej nie nosiło, ale cała reszta się zgadza…

Czy wyobrażacie sobie świat, w którym ludzie zaczęli eksplorować kosmos tuż po dokonaniu odkryć przez Izaaka Newtona? Zasiedlali planety, budowali kolonie, podróżowali dalej przez „bezgraniczny eter” i wiedzieli o kosmosie więcej iż my, ale mężczyźni ciągle nosili meloniki, a kobiety długie, niewygodne suknie na halkach? Były to czasy, gdy młode damy musiały posiąść pewne umiejętności (takie jak gra na instrumencie), by móc przebywać w „odpowiednim” towarzystwie, a młodzi mężczyźni powinni w każdej sytuacji pokazać, że są dżentelmenami. Przyznaję, że mnie ta wizja podoba się ogromnie. A można ją znaleźć w przeuroczej książce „Kosmiczny dom Larklight, czyli zemsta białych pająków, czyli do pierścieni Saturna i z powrotem! Porywająca opowieść o śmiałej wyprawie w najdalsze zakątki Kosmosu”. Napisał ją Philip Reeve (choć na karcie tytułowej widnieje informacja, że tylko spisał opowieść głównego bohatera Arta Mumby’ego), a zilustrował David Wyatt. Książkę wydała Nasza Księgarnia w 2007 r.

Philip Reeve, Kosmiczny dom Larklight

Opowieść sprawiła chyba więcej przyjemności mi i mojemu mężowi niż Tymkowi, który jednak przeczytał ją z zainteresowaniem i chętnie poznałby dalsze przygody bohaterów. Dla mnie to była świetna zabawa w odkrywanie alternatywnej wersji historii i alternatywnej wiedzy o tym, jak zbudowany jest kosmos. Na dodatek wiedzy całkiem spójnej i dostosowanej do czasów, w których dzieje się akcja.

Wszystko zaczyna się w połowie XIX wieku na domu-statku Larklight dryfującym gdzieś na pustkowiu w otchłani za Księżycem. Dom wygląda tak:

Philip Reeve, Kosmiczny dom Larklight

W domu mieszka rodzina Mumbych: ojciec zajmujący się badaniem kosmicznych ryb, syn Art i córka Myrtle. Art jest narratorem powieści, choć czasami posiłkuje się pamiętnikiem Myrtle (oczywiście bez jej wiedzy). Oprócz opowieści w książce możemy znaleźć takiem smaczne przypisy:

„Ojciec mówi, że kosmiczne ryby wcale nie są rybami, tylko eterowymi ichtiomorfami. Ale wyglądają zupełnie jak ryby, tyle że niektóre ich płetwy zamieniły się w skrzydła. Ojciec spędził całe lata na ich obserwowaniu, bo uważa, że tylko badając każdy szczegół Stworzenia, możemy naprawdę docenić Nieskończoną Miłość i Mądrość Boga. Ojciec nazywa się Edward Mumby i napisał bardzo przydatną książkę „Niektóre nieopisane ichtiomorfy Eteru Translunarnego”. W skrzydle gościnnym mamy kilkaset egzemplarzy, ułożonych w równy stos, gdyście chcieli ją przeczytać.”

Spokojne, nudnawe i ustabilizowane życie bohaterów nabiera tempa, gdy odwiedza ich niejaki Pan Webster, który okazuje się gigantycznym pająkiem o mrocznych zamiarach…

Nie będę pisać, co było dalej, ale akcja gwałtownie przyspiesza i razem z bohaterami przenosimy się w coraz to inne zakątki kosmosu. Ta lektura pobudza wyobraźnię, tym bardziej, że towarzyszą jej świetne ryciny, jakby żywcem wzięte z XIX-wiecznych powieści.

Philip Reeve, Kosmiczny dom Larklight

Philip Reeve, Kosmiczny dom Larklight

Mnie przypominały stare wydania książek Juliusza Verne’a, a trochę ryciny z przedwojennych, umoralniających książeczek dla dzieci. Więcej ilustracji Davida Wyatta można obejrzeć na jego stronie. A teraz będziemy szukać innych książek Philipa Reeve’a.

Czy znacie już Winnie?

Czarownica Winnie trafiła do naszego domu całkiem przypadkiem. Po prostu w bibliotece pojawił się regał z książkami po angielsku, a wśród nich wiele książek obrazkowych. Winnie od razu przyciągnęła uwagę Tymka, a Piotrek uwielbia przeglądać te książki i domaga się lektury. Zostaliśmy więc przy wersji angielskiej, chociaż niektóre książki o Winnie są już dostępne po polsku – wydało je wydawnictwo Papilon.

A Winnie podbiła nasze serca. Nie tylko chłopców, moje także. Jak nie lubić postrzelonej, roztrzepanej i przesympatycznej czarownicy, która co chwila macha różdżką i wrzeszczy Abrakadabra? A na dodatek zakłada śmieszne rajstopy i ma mnóstwo odjazdowych pomysłów?

Przeczytaliśmy już chyba wszystko, co jest w bibliotece:

Winnie10 Winnie9 Winnie8 Winnie7 Winnie6 Winnie4 Winnie1

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Czytamy je już któryś raz z kolei – to świetna książka dla dzieci, które zaczynają się uczyć angielskiego, bo nagle okazuje się, że słówka znane z lekcji można znaleźć w prawdziwej książce 🙂

Pod tym względem świetna jest pierwsza książka Winnie the Witch. Tymek zaczął czytać: The house was black on the outside and black on the inside. The carpets were black. The chairs were black. The bed was black and it had black sheets and black blankets. Even the bath was black. I nagle usłyszałam  dziki wrzask: mamo, ja to rozumiem, tylko powiedz mi, czy outside to w środku czy na zewnątrz?

Winnie1.1

Winnie1.2

Razem w Winnie w domu żyje czarny kot Wilbur, nieodłączny towarzysz jej eskapad. Wilbur uwielbia latać z Winnie na miotle, choć często bywa także przyczyną kłopotów czarownicy.

Tekst jest prosty i zrozumiały, zabawny i interesujący. Książka jest wspaniale ilustrowana – bardzo lubię humor Korky’ego Paula. Ilustracje są pełne szczegółów i można je oglądać bez końca:

Winnie_lata_znów1

Winnie_lata_znów2

A na dodatek akurat w naszej bibliotece można wypożyczyć książkę razem z płytą CD – można więc posłuchać dobrego angielskiego. Winnie to naprawdę świetny sposób, by pokazać dzieciom, że nauka angielskiego nie musi być nudna i że naprawdę się przydaje.

Wszystkie książki o Winnie w wersji angielskiej można podejrzeć na stronie Winnie the Witch. Można na niej znaleźć gry, kolorowanki i wiele innych informacji o sympatycznej czarownicy.

Crictor, Emil i inni

Przydzwigaliśmy wczoraj z biblioteki Crictora i inne niesamowite stwory Tomiego Ungerera, wydaną przez wydawnictwo Format. Wczoraj tylko obejrzeliśmy, bo dość późno rozpakowaliśmy książki, a dzisiaj czytaliśmy od rana, a potem jeszcze raz, a potem się zbuntowałam, bo kiedyś trzeba było zjeść śniadanie 🙂

Crictor Crictor to pięć krótkich, trochę komiksowych opowiadań dla dzieci. Piotruś słuchał ich zafascynowany, a Tymek też nadstawiał ucha, bo bawił go humor, lekko absurdalny – mój starszy synek uwielbia wszystko, co nonsensowe i absurdalne. Piotrek był za to bardzo podbudowany pozytywną wymową historyjek: dobro zwycięża, zło jest ukarane – a jakie te zwierzęta są dzielne.

Crictor2To książka, której warstwa fabularna jest krótka i zwięzła. Tekstu nie jest wiele, ale jego znakomitym dopełnieniem są ilustracje – na nich dzieje się naprawdę dużo.

Crictor3

Dużą część książki można obejrzeć na stronie wydawnictwa Format tutaj.

Ja czytałam tę książkę trochę nostalgicznie. Przypomniała mi książki, które jako dziecko wyciągałam z półek u babci. Nie pamiętam tytułów, tylko ilustracje właśnie, szkicowane piórkiem, delikatne, ale z mnóstwem szczegółów. Kojarzy mi się także z pierwszą lekturą Doktora Dolittle z ilustracjami Zbigniewa Lengrena i z Różową Panterą 🙂

Wiele ilustracji Tomiego Ungerera można obejrzeć online na stronie Muzeum Ilustracji Tomiego Ungerera w Strasbourgu.

Harry Potter i inne problemy

No tak. Najpierw martwiłam się, że Tymek nie czyta. Zaczął czytać i czyta – a wręcz pożera książki. I zwykle po zakończeniu jednej zaczyna jęczeć: nie mam co czytać, nie wiem, co będę teraz czytał, wszystko jest na pewno bardziej nudne niż… I tutaj proszę sobie dopisać dowolną pasjonującą lekturę wchłoniętą właśnie przez moje dziecko. Może to być „przeurocza” Księga Trolli albo coś innego, co pochłaniało go przez jakiś czas. Mogę bić się w piersi: moja wina, przeczytaliśmy razem wiele książek i dużo pozycji, do których zwykle zaglądają dzieci w tym wieku, już za nami. Właśnie dlatego Tymek unika szkolnej biblioteki – po prostu Panie podsuwają mu książki, które już od dawna zna.

Wielkie Czytanie zaczęło się od Harrego Pottera, trochę przez przypadek. Tymek czytał już całkiem sprawnie pod koniec pierwszej klasy, ale raczej sięgał po krótsze książki. A potem pojechał na wakacje do babci. Spędził tam dwa tygodnie razem z bratem ciotecznym, który akurat czytał drugi tom Harrego. Synek nie mógł być przecież gorszy, a na dodatek Olek tak bardzo zachęcał.

Harry1Harry2Harry3

Okazało się, że magia Harrego Pottera ciągle działa. I to jak. Pod znakiem Harrego upłynęły nam całe wakacje, bo nasze dziecko kończyło czytać ostatni tom pod koniec sierpnia na czytniku tatusia. Mimo całej miłości do synka i radości z faktu, że tak go wciągnęła lektura, odmówiliśmy tachania nad morze opasłych tomów. Tymek bawił się w Harrego, machał różdżką, rzucał zaklęcia – i czytał. I chyba ciągle ma po cichu nadzieję, że może za jakiś czas otrzyma zaproszenie do Hogwartu i będzie potrafił latać.

Przyznaję, że trochę się bałam… O ile pierwsze tomy Harrego wydawały mi się całkiem niezłą lekturą dla ośmiolatka, to ostatnie tomy… No cóż, pierwsi czytelnicy tej książki dorastali razem z głównym bohaterem, oczekując z niecierpliwością kolejnych tomów i kolejnych tłumaczeń. Tymek miał dostęp do wszystkiego od razu. Nawet próbowałam ograniczyć mu dostęp do ostatnich części, ale dziecko powaliło mnie słowami: skoro nie chcesz mi pozwolić czytać do końca, to po co w ogóle pozwalałaś mi zacząć to czytać. I wiecie co, po prostu zabrakło mi argumentów. Okazało się także, że mój niepokój był nieuzasadniony. Tymek sporo z nami o książce rozmawiał, pytał, co sądzimy o bohaterach i dlaczego zachowali się tak, a nie inaczej. A to, co dla dorosłego wydawało się najbardziej przerażająca i okrutne, w ogóle nie zwróciło jego uwagi. Mam wrażenie, że w ostatnim tomie głównie fascynowała go bitwa i ostateczna rozgrywka ze złymi, mniej interesowało go dojrzewanie i perypetie uczuciowe głównych bohaterów. Może dziewczynka czytałaby tę książkę inaczej.

No tak, Harry już za nami i przed nami, bo Tymek nie oglądał jeszcze wszystkich filmów. Choć Hogwart nie jest już aż tak atrakcyjny – mój syn poznał bowiem inne literackie miejsca, w których chętnie by się pouczył 🙂

Pan Brumm i przyjaciele

Panie z naszej miejskiej biblioteki ze wszystkich sił starają się zachęcać dzieci do czytania. Jednym ze sposobów jest tworzenie tematycznych wystaw książek, ostatnio z okazji Dnia Pluszowego Misia. Książek było wiele, także o mniej znanych misiach niż Puchatek, Uszatek czy Paddington (choć akurat miś z Peru nie przypadł do gustu moim chłopakom). Nam wpadły w oko książki o Panu Brummie wydane przez wydawnictwo Bona. I muszę przyznać, że ich lektura wprawiła Piotrusia w naprawdę świetny nastrój – okazało się, że wie dużo więcej niż niezbyt dorosły, ale za to całkiem duży Pan Brumm. Czytaliśmy trzy książki: Pan Brumm jedzie pociągiem, Pan Brumm wybiera się na wycieczkę (to zdecydowanie ulubiona książka Pietrka) i Pan Brumm obchodzi urodziny.

Pan Brumm jedzie pociągiem

Pan Brumm wybiera się na wycieczkę

Pan Brumm obchodzi urodziny

Pana Brumma chyba nie da się nie lubić. Styl ilustracji przypomina mi trochę te stworzone przez Svena Nordquista – też jest na nich sporo zaskakujących szczegółów i można je długo oglądać:

Pan Brumm wybiera się na wycieczkę

A poza tym nie można nie darzyć sympatią kogoś, kto zabiera na wycieczkę takie mnóstwo niepotrzebnych rzeczy:

Pan Brumm wybiera się na wycieczkę

Dodatkową atrakcją książeczek o Panu Brummie są wyklejki. Na drugiej stronie okładki można znaleźć labirynty i zagadki (rozwiązanie znajduje się na końcu książki). Inne materiały do zabawy można pobrać ze strony autora Daniela Nappa. My bawiliśmy się przy lekturze tych książek świetnie – jest to lektura raczej dla czterolatka niż ośmiolatka, ale ten ostatni na pewno się przy nich nie wynudzi. Myślę, że pan Brumm na stałe zamieszka na półce w naszej domowej bibliotece i będziemy szukać jego dalszych przygód.

 

Tappi, Chichotek i reszta

Gdzieś daleko, a może całkiem blisko leży Szepczący Las zamieszkały przez przyjazne i sympatyczne zwierzęta i jednego Wikinga. Ale jakiego Wikinga. Tappi jest wielki, gruby, radosny, sympatyczny, przyjazny – choć wygląda groźnie i potrafi dołożyć. Wygląda na to, że Tappi już chyba na stałe zamieszkał w naszym domu, a do gustu trafił i Piotrusiowi, i Tymkowi.
Marcinowi Mortce udało się stworzyć naprawdę sympatycznego bohatera, a na dodatek w bardzo delikatny i nienatrętny sposób przemyca w swoich historiach pewne wartości, które są mi bliskie. Że trzeba się dzielić, że przyjaźń wiele znaczy, że nie należy sądzić po pozorach, że książki potrafią zaprowadzić do cudownych krain i że warto chodzić do bibliotek (tak, tak, jest tam pochwała biblioteki). I jak takich książek nie polubić?
Tymek zdecydowanie preferuje dłuższe historie o Tappim – te opisane w dwóch grubszych książkach: Przygody Tappiego z Szepczącego Lasu i Podróże Tappiego po Szumiących Morzach. Przed nami jeszcze lektura kolejnego tomu: Wędrówki Tappiego po Mruczących Górach.

Podróże Tappiego po Szumiących Morzach

Wędrówki Tappiego po Mruczących Górach

Piotruś lubi długie opowieści o Tappim, ale bardzo lubi także słuchać krótkich historyjek o przygodach mieszkańców Szepczącego Lasu. To opowiastki w sam raz do czytania przed snem: nie za długie, nie za krótkie, historia toczy się w ich powoli, a dziecko może się wyciszyć. Chyba że nagle zacznie zadawać pytania: A dlaczego ten smok tyle gadał? A czy tylko smoki tak gadają? A czemu on nie słuchał? A czemu Tappi westchął? Ja też wtedy wzdycham – przecież mieliśmy się wyciszać.

Opowiastek wyszło już cztery tomy – Tymek twierdzi, że autor w nich przynudza i że za mało się dzieje, ale Piotruś po zakończeniu lektury natychmiast ma ochotę zaczynać od początku. Te historyki są świetne dla dzieci, które nie potrafią jeszcze długo utrzymać uwagi – jedna bajka to dwie, trzy strony tekstu – tyle da się wytrzymać 😉 I w każdej opowiastce coś się dzieje – mój synek najbardziej czeka na trolla Gburka i chyba ma za złe autorowi, że troll łobuzuje tak rzadko.

Tappi i niezwykłe miejsce

Tappi i pierwszy śnieg

Wszystkie opowieści świetnie się uzupełniają. W grubszych historiach Tappi i Chichotek zwiedzają świat, w krótkich opowiadaniach pokazane jest ich zwyczajne życie w Szepczącym Lesie.  W lesie, w którym wszyscy siebie nawzajem szanują – a kiedy coś przeskrobią, potrafią przyznać się do błędu i przeprosić 🙂

Kiedy już znowu będzie wiosna, na pewno pójdziemy do lasu i posłuchamy, co do nas szepcze. I może usłyszymy Chichotka.