Świnka Halinka

Całe szczęście, że Tymeczek – niby taki dorosły i taki duży – da się jeszcze namówić na książki bardziej dziecięce. Choć czasami bywa trudno, bo przecież komuś, kto chce być Macem Windu (jedi z „Wojen klonów” dla niezorientowanych), nie wypada czytać książeczek dla dzieciaczków i Piotrusiów. Kategoria „Piotruś” i „dzidziowe” pojawiła się oczywiście po narodzinach Piotrusia i oznacza – gdy Tymek jest zły – wszystko, co najgorsze i paskudne. Namówienie go do lektury „Rozmów ze świnką Halinką” nie było więc proste, ale się opłaciło.

 

Halinka to pluszowa, różowa świnka, ulubiona maskotka przedszkolaka Filipa. Chodzi z nim wszędzie, ma zęby z suwaka, którymi uwielbia zgrzytać, bywa niegrzeczna i nie przejmuje się tym, co inni myślą. Halinka to także doskonały rozmówca, bo zawsze ma czas dla Filipa w przeciwieństwie do rodziców, którzy są zapracowani i zabiegani. Świetnie oddają to ilustracje Jony Jung, na których widać tylko ręce lub nogi dorosłych. Zbyt często chyba zapominamy, z jakiej perspektywy patrzą na nas nasze dzieci.
To świetna książka do czytania – także dla dorosłych, bo autorka Roksana Jędrzejewska-Wróbel pokazuje w niej, co naprawdę jest ważne. A łatwo o tym zapomnieć. Ja zaczęłam robić rachunek sumienia po przeczytaniu takiego fragmentu:– A wiesz, że podobno kiedyś telefony były tylko w domu? Nie można było z nimi iść na spacer ani chodzić po ulicy. Ani brać na wakacje, ani nigdzie. Ale było super, co?
– E tam, to chyba jakieś bajki. – Halinka kręci głową z niedowierzaniem.
– Naprawdę tak było, mówili w telewizji – Filip jest zły, że Halinka mu nie wierzy.

Naprawdę staram się nie rozmawiać przez telefon, gdy spaceruję lub bawię się z synem, ale łatwo zapomnieć o takim postanowieniu. Tak samo jak o tym, że dzieciom lepiej jest na placu zabaw niż w muzeum (no chyba, że to jest Centrum Nauki Kopernik). Nie zwalczam komórek ani nie twierdzę, że rodzice powinni robić tylko to, co lubią dzieci 😉 Warto jednak pamiętać o tym, co ważne, a lektura „Rozmów ze świnka Halinką” o wielu rzeczach przypomina i o wielu sprawach pozwala porozmawiać (chociażby odpowiedzieć sobie na pytanie, do czego potrzebny jest tata). Czytamy z Tymkiem, a potem siedzimy i myślimy albo rozmawiamy. I jest dobrze i blisko, czego wszystkim życzę 🙂

Reklamy

O wszystkim po trochu

Podziwiam wszystkie mamy, które mają kilkoro dzieci i czas na prowadzenie bloga, czytanie i chodzenie do teatru. A na dodatek wyglądają jak z żurnala i zawsze mają nieskazitelną fryzurę i makijaż. Ech, czasami marzy mi się wypad do spa 😉 Nie powinnam jednak za bardzo marudzić, bo mam cudownych synów 🙂 Tylko jakoś nie potrafię znaleźć czasu na pisanie, a gusta czytelnicze moich synków zaczynają się zmieniać.

Hmm, o gustach Piotrka trudno na razie cokolwiek powiedzieć. Przejawia zdrowe, konsumpcyjne zainteresowanie słowem pisanym: wszystko, co znajduje się w zasięgu łapek, ląduje w buzi. Choć trzeba przyznać, że zwykle gazeta wygrywa z banalną grzechotką lub jakąś inną zabawką. Piotrek preferuje tekst. I głośno protestuje, gdy rodzice odsuwają najbardziej
pożądaną zabawkę. Brat go rozumie i przysuwa, gdy tylko nie widzimy, a nam wypada się tylko cieszyć, że tak dobrze się rozumieją. Tymek zdecydowanie podziwia pęd Piotrka do zdobywania wiedzy kulinarnej i nawet stara się mu uprościć życie. Przyznaję, że ciężko zniosłam test: czy Piotrek wsadzi do buzi małe lego. Wsadzi… Tymek tłumaczył mi później, że nie powinnam się denerwować, bo przecież on pilnował, żeby Piotrek tego nie połknął. Wolę się nie zastanawiać, jaki miał pomysł na wydobywanie mu ludzików z gardła.

Tymek zresztą nagle zmienił się z małego dzieciaczka w cudownego chłopaka. Nie chce już czytać bajeczek (wspaniale się buntuje). Chce czytać o gwiezdnych wojnach, Winnetou i kowbojach. Na szczęście czasami daje się przekonać także do innych lektur. Na początku będzie jednak o komiksach i broni, bo mój starszy synek jest fanem militariów.
Prawie zawsze gdy jedziemy do dziadków, musimy skręcić do zamku-zbrojowni w Liwie.

To niewielkie muzeum zgromadziło masę różnego rodzaju uzbrojenia i mój synek jest zachwycony, gdy może po raz któryś z kolei to wszystko obejrzeć. A personel muzeum jest niesłychanie cierpliwy – pilnujący opowiadają ciekawostki i anegdoty i z anielską cierpliwością odpowiadają na milion pytań, zwykle na początku zadawanych mamie i tacie do ucha. Jeszcze nie spotkaliśmy tam niemiłej osoby.

Miało być jednak o książkach o broni… Tymek z zafascynowaniemogląda „Gawędy o broni i mundurze” Szymona Kobylińskiego.


  

Ogląda, bo styl gawędy szlacheckiej nie jestjeszcze do zaakceptowania przez pięciolatka. Ale za to ilustracje panaKobylińskiego okazały się fascynujące. Jest na nich masa szczegółów, a przyokazji można przemycić sporo wiadomości historycznych.

Odkryliśmy także serię „Patrzę. Podziwiam. Poznaję” wydawaną jakiś czas temuprzez Arkady. To książki w sam raz dla mojego synka. Jest tam bardzo dużoilustracji i trochę tekstu – mały wielbiciel zbroi i broni zyska dzięki nimmasę wiadomości. Na razie oglądaliśmy „Broń i zbroje”, „Wikingów”, „Kowboi”,„Starożytny Rzym”, „Rycerzy” i „Piratów”. Książki można znaleźć w bibliotekachalbo na Allegro. Moim zdaniem naprawdę warto do nich zaglądać.

 

          

Można wśród nich znaleźć tomy poświęcone zwierzętom, roślinom, strojom, minerałom – każdy znajdzie dla siebie coś ciekawego.

A skoro o historii mowa, to w naszej bibliotece zagościły na dobre jeszcze dwie książki. Czterotomowa encyklopedia „Polska” – Tymek dostał ją w prezencie i na razie zajął go jedynie tom „Historia”. Może go oglądać długo i często, a ja wręcz „uwielbiam” pytania zadawane w trakcie smażenia naleśników, gdy Piotrek właśnie odmawia siedzenia w bujaczku: „Mamo, a w tej bitwie, to kto wygrał?” I zwykle jest to dopiero początek.

 

Czasami się złoszczę, ale zwykle jestem bardzo dumna z mojego synka. A ksiązka naprawdę budzi jego ogromną ciekawość. Niełatwo wytłumaczyć historię pięciolatkowi; Tymkowi wszystko wydaje się proste, są źli i dobrzy, a świat jest czarno-biały. Dla mnie to okazja by sobie wiele rzeczy przypomnieć i przy okazji zastanowić się, jaką wizję Polski chcę jemu przekazać.

Druga książka, która zawitała na nasze półki, to „Grunwald 1410” Marianny Gal, opublikowana przez wydawnictwo Veda.

 

Jest to historia rodziny Gościmskich (niesamowicie licznej – siedmioro dzieci, dziadek, babcia, rodzice i pies – Tymek zażądał tyle samo rodzeństwa, bo ma zamiar założyć drużynę piłkarską), która wyrusza w odwiedziny do ciotki do Malborka, a przy okazji odwiedza także pola Grunwaldu. W książce jest naprawdę ogromna liczba informacji, zdjęć i rysunków. Oprócz opowieści o Gościmskich są w niej wstawki poświęcone Polsce w  XV wieku, prezentujące architekturę, stroje i zwyczaje tego okresu. To naprawdę świetne wydawnictwo, które zainteresuje i małego, i rodziców też.

A o komiksach będzie innym razem 🙂