Epidemie na upał

Kto powiedział, że w upalne dni można czytać tylko rzeczy lekkie i przyjemne? Po zwiedzeniu wystawy „Theatrum anatomicum” we Fromborku Piotrek wrócił do lektury „Chorych historii”. Przecież choroby i epidemie są fascynujące, szczególnie gdy się zobaczyło na własne oczy płuca palacza i fartuch lekarza dżumy.

Gosia Kulik, Tomek Zarnecki, Chore historie

To może najpierw o wystawie — jest zaskakująca. Dużo czaszek, szkieletów, preparatów, protez, strzykawek, ampułek i różnych innych utensyliów służących do leczenia lub udawania leczenia. Podczas zwiedzania przypomniały mi się książki Thorwalda i po raz kolejny poczułam ulgę, że żyję w czasach, gdy lekarze potrafią już dużo. Piotrek biegał zafascynowany od gabloty do gabloty, za nim biegała Pani pilnująca, pilnując, żeby nie dotykał nawet gabloty, za Panią biegała matka, próbując powstrzymać dziecko przed sięganiem po kości i ampułki. Do zabieganej matki co jakiś czas podchodziło zdegustowane lub rozchichotane Starsze, wykrzywiając się i komentując różne obrzydliwości. Nie wróżę Starszemu oszałamiającej kariery w dziedzinie nauk medycznych.

Na wystawie

Książka Gosi Kulik i Tomka Żarneckiego to zbiór informacji — bardzo ciekawie podanych — na temat kilkunastu najgroźniejszych chorób w dziejach ludzkości. Znajdziecie tutaj wiadomości nie tylko o wirusach i bakteriach, które pustoszyły świat dawnej, ale także o chorobach groźnych do dzisiaj. Obok cholery, dżumy i polio autorzy przedstawili grypę, malarię i AIDS.

Gosia Kulik, Tomek Zarnecki, Chore historie

W każdym rozdziale znajdziecie informacje, jak wygląda dany mikrob, kto go odnalazł, co wywołuje, jak z nim walczono, ile ofiar pochłonął, dlaczego jest groźny. Są tutaj krótkie notki o lekarzach, którzy często z ogromnym poświęceniem walczyli z chorobą, o słynnych ofiarach bakcyla (np. Fryderyk Szopen w części dotyczącej gruźlicy), trudnej drodze do wynalezienia lekarstwa (którym często była szczepionka), a nawet o dziełach sztuki („Dżuma” czy „Czarodziejska góra”). Można powiedzieć, że wiedzę podano w pigułce, a nawet kilku pigułkach.

Gosia Kulik, Tomek Zarnecki, Chore historie

Zdecydowanie nie jest to lektura dla antyszczepionkowców, bo po przeczytaniu tej książki człowiek ma ochotę wstrzyknąć sobie wszystkie możliwe szczepionki. I to najlepiej jak najszybciej i na raz.

Niektóre informacje były dla mnie ogromnym zaskoczeniem. Wiedzieliście, że ubocznym efektem polowania na Osamę bin Ladena było zaprzepaszczenie akcji szczepień przeciwko polio w Afganistanie i Pakistanie? A podobno Światowa Organizacja Zdrowia była już całkiem bliska osiągnięcia celu, jakim jest całkowite wyeliminowanie tego wirusa, który występuje jedynie w kilku krajach.

Gosia Kulik, Tomek Zarnecki, Chore historie

Na początku Piotrek czytał książkę wybiórczo. Uznał, że o cholerze i grypie wie już sporo, więc zaczął od eboli i kiły, zasypując wszystkich wokoło informacjami i pytaniami. Nijak nie mógł zrozumieć, jaki kiła ma związek z Wenerą (no cóż, jako niepoprawny fan mitów wie, że to rzymskie imię Afrodyty). Wytłumaczenie tego, przyznaję, nie było proste.

Każdy rozdział to kilkanaście połączonych tematem krótkich notek. Niektóre ułożone są klasycznie, jedna po drugiej od góry do dołu. Inne pojawiają się nagle gdzieś z boku czy do góry nogami. Łączy je temat, ale nie wszystkie stanowią całość przyczynową-skutkową, więc można po nich skakać. Znajdziecie tutaj także komiksowe dymki i monologi. Autorzy sięgnęli do różnych kultur. Choroby nie odróżniają ludzi, ale czasami wolą jednych od drugich. Z książki dowiecie się, jak malaria wpłynęła na mitologię chińska, jak nazywa się indyjska bogini ospy i dlaczego uważa się, że Polacy są odporni na trąd. Dzięki takim ciekawostkom wiedza łatwo wchodzi do głowy.  W tle każdego rozdziału autorzy umieścili wizerunki groźnych bakterii i wirusów. Nie można ich niestety dostrzec gołym okiem, ale przynajmniej części da się pozbyć, myjąc ręce. I wiecie co, naprawdę nie doceniamy tego, że z kranu leci nam czysta woda.

Co w niej zostaje? Na pewno przekonanie, że trzeba walczyć z chorobami, myć ręce i się szczepić. Wiedza, że woda (i ubikacja) jest skarbem, z którego nie każdy na świecie ma możliwość korzystać. Świadomość, że szczepionki są wielkim osiągnięciem ludzkości. Szkoda, że nie mogę polecić tej książki niektórym dorosłym.

Ilustracje pochodzą ze strony Wydawnictwa Kocur Bury.

 

Gosia Kulik, Tomek Żarnecki, Chore historie, Kocur Bury 2017

Bałaganiaki i sprzątanie

Stan naszego domu oceniam tak pomiędzy Artystycznym nieładem (ha, ha), a Rozgardiaszem w skali Bałaganiaków. Ale może to już początki Chaosu? Przynajmniej w pokoju chłopców… Nie, jeszcze nie, przecież książki nie leżą jeszcze w jednej wielkiej stercie na środku pokoju. Bałaganiaki rozróżniają aż siedem stanów bałaganu: od Prawie porządku po Pomieszanie z poplątaniem, kiedy:

Nikt nie może niczego znaleźć, wszędzie piętrzą się sterty pozostawionych rzeczy. Po domu można poruszać się tylko wyznaczonymi wąskimi ścieżkami. Zejście ze szlaku grozi poślizgnięciem na skórce banana, nadepnięciem na stary ogryzek lub pozostawioną pineskę. W niektórych przypadkach można nawet wejść w kałużę lub wpaść w pajęczą sieć.  

Bałaganiaki

Rodzina Bałaganiaków to bohaterowie książki Agnieszki Zimnowodzkiej z serii „Humorki” (Kocur Bury). Zabawna książeczka bardzo spodobała się Piotrkowi, który rozpoczął rozważania nad stanem czystości naszego domu (hmm, hmm). Wizja pomieszania z poplątaniem wyraźnie go urzekła, nawet spytał, co bym zrobiła, gdyby wyrzucił wszystkie książki z półek na środek pokoju (nie chcecie znać odpowiedzi, uwierzcie). Ogromnie spodobała mu się także mapa na początku książki i długo zastanawialiśmy się nad nazwami ulic — jego matka chętnie przeniosłaby się na ulicę Krótkiej Drzemki.

Bałaganiaki

„Bałaganiaki” to lekko moralizatorska podróż rodziny Bałaganiaków od chaosu do porządku. Rodzina składa się z mamy, taty, czterech małych Bałaganisiów i psa Bajzla. Ogromnie mi się podoba to imię, a Piotruś zaśmiewał się w głos z pomyłki pani Porządnisiowej. Historia Bałaganiaków jest napisana sprawnie i z humorem, szczególnie w części rozbałaganionej. Nie od dziś wiadomo, że bałaganić jest łatwiej niż sprzątać. 

Bałaganiaki

Część „porządna” przekonuje nas trochę mniej — miałam wrażenie, że autorka nie bardzo wie, jak skończyć książkę, żeby jednak nie zostawiać Bałaganiaków z ich bałaganem. Piotruś, który doskonale wie, ile trwa sprzątanie, zastanawiał się… No tak, nie mogę powiedzieć, bo zdradzę zagadkę. Uznamy, że mój syn uznał zaproponowane rozwiązanie zagadki za niemożliwe, a przemianę rodziny za mało prawdopodobną. Choć historyjka w jakiś sposób zachęciła nas do sprzątania (ale do bałaganienia też).

Na zakończenie fragment, który — przyznaję — najbardziej w tej książeczce drażni:

Wyświadczył Bałaganiakom prawdziwie niedźwiedzią przysługę! Nie dość, że wydali majątek na odkrycie prawdy, to jeszcze okazało się, że ta prawda w oczy kole.

A teraz wyjaśnienie: przysługa to coś, co robimy z uprzejmości, przez grzeczność, więc nie bierzemy za to pieniędzy. Bałaganiaki zapłacili komuś za pracę, więc po prostu ponieśli konsekwencje swoich czynów. A czy musieli się zgodzić z tym, co odkryli? Wcale nie! Czy oznaczało to, że utrudniali wszystkie zmiany? Też nie! Mam dziwne przeczucie, że gdzieś zgubiło się prawdziwe znaczenie tego frazeologizmu. Chyba w tych dwóch zdaniach Agnieszka Zimnowodzka chciała umieścić strasznie dużo treści, a wyszło, jak wyszło. Nie zmienia to faktu, że chętnie zajrzymy do Humorków, by poznać innych mieszkańców tego miasteczka. 

Ilustracje pochodzą ze strony Wydawnictwa Kocur Bury.

Agnieszka Zimnowodzka, Bałaganiaki, il. M. Kwapińska, Kocur Bury 2017