Wilki w ścianach

„Wilki w ścianach”, książka napisana przez Neila Gaimana z ilustracjami Dave’a McKeana, nie wydawała mi się najlepszym wyborem dla Piotrka. Syn miał jednak odmienne zdanie, bo przecież sam ją znalazł na bibliotecznej półce, sam przejrzał jeszcze w bibliotece — przydają się pufy rozstawione między bibliotecznymi półkami — i sam, acz z oporami, podał Pani Bibliotekarce. Jak mi potem powiedział, trochę się bał, że Pani Bibliotekarka z jakichś powodów mu jej nie wypożyczy i schowa pod ladę, skuszona mroczną okładką. Bo mamo, w tej książce są takie fajne wilki… Trudno się nie zgodzić. Piękne są. I straszne.

Neil Gaiman, Wilki w ścianach

„Wilki w ścianach” to trochę opowieść, trochę komiks. Ważny jest w niej nastrój: przerażający i nerwowy, podkreślany przez ilustracje Dave’a McKeana — to nie jest pogodna i standardowo „ładna” książka dla grzecznych dzieci. To książka o dziecięcych strachach i dziecięcej wyobraźni, która cieniom, szeptom, skrzypieniom i trzaskom nadaje dodatkowe sensy.

Neil Gaiman, Wilki w ścianach

Główna bohaterka Lucy odkrywa, że dom jest pełen dziwnych dzięków. Pochodzą one z wnętrza ścian. To tam coś tupie, brzęczy, trzeszczy i szura. Lucy wie, że to wilki, ale nikt w domu nie chce jej uwierzyć. Aż w końcu wilki wyszły ze ścian, a rodzina Lucy musiała uciekać do ogrodu…

Neil Gaiman, Wilki w ścianach

Neil Gaiman, Wilki w ścianach

Opowieść jest absurdalna i niesamowita. Trochę straszna, czasami śmieszna, zaskakująca. Obraz, pełen cieni, załamań i zagięć, wciąga w głąb tekstu i kusi, by iść dalej, mimo iż robi się trochę strasznie. Piotrek przeczytał tę książkę samodzielnie co najmniej kilka razy, a obejrzał jeszcze więcej. Uznał też, że to lektura dla odważnych — ci mniej odważni powinni mieć blisko mamę, bo przecież te wilki mogą przestraszyć.

Neil Gaiman, Wilki w ścianach

Neil Gaiman, Wilki w ścianach

Wypędzona z domu rodzina Lucy radzi sobie nieźle, ale jak długo można mieszkać w ogrodzie? W końcu postanawiają odbić swój dom. I wtedy okazuje się, że wilki także się czegoś boją. A najbardziej tego, co czai się w ścianach.

Neil Gaiman, Wilki w ścianach

W domu wszystko wróciło do normy. Lucy jednak nie przestała być czujna i znowu coś usłyszała… Zapętlenie historii bardzo się Piotrowi spodobało. Odczytał je jak zaproszenie do zabawy w wyobraźnię, w zgadywanki, w potwory, która jemu pomaga oswoić własne lęki przed ciemnością i dziwnymi nocnymi trzaskami. Każdy strach się czegoś boi.

„Wilki w ścianach” były wydane już dość dawno, więc szukajcie ich raczej w bibliotekach. To szczególnie jeśli lubicie odrobinę się bać, jak to u Gaimana, i lubicie wilki. Ilustracje Dave’a McKeana są świetne. Nie są klasycznie ładne, ilustrator bawi się kolorami i odcieniami, miesza techniki — nie widać tego na moich zdjęciach, ilustracje nie są żółte, brązy, zielenie, beże, cała gama różnych odcieni szarości, wszystko podporządkowane jest atmosferze opowieści. Bardzo interesująca lektura.

 

Neil Gaiman, Wilki w ścianach, tł. Paulina Braiter, il. Dave McKean, Mag 2004

Reklamy

Uśmiech dla żabki

Dzisiaj na tapecie książka o mocy intuicji i uśmiechu. Wydało ją Wydawnictwo Ezop, a stworzyli Przemysław Wechterowicz (tekst) i Emila Dziubak (ilustracje). Piotr przeczytał ją już kilka razy, bardzo uważnie oglądając wszystkie obrazki, i najchętniej nie oddawałby jej do biblioteki.

Przemysław Wechterowicz, Uśmiech dla żabki

Historia jest prosta — mała żabka ma gorszy dzień.  Siedzi na liściu i się smuci. Piotruś wyedukowany w zakresie depresji po lekturze „Cholery i innych chorób” (ta książka ciągle jest u nas na szczycie ulubionych) nawet przestraszył się, że żabka ma początki depresji, bo przecież wtedy jest smutno.

Przemysław Wechterowicz, Uśmiech dla żabki

Mama żabki, która w sklepie doradzała klientom, od razu poczuła, że coś dzieje się z jej córką. Nie może pobiec do dziecka, ale może poprosić o pomoc w przekazaniu córce najpiękniejszego matczynego uśmiechu. W sklepie akurat jest pan Bóbr. Oczywiście zgadza się pomóc, bo przecież i tak idzie w stronę jeziora… Tak zaczyna się — szukam słowa — sztafeta czy łańcuszek uśmiechu. Kolejne zwierzęta: Bóbr, Wydra, Dzięcioł, Mały Lis, Pies, Starsza Niedźwiedzica, Kaczka starają się jak najdalej donieść uśmiech mamy.

Przemysław Wechterowicz, Uśmiech dla żabki

Udało się — bo przecież nie mogło być inaczej. Uśmiech mamy pomógł żabce, bo taki uśmiech pomaga zawsze, nawet jeśli do jego przeniesienia potrzeba kilku posłańców. Wypróbowywaliśmy potem z Piotrusiem różne uśmiechy i sprawdzaliśmy, który najlepiej pomaga na smutek. Było przy tym dużo śmiechu, więc trudno nam stwierdzić, który z uśmiechów działa najlepiej.

Historia napisana przez Przemysława Wechterowicza jest prosta, trzylatek bez problemu ją zrozumie i będzie miał dużo radości ze śledzenia wydarzeń, które przeszkadzały zwierzętom donieść uśmiech do małej żabki. Piotrkowi musiałam tłumaczy, co to są korzonki, bo nie mógł zrozumieć, na co uskarża się Starsza Niedźwiedzica. Po zakończeniu pierwszej lektury natychmiast zaczął czytać książkę od początku, i to sam, a to naprawdę niezła rekomendacja. Emilii Dziubak jako ilustratorki nie trzeba nikomu polecać. Jej rośliny i zwierzęta są piękne, namalowane z czułością, przetworzone, a jednocześnie bardzo prawdziwe. Podobają mi się roślinne ornamenty stanowiące oprawę prawie każdej strony. Nad ilustracjami można spędzić naprawdę dużo czasu.

Wiecie, co było najfajniejsze? Po lekturze Piotrek chodził i się do wszystkich uśmiechał.

 

Przemysław Wechterowicz, Uśmiech dla żabki, il. Emilia Dziubak, Ezop 2016 (wyd. II)

 

 

Lubicie duchy?

Piotruś bardzo lubi straszydła. Lubi duchy, strachy, yeti, wilkołaki, wampirki i zombiaki — książka z potworami od razu przyciąga jego zainteresowanie. Nie może być straszna (szukamy raczej przyjaznych straszydeł), ale bohaterski duch od razu wzbudza jego sympatię. Na przykład taki, jak Kostek.

Claire Barker, Kostek, pies nie z tego świata

Książka przywędrowała do nas z biblioteki. Teraz mam problem, bo dziecko odmawia oddania bibliotecznego egzemplarza, dopóki nie będzie miało własnej. „Mamo, muszę ją mieć, a najlepiej od razu kup wszystkie trzy części”. Tak zaczyna się książkoholizm.

Początki naszej znajomości z Kostkiem wcale jednak nie wyglądały tak różowo. Kostek, a właściwie Żywokost, to piesek Dusi, córki lordów Pepperów, właścicieli Pechowej Woli. Poznajemy go w chwili śmierci, gdy z żywego psa zamienia się w ducha. Kostek staje się duchem-pupilem — to najbardziej bohaterski, odważny i przywiązany do ludzi typ ducha. Pupil zrobi wszystko, by ochronić swojego pana i jego dom. Ta część lektury była dla nas najtrudniejsza. Piotruś z trudnością przełknął scenę śmierci psa i opisy rozpaczy Dusi. Dużo rozmawialiśmy, ale w naszym przypadku ten fragment zdecydowanie nie nadawał się do czytania przed snem. Nie jest drastyczny ani przerażający, po prostu Piotr potrzebował czasu i rozmowy, by uporać się z tematyką odchodzenia, starości i żalu po stracie wiernego zwierzęcego przyjaciela.

Claire Barker, Kostek, pies nie z tego świata

Po śmierci Kostek odkrył, że nie jest jedynym duchem w Pechowej Woli. Spotyka innych pupili — domostwo należy do Pepperów do wielu stuleci — gąsiora Gabriela, zająca Walentego, zwariowaną małpkę Orlando i chomika Marcina. Wszyscy są duchami, niektórzy już od wielu stuleci. Jest jeszcze pajęczyca pani Jones — czarny charakter wśród duchów. Pupile stworzyły S.O.S — Stowarzyszenie Opiekunów Spirytualnych (hi, hi, bardzo podoba mi się koncept tłumaczy), ale tak naprawdę niewiele muszą robić. Co prawda Pepperowie są ekscentryczni i bardzo biedni, ale swoim spirytualnym opiekunom nie sprawiają kłopotu. Czasami trzeba naprawić deskę do prasowania, innym razem wyłowić pilota do telewizora z pojemnika na chleb czy znaleźć klucze, które roztargniony lord Pepper położył w dziwnym miejscu. Duchy trochę się nudzą, choć niestrudzony Gabriel bardzo stara się zapewnić im rozrywkę (nie ma to jak dyskusja na temat wiekopomnego dzieła pt. Wielka księga nawozu). Wszystko jednak się zmienia, gdy na scenie pojawia się Nora Pacyna i Kryspin Ozgrozzo. Duchy będą miały pełne ręce, skrzydła i łapy roboty.

Claire Barker, Kostek, pies nie z tego świata

Książka Claire Barker rozkręca się powolutku. Początki wcale nie zapowiadają dramatycznego finału, gdy nagle wszystko zaczyna się dziać naraz. Sporo tutaj humoru: Pepperowie są naprawdę ekscentryczni, duchy zabawne, a walka z natrętami wywoływała u Piotrusia wybuchy śmiechu.

Claire Barker, Kostek, pies nie z tego świata

Fragmenty śmieszne przeplatają się z dramatycznymi i takimi, przy których młody czytelnik zamiera i — już teraz natychmiast — chce wiedzieć, co będzie dalej. To zgrabnie napisana opowieść o odwadze, odpowiedzialności, przyjaźni i wierności, która jest silniejsza niż śmierć. Mój syn nie może się doczekać, kiedy zaczniemy kolejną część. I cały czas się zastanawia, co autorka mogła wymyślić, skoro już pokonano wszystkich wrogów. Koniecznie musimy się tego dowiedzieć.

 

Claire Barker, Kostek, pies nie z tego świata, il. Ross Collins, tł. Małgorzata Hesko-Kołodzińska i Piotr Budkiewicz, Media Rodzina 2016

Welcome to Malta! Where are you from?

Znajomość języków obcych w dzisiejszych czasach to po prostu konieczność. Wszyscy to wiedzą, gorzej z realizacją. Wkuwanie słówek i form czasowników jest nudne, co tu ukrywać. Co gorsza, gdy nadchodzi czas rozmowy, te wyuczone słówka czasami nijak nie chcą się połączyć w sensowne zdania. I jak tu przekonać dziecko, że warto się uczyć? I że wcale nie musi to być nudne?

Jeśli chcecie trochę urozmaicić wkuwanie słówek i oswoić dziecko z realnymi sytuacjami, sięgnijcie po „Angielski. Move (mów) śmiało” (Wydawnictwo Edgard). Dorota Kondrat stworzyła nietypowy podręcznik do konwersacji, w którym czytelnik staje się jednym z bohaterów. Wyobraźcie więc sobie, że wygraliście wycieczkę i kurs językowy. Jedziecie? Pewnie że tak! A więc witajcie na Malcie! Welcome to Malta!

Dorota Kondrat, Move śmiało

Na obóz językowy zjechali się ludzie z różnych krajów Europy. Spotkamy tutaj Adama ze Słowacji, Ingę z Łotwy, Johanna z Austrii, siostry z Chorwacji, bliźniaków z Hiszpanii. To nie jest jeszcze cała ekipa. Całą tą trochę rozbawioną, a trochę przestraszoną grupą będą zajmować się sympatyczni opiekunowie — Wendy i Ben. No to na początku: Let me introduce myself 🙂

Dorota Kondrat, Move śmiało

Nie ukrywajmy — to jest podręcznik do nauki i do konwersacji. Niestety, nie przeniesiemy się na Maltę. Wiedza podana jest jednak naprawdę bardzo przystępnie i jakoś łatwo wchodzi do głowy. Możemy się przecież pobawić z dzieckiem i ćwiczyć razem z nim. W każdym rozdziale znajdziemy dialogi, trochę gramatyki, przydatne zwroty, kilka ćwiczeń, które pozwolą utrwalić wiedzę. Autorka bardzo sensownie przemyślała całą książkę. Na początku rozdziału jest rozgrzewka — mózg też musi się rozbudzić.

Dorota Kondrat, Move śmiało

Czytelnik zdobywa odznaki, zdaje testy (progress tests) — jeśli zbierze odpowiednio dużo punktów może otworzyć kolejne komnaty w megalitycznej świątyni. Brzmi nieźle, nieprawdaż? Naprawdę widać staranie, by sprzedać wiedzę w formie, która nie odrzuca, nie nudzi, a bawi i zachęca do nauki. W czasie pobytu na Malcie przebywamy w hotelu, jeździmy na wycieczki, uprawiamy sport, zwiedzamy bazar, czyli cały czas ćwiczymy angielski, wykorzystujemy go w praktyce, tak jak na wczasach czy na wycieczce. Na dodatek dialogów możemy posłuchać — w książce znajdziemy łącza do strony z nagraniami. W trakcie nauki/zabawy pogadamy o pogodzie, dowiemy się, jak dojechać na lotnisko i kupić coś w sklepie — samo życie. Bawiłam się z Tymkiem przy tej książce naprawdę dobrze. Niestety, time to say goodbye 🙂

A może nie? Jeśli „Move śmiało” jest dla waszych dzieci za proste, bo już dawno wiedzą, jak kupić rybę na targu, bilet na samolot i lody na patyku, to zajrzyjcie do „What’s up?”, quizu karcianego, też wydanego zresztą przez Edgarda. No moi drodzy… To już nie przelewki. Ponad 600 wcale nieoczywistych zwrotów konwersacyjnych i sporo śmiechu.

Ten quiz przeznaczony jest zdecydowanie dla starszych. A raczej dla osób, które lepiej znają angielski. Początkujący szybko się mogą zniechęcić, ale znudzeni szkolnym angielskim (to wszytko jest za proste i wszystko umiem — znacie może taką śpiewkę?) na pewno odkryją w quizie słowa i zwroty, których nie znają.

Na razie bawimy się z Tymkiem w wycieczkę na Maltę, do quizu musi jeszcze trochę dorosnąć (a raczej douczyć się). Coś mi się zdaje, że do materiałów wydawanych przez Edgarda będziemy sięgać jeszcze nie raz. Jeśli planujecie wakacyjny wyjazd za granicą i obawiacie się, czy dzieci dogadają się w hotelu, to koniecznie sięgnijcie po „Move śmiało”. Do wakacji zdążycie się wszystkiego nauczyć.

 

Dorota Kondrat, Move śmiało, Edgard 2017

Benon Maliszewski, Rafał Szypulski, What’s up? Kieszonkowiec angielski, Edgard 2017