Historia wierszem pisana

To może zacznijmy tak:

Tam, gdzie dzisiaj są pola, 

wioski ludne i miasta,

przed wiekami dawnymi

bór ogromny wyrastał.

Stare dęby szumiały

dziki zwierz mieszkał w lasach.

Posłuchajcie powieści 

O pradawnych tych czasach.

To początek opowieści o Lechu, Czechu i Rusie pióra Czesława Janczarskiego. Czytałam z Piotrusiem wiersze o początkach państwa, o najdawniejszej historii i była to bardzo ciekawa przygoda. Nie macie wrażenia, że kilkadziesiąt lat temu pisano więcej książek wierszem?

Janczarski, Lech, Czech i Rus

Tę i dwie inne książki Wydawnictwa Łódzkiego znalazłam na półce Dziadków i Piotruś od razu się w nich zakochał. Chyba będziemy musieli je od Dziadków na trochę pożyczyć, bo mój synek codziennie chce słuchać o początkach polskiego państwa. Wszystkie trzy zostały zilustrowane przez Jana Zielińskiego. Styl jego ilustracji, wyrazisty i mocny, bardzo dobrze podkreśla opowiadaną historię. Sprawił także, że wszystkie trzy książki wydają się pochodzić z jednej serii, choć – przynajmniej według katalogu Bibliotieki Narodowej – stanowiły odrębne pozycje.

Historii Lecha, Czecha i Rusa opowiadać nie muszę, bo wszyscy ją znają. Może więc zamiast niej kilka ilustracji Jana Zielińskiego.

Janczarski, Lech, Czech i Rus

Janczarski, Lech, Czech i Rus

Janczarski, Lech, Czech i Rus

Janczarski, Lech, Czech i Rus

To najkrótsza z trzech bajek – pisana regularnym siedmiozgłoskowcem. Ma w sobie rytm, który łatwo wyczuć przy głośnym czytaniu, wpada w ucho i sprawia, że ma się ochotę na więcej.

Od Lecha, Czecha i Rusa przeszliśmy do „Starej Kuźni” Igora Sikiryckiego. Wydaje się, że mało kto o nim pamięta, a szkoda, bo jego wiersze bardzo przemawiają do wyobraźni i skrzą się humorem („Orzeszek” wywołał napad głupawki u Piotrusia i jego braci).

Sikirycki, Stara kuźnia

We wsi Stare Karczmiska, 

Niedaleko od Puław, 

Stoi kuźnia, a w kuźni

Mieszka kowal Mikuła.

Ponad dachem dwa dęby

Rozpostarły konary.

Dęby jeszcze zielone,

Chociaż każdy z nich stary.

Kiedy słońce ich korę

Złoci blaskiem porannym,

Drzewa szumią na wietrze

Jak ogromne fontanny.

I wydaje się wtedy, 

Że szumiące listowie

O historii tej ziemi 

Rozpoczyna opowieść.

Historia jednej kuźni to pretekst do opowieści o czasach najdawniejszych, gdy ludzie nie znali jeszcze żelaza. Pierwsze mieczy i noże wykonane z tego kruszcu przybywały wraz z kupcami z dalekich stron i kosztowały majątek. Z czasem jednak pojawił się także nowy rzemieślnik, kuźnik, który potrafił i wytapiać rudę, i wykuwać z niej tak potrzebne narzędzia.

Sikirycki, Stara Kuźnia

W „Starej Kuźni” Igor Sikirycki opowiedział historię człowieka, który po latach wraca w rodzinne strony i musi zapracować na nowe imię. Stracił stare miano, uciekając potajemnie z kupcami przed wielu, wielu laty. Długo dyskutowaliśmy z Piotrusiem o znaczeniu imion i nazwisk. Ciekawa była ta rozmowa, bo szukaliśmy rodowodów naszych imion, a nie było to proste, a potem wymyślaliśmy historie, jak nasi przodkowie zdobyli właśnie takie, a nie inne nazwisko.

Na koniec zostawiłam sobie opowieść najsmaczniejszą, legendę o królu Popielu Anny Świrszczyńskiej.

Świrszczyńska, Jak myszy Popiela zjadły

Hen, przed wiekami, przed dawnymi,

szumiały puszcze w polskiej ziemi.

W tych puszczach wielkich, pięknych, dzikich

żyły niedźwiedzie, łosie, żbiki.

Wśród lasów białe świecą wioski,

gdzie kmiecie orzą łan ojcowski.

Stoi tam sławny gród Kruszwica,

jezioro Gopło wzrok zachwyca.

W Kruszwicy włada przez lat wiele

książę, co zowią go Popielem.

Ma Popiel bogactw w bród,

pije co dzień złoty miód,

ma zbrojnych sług orszaki,

myśliwskie psy i rumaki,

bursztynu pełne komory,

skór drogich i srebra wory.

Skrzy się ten wiersz i mieni, zmienia się metrum wraz ze zmianą bohatera, widać kunszt Anny Świrszczyńskiej. Po lekturze mam wrażenie, że cały utwór rozpisano na trzy głosy: inaczej brzmią opisy, w innym rytmie opowiada się o Popielu, jeszcze trochę inaczej o biednych mieszkańcach okolicznych wiosek. A Piotrusiowi wierszowana legenda spodobała się ogromnie. Musiałam mu wyjaśnić znaczenie kilku wyrazów (komora, gęśle, warzyć), ale słuchał z przejęciem. Długo także zastanawiał się, czy to możliwe, aby myszy kogoś zagryzły.

Świrszczyńska, Jak myszy Popiela zjadły

Warto było grzebać na półce u Dziadków. Szkoda, że Czesław Janczarski został sprowadzony tylko do bycia autorem Misia Uszatka i Wojtka strażaka. Szkoda, że gdzieś przepadły wiersze Sikiryckiego. I na pewno będę szukać innych legend w wersji Anny Świrszczyńskiej, bo napisała ich przynajmniej kilka. Ciągle mi się zdaje, że czytam z chłopcami za mało wierszy, że poezja została gdzieś zepchnięta na drugi plan przez akcję i atrakcję. Te bajki pokazują, że wiersz może wciągać i kusić, migotać i mienić się, a pięcioletnie dziecko nie jest za małe, by za nim podążyć.

Czesław Janczarski, „O Lechu, Czechu i Rusie”, Wydawnictwo Łódzkie, 1983

Igor Sikirycki, „Stara kuźnia”, Wydawnictwo Łódzkie, 1982

Anna Świrszczyńska, „Jak myszy Popiela zjadły”, Wydawnictwo Łódzkie, 1983

 

Reklamy