Lasse, Maja i Perry

Lupa, komputer, lornetka, pędzelek, pistolet, notes, telefon, noktowizor, radar, aparat fotograficzny, kamera….. I wiele innych rzeczy. Według mojego syna to wszystko są rekwizyty detektywa. Aaa, zapomniałabym o najważniejszym – potrzebna jest czapka kominiarka i jeszcze chustka na twarz. Przecież detektywa nikt nie powinien zauważyć – musi być zamaskowany od stóp do głów 🙂 Być może po ostatniej lekturze mój synek zażąda prochowca.

Fascynacja kryminałem zaczęła się od Lassego i Mai, dwojga detektywów z powieści wydawanych przez Zakamarki. Razem z nimi rozwiązaliśmy już tajemnicę gazety, szkoły, mumii, złota i pociągu.

     

Lasse i Maja to dwoje dzieci mieszkających w Valleby. Oboje potrafią patrzeć i wyciągać wnioski, więc chętnie pomagają Komisarzowi, który – nie ma co kryć – za bardzo sobie nie radzi. A w miasteczku ciągle się coś dzieje: ktoś kradnie złoto z banku, znikają psy, a porywacz żąda okupu, a w muzeum egipska mumia kradnie obrazy. Biuro Detektywistyczne Lassego i Mai ma pełne ręce roboty.
Tymek ma dużo radości z zabawy w detektywa. Przybiega do mnie i prosi o zadanie – i mama musi wymyślać sprawy do rozwiązania. Czasami podkładamy mu w domu rzeczy do odnalezienia – aby je odnaleźć, musi najpierw odszukać mapę i inne wskazówki. Czasami są to poukrywane w różnych miejscach karteczki ze strzałkami, czasami jakieś przedmioty leżące w nieoczekiwanych miejscach. Bawimy się także tylko w wyobraźni – wymyślamy napady na bank i na sklep, rozmawiamy, szukamy śladów – bardzo lubię słuchać historii wymyślonych przez moje dziecko – rośnie z niego fajny chłopak o bogatej wyobraźni. Ostatnio wymyślaliśmy, o czym mogą śnić przykryte śniegiem zabawki na placu zabaw i skojarzenia mojego syna wprawiły mnie w osłupienie, tak były nieoczywiste dla dorosłego.
Wydawnictwo Zakamarki poleca serię o Lassem i Mai dla dzieci samodzielnie czytających – dla ośmioletniego syna moich przyjaciół książka była jednak za prosta i po prostu się nią znudził. Tekst jest jednak wydrukowany dużą czcionką, co na pewno ułatwia samodzielne czytanie. Nie ma go także jakoś specjalnie dużo – zdarzało nam się przeczytać książkę za jednym zamachem, choć początkujący czytacz raczej tego nie dokona. Dla prawie pięciolatka książka jest idealna – niezbyt skomplikowana intryga, wyraziste postacie, sporo ilustracji. Ilustracje są zresztą kontrowersyjne – moim zdaniem są po prostu dość brzydkie. Tymkowi nie przeszkadzają – stara się nawet czasami sam coś rysować – może właśnie o to chodziło. Ilustracje w książkach nie onieśmielają dziecka, jest ono w stanie narysować podobne, schematyczne postacie. A umieszczenie na początku mapy Valleby to doskonały pomysł. Tymek uwielbia ją oglądać i wytycza trasę Mai i Lassego.

   

Niedawno wyobraźnią Tymka zawładnął inny detektyw: Perry Panther, bohater cyklu wydanego przez Naszą Księgarnię. Perry to kocur, który został prywatnym detektywem, gdy policja wiele razy odrzuciła jego podania o pracę:

Tak, tak, będę najsłynniejszym kocim detektywem wszech czasów. Takim Sherlockiem Holmesem przedmieścia.
Mój wzrok błądzi w ciemności. Tam, w ogródkach i na podwórkach, aż się przecież roi od niewykrytych przestępstw i nierozwiązanych spraw. Wszędzie czają się kanałowe szczury-kryminaliści i impertynenckie psy bojowe, podstępni dozorcy domów i perfidne pinczerki, podli złodzieje rowerów i nielegalni handlarze świnek morskich. I ja te ich nadużycia ukrócę. Za jedyne parę puszek kociego jedzenia pomogę moim zrozpaczonym klientom i zaprowadzę porządek.

No i Perry rozpoczyna działalność: w garażu swojego pana. Ubrany w prochowiec rozwiązuje swoją pierwszą sprawę: odnajduje uprowadzoną kotę Tilly.
Tymkowi pierwszy tom „Detektyw Perry Panther i mysia mafia” (Markus Grolik, Nasza Księgarnia 2007)

    

podobał się bardzo, więc na pewno będzie chciał poznać następne przygody sympatycznego kocura. A sama powieść ma trochę cech czarnego kryminału, oczywiście dostosowanego do dzieci (niedoceniony bohater wyznający szlachetne zasady, niesprzyjające okoliczności prowadzenia śledztwa: deszcz leje, brak pomocy). Chandler to to nie jest, ale świetna lektura dla małoletniego miłośnika detektywów i intryg.