Czytamy komiks! — Trupie gadki

To będzie chyba jedna z najszybszych recenzji na blogu. Książka przywędrowała do nas przed kilkoma dniami. Piotrek znalazł ją pod choinką i przeczytał właściwie od razu. Zaczął tuż po Wigilii i ciężko go było zapędzić do spania. Skończył czytać pierwszego dnia świąt i natychmiast zaczął czytać jeszcze raz, a potem kolejny. Teraz książka leży na stoliku, a on podczytuje co ciekawsze historie, zadając przy okazji mnóstwo pytań o słynnych ludzi, o których istnieniu czasami nigdy wcześniej nie słyszałam. Wstyd po prostu.

Adam Murphy, Trupie gadki

Hmm, właściwie można powiedzieć, że to wywiady z zombie, tylko takimi słynniejszymi. „Trupie gadki” mają konwencję talk show w wersji rysunkowej. Mamy gospodarza programu, w tej roli alter ego autora, czyli niejaki Adam Murphy. Historia ludzkości pełna jest ciekawych i intrygujących postaci, więc Adam postanowił zadać im pytanie, co sprawiało, że potrafili tyle zdziałać. Co z tego, że te osoby nie żyją? Przecież można je wszystkie odkopać! Zaczynamy!

Adam Murphy, Trupie gadki

Piotrek studiował mapę wykopalisk naprawdę dokładnie. Sprawdzał, kto kiedy żył, bawił się w wypatrywanie szczegółów. Jak sam mi powiedział, ta książka to nie tylko komiks, ale także łamigłówka, i to niesamowicie ciekawa. Zresztą określenia: fajne, ciekawe, interesujące, śmieszne, pojawiały się co chwila, gdy poprosiłam synka, by mi opowiedział, o czym TA KSIĄŻKA jest i dlaczego warto ją przeczytać. W skrócie mówiąc: o historii, tylko napisana tak, że czytelnik ciągle się uśmiecha, wcale się nie nudzi i ma ochotę dowiedzieć się więcej. Lista gości programu Adama Murphy’ego może onieśmielać, ale okazuje się, że to bardzo sympatyczne postacie, choć rozmowa z niektórymi może być dla prowadzącego groźna. Nie każdy wywiad kończy się happy endem.

Adam Murphy, Trupie gadki

Zasada  jest prosta: jedna postać, jedna strona komiksu. Dla niektórych postaci rysownik jest bardziej łaskawy i poświęca im dwie strony. Absolutnym wyjątkiem jest sześć żon Henryka VIII — tak się rozgadały, że zajęły aż cztery strony. Część postaci (w tym Maria Skłodowska-Curie, jedyna Polka w tym zestawieniu) zostały uhonorowane całostronicową ilustracją zawierającą ciekawostkę z ich życia. Jedna czy dwie strony to niewiele, by przedstawić swoje życie, więc bohaterowie wywiadów muszą się streszczać. W krótkiej formie udało się jednak zawrzeć naprawdę sporo informacji — a Piotrek wcale nie narzekał na małe literki.
Adam Murphy, Trupie gadki

Wiem, że konwencja wywiadów z zombie nie każdego może przekonywać, ale warto do tego komiksu zajrzeć i docenić nie tylko zamysł autora, ale także pracę tłumacza. Paweł Brzosko pięknie ogrywa zwroty i skojarzenia związane ze śmiercią, zombie i truposzami — nabierają one nowego sensu, przykuwają uwagę i bawią. Moje dzieci długo komentowały podtytuł „Historia nie tylko dla sztywniaków” i doszukiwały się kolejnych znaczeń. To komiks, który rozbudza ciekawość. Nawet jeśli osiągnięcia części bohaterów tej książki uciekną z głowy Piotrka, to będzie pamiętał przynajmniej pewne nazwiska i najważniejsze związane z nimi wydarzenia. To i tak sporo. A przy okazji utwierdzi się w przekonaniu, że historia jest niesamowicie ciekawa i świetnie można się przy niej bawić, choćby wyszukując zombiaki na plaży.

Adam Murphy, Trupie gadki

Dla zainteresowanych: Planeta komiksów ma w planach kolejne sezony.

Adam Murphy, Trupie gadki. Sezon 1, tł. Paweł Brzosko, Planeta Komiksów 2016

Reklamy

Skamieliny i pióra, czyli naukomiks w akcji

Wiecie, co to jest naukomisk? Ja też nie wiedziałam. Naukomiks, czyli komiks poświęcony nauce, zgarnęliśmy z bibliotecznej półki, a Piotrka zafascynował tak bardzo, że niechętnie go oddawał. Wypożyczył go zresztą ponownie przy pierwszej nadarzającej się okazji. Ogląda i podczytuje tę książkę z narastającą fascynacją, którą zresztą doskonale rozumiem. To świetna pozycja — nie tylko o dinozaurach, ale chyba przede wszystkim o rozwoju nauki. Nie będziecie mogli się od „Dinozaurów. Skamielin i piór’ oderwać (Nasza Księgarnia).

MK Reed, Joe Flood, Dinozaury. Skamieliny i pióra

Mało które dziecko nie ulega fascynacji dinozaurom. Wielkie i groźne stworzenia intrygują także dorosłych. MK Reed i Joe Flood w swojej książce pokazali narodziny i rozwój paleontologii. Skupili się nie tylko na informacjach o tym, jak wyglądały i żyły prehistoryczne gady, ale także na tym, jak my — ludzie dochodziliśmy do tych informacji. I dla mnie ta warstwa była chyba nawet ciekawsza.

MK Reed, Joe Flood, Dinozaury. Skamieliny i pióra

Gotowi na wyprawę w głęboką przeszłość? Zacznę tak, jak autorzy komiksu: przez 165 milionów lat dinozaury kroczyły po ziemi, a potem niespodziewanie zniknęły. Ludzie odkrywali ich kości od najdawniejszych czasów. Te znaleziska wpływały na wyobraźnię i prawdopodobnie przyczyniły się do powstania wielu legend i baśni. Gryfy, mitologiczne stwory, chińskie smoki — prawdopodobnie stworzyliśmy je na wzór wielkich kości, które odkrywaliśmy wokół siebie. Fascynacja zaczęła narastać na początku rewolucji przemysłowej, gdy zaczęliśmy głębiej kopać i odkrywać tajemnice schowane w ziemi. MK Reedowi i Joemu Floodowi udało się niesamowicie spójnie połączyć historię dinozaurów z opowieścią o nas samych i o tym, jak zmieniała się nasza świadomość. Może wróćmy do książki:

W roku 1800…

Ziemia miała 6006 lat.

Dinozaury są znane jako potwory.

Żyły kilka tysięcy lat temu.

Zginęły w czasie biblijnego potopu.

Żadne dinozaury nie żyją w tym czasie na Ziemi.

Jesteśmy tego wszystkiego pewni.

MK Reed, Joe Flood, Dinozaury. Skamieliny i pióra

Taką wiedzę mieliśmy raptem 200 lat temu. Z narastającym zainteresowaniem czytałam o kolejnych odkryciach, o sporach między naukowcami, o teoriach i kontrteoriach. Naukowcy walczyli ze sobą słowem, paszkwilem, plotką i pomówieniem. Niektórzy z nich zdobywali ogromną sławę i popularność. Inny umierali w biedzie i zapomnieniu, ale wielkie kości skryte w ziemi nie przestawały fascynować. Marsh i Cope prowadzili regularną wojnę — rzucali w siebie kamieniami, podkupywali swoje znaleziska, podrzucali sobie fałszywki, a nawet niszczyli stanowiska dynamitem, żeby drugi badacz nie był w stanie niczego znaleźć. Dinozaury rozpalały świat nauki do czerwoności.

MK Reed, Joe Flood, Dinozaury. Skamieliny i pióra

Autorzy komiksu zadbali także o to, by pokazać rolę kobiet. Piszą o badaczkach, poszukiwaczkach — kobietach, które często w ogromnym stopniu wspierały naukowców, dostarczały znaleziska i materiały. Poszukiwały świadectw przeszłości z ogromnym poświęceniem, ale ich nazwiska usuwano z oficjalnych publikacji lub traktowano je protekcjonalnie. Nie mogę tutaj nie wspomnieć o „Drzewie kłamstw„, które pokazuje pozycję kobiety w nauce z trochę innej strony. W naukomiksie kobiety odzyskują należne im miejsce, a były zaangażowane w badania nad dinozaurami właściwie od samego początku.

Wstawki takie, jak cytowana powyżej (Jest rok…) przewijają się przez cały komiks. Stanowią kamienie milowe, zaznaczają upływ czasu, pozwalają na chwilę zatrzymać się i pomyśleć, czego się dowiedzieliśmy. Pod koniec książki znajdujemy podsumowanie naszej wiedzy z 2000 roku. Minęło 200 lat.

W roku 2000…

Ziemia ma 4,5 miliarda lat.

Dinozaury są znane jako wymarli gadzi przodkowie ptaków.

Żyły 250-65 milionów lat temu.

W dzisiejszych czasach żyją potomkowie dinozaurów. 

Jesteśmy prawie pewni tego wszystkiego.

Czy wiemy już wszystko? Na pewno nie? Ciągle jest wiele do odkrycia. Dinozaury wciąż fascynują. Kluczowe zdaje się jedno słowo „prawie”. Nauczyliśmy się trochę pokory. Już wiemy, że kolejne znaleziska mogą niektóre nasze teorie przewrócić do góry nogami. Największa wartość „Dinozaurów. Skamielin i  piór” polega na tym, że pokazuje zmianę i dynamikę nauki. Nic nie jest dane tu i teraz. Ta książka nie powiela schematów i nazw, ale stara się pokazać, że nasza wiedza ciągle się zmienia. I że kolejne odkrycia ciągle czekają. Może właśnie na młodych czytelników naukomiksu?

Aha, nigdy już nie spojrzę tak samo na kury.

 

MK Reed, Joe Flood, Dinozaury. Skamieliny i pióra. Nasza Księgarnia 2018

 

 

Przez las

„Przez las” Emily Carroll (Wydawnictwo Entliczek) leży u nas na stole w kuchni. Czyli w miejscu, gdzie zwykle składowane są najpotrzebniejsze rzeczy synów — książki, które właśnie czytają i oglądają, rysunki, nad którymi pracują, łamigłówki, stosy papierów, kredki, nożyczki i kleje. Wszystko. Dobrze, że mamy duży stół. I na szczycie wszystkiego leży „Przez las” — bo nie można przestać jej oglądać, zachwycać się i zastanawiać. Czasami można jeszcze znaleźć tę książkę na kanapie lub na parapecie. Zwykle jednak widać ją w Piotrowej dłoni, choć wcale nie dla Młodszego była przeznaczona.

Emily Carroll, Przez las

Ta niesamowicie zilustrowana książka to właściwie komiks-horror. W środku znajdziecie kilka niedopowiedzianych i bardzo nastrojowych historii, pełnych szelestów, szmerów i lęków. Fabuła zahacza o nieocenzurowane wersje baśni braci Grimm, mnie kojarzy się także z opowieściami Neila Gaimana i powieścią gotycką. Wszystkie opowieści mają niejednoznaczne i otwarte zakończenia — to od czytelnika zależy, co wybierze i którą ścieżką podąży, jak dokończy opowieść. Książka przeznaczona jest raczej dla młodzieży i dorosłych.

Emily Carroll, Przez las

Jak to się stało, że trafiła w ręce Piotrusia? To proste — zrozumie mnie ktoś, kto ma w domu buntującego się nastolatka. Tymek zerknął i rzucił do kąta, a Piotruś dojrzał. Dojrzał i nie mógł nie zajrzeć. Jak już zajrzał, to wsiąkł i nie mógł przestać czytać. Wtedy to miał miejsce monolog, który przejdzie do historii naszej rodziny: Nie patrz na mnie teraz, bo zaraz mi zabierzesz tę książkę. Bo pewnie powiesz, że się boję i że to nie dla mnie. A to jest dla mnie, bo ja się wcale nie boję, choć te ilustracje tobie będą się wydawać straszne. A one wcale nie są straszne. To znaczy są trochę straszne, ale nie tak bardzo straszne. I ja się nie boję, no może troszeczkę. Ale to jest takie ciekawe i ja muszę to przeczytać, rozumiesz. A ty pewnie będziesz chciała mi zabrać, jak będziesz patrzyć. I powiesz, że to straszne. A to raczej takie smutne. No dobra, trochę straszne też, ale bardziej smutne. Nie patrz na mnie, nie będę się bał.

Emily Carroll, Przez las

Długo trwała ta przemowa, a ja nie miałam serca zabrać dziecku książki z ręki. Przeczytał ją od deski do deski, z rumieńcami na policzkach. A potem jeszcze raz. Później przeczytał ją babci (Babciu, przeczytam ci taki kryminał o zombie), i tacie. I sobie samemu. Do szkoły nie pozwoliłam zanieść. Najzabawniejsze jest to, że potem przeczytał ją Tymek, bo udzieliło mu się podniecenie brata. Przeczytał i docenił: niejednoznaczność zakończeń, narastające poczucie zagrożenia, nastrój (lęk pochodzi z nas, uznał mój syn, bo książka tylko sugeruje, a my dopowiadamy resztę — mądre mam czasami dziecko, nie?).

Emily Carroll, Przez las
Książka jest niesamowita. Wydano ją z pietyzmem — samo dotykanie okładki, która łączy kilka rodzajów faktur papieru, to radość dla zmysłów i ogromna przyjemność. Plansze Emily Carroll , dopieszczone, wspaniale łączące kolory, by spotęgować nastrój, można oglądać bez końca. Głębokie czernie przełamane bielą, intensywny błękit, czerwone plamy. Artystka doskonale wie, co chce osiągnąć i jak to zrobić.

Emily Carroll, Przez las

Emily Carroll, Przez las

Główną rolę w „Przez las” odgrywają ilustracje. To one najsilniej budują nastrój. Tekst jednak doskonale z nimi współgra, nie pełni jedynie roli służebnej. Nie jest wypełniaczem — dopowiada to, czego na planszach nie dało się pokazać. Po lekturze zostaje w nas jakiś niepokój, lęk, czasami niechęć do obejrzenia się za siebie lub sięgnięcia po coś w ciemność. Doskonała pożywka dla wyobraźni. Autorka znakomicie ogrywa ludzkie pierwotne lęki i strachy — przed ciemnością, lasem, tym, co inne i nieznane — a jednocześnie zaprasza na wędrówkę, której trudno się oprzeć.

Emily Carroll, Przez las

Warto się zastanowić, zanim podsuniecie tę książkę młodszy dzieciom, ale gorąco zachęcam, by do „Przez las” zajrzeć. Warto towarzyszyć dziecku i obserwować jego reakcje. Można ją podsunąć wielbicielom komiksów. To zresztą książka dla każdego, kto ceni dobrą ilustrację i dopracowany pomysł. Nie lubię się bać, ale dla tej książki jestem w stanie przezwyciężyć swoje lęki.

 

Te ładniejsze ilustracje pochodzą ze strony Wydawnictwa Entliczek.

 

Emily Carroll, Przez las, tł. Marta Bręgiel-Benedyk, Entliczek 2016

Jak to działa? Zwierzęta

Przyznaję, że czytamy chyba same starocia. Chyba… Bo tak naprawdę to wieczorami bawimy się z Piotrkiem wspólnie przy przygodach Lunga (mama czyta, Piotruś przeszkadza, zastanawiając się na głos, jak można złapać krasnala skalnego, czy dużo jest homunkulusów na świecie i czy koboldy naprawdę istnieją), w ciągu dnia Piotruś brnie przez „Doktora Dolittle” (lekturę trzeba przeczytać), a potem płynnie przeskakuje do „Jak to działa? Zwierzęta” Nikoli Kucharskiej (Nasza Księgarnia). Gdyby to była lektura, znałby już ją na pamięć.

Jak to działa. Zwierzęta

Piotruś uwielbia książkową Klarę, która uwielbia zadawać pytania. Pytania Klary wywołują salwy śmiechu — nie dlatego, że Klara zadaje głupie pytania, tylko dlatego, że tych pytań jest tak dużo, to prawdziwy słowotok.

Dziadku? A czemu kot widzi w ciemności lepiej ode mnie? Po co kot mruczy? Czy skorupa żółwia to część żółwia, czy tylko jego domek? Czemu moja ara tak śmiesznie stroszy piórka na twarzy? Ile lat może żyć taka papuga? No i czemu ona tak głośno skrzeczy? 

Jak to działa. Zwierzęta

To tylko mała próbka możliwości Klary — na szczęście dziewczynka ma Dziadka, który cierpliwie i z miłością wszystko jej wyjaśnia. A że nosi przy sobie notatnik, to przy okazji dużo rysuje. I tutaj przechodzimy do tego, co w książce najfajniejsze (tutaj Piotr się ze mną nie zgadza, bo uważa, że najciekawsze i najfajniejsze są komiksy), a jednocześnie chyba najbardziej kontrowersyjne: do przekrojów zwierząt będących jednocześnie informacją, jak działają zwierzęta.

Jak to działa. Zwierzęta

Jak to działa. Zwierzęta

Dziadek Klary wyjaśnia jej szczegółowo na obrazkach, jak działają zwierzęta. Nie są to jednak klasyczne przekroje, jak z podręczników anatomii. Zwierzęta Nikoli Kucharskiej mają pokazane ośrodki tupania, centra czystości i termometr w uszach. Wszystkie informacje są prawdziwe i sprawdzone: jeże przecież naprawdę tupią — choć nie mają aparatu tupiącego w postaci ślicznego trzewiczka jak z Rumcajsa, świnie naprawdę wykrywają trufle — choć nie robią tego za pomocą cudnej maszynki rodem z SF, niedźwiedzie kochają miód — choć nie noszą słoiczka w kieszonce obok żołądka. Po co to wszystko piszę? Nikola Kucharska użyła mnóstwa wspaniałych ikonek i obrazków, by pokazać cechy zwierząt, by opowiedzieć, jak one żyją, co lubią, a czego unikają (wiedzieliście, że psy mają gruczoły potowe tylko na poduszkach łap?). Dzieci nie dowiedzą się jednak z tych przekrojów, gdzie leży wątroba niedźwiedzia, gdzie są jego płuca, a gdzie trzustka. Jeśli takich informacji szukacie, musicie zajrzeć do innej książki.

Jak to działa. Zwierzęta

Przy uważnej lekturze znajdziecie jednak odpowiedzi na wszystkie pytania, które zadawała Dziadkowi Klara i wiele więcej fascynujących informacji. Piotrek często zadawał pytania: „czy naprawdę…” Zawsze odpowiedź brzmiała: tak, naprawdę. Zdarzało się jednak, że zaglądaliśmy do atlasów zwierząt, żeby sprawdzić, czy naprawdę, tak bardzo nieprawdopodobne wydawały się niektóre cechy.

Picturebook Nikoli Kucharskiej podzielony jest na cztery części. Opisano w nich zwierzęta domowe, parkowe, gospodarskie i leśne. Znalazło się miejsce na zabawne przedstawienie zawodów, które może wybrać miłośnik zwierząt (od fryzjera psów po zootechnika) i krótkie opisy inspirujących postaci (od Karola Linneusza po Adama Wajraka). Dla mnie „Jak to działa? Zwierzęta” to świetna lektura rodzinna do wspólnej zabawy i szukania ciekawostek. A że lektura czasami kończy się wspólnym oglądaniem seriali przyrodniczych? Co w tym złego? Życie zwierząt jest przecież takie tajemnicze i interesujące!

PS. Muszę podkreślić — na wyraźne życzenie Piotra — że najfajniejsze są komiksy i dymki związane ze zwierzętami i że w następnej książce powinno być ich więcej, bo jest za mało historyjek do czytania. Tak się rodzi miłość do książek 🙂

 

Zdjęcia pochodzą z bloga Nikoli Kucharskiej.

Nikola Kucharska, Jak to działa? Zwierzęta, Nasza Księgarnia 2017

Ale historia! – tym razem o Mieszku

„Mieszko, ty wikingu!” Grażyny Bąkiewicz została nominowana do nagrody im. Kornela Makuszyńskiego, a ja pomyślałam, że może uda mi się w takim razie skończyć recenzję, do której zabieram się od dłuższego czasu:-) Tymek połknął Mieszka błyskawicznie i bardzo lubi całą serię Ale historia… wydawnictwa Nasza Księgarnia. A ja czytałam tę książkę z ogromnym poczuciem żalu, że to tylko książka, a nie rzeczywistość, bo jako niepoprawna fanka historii (tak, tak, maniakalnie wręcz lubiłam ten przedmiot w szkole) marzyłam o podróżach w czasie, więc oddałabym wszystko za takie ławki, jakie mają Aleks i jego koledzy.

Mieszko, ty wikingu

Rzecz dzieje się w bliżej nieokreślonej przyszłości. Dzieci wydają się bardzo podobne do współczesnych, ale ich ławki są dużo bardziej odlotowe, pełne przycisków i pokręteł. Ich lekcje historii w niczym nie przypominają nudnego wkuwania dat czy przepisywania informacji w pigułce. Pan Cebula, nauczyciel historii, który próbuje zarazić (z powodzeniem) swoich uczniów miłością to tego przedmiotu, często stawia przed nimi trudne pytania, a po odpowiedzi wysyła ich w przeszłość (ja też tak bym chciała, Tymek też by tak chciał, a sądzę, że większość jego kolegów natychmiast pokochałaby historię).

Mieszko, ty wikingu

Głównym bohaterem opowieści jest Aleks, dwunastolatek, którego prześladuje pech. Często trafia tam, gdzie nie powinien — na przykład do archiwum watykańskiego, gdzie akurat pewien mnich niestarannie i z błędami tworzy kopię dokumentu Dagome iudex (tak, tak, to ten słynny). Przypadkiem zdobyta wiedza bardzo się przydaje, bo pan Cebula wysyła dzieci do X wieku, a ich zadanie brzmi: czy Mieszko był wikingiem?

Uwierzcie, całkiem inaczej poznaje się historię, gdy można wszystko zobaczyć na własne oczy (tak przynajmniej uważam). Grażyna Bąkiewicz napisała książkę pełną humoru, przy której trudno się nie uśmiechać, ale jednocześnie przekazuje masę informacji. Może powinnam napisać: przy takiej lekturze wiedza sama wchodzi do głowy. A wiedzy historycznej jest tutaj naprawdę sporo: można popatrzeć oczami Aleksa i jego kolegów na życie w państwie Polan, posłuchać słowiańskich legend i opowieści, powędrować z karawaną niewolników i podpatrzeć życie na dworze księcia. 

Książka została bogato zilustrowana przez Artura Nowickiego. Są w niej nawet minikomiksy, które mogą stanowić zachętę dla mniej chętnego czytacza.

Mieszko, ty wikingu

Jakby przy okazji i mimochodem czytelnicy dowiadują się także, z czego można czerpać wiedzę o tamtych czasach i dlaczego niektóre źródła są bardziej lub mniej wiarygodne (przynajmniej dopóki się tam nie przeniesiemy i nie zobaczymy na własne oczy). To nie jest książka tylko do zabawy, trzeba przy tej lekturze pomyśleć i wyciągać wnioski.

Grażyna Bąkiewicz wydała już drugą część przygód Aleksa („Kazimierzu, skąd ta forsa”), ale warto zacząć przygodę z historią i Aleksem od Mieszka. W końcu to od niego wszystko się zaczęło. A Tymek trzyma kciuki, żeby własnie Grażyna Bąkiewicz zdobyła Koziołka 🙂

Grażyna Bąkiewicz, Mieszko, ty wikingu, Nasza Księgarnia 2015