Pax, czyli pokój

Wróciliśmy z wyjazdu do Dziadków. Ulepiliśmy kilka bałwanów i jedną lamę, zbudowaliśmy pół igloo, podziwialiśmy bażanty, karmiliśmy sikorki. Piotr nurkował w śniegu, przekopywał się przez zaspy i co kilka kroków produkował na podwórku „orzełki”.

Przeczytaliśmy też kilka książek. Jedną z nich Tymek połknął pewnego poranka, a potem zapytał się, czy też byłam wzruszona. Musiałam przeczytać.

Sara Pennypacker, Pax

Na pewno zetknęliście się z tym tytułem. „Pax” Sary Pennypacker (Wydawnictwo IUVI) pojawiał się w różnych zestawieniach, zdobył kilka wyróżnień. Czasami porównywany jest do „Małego Księcia” (no przecież chłopiec i lis, więc jak nie porównywać?), choć nie sądzę, by miało to większy sens. To mądra książka, która spokojnie obroni się sama.

„Paxa” można czytać na wielu poziomach. Jest to powieść drogi, opowieść o przyjaźni i o odkrywaniu siebie, historia o odpowiedzialności, traktat o wojnie… Pewnie takich „dużych” tematów znalazłoby się jeszcze kilka. Wszystko zostało  opakowane w prostą i ujmującą historię Petera, chłopca po przejściach, i Paxa, lisa wychowanego przez Petera.

Początek tej opowieści jest naprawdę mocny. Scena rozstania chłopca i lisa działa na emocje i myślę, że dla młodszych dzieci może być bardzo trudna. Gdzieś pod skórą zaczynamy czuć niepokój, że coś jest nie tak, że jesteśmy postawieni przed pytaniami, na które chyba wolelibyśmy nie odpowiadać, że musimy „zobaczyć”, choć wolelibyśmy odwrócić wzrok. Pewien niepokój zostaje z nami do ostatniej strony, a autorka nie serwuje nam prostego happy endu.

Sara Pennypacker, Pax

Narracja prowadzona jest z dwóch punktów widzenia: w niektórych rozdziałach widzimy świat oczami Paxa, uczącego się na nowo, jak być dzikim i jak przetrwać. W tych fragmentach widać fascynację Sary Pennypacker światem dzikich zwierząt i jej wiedzę o lisach. „Pax” to nie jest książka przyrodnicza, ale Sara Pennypacker ma chyba podobną wrażliwość na naturę, co Peter Wohlleben. Jej zwierzęta czują, porozumiewają się, współczują, cierpią — są jednak zwierzętami, a nie tylko odbiciem ludzkich cech. Inne rozdziały opowiadają historię Petera. Chłopiec ciągle nie uporał się z poczuciem winy za coś, czego nie zrobił, i ucieka przed emocjami, szczególnie mocno boi się złości. Tęskni, cierpi, wstydzi się. Jego wędrówka „do Paxa” będzie także wędrówką ku dorosłości i dojrzałości. Pomoże mu w tym Vola, okaleczona dziwaczka mieszkająca na odludziu. A on pomoże jej.

Ech, pewnie wszystko, co piszę brzmi dziwacznie, ale bardzo staram się nie zdradzić Wam całej historii. Sama warstwa fabularna jest dość prosta, ale dużo dzieje się pomiędzy. Są w tej powieści fragmenty, które wbijają w krzesło. Vola cierpi na zespół stresu pourazowego, została okaleczona w czasie poprzedniej wojny. Opis tego, jak wracała do życia, jest naprawdę przejmujący. Chwilami miałam wrażenie, że wszystkiego jest w tej książce „za dużo”, ale jednocześnie właśnie zderzenie ludzi (i zwierząt) po przejściach sprawiło, że po lekturze „Paxa” ma się ochotę pomilczeć, a potem porozmawiać. Mocno zarysowane postacie Petera i Voli oraz Paxa zapadają w pamięć. Poboczni bohaterowie są tylko naszkicowani kilkoma kreskami, widzimy ich zachowania i nawyki, a lisy są dużo bardziej wyraziste niż ludzie.

Sara Pennypacker, Pax

 

Zastanawiałam się z Tymkiem, czy „Pax” nadawałby się na lekturę szkolną. Ech, ile tutaj tematów. Choćby taka odpowiedzialność — która odpowiedzialność jest ważniejsza? Za ojczyznę? Za dziecko? Za bezbronną istotę, która nam zaufała i którą wyrwaliśmy z jej środowiska? To może drugie pytanie. Jaka jest cena wojny? I dlaczego tak niechętnie o niej mówimy? Czy wojna to choroba? Można rozmawiać i rozmawiać. Tymek uznał, że książka może i by się nadawała, ale jest smutna. A nikt nie chce smutnych książek. Chyba boimy się smutku. U Sary Pennypacker ten smutek niesie jednak nadzieję. Bo na szczęście czasami jabłko pada bardzo daleko od jabłoni.

„Pax” został zilustrowany przez Jona Klassena (pamiętacie „Gdzie jest moja czapeczka?). Obrazki przykuwają wzrok i naprawdę szkoda, że nie ma ich więcej.

 

Sara Pennypacker, Pax, il. Jon Klassen, tł. Dorota Dziewońska, IUVI 2016

Reklamy

Alcatraz i Bibliotekarze

No dobra, nie będę zmyślać, nie do końca wiem, co sądzić o tych książkach. Nie jestem docelowym odbiorcą, nie mam nastu lat, a Tymkowi się podobało, choć przyznał, że chwilami bywał zirytowany. Poznajcie Alcatraza!

Alcatraz kontra Bibliotekarze. Piasek RaszidaAlcatraz kontra Bibliotekarze. Kości skryby

No to na początek krótkie streszczenie, hmm. Pewnie nie wiecie, ale mieszkamy w Bibliotekarii zwanej także Ciszlandami (tak, tak, my wszyscy) — oprócz tego są jeszcze Wolne Królestwa, ale ponieważ rządzą nami Bibliotekarze, to nic o nich nie wiemy. Ciszlandy to cały znany nam świat — Europa, Azja, Ameryka. Wolne Królestwa mieszczą się na ogromnym kontynencie położonym między Azją a Ameryką — a fakt, że nikt nie wie o jego istnieniu jest jeszcze jednym potwierdzeniem spisku Bibliotekarzy. Kim są Bibliotekarze? Może oddajmy głos autorowi (a potem podywagujemy, kim on jest):

Mogliście poczynić założenie, że wszyscy Bibliotekarze to mroczni wyznawcy, którzy chcą zapanować nad światem, zniewolić ludzkość i składać ofiary z ludzi na swych ołtarzach. To w ogóle nie jest prawda. Nie wszyscy Bibliotekarze są mrocznymi wyznawcami. Niektórzy to mściwi nieumarli, którzy chcą wyssać ci duszę. (Kości skryby, s. 48)

Alcatraz i Bibliotekarze

Autorem książki jest Alcatraz Smedry, który napisał swoją autobiografię. W obawie przed Bibliotekarzami w Ciszlandach została ona wydana jako fantastyka pod pseudonimem Brandona Sandersona, który — jak czytamy w notce o autorze — jest analfabetą i dyktuje swoje ciężkie, przydługie tomiszcza roślinie doniczkowej zwanej Hrabią Duku. Żarty z biednego Sandersona i insynuacje na temat jego stanu umysłowego pojawiają się przynajmniej kilka razy. Alcatraz jest sierotą, żyje w rodzinie zastępczej — już kolejnej i właściwie nie wiadomo, której — bo jego główną cechą jest psucie — wszystkiego. Okazuje się, że jest to jego talent, doceniany przez całą rodzinę Smedrych — można powiedzieć, że to rodzina bojowników o uwolnienie świata spod władzy Bibliotekarzy. Wszyscy mają tam nietypowe talenty: dziadek niesamowicie się spóźnia, kuzyn się potyka, a kuzynka potrafi obudzić się bardzo brzydka. Zajrzycie do książki, aby się dowiedzieć, do czego taki talent może się przydać.

Alcatraz i Bibliotekarze

Tymek bardzo docenił przygody Alcatraza i koncepcję świata rządzonego przez wyznawców mrocznego kultu Bibliotekarzy. Perypetie bohatera to jednak tylko część książki. Jest ona pełna komentarzy do akcji, żartów z innych dzieł literackich, metatekstów dotyczących perfidii autora, wskazówek, co czytać i jak czytać, wyjaśnień, co autor uzyskał lub chciał uzyskać, prowadząc akcję w taki, a nie inny sposób. To może kilka próbek stylu:

Być może dostawaliście (polecane tytuły) od kolegów, rodziców lub nauczycieli, którzy mówili, że są to lektury, które „trzeba przeczytać”. Książki te nieodmienni określa się jako ważne — co według mojego doświadczenia oznacza mniej więcej tyle, że są nudne. (Takie słowa jak „głębokie” czy „znaczące” też stanowią dobrą wskazówkę). Jeśli w takich książkach występuje chłopiec, nie wyrusza w pełną przygód drogę, by walczyć przeciwko Bibliotekarzom, papierowym potworom i jednookim mrocznym okulatorom. Właściwie ten chłopiec w ogóle nie przeżywa przygód ani z niczym nie walczy. Za to umiera mu pies. Albo, w niektórych wypadkach, umiera mu matka. (Wydaje się, że większość pisarzy ma coś przeciwko psom i matkom). (Piasek Raszida, s. 56)

Macie mnie już dość? Dobrze, mocno się starałem — może później wyjaśnię czemu — wywołać w was frustrację. Jednym ze sposobów jest kończenie rozdziałów w emocjonujących momentach. Takie sztuczki zmuszają was, czytelników, do dalszej lektury mojej opowieści. (Piasek Raszida, s. 151)

Dorośli nie są głupi. Często z książek takich jak ta można wysnuć przeciwny wniosek. W tych opowieściach dorośli: a) dają się złapać, b) znikają, akurat kiedy pojawiają się kłopoty albo c) odmawiają pomocy. (…) W prawdziwym świecie dorośli na ogół uczestniczą we wszystkim, czy tego od nich chcecie, czy nie. Nie znikną, kiedy pojawi się mroczny władca, chociaż możliwe, że spróbują pozwać go do sądu. (…) Widzicie, w tej książce jasno postawię sprawę, że dorośli nie są głupi. Są jednakże owłosieni. Dorośli przypominają owłosione dzieci, które lubią mówić wszystkim, co mają robić. (Kości skryby, s. 97)

Alcatraz i Bibliotekarze

Takich fragmentów jest w książce mnóstwo. Właściwie komentarzem autora, czyli Alcatraza zaczyna się każdy rozdział. Często te rozważania są zabawne i czyta się je z przyjemnością, czasami jednak za dużo w nich moralizowania. Wygląda to tak, jakby autor przyjął pewną konwencję i za wszelką cenę starał się ją realizować — no cóż zakładamy przecież, że to autobiografia spisywana po latach, ale czasami z Alcatraza-autora wychodzi zrzędliwy staruszek, który lubi głosić kazania i wskazywać potomnym drogę ku światłości. Tymek stwierdził, że komentarze mu właściwie nie przeszkadzały, były nawet zabawne, choć niektóre za długie. Mój Starszy z niecierpliwością wypatruje kolejnej części przygód Alcatraza.

Książka Brandona Sandersona to sprawnie napisana przygodówka. Pomysł z mrocznymi Bibliotekarzami jest naprawdę świetny, a zabawa intertekstualnością i odwołaniami do innych dzieł jeszcze nikomu nie zaszkodziła. Znajdziecie tutaj i dinozaury, i Platona, i Harrego Pottera, i rycerzy, i Indianę Jonesa, i pewnie mnóstwo innych cytatów, których nie zauważyłam. Dywagacje na temat prawdy i kłamstwa i pokrętna logika, co trzeba uznać za kłamstwo, żeby dowiedzieć się, co jest prawdą i co mówi kłamca, kiedy chce udowodnić, że nie kłamie, trochę mnie zmęczyły swoją powtarzalnością, ale po prostu czytałam już skonstruowane w  ten sposób książki i wiem, że da się lepiej. Jako przygodówka „Alcatraz” powinien świetnie się sprawdzić. Akcja pędzi — dwa tomy obejmują raptem trzy miesiące przygód chłopca, a dzieje się tutaj naprawdę dużo. Miłośnicy silnych wrażeń nie będą zawiedzeni.

 

Brandon Sanderson, Alcatraz kontra Bibliotekarze. Piasek Raszida, tł. J. Drewnowski, il. Hayley Lazo, IUVI 2017

Brandon Sanderson, Alcatraz kontra Bibliotekarze. Kości skryby, tł. J. Drewnowski, il. Hayley Lazo, IUVI 2017