Niebieska niedźwiedzica

Co jakiś czas zastanawiam się, czy rzeczywiście muszę mieć w domu tyle książek. Kurzą się, zajmują miejsce, a jak chcę coś znaleźć, to i tak nie mogę. A do czego książki służą moim dzieciom? Oprócz tak oczywistych zastosowań, jak budowanie mostów i dróg, tworzenie wielopiętrowych konstrukcji i okładanie brata? Zabawne jest obserwowanie, jak z wiekiem zmieniają się nawyki czytelnicze. Tymek jest na etapie: już to kiedyś czytałem i drugi raz nie będę. Piotruś: to nie szkodzi, że już to czytaliśmy, ja mogę posłuchać (obejrzeć) jeszcze raz. Jest jednak jedna książka, której Piotruś ostatnio pilnuje bardzo mocno i co jakiś czas dopytuje się, czy na pewno jest nasza i nie trzeba będzie oddać jej do biblioteki. Mało która książka zrobiła aż takie wrażenie na moim synku.

Niebieska niedźwiedzica

Niebieska niedźwiedzica (autorka: Joanna M. Chmielewska, ilustratorka: Jona Jung, wydawnictwo Bajka) to opowieść o dolinie niedźwiedzi, w której pewnego dnia rodzi się mała niedźwiedziczka – niezwykła, bo niebieska. Dla swoich rodziców jest największym cudem na świecie, ale inne niedźwiedzie nie traktują jej równie dobrze. Rodzice starają się chronić Azul i akceptują ją taką, jaką jest: wesołą, radosną, zdolną i niebieską. Azul jednak wzbudza złość w innych: nie dość, że niebieska, to jeszcze wesoła, radosna i zdolna. A na dodatek wytrwała i silna.

Niebieska niedźwiedzica

Azul bywa smutna i nieszczęśliwa, stara się jednak nie poddawać. Pewnego dnia wszystko się komplikuje. Zmartwieni rodzice postanawiają opuścić razem z córeczką Niedźwiedzią Dolinę. Okazuje się jednak, że ich odejście zmienia cały niedźwiedzi świat.

Niebieska niedźwiedzica to piękna opowieść o tolerancji, inności i o tym, jak zła decyzja może zmienić cały świat. To także historia o poszukiwaniu i o wybaczaniu, bo oczywiście dobrze się kończy – jakże mogłoby być inaczej 🙂 Piotruś słuchał jej zauroczony i oglądał kilka razy. Czytaliśmy ją przez pewien czas na okrągło, a mój synek co jakiś czas domaga się potwierdzenia, że mamy tę książkę i że stoi na półce. Nie musimy jej czytać, możemy tylko pooglądać. I wystarczy, bo historia Azul, niebieskiej niedźwiedzicy, ciągle żyje w moim synku. I mam nadzieję, że zapamięta on ją na długo.

Reklamy

O mitologii raz jeszcze

Nasze lektury w jakiś sposób kręcą się wokół mitologii. Tymek pochłania kolejne tomy historii Percy’ego Jacksona, a jako wyrodna matka wymogłam na nim, by sprawdzał, kim były wszystkie pojawiające się w tej książce mitologiczne postacie, których nie zna. W ruch poszły słowniki i encyklopedie – a co, niech się uczy, że Google to nie wszystko. A przed snem zaczęliśmy na nowo czytać Opowieści z zaczarowanego lasu Nathaniela Hawthorne’a. Dołączył do nas Piotruś i chłopcy razem przeżywali przygody Perseusza walczącego z Gorgoną.

Mity w wydaniu Hawthorne’a mają niesamowity urok starej baśni opowiadanej przy kominku. Opowieści starego dziadka siedzącego w bujanym fotelu, przy którym przykucnęły zasłuchane wnuki. Może to staroświecki obraz, ale w naszym pospiesznym świecie warto się czasami zatrzymać.

Opowieści z zaczarowanego lasu

Czytamy książkę, którą znam z dzieciństwa, wydaną przez Naszą Księgarnię, z pięknymi ilustracjami Jerzego Srokowskiego.

Opowieści z zaczarowanego lasu

Czytamy po raz kolejny, a mi się wcale nie nudzi i ciągle podziwiam wspaniały sposób narracji: potoczysty, barwny, pełen szczegółów. To gawęda skierowana do dzieci, do których autor z wielkim szacunkiem się zwraca. W tekście nie brakuje zwrotów do czytelnika, dlatego świetnie się go czyta na głos. A opowieść płynie niespiesznie, coraz bardziej zbliżając się do finału:

„Brak mi czasu, żeby wam opowiedzieć o różnych cudownych przygodach, jakie przydarzyły się Perseuszowi w drodze do domu: na przykład o tym, jak zabił odrażającego potwora morskiego, gdy ten zamierzał pożreć piękne dziewczę; czy o tym, jak zamienił potężnego olbrzyma w kamienną górę pokazawszy mu głowę Meduzy. Jeżeli macie jakieś wątpliwości, możecie któregoś dnia pojechać do Afryki i sami obejrzeć sobie tę górę, które do dziś nosi imię starożytnego olbrzyma.”

No i co można wtedy zrobić? Najlepiej wziąć drugą mitologię i doczytać o tym, jak Perseusz uwolnił Andromedę i pokonał Atlasa 🙂

Opowieści z zaczarowanego lasu to 12 mitów: o Perseuszu i Meduzie, o Midasie, o Pandorze, o Herkulesie i złotych jabłkach, o Filemonie i Baucis, o Chimerze i Bellerofoncie, o Tezeuszu i Minotaurze, o Europie i Kadmosie, o Cyrce, o Ceres i Prozerpinie, o Pigmejach i wyprawie po Złote Runo. Już z tytułów widać, że przyjęto w ich raczej rzymską konwencję nazewnictwa. Dzięki temu Tymek już wie, że Hermes to Merkury, a można go nazwać także Żywym Srebrem i rozumie, dlaczego nazywa się tak bardzo ruchliwe dzieci. Język, jakim napisano te mity, jest lekko archaiczny, dużo tutaj złożonych zdań, długich fraz, barwnych porównań. Mnie się to bardzo podoba, a chłopakom nie przeszkadza. Najwyżej przerywamy czytanie, żeby porozmawiać, co oznacza dane słowo lub podyskutować o możliwościach, jakie miał Perseusz. Tutaj Piotruś jest niezrównany w wymyślaniu – Tymek dużo bardziej jest już świadomy tego, co możliwe, a co nie.

Szkoda, że opowieści Hawthorne’a można kupić właściwie tylko na Allegro. Powinny być jednak do znalezienia w każdej bibliotece. Można ich także posłuchać — fragmenty są dostępne na stronie wydawnictwa Buka:

http://www.buka.com.pl/index.php?s=posluchaj