Lubicie słodycze?

Wyobrażacie sobie świat bez cukierków? Świat, w którym nagle wszystkie słodycze zostały zakazane, bo wielbiciel warzyw wprowadził prohibicję (wiem, trudne słowo) i zakazuje spożycia ciasteczek, batonów, żelków, gum, landrynek, czekolad i wszystkiego, co pociągająco słodkie i kaloryczne? Być może niektórzy dorośli nawet by nie zauważyli zmiany (hmm?). Dla dzieci byłaby to katastrofa. Efekty takiej zmiany mogłyby jednak zaskoczyć największych entuzjastów jarskiej diety, bo prohibicja chyba nigdy w historii nie doprowadziła do rozwiązania problemu. Witajcie w świecie Nelle Faulkner, nastoletniej detektyw i bohaterki „Słodyczy” Laviego Tidhara (Zysk, 2019).

 Lavie Tidhar, Słodycze

Nelle jest detektywem. Ma prawdziwe biuro w szopie w ogrodzie, uporządkowane archiwum i przestrzega procedur. Przyjmuje każdą sprawę, a jej motto to „Rób, co należy, bez względu na koszta”. Nelle żyje zgodnie z tym, co głosi jej motto: jest bezkompromisowa, prawa, dążąca za wszelką cenę do prawdy i ogromnie wyczulona na niesprawiedliwość społeczną.

Z historii wiadomo, że tam, gdzie wprowadzano prohibicję, pojawiali się przemytnicy. Każdy zakaz ma w sobie coś, co zachęca do jego łamania, a zabronione produkty nagle stają się bardzo cenne i pożądane, więc można na nich sporo zarobić. Tak samo stało się w miasteczku Nelle — powstały rywalizujące ze sobą grupy walczące o strefy wpływów. Niektórzy dorośli, jak się zresztą okazało w trakcie lektury, też mieli ochotę uszczknąć coś dla siebie i wykorzystać łatwą okazję do zbicia majątku. Nelle, która przyjęła zlecenie od jednego z przywódców gangów, znalazła się w samym centrum wydarzeń.

Lavie Tidhar, Słodycze

Akcja pędzi, Nelle uparcie i wbrew niebezpieczeństwom dąży do rozwiązania zagadki, która okazuje się bardzo skomplikowana. Dziewczynka odkrywa mroczne powiązania i sekrety dorosłych, który dla zysku nie zawahają się przed niczym. Młoda detektyw będzie musiała się naprawdę postarać, aby wyjść z tej przygody cało.

Lavie Tidhar, Słodycze

„Słodycze” Laviego Tidhara to nie tylko kryminał. Podczas lektury miałam wrażenie, że autor stara się wykorzystać schemat powieści detektywistycznej, by opowiedzieć dzieciom coś ważnego o świecie. Jak przystało na kryminał noir, bardzo czarnym świecie. Mamy tutaj i prohibicję, i przemyt, i machlojki dorosłych, i przekupionych polityków, i łamanie prawa, i skorumpowanych policjantów, i bezradność wymiaru sprawiedliwości… Naprawdę jest tego dużo. Momentami za dużo. W czasie lektury pojawia się mnóstwo wątków,  czasami ledwo zarysowanych, takie pęknięcia na twarzy świata. I jest ich coraz więcej, i więcej. To, co widzimy, okazuje się jedynie przykrywką, fasadą, makietą. Rzeczywistość Nelle nie jest prosta, a uporanie się z nią wymaga więcej wiedzy niż ma dziecko. Pod podszewką kryje się dość przerażający świat przestępczych powiązań, obłudy i obojętności. Przy lekturze nastawcie się więc na pytania, jak skonstruowany jest świat.

Lavie Tidhar, Słodycze

„Słodycze” nie oferują prostego happy endu. Rozwiązanie zagadki nie przynosi katharsis, bo „źli” bohaterowie nie ponoszą tak naprawdę klęski. Wygląda na to, że odnajdują się w książkowym/naszym świecie lepiej niż bezkompromisowe osoby dążące do sprawiedliwości. Jedna z postaci mówi na końcu, że właśnie tak jest w życiu, że czasami złym udaje się ujść wolno. Ale nawet jeśli się udaje, to nie musimy się z tym godzić i uznawać, że tak powinno być. Być może w buncie Nelle przeciwko prawom rządzącym światu kryje się nadzieja, że prawa te stopniowo będą się zmieniać. Trochę szkoda, że temu buntowi nie kibicują dorośli. Smutna jest ich bezradność i zgoda na to, co się dzieje, niechęć do zadawania pytań i bierne akceptowanie zmian. Czasami wynika to z troski, czasami z obojętności — dość niechętnie przeglądałam się w tym lustrze. W „Słodyczach” dzieci mają odwagę nazywać rzeczy po imieniu i szukać rozwiązań. Dorośli używają omówień, kręcą lub milczą. Mimo słodkiej tematyki to momentami bardzo gorzka książka.

Lavie Tidhar, Słodycze

Ilustracje Marka Beecha wyraźnie nawiązują do twórczości Tony’ego Rossa i Quentina Blake’a. Jest ich w książce całkiem sporo. Mojemu synowi szczególnie spodobała się mapa i krótka charakterystyka postaci na końcu. Dzięki niej można szybko (nawet przed lekturą) sprawdzić, z kim się będzie miało do czynienia podczas czytania.

Lavie Tidhar, Słodycze, il. Mark Beech, tł. A. Sylwanowicz, Zysk 2019

O ekonomii inaczej

Grzegorza Kasdepke przedstawiać nie trzeba. Daniel de Latour to rysownik doskonale znany wszystkim czytelnikom książek dla dzieci. Ryszarda Petru z działalnością literacką nikt raczej się nie kojarzy, ale każdy wie, że jest ekonomistą. Efektem wspólnej pracy tej trójki jest niezwykła, przezabawna i mądra książka o ekonomii — przeznaczona dla dzieci, choć niejeden dorosły może się z niej sporo dowiedzieć.

Zaskórniaki i inne dziwadła z krainy portfela

Za ekonomią raczej nie przepadamy. Dorośli (jeśli nie są księgowymi lub ekonomistami) mają najczęściej ochotę jak najszybciej uciec, gdy słyszą o dywidendach, odsetkach czy hipotece (szczególnie jeśli mają kredyt). Często sami o finansach nie mówimy i nie uczymy o nich dzieci, choć powinniśmy. Jeśli nie wiecie, od czego zacząć, zajrzyjcie do tej książki.

Zaskórniaki i inne dziwadła z krainy portfela

„Zaskórniaki i inne dziwadła z krainy portfela” to opowieść o panu Rysiu, który postanowił założyć Ogród Dziwnych Stworów Ekonomicznych. Zaczął oczywiście od maleńkiej inwestycji, którą trzeba było karmić i się opiekować. Potem zatrudnił Dozorcę i Biletera (dzięki czemu w okolicy zmniejszyło się bezrobocie), a w jego ogrodzie pojawiały się coraz to nowe stwory i potwory: ceny wyglądające jak kury siedzące na grzędzie, fiskus będący skrzyżowaniem psa z rekinem, zabawne manko. W ogrodzie ciągle się coś dzieje — czasami znienacka wyrasta piramida finansowa, a kiedy indziej wszystkimi zaczyna rządzić ustawa.

Zaskórniaki i inne dziwadła z krainy portfela

Zaskórniaki i inne dziwadła z krainy portfela

Każda opowiastka opatrzona jest komentarzem, w którym w przyjazny sposób wyjaśniono, czym w zwykłym życiu są zabawne stwory. Wszystkie komentarze są umieszczona na kolorowym tle i otoczone kolorową ramką. Wyróżniono także najważniejsze zdania: naprawdę nie da się nie zrozumieć, o co chodzi. Zresztą przekonajcie się sami:

KONTO — to taki „adres” naszych pieniędzy w banku, składający się z dokładnie 26 cyfr. Pieniądze każdego człowieka mieszkają po innym „adresem”: każde konto ma inny numer. Na koncie zapisane jest, ile mamy pieniędzy. Jeśli chcemy kupić coś za te pieniądze, możemy z naszego konta przelać pieniądze na przykład na konto sklepu. Albo pójść do banku czy do bankomatu i wypłacić sobie część naszych oszczędności w postaci banknotów.

Wszystko jasne, prawda? W podobny sposób tłumaczone są bardziej skomplikowane terminy, takie jak PKB, cło, depozyt czy spekulacja.

Historia przedstawiona w książce jest dynamiczna, ogród się rozrasta, pojawia się konkurencja, pan Rysio postanawia więc założyć Cyrk z ekonomią, co staje się pretekstem do wprowadzenia masy nowych stworów i pojęć. 

Zaskórniaki i inne dziwadła z krainy portfela

Moi chłopcy słuchali tej książki z dużym zainteresowaniem. Tymek czytał dokładnie wszystkie komentarze. Piotrka bardziej interesowała fabuła, więc często skracałam komentarz do jednego zdania — na pewno z Piotrusiem do tej lektury jeszcze wrócimy i wtedy będzie czas na bardziej szczegółowe informacje. Książka stoi na podręcznej półce, a dwie wstążki-zakładki pokazują te najbardziej ulubione stwory, choć sympatie Piotrka czasami się zmieniają. Trudno się dziwić: ilustracje Daniela de Latour są kolorowe, żywe i ciekawe. Warto popatrzeć, w co wyobraźnia rysownika przekształciła terminy i pojęcia straszące nas czasami z pierwszych stron gazet. Jego dziwadła są przyjazne, zwariowane i ciepłe, choć czasami groźne, jak fiskus czy bankructwo.

Zaskórniaki i inne dziwadła z krainy portfela

Edukacja ekonomiczna staje się coraz ważniejsza. Często łapię się na tym, że nie potrafię chłopakom wytłumaczyć niektórych pojęć, choć teoretycznie wiem, co one znaczą. „Zaskórniaki” to niezastąpiona pomoc. Dzięki tej książce możemy w prosty i przyjazny sposób uczyć dzieci poruszania się po krainie portfela, którą w dzisiejszych czasach warto znać A przy okazji będziemy mieli wiele zabawy. Książka została wydana w 2014 r. przez Narodowe Centrum Kultury i szybko zniknęła. Na szczęście w 2016 r. wydało ją Wydawnictwo Zysk.

Grzegorz Kasdepke, Zaskórniaki i inne dziwadła z krainy portfela, Wydawnictwo Zysk 2016

Bajarka opowiada

Podobno ludziom najbardziej podoba się to, co już znają i co widzieli.
Ludziom, ale chyba nie trzylatkom…

Tymek zwykle zaczyna swoją prośbę o bajkę słowami: tylko ma być długa, nieznana i pełna niebezpieczeństw. I jak tu takiemu dogodzić?

Czasami udaje się przemycić starą bajkę, synek daje się wciągnąć w historię Czerwonego Kapturka czy dzielnego Tomcia Palucha. Często jednak próba się nie udaje i słychać gromki protest: przecież to już znam, a miała być nowa i pełna niebezpieczeństw. Najgorszy problem to te niebezpieczeństwa. Mają być smoki, rycerze, olbrzymy, bazyliszki i fisie oraz bleblały. Od biedy złe wiedźmy i czarownice.

Na szczęście jakiś czas temu wydawnictwo Zysk i s-ka wznowiło zbiór baśni „Bajarka opowiada” w znakomitym opracowaniu Marii Niklewiczowej i z cudownymi ilustracjami Marii Orłowskiej-Gabryś.

 

To są właściwie bajki do opowiadania, do czego zachęca i tytuł, i autorka. Na końcu książki Pani Maria Niklewiczowa dodała rozdział „Jak opowiadać bajki”, w którym wyjaśnia, czym różni się bajka czytana i bajka opowiadana. Przyznaję, że czasami, zmęczona, wolę przeczytać niż opowiadać – i już samo to świadczy, że czytanie jest prostsze. Mój synek woli, gdy bajki są opowiadane i często prosi: ale nie czytaj, tylko tak mów, tylko buzią.
W zbiorze „Bajarka opowiada” wybór bajek jest przeogromny. Są tu baśnie z całego świata: tadżyckie, żydowskie, jakuckie, polskie, czeskie, indyjskie. Jest w czym wybierać. Dodatkowym ułatwieniem dla rodziców jest spis treści, w którym autorka podzieliła bajki na bardzo łatwe, łatwe, trudniejsze i trudne. Bajki z kategorii „bardzo łatwe” nadają się nawet dla najmłodszych dzieci — wiadomo, że nie będzie w nich żadnych drastycznych motywów. I masa bajek pełnych niebezpieczeństw, doskonałych dla trzylatka, który lubi się pobać, przytulony do rodziców.Ilustracje, choć czarno-białe, są bardzo piękne. Działają na wyobraźnię. Tymek, gdy ogląda tę książkę, zawsze żałuje, że nie ma ich więcej i że nie są kolorowe, tak jak te na skrzydełkach okładki. Stanowią furtkę dla wyobraźni, wskazówkę, dzięki której łatwiej wyobrazić sobie wyczarowany słowami świat.

Opowiadanie bajek to sztuka, dziecko od razu wyczuje fałsz i brak zaangażowania. Ale ile daje frajdy… W sierpniu opowiadaliśmy bajki, maszerując nad morze i w drodze powrotnej. Słuchały wszystkie dzieci, te trzyletnie i te starsze. Droga przestawała się dłużyć. A potem zaczynaliśmy się bawić we wspólne opowiadanie bajek: każdy po zdaniu. Do tej pory jest to jedna z ulubionych zabaw mojego synka, szczególnie gdy siedzimy razem przy stole. Warto opowiadać bajki i warto zajrzeć do „Bajarki”.