Podróż ze smokiem

Smoki zdominowały nasze życie. Czają się na rysunkach powieszonych na lodówce, szczerzą klockowe zęby, wyciągają długie szyje na kartkach różnych książek. I nie oznacza to wcale, że Tymek obejrzał jakiś film lub zakochał się w serialu – po prostu przeczytaliśmy książkę. „Smoczy jeździec” Corneli Funke (Media Rodzina) zawładnął naszą wyobraźnią – moją też, bo czytałam Tymkowi tę książkę z ogromną przyjemnością i też nie mogłam się doczekać, co będzie dalej. Chwilę zajęło nam poznanie całej historii – książka ma ponad 400 stron, ale było warto. A teraz mój Starszy chodzi po domu i co jakiś czas pyta: a mówiłaś komuś o Lungu? Właśnie mówię….

Lung to księżycowy smok – jeden z niewielu, które żyją na Ziemi. Bo okazuje się, że na naszym świecie przetrwało mnóstwo baśniowych stworzeń: koboldy, bazyliszki, krasnale skalne. Trudno je znaleźć, niektóre ukrywają się przed ludźmi, inne porosły kamienną skórą i są mylnie uważane za rzeźby, ale warto szukać i uważnie patrzeć.
Opowieść zaczyna się w chwili, gdy do doliny smoków, położonej w głuszy gdzieś na północy Europy, dociera wieść, że ludzie mają zalać ich ostoję. Jeden z młodszych smoków, Lung, wyrusza w podróż, by odnaleźć mityczną krainę zwaną Skrajem Nieba – ojczyznę smoków położoną gdzieś w odległych Himalajach. A czytelnik odbywa tę wyprawę razem z nim, a także z Benem, osieroconym chłopcem (Lung poznał go w mieście, gdzie przybył, by spotkać się ze szczurem-geografem) i leśnym koboldem Siarczynką. To właśnie Ben jest tytułowym smoczym jeźdźcem. Na łowy wyrusza także Parzymort, bezlitosny złoty łowca. Podróż Lunga przestaje być tylko wyprawą w poszukiwaniu bezpiecznego miejsca do życia, a staje się grą o przetrwanie wszystkich smoków.
Fantastyczna lektura – narracja rozwija się powoli, ale tak wciąga, że w pewnej chwili nie miałam ochoty w ogóle odkładać tej książki. I zaczyna się marzyć o tym, by zobaczyć nocą na niebie lecącego księżycowego smoka. Koboldem też byśmy nie pogardzili, mimo że kłótliwe. Od tej lektury szukamy w bibliotece książek o smokach, a Tymek z powagą wertuje podręcznik hodowcy.
„Smoczy jeździec” to także książka o tolerancji, o przyjaźni i o wybaczaniu. O tym, że czasami nie warto dorastać za bardzo i że zawsze trzeba mieć otwarte oczy. Ech, najchętniej opisałabym wszystkie przygody i zrobiła plebiscyt, co się komu podobało najbardziej. Tymek na razie głosuje na dżina z samochodu i walkę z Parzymortem, choć brawura pewnej szczurzycy też wywarła na nim wielkie wrażenie. Cornelia Funke powoli staje się jedną z naszych ulubionych autorek, a Tymek marzy o następnych przygodach Bena i Lunga.
Reklamy