Kto (nie) chce pieska?

Moje dzieci chcą. Pieska, kotka, papugę, tukana, tygrysa, chomika, myszoskoczka, meduzę… Na razie mamy rybki, które nie bardzo chcą się integrować. I chłopcy muszą się nimi zadowolić, bo ich matka nie uważa, że puste mieszkanie, którego mieszkańcy pojawiają się dopiero wieczorem, to dobre miejsce dla zwierzaka — rybki jakoś osamotnienie wytrzymują. Zamiast „mania” zwierzaka, czytamy o zwierzakach. Nie wystarcza na długo, marudzenia jest potem jeszcze więcej, ale nie da się obejść wszystkich książek o pieskach i kotkach szerokim łukiem.

Najpierw będzie o Ricie i Cośku, bohaterach książki Rita i Cosiek” Jean-Philippe’a Arrou-Vignoda, autora „Jaśków” (wydawnictwo Znak).

Rita i Cosiek

I teraz będzie wyznanie: Piotrek tę książkę pokochał bardzo, a jego matka trochę mniej. Rysunki podobały mi się ogromnie, fabuła jest prosta i zabawna, ale tekst momentami mi przeszkadzał, zwykle wtedy, gdy zaczynał się rymować. Może to kwestia wieku 🙂 — książka jest przeznaczona dla dzieci małych i mniejszych i im raczej będzie się podobać.

To może do rzeczy. W pewnym domu mieszka Rita. Rita bardzo marudzi, choć ma urodziny i wszystko jej przeszkadza — nawet prezenty.

Rita i Cosiek

Nagle jeden prezent zaczyna uciekać. Okazało się, że w paczce jest malutki piesek. Tak zaczyna się wspaniała przyjaźń między dziewczynką a Cośkiem.

Rita i Cosiek

Piotruś zaśmiewał się do łez, gdy Rita wymyślała imię dla Pieska, gdy prowadzili długie rozmowy lub pojechali na wycieczkę. Podobał mu się prosty tekst i z ogromnym zainteresowaniem śledził kolejne przygody Rity. Nie jest to spokojna dziewczynka. Lubi postawić na swoim i chętnie by rządziła całym światem. Cosiek nie jest jednak potulnym psem i ma swoje zdanie. Ta para bardzo się lubi.

Wielkim atutem książki są ascetyczne ilustracje Oliviera Talleca. Obrazki narysowane są delikatnymi pociągnięciami ołówka, nie epatują szczegółem. Świetnie rozegrany jest kolor: czerwone plamy i plamki przyciągają uwagę i podkreślają akcję. To dobra lektura dla przedszkolaków: tekstu jest mało, a żarty będą czytelne dla każdego dziecka.

Drugą książką o piesku, która wzbudziła entuzjazm mojego synka, był „Przemyt” Beaty Sroki. Tę książkę można niestety znaleźć chyba tylko w bibliotece, a nam spodobała się ogromnie. 

Przemyt

Bohaterem książki jest mały Jaś, który marzy o piesku. Jego mama wymyśla miliony przeszkód, bardzo zabawnie narysowanych przez Bognę Srokę-Muchę. Ona mówi całkiem jak ty — ponuro stwierdził Piotruś i trochę racji w tym, niestety, było. 

Pewnego dnia Jaś przemyca do domu pieska znalezionego przy śmietniku. Piesek, nazwany później Przemytem, jest bardzo sympatyczny i bardzo dobrze czuje się w domu Jaśka. A że nikt o nim nie wie, dochodzi do mnóstwa zabawnych sytuacji. Scenę, w której tatuś odkrywa efekty swojej walki z wielkim wężem, musiałam przeczytać chyba z piętnaście razy, a Piotruś ciągle nie miał dosyć. To zabawna, urocza i ciepła książka o tym, że marzenia czasami się spełniają i o tym, że czasami warto im pomóc.

Piotruś z zaciekawieniem oglądał dowcipne ilustracje Bogny Sroki-Muchy. Do jego ulubionych należy ta z psem zapakowanym w różne pudła i pudełka. Bawiła go także typografia: tekst zapisany jest różnymi czcionkami i moje dziecko z radością próbowało odcyfrować niektóre wyrazy. To świetna i zabawna książka, po którą warto sięgnąć, jeśli będzie leżeć na bibliotecznej półce.

Zdjęcia „Rity i Cośka” pochodzą ze strony wydawnictwa Znak.

 

Jean-Philippe Arrou-Vignod, Rita i Cosiek, Znak 2016

Beata Sroka, Przemyt, Muchomor 2008 

 

Reklamy

Jaśki

Narodziny Piotrka wiele pozmieniały w naszym domu. Wcześniej zwykle przed snem czytała mama, a teraz częściej czyta tata, bo mama biega z wrzeszczącym Piotrkiem po domu albo zasnęła tak mocno razem z nim, że nawet wystrzał z armaty nie byłby w stanie jej obudzić (choć ciche stękanie Piotrka i owszem). Najczęściej tata czyta Mikołajka, bo uwielbia go i on, i Tymek, ale całkiem niedawno furorę zrobiły Jaśki Jeana-Philippe’a Arrou-Vignoda, wydane przez Znak.

 

Nie wiem, czy trzeba porównywać tę książkę do Mikołajka, bo broni się sama – Tymek domagał się lektury Jaśków co wieczór i stanowczo protestował przeciwko zastosowaniu w tym przypadku zasady: mama czyta jedną książkę, a tata inną. Jaśki miały być czytane co wieczór i już. Trudno zresztą mu się dziwić, bo przygody braci wciągają i bawią także dorosłych.
Jaśki to sześciu braci: trochę przemądrzały Jan-A (trudno mu się dziwić, jest najstarszy i próbuje określić swoje miejsce w rodzinie i w życiu), narrator opowieści Jan-B, Jan-C, który nigdy nic nie rozumie, Jan-D zwany Janem Demolką (ukochany bohater mojego synka, bo on też by chciał wszystko rozwalać), Jan-E (sepleni, bo ma włos na języku) i malutki Jan-F. Mają tak samo na imię, bo ich tata uznał, że tak będzie prościej. Czasami pomysły dorosłych nie są najlepsze, bo Janom aż tak łatwo nie jest, szczególnie gdy mama upiera się, by zakładali takie same ubrania. Tymkowi jednak pomysł nazwania dzieci tak samo przypadł do gustu i nawet proponował, żebyśmy zmienili imię Piotrka.
Przygody Jaśków, bitwy z innymi chłopakami, wyjazdy na obozy – wszystko wywołało entuzjazm Tymka, który do tej pory opowiada o ich niektórych pomysłach (a wiesz, jak Jaśki byli na obozie, to strzelali do kaczki z łuków, a cięciwy zrobili z linek od namiotów, wyobrażasz sobie?). To świetna książka, która powinna zainteresować pięciolatka i wciągnąć starszego czytelnika (dziesięciolatek nie mógł się od niej oderwać). A rodzice na pewno nie będą się przy niej nudzić. Przy okazji dziecko uświadomi sobie, że były takie czasy, gdy nie było telewizorów i chyba nawet dzieci mniej się wtedy nudziły. Porównywać tej książki z Mikołajkiem nie warto, ale przeczytać na pewno tak.