Babcia jedzie do sanatorium!

Tak się złożyło, że kilka dni temu przynieśliśmy z biblioteki „Sanatorium” Doroty Gellner z ilustracjami Adama Pękalskiego. A dzisiaj Babcia oznajmiła, że wybiera się do sanatorium.

Dorota Gellner, Sanatorium

Piotruś spoważniał i wytłumaczył jej, że ma uważać na żaby i rekiny – lepiej niech nie kąpie się w borowinie. Oraz na Pana Jana, który na pewno będzie ją podrywać. A potem stwierdził, że natychmiast musi z nim przeczytać książkę i wszystkiego się dowie.

„Sanatorium” Doroty Gellner to rewelacyjny, zabawny i uroczy zapis powszechnych wyobrażeń o sanatorium. To świetna lektura dla dzieci i dorosłych. Sanatorium w jej wydaniu jest lekko staroświeckie, trochę niedzisiejsze, a jednocześnie najzupełniej współczesne. Tymkowi skojarzyło się z Ciechocinkiem z piosenki „Maxi Kaz” (puściliśmy kiedyś dzieciom T-Raperów znad Wisły i obaj pokochali ich piosenki). Miałam też okazję wytłumaczyć chłopcom, dlaczego kiedyś wyjeżdżało się do wód  i dlaczego na rysunkach są takie śmieszne kubeczki. Przede wszystkim jednak dobrze się bawiliśmy. Krótkie historyjki wprowadziły nas w klimat pełnego sanatoryjnego turnusu: od wieczorka zapoznawczego po wieczorek pożegnalny.

Sanatorium, Chwila dla rekina

Sam tekst jest świetny. Przyznaję, że nie wszystkie utwory Doroty Gellner lubię, ale „Sanatorium” podoba mi się ogromnie. Historyjki są rymowane, mają wyraźny rytm, który łatwo wyczuć podczas głośnego czytania. Świetnym pomysłem są rymowane tytuły: „Uśmiech słodki i nagniotki”, „Rowerek i ćwiczeń szereg”. Rewelacyjne są także postacie: gromadka starszych kuracjuszy i kuracjuszek. Każda postać jest barwnie zarysowana: Pan Jan, który próbuje flirtować z każdą panią, Pan Staś, popisujący się swoją sprawnością, flejtuchowata Pani Tosia, która myje tylko nogi, tłuściutki Pan Adam, który odchudza się już od dwóch minut. Wszystkie postacie są przedstawione także na wyklejkach – moi synowie uważnie je studiowali i sprawdzali, czy ilustrator nikogo nie pominął.

Sanatorium - Pan Adam

Chłopcy z zaciekawieniem szukali także bohaterów drugoplanowych: żab, rekinów, szczurów. Ich obecność dodaje książce humoru i sprawia, że tekst wydaje się lekko absurdalny. Mam wrażenie, że przy tej lekturze dziecko od razu dobrze się bawi, a dorosły na początku lekko głupieje, a potem bawi się równie dobrze.

Wspaniałe są ilustracje Adama Pękalskiego. Postacie kuracjuszy narysowane są z dużym humorem, lekko karykaturalne, ale bez złośliwości. Otoczenie jest szczegółowe, a smaku dodają mu drobiazgi, takie jak portret Clarka Gable czy Kirka Douglasa na ścianie albo „Mdłości” Sartre’a na stole, przy którym smuci się Pani Kasi. Ta książka to prawdziwy majstersztyk, tak dobrze tekst współgra z ilustracjami. Wydawnictwo Bajka wydało świetną, doskonale dopracowaną książkę, która bawi młodszych i starszych.

Dorota Gellner, Sanatorium, Wydawnictwo Bajka 2015 r. (wszystkie zdjęcia książki pochodzą ze strony wydawnictwa)

 

Reklamy

Niebieska niedźwiedzica

Co jakiś czas zastanawiam się, czy rzeczywiście muszę mieć w domu tyle książek. Kurzą się, zajmują miejsce, a jak chcę coś znaleźć, to i tak nie mogę. A do czego książki służą moim dzieciom? Oprócz tak oczywistych zastosowań, jak budowanie mostów i dróg, tworzenie wielopiętrowych konstrukcji i okładanie brata? Zabawne jest obserwowanie, jak z wiekiem zmieniają się nawyki czytelnicze. Tymek jest na etapie: już to kiedyś czytałem i drugi raz nie będę. Piotruś: to nie szkodzi, że już to czytaliśmy, ja mogę posłuchać (obejrzeć) jeszcze raz. Jest jednak jedna książka, której Piotruś ostatnio pilnuje bardzo mocno i co jakiś czas dopytuje się, czy na pewno jest nasza i nie trzeba będzie oddać jej do biblioteki. Mało która książka zrobiła aż takie wrażenie na moim synku.

Niebieska niedźwiedzica

Niebieska niedźwiedzica (autorka: Joanna M. Chmielewska, ilustratorka: Jona Jung, wydawnictwo Bajka) to opowieść o dolinie niedźwiedzi, w której pewnego dnia rodzi się mała niedźwiedziczka – niezwykła, bo niebieska. Dla swoich rodziców jest największym cudem na świecie, ale inne niedźwiedzie nie traktują jej równie dobrze. Rodzice starają się chronić Azul i akceptują ją taką, jaką jest: wesołą, radosną, zdolną i niebieską. Azul jednak wzbudza złość w innych: nie dość, że niebieska, to jeszcze wesoła, radosna i zdolna. A na dodatek wytrwała i silna.

Niebieska niedźwiedzica

Azul bywa smutna i nieszczęśliwa, stara się jednak nie poddawać. Pewnego dnia wszystko się komplikuje. Zmartwieni rodzice postanawiają opuścić razem z córeczką Niedźwiedzią Dolinę. Okazuje się jednak, że ich odejście zmienia cały niedźwiedzi świat.

Niebieska niedźwiedzica to piękna opowieść o tolerancji, inności i o tym, jak zła decyzja może zmienić cały świat. To także historia o poszukiwaniu i o wybaczaniu, bo oczywiście dobrze się kończy – jakże mogłoby być inaczej 🙂 Piotruś słuchał jej zauroczony i oglądał kilka razy. Czytaliśmy ją przez pewien czas na okrągło, a mój synek co jakiś czas domaga się potwierdzenia, że mamy tę książkę i że stoi na półce. Nie musimy jej czytać, możemy tylko pooglądać. I wystarczy, bo historia Azul, niebieskiej niedźwiedzicy, ciągle żyje w moim synku. I mam nadzieję, że zapamięta on ją na długo.

Wakacje u babci nie muszą być złe

Tymek doskonale wie, że wakacje u babci nie muszą być złe, bo chętnie spędza u niej trochę czasu i w wakacje, i w ferie. Zwykle wraca bardzo zadowolony, objedzony kopytkami, pyzami i pierogami (czyli tym wszystkim, czego mama nie chce gotować), ale po ostatniej lekturze trochę żałował, że jego babcia nie hoduje lilii. No i od razu wiadomo, co czytał 😉

Czarownica piętro niżej

Marcinowi Szczygielskiemu udało się stworzyć świetną i bardzo wciągającą książkę. Tymek czytał ją z wypiekami na twarzy – przy pierwszych kilku stronach trochę marudził, że akcja nie jest aż tak wartka jak w „Zwiadowcach”, ale potem nie mógł się oderwać. Mamo, jutro nie idę do szkoły, jeszcze tylko kilka stron…..
„Czarownica pięto niżej” to historii Mai, której akurat zaczęły się wakacje. I wszytko układa się nie tak: jej siostra urodziła się dużo za wcześnie i ciągle jest w szpitalu, jej mama ciągle płacze, jej tata ciągle pracuje, a ona ciągle siedzi przed telewizorem. A na dodatek pada deszcz. Trudno się więc dziwić, że rodzice szukają pomysłu, co zrobić. Podejmują decyzję, że Maja pojedzie do ciabci, do Szczecina. No przecież kompletna nuda: stara babcia, stara kamienica, czarno-biały telewizor, skrzypiące schody, niepokojące odgłosy na strychu, ukryte tunele, gadające koty, zwariowane wiewiórki, tajemne drzwi… Może wystarczy tej wyliczanki. Wakacje u ciabci naprawdę nie będą nudne.

Ta książka to doskonała historia napisana pięknym językiem. Tymek nie raz zarykiwał się ze śmiechu i przybiegał, by przeczytać mi, co bardziej soczysty fragment. Jego ulubiony to zabawa w serial i wypytywanie o wiek ciabci. A mnie się przypomniało, jak Tymek pytał swoją prababcię, czy pamięta dinozaury 🙂 Wiele jest w tej powieści smaczków, bo Marcin Szczygielski uroczo podsłuchuje żywy język i zwyczaje dzieci.

Książka jest nie tylko ciekawie napisana, ale także świetnie zilustrowana przez Magdę Wosik. Carno-białe ilustracje dobrze podkreślają atmosferę tajemnicy i sekretów. Tymkowi kojarzyły się trochę z komiksem.

Marcin Szczygielski, Czarownica piętro niżej

A po zakończeniu czytania Tymek ogromnie się ucieszył, że jest druga część. I to na dodatek tak smakowicie zatytułowana „Tuczarnia motyli”.

Świnka Halinka

Całe szczęście, że Tymeczek – niby taki dorosły i taki duży – da się jeszcze namówić na książki bardziej dziecięce. Choć czasami bywa trudno, bo przecież komuś, kto chce być Macem Windu (jedi z „Wojen klonów” dla niezorientowanych), nie wypada czytać książeczek dla dzieciaczków i Piotrusiów. Kategoria „Piotruś” i „dzidziowe” pojawiła się oczywiście po narodzinach Piotrusia i oznacza – gdy Tymek jest zły – wszystko, co najgorsze i paskudne. Namówienie go do lektury „Rozmów ze świnką Halinką” nie było więc proste, ale się opłaciło.

 

Halinka to pluszowa, różowa świnka, ulubiona maskotka przedszkolaka Filipa. Chodzi z nim wszędzie, ma zęby z suwaka, którymi uwielbia zgrzytać, bywa niegrzeczna i nie przejmuje się tym, co inni myślą. Halinka to także doskonały rozmówca, bo zawsze ma czas dla Filipa w przeciwieństwie do rodziców, którzy są zapracowani i zabiegani. Świetnie oddają to ilustracje Jony Jung, na których widać tylko ręce lub nogi dorosłych. Zbyt często chyba zapominamy, z jakiej perspektywy patrzą na nas nasze dzieci.
To świetna książka do czytania – także dla dorosłych, bo autorka Roksana Jędrzejewska-Wróbel pokazuje w niej, co naprawdę jest ważne. A łatwo o tym zapomnieć. Ja zaczęłam robić rachunek sumienia po przeczytaniu takiego fragmentu:– A wiesz, że podobno kiedyś telefony były tylko w domu? Nie można było z nimi iść na spacer ani chodzić po ulicy. Ani brać na wakacje, ani nigdzie. Ale było super, co?
– E tam, to chyba jakieś bajki. – Halinka kręci głową z niedowierzaniem.
– Naprawdę tak było, mówili w telewizji – Filip jest zły, że Halinka mu nie wierzy.

Naprawdę staram się nie rozmawiać przez telefon, gdy spaceruję lub bawię się z synem, ale łatwo zapomnieć o takim postanowieniu. Tak samo jak o tym, że dzieciom lepiej jest na placu zabaw niż w muzeum (no chyba, że to jest Centrum Nauki Kopernik). Nie zwalczam komórek ani nie twierdzę, że rodzice powinni robić tylko to, co lubią dzieci 😉 Warto jednak pamiętać o tym, co ważne, a lektura „Rozmów ze świnka Halinką” o wielu rzeczach przypomina i o wielu sprawach pozwala porozmawiać (chociażby odpowiedzieć sobie na pytanie, do czego potrzebny jest tata). Czytamy z Tymkiem, a potem siedzimy i myślimy albo rozmawiamy. I jest dobrze i blisko, czego wszystkim życzę 🙂

Aurelka

„Maleńkie królestwo królewny Aurelki” autorstwa Roksany Jędrzejewskiej-Wróbel zakupiłam na prezent dla córeczki naszych przyjaciół. Tymek popatrzył na okładkę, zajrzał do środka i zażądał lektury: bo tu jest zamek mamo. I może będzie smok… Przecież jak jest królewna, to musi być smok, nie?

 

Oczywiście był smok, choć może trochę inny niż Tymek sobie wymyślił. Smok Ryszard, czyli ZNSO — Zupełnie Niegroźny Smok Ogrodowy, model pokojowy 223 P. A Tymek polubił Aurelkę przeogromnie i przez jakiś czas chętnie wskakiwał do łóżka, aby tylko usłyszeć, co będzie dalej.Aurelka to dziewczynka, która pewnego dnia dostaje paczkę. A w paczce królestwo — maleńkie królestwo, jej własne. Na dodatek całkiem malutki Wielki Ochmistrz ma eliksir dopasowujący i Aurelka — a właściwie teraz Królewna Aurelka — może zacząć zarządzać własnym królestwem. Któraż dziewczynka nie marzy o tym, by zostać królewną, spotkać królewicza, chodzić w najpiękniejszych sukniach na świecie i móc robić, co jej się podoba? Tyle że rządzenie królestwem, nawet całkiem malutkim, okazuje się wcale nie takie proste. Aurelka musi zmienić swoje przekonanie o tym, co wolno królewnie i co ona może lub musi robić. Tron okazuje się twardy, suknie niewygodne, a królewicz zarozumiały. A gdy już upora się z najpoważniejszymi problemami, czeka ją spotkanie z czarownicą Jagą i gadającym wilkiem Arnoldem.

Roksana Jędrzejewska-Wróbel cudownie bawi się konwencją, przekształca schematy znane z innych bajek, zmusza dziecko do myślenia i zastanawiania się. Mamo, czy na pewno tak było? – dopytywał się co jakiś czas Tymek. Myślisz, że ten wilk ma rację?

Aurelka ma cechy zwykłej dziewczynki: lubi się bawić, jest ciekawa świata i ma masę pomysłów. Czasami się złości i obraża, czasami nie wygląda ładnie. Budzi sympatię. To nie jest plastikowa, idealna księżniczka w wersji różowej. To czująca, wrażliwa, współczesna dziewczynka, która nie ma ochoty udawać, że najpiękniejsza na świecie suknia jest wygodna, a wyglądanie z wieży najciekawsze na świecie.

Bajkę czyta się doskonale. Rozdziały nie są zbyt krótkie ani zbyt długie. Bajka jest bardzo starannie wydana: wysmakowany, dopracowany i zabawny tekst wspaniale uzupełniają jakby pastelowe i trochę dziecinne ilustracje Jony Jung. A do tego różowa wstążeczka-zakładka. Doskonała lektura dla małych księżniczek, pokazująca im, że są także inne królewny niż te z Disneya. I dla małych książąt też. Rodzice również nie znudzą się przy czytaniu.
Tymek po lekturze stwierdził, że może nie warto walczyć z każdym smokiem. Nie podobało mu się tylko zakończenie (moim zdaniem, bardzo konsekwentne i mądre), tak bardzo chciał jeszcze słuchać i słuchać o przygodach Aurelki. Obraziłem się, bo nie chcę, żeby się już skończyło. I już!