Strach ma zawsze wielkie oczy

A nie, nie będzie o wierszykach Małgorzaty Strzałkowskiej 🙂 Co prawda „Wiersze, że aż strach” od dawna znamy na pamięć (Po ulicy Batorego szło trawnikiem coś strasznego…), ale dzisiaj będzie o książeczka dla maluszków: dla maluszków małych i maluszków trochę większych. A nawet dla całkiem dużych, bo Tymek też te książki z radością oglądał.

Wydawnictwo Mamania wydało śliczne pop-upy dla dzieci — przydźwigaliśmy je z biblioteki. Co prawda chłopcy mają trochę więcej niż 3 lata, ale tak pięknie kusiły z półki. Cudne są książki, które po otwarciu bawią nie tylko kolorem i obrazem, ale także formą — och, jak kuszą małe rączki, by je złapać i pociągnąć 🙂

Kto się kryje w wodzie

 Kto się kryje w lesie

 

 

 

 

 

 

Historyjka jest całkiem prosta. W lesie, w wodzie straszą jakieś dziwne oczy: takie wielkie, takie straszne. Co to jest, zastanawiają się wszystkie zwierzaki, nawet te całkiem duże. Na las, wodę pada strach… Rozwiązanie okazuje się oczywiście proste i dość przewidywalne, ale myślę, że dla małego człowieka przekręcanie kolejnych kart, z których wyłaniają się różne zwierzęta, będzie fascynujące. 

Kto się kryje w lesie

Kto się kryje w lesie

Tymek oglądał zwierzęta i zastanawiał się: jak to jest zrobione? Dobre pytanie! Obie książeczki wydane przez Mamanię są bardzo kunsztowne, pięknie zakomponowane. Fajna czcionka, stonowana kolorystyka i niesamowite kształty — ze stron wynurza się wąż i krokodyl, niedźwiedź i nietoperz. Piotruś odbiera te książeczki jeszcze bardzo naiwnie — mamo, przecież rekin nie może się bać takich oczu, prawda?! Uwielbiam, gdy mój chłopczyk zaśmiewa się w głos i słychać w jego śmiechu najprostszą, cudowna wesołość z odkrywania świata i jego absurdów. 

Kto się kryje w lesie

Kto się kryje w wodzie

Te książeczki wydają się niepozorne, ale warto do nich zajrzeć. Choćby po to, by pokazać dzieciom inny sposób komponowania tekstu i obrazu, by mogły obcować z konstrukcjami, które są przestrzenne. Pewnie węże i niedźwiedzie mogą na tym ucierpieć, ale to też pewna nauka (choćby dla rodzica: jak kleić popupa, aby ciągle działał :-)). 

Zdjęcia pochodzą ze strony wydawnictwa Mamania.

Eryl Norris, Andy Mansfield, Kto kryje się w lesie, Mamania 2017

Eryl Norris, Andy Mansfield, Kto kryje się w wodzie, Mamania 2017

Twoje dziecko dostaje książki?!

Ktoś mnie zapytał, czy Mikołaj 6 grudnia przyniósł chłopakom jakieś książki i czy moi synowie nie byli zawiedzeni. Zamarłam… Co za pytanie! Oczywiście, że przyniósł i nie, nie byli zawiedzeni! Moje dzieci cieszą się z książek i lubią je dostawać. Książka jest fajnym prezentem i już. Inne rzeczy też dostają, ale z książek cieszą się ogromnie, tak jak wszyscy w domu. Znam co prawda dzieci, które książek nie lubią, ale im też zwykle dorzucam do prezentów jakieś książki w nadziei, że znajdzie się wśród nich taka, która sprawi, że czytanie stanie się przyjemnością. Gadałam już z tym drugim Mikołajem i on też w swoim worku będzie miał dla chłopaków książki. I wiem, że na ich widok podskoczą z radości pod sam sufit.

Co dostali tym razem? Tymek oglądał z pewną nieufnością cudowny, kreatywny zeszyt pod tajemniczym tytułem „To nie jest książka do matmy” (Dwie Siostry).

To nie jest książka do matmy

Dla jasności: Tymek bardzo lubi matematykę, ale w tej książce pojawiła się matematyka, z którą nie styka się zbyt często. Choć może inaczej: widzi ją, ale nie wie, że to matematyka. „To nie jest książka do matmy” Ann Weltman łączy matematykę i rysowanie. Nie jest to zwykły bazgroszyt, trzeba tutaj policzyć, pogłówkować, skorzystać z linijki czy cyrkla. 

To nie jest książka do matmy

Mamo, to nie jest łatwe! Nie jest, ale nie musi być. Nie jest łatwe, ale daje satysfakcję. Książka zapewnia mnóstwo zabawy z okręgami, parabolami, trójkątami, sześciokątami i mnóstwem różnych innych kształtów. Sporo jest tutaj łamigłówek i zagadek. Bardzo fajna pozycja, dla dzieci, które lubią główkować i rysować.

To nie jest książka do matmy

Powiem szczerze, że najchętniej bym Tymkowi tę książkę ukradła dla siebie. Też mam ochotę stworzyć własną kardioidę (tak fachowo nazywa się figura z zachodzących na siebie okręgów), pobawić się parabolami i stworzyć płatek Kocha albo fraktal. Hmm, może umieszczę ją na liście życzeń?

Piotruś nie dostał książki do bazgrolenia. Synek bardzo chciał jakąś „straszną” książkę, więc do naszego domu zawitała Nelly Rapp.

Nelly Rapp

Autorem książek o Nelly Rapp jest Martin Widmark, który napisał m.in. serię o Lassem i Mai. „Nelly Rapp i upiorna akademia” (Mamania) to pierwsza książka cyklu i Piotruś był odrobinę zawiedziony, że Nelly nie spotkała w niej za wielu potworów.

Pewnego deszczowego dnia rodzice Nelly otrzymują zaproszenie na przyjęcie. Nelly nie ma zbyt wielkiej ochoty jechać — przyjęcia zwykle bywają nudne, trzeba na nich grzecznie siedzieć, ładnie jeść i odpowiadać na głupie pytanie obcych ludzi. Stary zamek, siedziba wuja Hannibala, wygląda niesamowicie. Okazuje się także, że głównym powodem zaproszenia była sama Nelly: samodzielna, ciekawska, odważna i obdarzona dużą wyobraźnią.

Nelly Rapp

Tym razem Nelly nie spotyka zbyt wielu potworów – musi jednak udowodnić, że nadaje się na upiornego agenta, poskromiciela wampirów. Piotruś na początku obejrzał jednobarwne, sepiowe ilustracje i uznał, że tej książki nie będziemy czytać przed snem. Zaczął ją także podczytywać sam, ale niestety słowo „uśmiechnął” okazał się na tym etapie nie do pokonania. 

Nelly Rapp

To dobra lektura dla starszych przedszkolaków i młodszych szkolniaków. Nie jest straszna (nie sugerujcie się ilustracjami), choć Piotruś bardzo przeżywał egzamin Nelly. My przeczytaliśmy ją w jedno popołudnie — to 90 stron tekstu zapisanego dużą czcionką. Sposób wydania zachęca do prób czytelniczych dzieci, które dopiero zaczynają swoją przygodę z samodzielnym czytaniem. Akcja jest wartka, a Piotrek od razu dopisał kolejne przygody Nelly na listę wymarzonych prezentów od Świętego Mikołaja — przecież musi wiedzieć, co było dalej! Też jestem ciekawa, bo pierwsza część cyklu nie daje odpowiedzi, jak będą konstruowane kolejne części.

A wasze dzieci lubią, gdy Mikołaj przynosi im książki?

Martin Widmark, Nelly Rapp i upiorna akademia, Mamania 2016

Ann Weltman, To nie jest książka do matmy, Dwie Siostry 2015