Szewczyk Dratewka

Czyś ty człowiek? Czyś ty zwierz?
Czemu pukasz? Czego chcesz?

Ten wierszyk z „Szewczyka Dratewki” towarzyszy mi przez większość życia. Wydaje mi się, że znam go od zawsze, tak jak i frazę Janiny Porazińskiej:

Minęło dni mało-wiele. Szedł znów Dratewka puszczą zieloną, puszczy szumiącą i znów zobaczył wielką krzywdę. W dziupli starej sosny była barć i ktoś tę barć zniszczył. Plastry wosku leżały na ziemi, miód ściekał po drzewie.

Musi i tutaj niedźwiedź gospodarował.

Zaczął Dratewka pszczołom pomagać. Pownosił plastry na drzewo i w dziupli je umocował, woskiem otwór oblepił, miód ciekący zatamował.

Byłam bardzo ciekawa, jak na Szewczyka Dratewkę zareaguje Tymek. Obawiałam się, że melodia wiersza, spokojny ton opowiadania nie przemówią do mojego synka. Szewczyka czytaliśmy w wersji wydanej przez Naszą Księgarnię w serii „Moje poczytajki”.

Ilustracje do tej książki namalowała Elżbieta Waga. Bardzo je lubię: szewczyk jest zwyczajny, uśmiechnięty, piegowaty i pyzaty. Ma zadarty nos i czapkę zsuniętą na czubek głowy. Czarownica jest bardzo wiedźmowata — obawiałam się, że Tymek może się bać, bo zaserwowałam mu Szewczyka Dratewkę, gdy był naprawdę nieduży, ale wcale się jej nie przestraszył.

 
Na początku przy lekturze Szewczyka Dratewki Tymek zasypiał. Czasami po przeczytaniu strony, czasami dwóch — okazało się, że to świetna wieczorna lektura — potem po przeczytaniu połowy. Aż pewnego dnia nie zasnął. I następnego też nie — a domagał się Szewczyka co wieczór. Potem przyszły inne lektury, wydawało się, że mój synek o nim zapomniał. Pewnego razu byliśmy u znajomych… Ich córeczka straszliwie rozrabiała i w końcu padło: „bo ci panku urwę głowę, i gotowe!”. A wtedy Tymek podniósł głowę i powiedział: przecież to mówiła czarownica do Dratewki, wujku. Czemu tak mówisz do Tesi?Jak nic zaraziłam synka Dratewką. Mam nadzieję, że tak jak ja będzie lubił wierszyki Pani Janiny Porazińskiej. Proste, ciepłe, przytulne kołysanki — nie każdy wie, że napisała ona takie wiersze dla dzieci, jak „Dorotka” (Ta Dorotka, ta malusia…) i „Bajka iskierki” (Z popielnika na Wojtusia iskiereczka mruga…). Jako dziecko bardzo lubiłam „Psotki i śmieszki” ze zbioru o tym samym tytule:

Świtkiem, świtkiem hyc! – na płotki
i już siedzą wszystkie Psotki.
Wszystkie Psotki Jaguleńki:
mały, mniejszy i maleńki.

I z tęsknoty za Jagulą
Psotki się na żerdce kulą.
I z tęsknoty, pełne smutku,
gwarzą sobie po cichutku.

Z zadziwienia skrzypi płotek.
Opowiada pierwszy Psotek:
„A jak padał deszcz, deszcz duży,
tom wychlapał się w kałuży”.

Wiem, te wiersze są trochę archaiczne, pełno w nich słów, których się już nie używa, opisów świata, którego już nie ma… No i co z tego! Wiersze wpadają w ucho, bajki zapadają w pamięć. Nie przeszkadza mi, że Tymek będzie wiedział, co to dzieżka, kalenica i chodaki. Szkoda tylko, że dostępne w księgarniach wydania wierszy Janiny Porazińskiej są brzydkie. Mają nieładne ilustracje, brzydkie okładki. Trzeba szukać starszych wydań na Allegro. Albo mieć nadzieję, że któryś wydawca je wznowi w nowej, pięknej oprawie. Moim zdaniem — naprawdę warto. A na koniec wyliczanka, którą Tymek wręcz uwielbiał:

„Panie Bartłomieju, kto w gospodzie był?”
„Piesek cały rudy, kotek bardzo chudy.”
„Panie Bartłomieju, co tu jedli, co?”
„Kotek z psem pospołu gąskę i pół wołu.”
„Panie Bartłomieju, co wypili, co?”
„Piesek beczkę wina, dzban miodu kocina.”
„Panie Bartłomieju, co robili, co?”
„Kot się drapał w czółko, a pies kręcił w kółko.”
„Panie Bartłomieju, gdzie tu spali, gdzie?”
„Kotek na kołeczku, a pies w rondeleczku.”
„Panie Bartłomieju, jak płacili, jak?”
„Za całą zabawę dwa złotki dziurawe.”