Kiedy marzenia się spełniają

„My dwie, my trzy, my cztery” Sarah Crossan (Dwie Siostry) to jedna z ciekawszych książek dla starszych dzieci czy młodszej młodzieży, jakie przeczytałam w tym roku. Porusza, skłania do myślenia i zadawania pytań. Spodobała się trzynastolatce, i dziewięciolatce — choć wcale nie jest to książka tylko dla dziewczyn.

Sarah Crossan, My dwie, my trzy, my cztery

Wszyscy mamy jakieś marzenia, małe i duże. Marzymy, zastanawiając się, jak pięknie by było, gdyby się spełniły. Czasami jednak rzeczywistość nas zaskakuje, a niektóre życzenia bywają niebezpieczne. Tak uważa babcia trzynastoletniej Apple. Ciągle powtarza: „uważaj, czego sobie życzysz”. Trudno jednak nie marzyć o powrocie mamy, która wyszła z domu przed jedenastu laty. Każde dziecko by o tym marzyło. I nagle mama wraca.

Nie jest łatwo pisać o tej książce i nie napisać „o czym to jest”. Aż świerzbią palce, ale nie chcę zdradzać wam więcej. Wszystkie informacje przedstawione powyżej i tak znajdziecie na okładce. Warto zajrzeć do tej książki, żeby poznać historię Apple, ale znajdziecie w tej opowieści coś więcej niż tylko historię wzajemnego (i to po raz pierwszy właściwie, bo Apple znała raczej wymyśloną matkę) poznawania się matki i córki. Oczywiście jest to opowieść o dorastaniu i dojrzewaniu — nie tylko dziecka. Opowieść o tym, czy jest miłość i jak różnie może się przejawiać. Znajdziecie w niej sporo o przyjaźni i wybaczaniu, ale także o strachu i poznawaniu samego siebie, dochodzeniu do tego, co ważne, a co mało istotne. Historia Apple wzrusza, czasami bawi, czasami przeraża. Zachęca do rozmów i rozmyślań.

To także książka o sile poezji. Dużo w niej wierszy. Życie Apple może nie wygląda typowo, ale trafiła na najlepszego nauczyciela, jakiego tylko mogła sobie wymarzyć. Bardzo bym chciała, by moi synowie napotkali choć jednego takiego na swojej drodze. Mądrego, czującego, potrafiącego zarazić pasją, nie bojącego się czytać z trzynastolatkami „trudnych” tekstów, ufającego w intelekt i wrażliwość dzieci. Poezja okazuje się tutaj kluczem do samego siebie, tunelem prowadzącym do tego, co ukryte i schowane. Przeczytajcie „My dwie, my trzy, my cztery” i czytajcie z dziećmi poezję.

Sarah Crossan My dwie, my trzy, my cztery, tł. Małgorzata Glasenapp, Wydawnictwo Dwie Siostry 2018

Reklamy

Bałagany i plamy

Pamiętacie moje zachwyty nad „Co się stało? Małe wypadki” Karoliny i Hansa Lijklemów? Książka cały czas nam się podoba, a teraz dołączyły do niej dwie kolejne: „Co się stało? Wielkie plamy” i „Co się stało? Straszny bałagan”, obie wydane przez Widnokrąg.Co się stało? Straszny bałagan

Co się stało? Wielkie plamy
W obu autorzy wykorzystują ten sam pomysł, co poprzednio, zestawiając zabawny rysunek (na miarę dziecięco-domowych katastrof) z dowcipnym komentarzem-pytaniem będącym czymś w rodzaju skróconej do maksimum opowieści o domowych (dziecięcych i nie tylko) przygodach. Wyobraźnia zaczyna pracować tak samo mocno, jak przy pierwszej części, choć w przypadku dwóch nowych książek nie było już efektu zaskoczenia. Takiego WOW!, jakie fajne, jakie inne, które wyrwało się matce i synowi przy okazji pierwszej części. Oboje z Piotrkiem doskonale wiedzieliśmy, czego możemy się spodziewać, ale odkrywanie katalogu zabawnych scenek zawartych na kartach książki było przyjemnością i wywoływało wybuchy śmiechu mojego syna, który zestawiał swoje doświadczenia i przeżycia z rysunkową historyjką.

Co się stało? Wielkie plamy

Co się stało? Straszny bałagan

Mam wrażenie, że w dwóch nowych częściach podpowiedzi, co się mogło stać, są trochę bardziej oczywiste niż w pierwszej, ale może być tak, że autorzy książek trafili po prostu w moje rodzinne doświadczenia — sami przyznają, że czerpią z codzienności. Zbite wazony i połamane linijki są codziennością, gdy ma się dwóch synów, a mogą być zaskoczeniem dla kogoś innego. Każde z pytań skłania jednak do zastanowienia się, co się stało i jak do tego doszło. I że czasami przyczyna bywa nieoczywista, a nasze zachowanie może mieć zaskakujące konsekwencje. A jeśli do tego dochodzi refleksja, że może dałoby się inaczej… Czasami Piotr wpadał na alternatywne rozwiązanie, a czasami lektura prowadziła  do niezbyt pedagogicznych odkryć — widzisz mamo, inni też grają w domu w piłkę, a ty się złościsz! Hmmm…

Co się stało? Straszny bałagan

Co się stało? Wielkie plamy

Piotrek miał tylko jedno, maleńkie zastrzeżenie. Dlaczego te wszystkie psoty zawsze robią dzieci, tatusiowie, dziadkowie lub wujkowie? Przecież mamy też psocą! I to niesprawiedliwe, że ich tutaj nie ma, bo przecież, pamiętasz, jak spaliłaś patelnię i zrobiło się strasznie dużo dymu? Albo jak spadła Ci taca na podłogę? (Tiaa, ciekawe, co jeszcze mi wypomni)Sprawiedliwość społeczna musi być! Dlatego mam ogromną prośbę do autorów o uwzględnienie w następnych książkach mam, babć i cioć. Nich też coś mają z życia.

U nas powstaje właśnie prywatna kronika Strasznych wypadków. A co! Nie zamierzamy jej publikować, więc mam nadzieję, że autorzy nie pozwą nas o plagiat 🙂

 

Karolina i Hans Lijklema, Co się stało? Wielkie plamy, Widnokrąg 2018

Karolina i Hans Lijklema, Co się stało? Straszny bałagan, Widnokrąg 2018

Dom nie z tej ziemi

To nie jest łatwa książka. Zdecydowanie warto przy jej czytaniu towarzyszyć dziecku. I nie bać się pytań, które pewnie się pojawią, czemu się dzieje tak, jak w historii Marysi i czy naprawdę tak bywa.

Małgorzata Strękowska-Zaremba, Dom nie z tej ziemi

Małgorzata Strękowska-Zaręba napisała mądrą, ważną i piękną książkę dla dzieci. Nie będę Wam opowiadać, o czym jest ta historia, bo może ktoś jej jeszcze nie zna — tak jak my do niedawna. Warto dochodzić do rozwiązania samodzielnie i samemu rozsupłać węzeł jawy, snu i zmyślenia, by dojść do prawdy. Nie warto wcześniej szukać streszczeń i objaśnień — dajcie opowieści szansę i pozwólcie się zaskoczyć.

Małgorzata Strękowska-Zaremba, Dom nie z tej ziemi

„Dom nie z tej ziemi” to książka wymagająca skupienia i uwagi. Warto ją czytać powoli. Małgorzata Strękowska-Zaręba przeplata to, co rzeczywiste z tym, co wyobrażone, a granica jest bardzo płynna. Często nie wiadomo, gdzie przebiega i czy to, o czym przed chwilą czytaliśmy wydarzyło się naprawdę, czy tylko się wydawało. Czy krasnale ogrodowe mogą mrugać? Czy dom może nie rzucać cienia? Ciągle nasuwa mi się pod palce termin „realizm magiczny”, bo rzeczywistość w tej książce jest przesycona magią, zabobonem, wiarą w cuda i sekrety. Tak chyba czasami łatwiej wytłumaczyć sobie coś, czego nie potrafimy wyjaśnić. Tak często patrzą na świat dzieci.

Małgorzata Strękowska-Zaremba, Dom nie z tej ziemi

Bohaterów jest dwoje — Marysia o kręconych włosach i Damian, zwany Pająkiem. Tajemnicza Marysia jest szefową, to ona powoli wprowadza Daniela w sekrety domu, na który nigdy nie pada deszcz. Wesoły Daniel na początku traktuje spotkanie z dziewczynką jak zabawę, a potem odkrywa, że wszystko dzieje się na poważnie. Małgorzacie Strękowskiej-Zarembie udało się napisać książkę nie tylko o różnych domach, ale także o przyjaźni, zaufaniu i dorastaniu. Naprawdę warto zachęcić dziecko do jej lektury, mimo że nie jest to książka łatwa. Dla mnie ta opowieść to także świetne wprowadzenie do późniejszych, bardziej dorosłych historii i świetny pretekst do pokazanie dziecku, że pisać można bardzo różnie.

Małgorzata Strękowska-Zaremba, Dom nie z tej ziemi

Jeszcze słowo o ilustracjach Daniela de Latour. Cała książka utrzymana jest w stonowanej szaro-żółtej kolorystyce. Ilustracje są bardzo oszczędne, przyciągają wzrok i podkreślają atmosferę tajemnicy. Świetnie dopełniają tekst, ale nie przyćmiewają go i nie odrywają uwagi od historii. Książka wydaje się ascetyczna i przemyślana. A od dziewczynki na okładce po prostu trudno oderwać wzrok. Zresztą sami sprawdźcie.

 

Małgorzata Strękowska-Zaremba, Dom nie z tej ziemi, il. Daniel de Latour, Nasza Księgarnia 2017

Kresek, Bartek i całkiem zwyczajny początek

Pewnie powinnam pisać o Świętach, Mikołaju i reniferach, o książkach, które wprowadzają w atmosferę Bożego Narodzenia… Tylko że trochę mi się nie chce, bo wszyscy o tym piszą i pokazują śliczne stosiki 🙂 No i może także dlatego, że mało czytamy w tym roku o świętach, Mikołaju i reniferach, raczej o przygodach, labiryntach, autach, tajemnicach i jamnikach. Kilka książek na raz, tak jakoś wyszło. Więc zamiast o Mikołaju, posłuchajcie o zwykłym chłopcu, Bartku Kłopotku.

Kresek, Bartek i całkiem zwyczajny początek

Książka Kasi Nawratek zdobyła w tym roku Koziołka, nagrodę przyznawaną przez Bibliotekę w Oświęcimiu. Sięgałam więc po tę pozycję z dość dużymi oczekiwaniami, ale i z niepokojem. Wygrała z „Teatrem niewidzialnych dzieci” Marcina Szczygielskiego, którą uważam za książkę bardzo dobrą, więc poprzeczka wisiała wysoko.

„Kresek, Bartek i całkiem zwyczajny początek” to całkiem zwyczajna historia Bartka mieszkającego w zwykłym bloku. Układ rodzinny chłopca jest inny, ale chyba coraz bardziej powszechny: jest mama i jej partner Piotrek, jest tato i jego nowa partnerka, Aneta. No i jest Kresek — jamnik będący największym przyjacielem i powiernikiem. Gdzieś w tle przewija się szkoła, koledzy i koleżanki, sąsiedzi, bezdomni, ogródki działkowe i sklepy. W całym tym uniwersum najbardziej niezwykły jest Bartek. Jego ogromna, wręcz rozbuchana wyobraźnia to jednocześnie ratunek i przekleństwo. Chłopiec ucieka przed problemami w nierealny świat, a to, co wymyślone, jest dla niego równie rzeczywiste i prawdziwe. Granica się zaciera, a Bartkowe hasło „wiem to na pewno”, którym kończy prawie każdą wypowiedź, sprawia, że trudno mu uwierzyć, nawet wtedy, gdy wszystko, co mówi, jest prawdą. Zresztą Bartek raczej nie kłamie, on po prostu wymyśla historie i natychmiast zaczyna w nie wierzyć.

Kresek, Bartek i całkiem zwyczajny początek

Trudno mu się dziwić. Bartka poznajemy w momencie przełomowym, kiedy okazuje się, że będzie miał siostrę. Niestety, tato i  jego partnerka nie potrafią dobrze poradzić sobie z tą sytuacją (szerze mówiąc, radzą sobie koszmarnie, za dużo znam „z życia” podobnych historii, by zarzucać Kasi Nawratek przesadę, choć trochę raził mnie czarno-biały schemat). Odmienność chłopca przeszkadza mu w szkole, zawadza w domu. Czas dorosnąć, tylko że Bartek dorastać nie chce, bo nie potrafi i chyba nie chce dostosować się do reguł dorosłego świata. Bartek widzi dużo, więc świetnie dostrzega także jego absurdy. Problemy tłumaczy sobie po swojemu (cudnie namalowane Kopalnia i Administracja), ale je widzi — często więcej niż niejeden dorosły.

Trudno mi się pisze o tej książce. Kasia Nawratek namalowała fragment dziecięcego życia, bardzo pokomplikowany przez dorosłych. Bartek to dziecko, które musi poradzić sobie z rozwodem rodziców, przemocą w szkole, niesprawiedliwością dorosłych, czyjąś bezdomnością, strachem przed katastrofą budowlaną, pierwszym zauroczeniem. Zmaga się z kłopotami, które mogłyby przywalić niejednego dorosłego. To bardzo poruszająca lektura, o której trudno przestać myśleć. Mój Starszy pochłonął ją błyskawicznie i powiedział, że warto, choć to trochę smutne, czasami dziwne, ale i wzruszające. „Dziwny był ten Bartek mamo, ale mi go szkoda, nie miał lekko”. Ja mam skojarzenia i z „Teatrem niewidzialnych dzieci„, i z „Tonją z Glimmerdalen„.

Kresek, Bartek i całkiem zwyczajny początek

Kasia Nawratek nie oferuje czytelnikowi łatwych rozwiązań. Bartek nie jest prostym bohaterem: jest inny, dziwny, zakręcony. Trudno się z nim dogadać i przeniknąć do jego świata. Problemy, z którym się boryka, nie znikają. Pewne rzeczy udaje się wyjaśnić, życie toczy się dalej, tak po prostu — i trzeba się w nim odnaleźć. Bo właśnie takie jest życie, czasami fajne, czasami trudne, czasami niezrozumiałe. Różne. Pewne problemy znikają dopiero wtedy, gdy uporają się z nimi dorośli — dlatego warto, by także dorośli sięgnęli po tę książkę. Naprawdę warto.

 

Kasia Nawratek, Kresek, Bartek i całkiem zwyczajny początek, il. Ola Szmida, Ezop 2016

Zabawy z Mattisem

Piotruś bardzo poleca czytanie Mattisa. Bo jest fajny i już… I nie ma za dużo tekstu na stronie, i szybko się czyta, i po prostu jest fajny, rozumiecie? I nie należy zadawać głupich pytań  i zastanawiać się za dużo, czemu warto zajrzeć do Mattisa. Jak ktoś tego nie rozumie, to nie jest za mądry. Czytajcie więc „Mattisa i jego przygody w pierwszej, drugiej i trzeciej klasie” Rose i Samueala Lagercrantzów (Wydawnictwo Zakamarki) — ktoś oprze się takiej rekomendacji?

Mattis_Okładka

Mattis trafił do naszego domu na fali zainteresowania Dunią. Matką bardziej kierowała ciekawość, jak dziecko zareaguje na szkołę pokazywaną z perspektywy chłopca, bo Dunia wywoływała pewien sprzeciw (ee, to raczej dla dziewczyn). Efekt przekroczył oczekiwania, bo Piotruś się w Mattisie zakochał — a po zakończeniu lektury napisał list do Mikołaja i poprosił o wszystkie przygody Duni, bo przecież tam pewnie będzie też coś o Mattisie.

Przygody Mattisa w pierwszej, drugiej i trzeciej klasie

Rose Lagercrantz napisała książkę, która naprawdę pokazuje świat z perspektywy dziecka, świat, w którym bardzo dużo się dzieje — choć nie zawsze dorośli wszystko rozumieją, a na pewno dziecko nie ma ochoty za dużo o nim opowiadać. Bo i po co? Przygody Mattisa jak mało która książka rozwiązywała język mojego syna. Nagle Piotrek zaczynał opowiadać o szkole, o kolegach, o tym, że czasami też kogoś nie lubi albo że coś jest bardzo trudne lub właśnie stało się łatwiejsze. Nie wiem, czy „Przygody Mattisa w pierwszej, drugiej i trzeciej klasie” będą działać tak samo na każdego, ale na pewno warto spróbować i nie burzyć się, gdy dziecko przerywa lekturę.

Przygody Mattisa w pierwszej, drugiej i trzeciej klasie

Opowieści o świecie Mattisa są krótkie. Na stronie nie ma za dużo tekstu, więc Piotrek nie uciekał przed literkami, które go przerażały (mamo, to nie dla mnie, tak tu dużo liter — zdarza mi się usłyszeć taki tekst). Książkę o Mattisie przeczytaliśmy błyskawicznie i mój syn świetnie odnajdywał się w sytuacjach opisanych przez Rose Lagercrantz. Bo przygody Mattisa są zwyczajne: kogoś nie lubi, czasem nie ma ochoty iść do szkoły, cieszy się, gdy znajduje przyjaciela, lubią panią. Niezwykłe rzeczy, które przydarzają się Mattisowi, są takie „zwykłe”: Beni Bandzior zrzuca mu bryłę lodu na głowę, pani źle się czuje w szkole, ktoś skręca nogę, Mattis może nocować u kolegi… Tak prosto i zwyczajnie, a jednocześnie tak niezwykle, bo w książce jest mowa nie tylko o tym, co się dzieje, ale także o tym, co się czuje — że można się bać, że życie w pierwszej, drugiej i trzeciej klasie może być przerażające, że mały człowiek czasami jest samotny. Rose Lagercrantz potrafi pisać o emocjach i uczuciach. A na dodatek tak cudnie pisze o rodzicach 🙂

Piotruś uważa, że „Przygody Mattisa” to najlepsza książka, jaką chłopcom może przynieść Mikołaj. Sprawdzicie?

 

Rose i Samuel Lagercrantz, Mattis i jego przygody w pierwszej, drugiej i trzeciej klasie, Zakamarki 2017

Ala Baba i dwóch rozbójników

Znacie dzieci, które nie potrafią przestać zmyślać? Takie, które właściwie cały czas opowiadają niestworzone historie i czasem trudno rozróżnić, co jest prawdą, a co zmyśleniem? Najsłynniejszym takim dzieckiem pozostaje chyba Pippi Pończoszanka. Pamiętacie jej opowieści? Takie dziecko mieszka także w moim domu i przyznaję, że czasami niełatwo się z nim dogadać. A ostatnio pokochaliśmy Alę, obdarzoną bujną wyobraźnią bohaterkę książki Joanny Wachowiak.

Ala Baba i dwóch rozbójników

Pięknie się ta książka zaczyna:

Jest to opowieść o kilku planetach, które odwiedziłam — chociaż tak naprawdę nie postawiłam na nich nogi. I o tym, jak wróciłam na Ziemię z pewnej planety, chociaż wcale nie wiedziałam, że na niej żyłam. Ta historia zaczyna się całkiem zwyczajnie w najzwyklejszym miejscu pod słońcem: w naszym mieszkaniu.

Ten wstęp zaintrygował i Piotrusia, i Tymka. Starszy połknął książkę przez dwa wieczory. Uznał, że jest fajna i wartą ją przeczytać Piotrusiowi: bo on też dużo zmyśla. Hmm, nie wiem, czy mój Młodszy czegoś się z tej lektury nauczył, ale na pewno słuchał jej z uwagą i fascynacją: bo to takie ciekawe! Trudno o lepszą rekomendację.

Ala Baba i dwóch rozbójników

Ala, bohaterka i narratorka książki, to zwykła dziewczynka. Mieszka w bloku, chodzi do szkoły, ma rodzeństwo i niesamowitą wyobraźnię. Zaczyna opowiadać, by uwolnić się choć na chwilę od dwóch braci w wieku przedszkolnym, bliźniaków Filipa i Leona. A jej historie są tak wciągające i niesamowite, że mój Piotruś przez dłuższy czas wierzył, że Ala naprawdę zabierze chłopców na kosmiczną wyprawę. Pytania, czy oni jednak polecą, towarzyszyły lekturze całej książki, choć jednocześnie Piotruś zastanawiał się, czy chłopcy będą źli, gdy się zorientują, że Ala buja.

Ala Baba i dwóch rozbójników

Opowieści Ali, choć fantastyczne, są jednak mocno związane z naszą rzeczywistością. Tak jakby dziewczynka podświadomie oswajała świat, w którym żyje. Nie jest to bowiem wyłącznie zabawna książka. Ala jest samotna, a jednocześnie oderwana od rzeczywistości. Pogrążona w marzeniach nie zauważa świata, który ją otacza, a zamiast rozmowy i przebywania z rówieśnikami woli snuć przypuszczenia i domyślać się, co czują, myślą i jacy są. Czasami tak jest łatwiej. Opowieści dziewczynki, choć wymyślane dla braci, sprawiają, że zmienia się sama Ala, która nagle zaczyna dostrzegać realny świat.

Ala Baba i dwóch rozbójników

Joanna Wachowiak napisała bardzo ciekawą i mądrą książkę, która wciąga dziecko i nie nudzi rodzica. Można przy niej wspólnie pomilczeć, pośmiać się i dużo rozmawiać. Powieść Joanny Wachowiak doceniło także jury 24. Ogólnopolskiej Nagrody Literackiej im. Kornela Makuszyńskiego — na książkę można zagłosować w konkursie dla czytelników tutaj.

Ilustracje pochodzą ze strony Wydawnictwa BIS.

Joanna Wachowiak, Ala Baba i dwóch rozbójników, il. Teresa Zalewska/Hoya, Wydawnictwo BIS 2016

 

Zawiła historia niesfornego Kacperka

Znacie historię Kacperka? Wydawnictwo Adamada wydało ją w serii „Tornister pełen przygód”, ale książkę można czytać w wakacje. A nawet trzeba, bo to świetna lektura, nominowana w tym roku do Ogólnopolskiej Nagrody Literackiej im. Kornela Makuszyńskiego. Warto także popatrzeć na intrygujące, trochę mroczne ilustracje Grażyny Rigall.

Zawiła historia

Kacperek, niesforny czwartoklasista, to jednocześnie bohater i narrator książki Katarzyny Michalec. Chłopiec funkcjonuje na obrzeżach klasy. Jest inny — ma niesamowite pomysły, projektuje superodrzutowce, bywa złośliwy, marzy, żeby zostać żołnierzem, po kryjomu pisze pamiętnik i musi poradzić sobie nie tylko z kolegami, którzy wypominają mu jego piegi, ale także z rodzicami, którzy (jak to rodzicie) nie rozumieją potrzeby posiadania dziurawych spodni. Kacperek jest także odważny — woli sprawdzać, niż wierzyć na słowo i dlatego wybiera się do lasu, mimo iż wszyscy uważają, że kobieta z lasu jest prawdziwą Czarownicą.

Zawiła historia

Pani Genia, tak jak Kacperek się domyślił, wcale nie jada dzieci i nie ma rozdwojonego języka, ma za to niesamowity dom pełen drewnianych mebli o dziwnych kształtach, duże poczucie humoru, mnóstwo świetnych pomysłów oraz rewelacyjną wnuczkę Olę. Starsza Pani, która w niczym nie przypomina standardowych starszych pań ani Babci Kacperka, potrafi pokazać chłopcu świat od innej strony i sprawić, że jego życie nabiera barw. Czarownica okazuje się świetnym towarzyszem zabaw. Dzięki niej Kacperek znajduje przyjaciół.

Zawiła historia

Oczywiście, że to trochę bajka. Bajka o tym, jak zrozumieć siebie, jak odnaleźć się w szkole i grupie rówieśników, jak poradzić sobie z dorosłymi, którzy dają szlabany, a potem sami ich nie przestrzegają. Nie jest to jednak nudna, moralizatorka historyjka. Opowieść jest dynamiczna i wciągająca — założę się, że niejeden dorosły nie będzie się mógł od niej oderwać. Katarzyna Michalec pisze bardzo sprawnie i zabawnie — niektóre fragmenty wywoływały u nas wybuchy śmiechu, przy innych Tymek poważnie zastanawiał się, czy dałby radę/mógłby postąpić podobnie jak Kacperek (hmm, mamo, myślisz, że jeśli na klasówce napisałbym wszystko, co wiem, ale na temat inny niż zadany, to nie dostałbym pały?). Ważne w tej książce są emocje: smutek, żal, radość, ekscytacja — ale nie jest to lektura tylko dla tych, którzy są odrzuceni i nie radzą sobie w grupie. To dobrze napisana i skonstruowana, a przede wszystkim ciekawa historia, która od niechcenia pokazuje, że jak się człowiek trochę postara i dobrze rozejrzy, to pewnie znajdzie kogoś bliskiego. Przyjaźń wymaga troski, ale na początek warto nie robić innym tego, czego sami nie lubimy, choć nie jest to łatwe — trudniej zobaczyć zalety niż wady, z których można się pośmiać. A jak ma się już grupkę znajomych, to od razu w życiu bywa raźniej. Oczywiste? Być może, ale za to jak wspaniale podane!

Zawiła historia

Zalecałabym tę książkę także dorosłym — przeczytajmy historię Kacperka i zastanówmy się, czy — choć od czasu do czasu — nie moglibyśmy być tacy, jak Pani Genia. Nie musimy od razu przenosić się do lasu i ćwiczyć jogi, ale skombinowanie kilku pudełek i zrobienie dla dzieciaków toru przeszkód nie powinno być ogromnym problemem. No to do dzieła, bo inaczej nasze własne dzieci będą od nas uciekać!

 

Katarzyna Michalec, Zawiła historia niesfornego Kacperka, Adamada 2017

Co się stało?

„Co się stało? Małe wypadki” Karoliny i Hansa Lijklemów to pierwszy tom serii „Co się stało?” planowanej przez Wydawnictwo Widnokrąg. Książka sprawiła nam wiele radości i świetnie się przy niej z Piotrusiem bawiliśmy, a przy okazji udało się przemycić trochę mądrości. Niby dość wcześnie dowiadujemy się (nawet jako dzieci), że każdej akcji towarzyszy reakcja, ale nie zawsze udaje się nam (dorosłym też) przewidzieć wszystkie konsekwencje naszych działań. A poza tym dorosłym jest łatwiej, a dzieci muszą się pewnych rzeczy nauczyć — i czasami zdecydowanie wolę, gdy robią to z książek.

Co się stało? Małe wypadki

„Co się stało? Małe wypadki” to zbiór kilku króciutkich rysunkowych historyjek, a właściwie dialogów. Za każdym razem pada to samo, ważne pytanie: „Co ci się stało?” oraz wcale nieoczywista odpowiedź. Rysunek obok podpowiada, co się stało, ale jednocześnie można wymyślać mnóstwo opowieści, jak do tego doszło. 

Co się stało? Małe wypadki

Chyba największy urok tej książeczki kryje się właśnie w nieoczywistych odpowiedziach. W wyobraźni pojawia się od razu historia dziecka, które biega, skacze, eksperymentuje, sprawdza swoje możliwości. Czasami świetnie się bawi, a czasami coś mu się przydarza, ale ważniejsza jest duma z osiągnięcia niż ból spowodowany (drobnym lub poważniejszym) urazem. 

Co się stało? Małe wypadki

Niektóre odpowiedzi wywoływały u Piotrusia salwy śmiechu (Tatuś powiesił mi śliczny obrazek nad łóżkiem), inne sprawiały, że zaczynał się zastanawiać i dumać, co się mogło przydarzyć. Jego wyobraźnia nie znała granic, a ja mam nadzieję, że w łebku zostanie mu świadomość, że pewne zabawy mogą kończyć się różnie. Wymyślaliśmy też historie alternatywne — co by można było zrobić, żeby nie było złamanej ręki czy stłuczonego kolana. Przecież cukierki z szafki można zdobyć na wiele różnych sposobów. Bardzo fajna książeczka dla małych eksploratorów.

 

Karolina i Hans Lijklema, Co się stało? Małe wypadki, Widnokrąg 2017