Lato z rabusiami

„Lato z rabusiami” Siri Kolu… Nie mogę przestać myśleć o tej książce. Starszy połknął, powiedział, że jest całkiem fajna i trochę dziwna. No jest. Nie jestem jednak pewna, czy dziwne były dla nas te same momenty. To zaskakująca lektura dla dorosłego, trochę niepokojąca, drażniąca, stawiająca pytania i pozostawiająca bez odpowiedzi. Prawdę mówiąc, nie spodziewałam się takiej zagwozdki, gdy zaczynałam ją czytać. Bardzo chciałabym się dowiedzieć, jak autorka rozwinęła tę historię — po fińsku wyszło już sześć części przygód Rabusińskich.

Siri Kolu, Lato z rabusiami

To może od początku. „Lato z rabusiami” Siri Kolu (Wydawnictwo Tatarak) to, wydawałoby się, typowa powieść na wakacje. Bohaterką jest dziesięcioletnia Vilja, młodsza córka zamożnych rodziców, trochę nudnawa i nijaka, która pewnego dnia w drodze do babci, u której ma spędzić wakacje, zostaje porwana przez najdziwniejszą na świecie rodzinę Rabusińskich. Rabusińscy muszą rabować, nazwisko zobowiązuje.

W tym miejscu zaczyna się niesamowita przygoda Vilji, której znany i uporządkowany, dostatni i nudny świat nagle się zmienia. Okazuje się, że można jechać przed siebie bez celu, jeść rękami, spać w namiocie, myć się w zimnym jeziorze, rzucać nożem do tarczy — i świetnie się przy tym bawić. Trochę jak w „Podróży za jeden uśmiech” Adama Bahdaja, Vilja zostaje wrzucona w środowisko, którego początkowo nie rozumie. Odnajduje się w nim jednak dużo szybciej niż Duduś. Dla dziewczynki było to lato przełomowe. Jak mówi sama bohaterka na końcu książki:

„Już nigdy nie będę tą dziewczynką, która czeka wyłącznie na najbliższe próby chóru albo lekcje skrzypiec.”

Vilja poznaje świat, w którym pieniądze nie mają żadnego znaczenia. Świat, w którym żyje się z dnia na dzień, nie gromadzi się rzeczy i używa się ich w nietypowy sposób. Dziewczynka poznaje siebie. Odkrywa, że jest pomysłowa, rozsądna i opanowana, silna, ma własne zdanie i uparcie dąży do celu. Wakacje z Rabusińskimi pozwalają jej w pewien sposób dorosnąć i zrozumieć siebie. Przeżywa z niesamowitą rodziną mnóstwo przygód, wchodzi w zbójeckie społeczeństwo i zdobywa wiedzę niedostępną zwykłym dzieciom. Piraci drogowi zdarzają się częściej niż przypuszczacie, przynajmniej w Finlandii.

Dla Rabusińskich spotkanie z dziewczynką było równie ważne. Vilja wprowadziła w ich życie nowe spojrzenie, wybiła z rutyny, pozwoliła na nowo spojrzeć na rabusiostwo, a potem zaczęła powoli socjalizować.

To pierwsza warstwa. Zabawna, dobrze skonstruowana, przewrotna, pełna nieoczekiwanych zwrotów akcji. Letnia i radosna historia o dziewczynce, która spędziła najdziwniejsze i najwspanialsze wakacje swojego życia, włócząc się po kraju z najbardziej romantycznymi zbójcami na świecie.

Męczy mnie jednak tło tej historii. Przy dorosłej lekturze „Lato z rabusiami” pokazuje obraz społeczeństwa, na który nie mamy ochoty spoglądać. To może po kolei.

  1. Gdzie podziali się rodzice Vilji? Dlaczego tak słabo jej szukali? Przyjmuję koncept rodziny, która znika, ale w tej książce Vilja właściwie „przeniosła się” do innej rodziny. To tutaj czuła się potrzebna, to do Rabusińskich chciała wracać. Przerażał mnie jej brak emocjonalnych związków z prawdziwymi rodzicami. Budziło to mój bunt. Siri Kolu udało się stworzyć smutny obraz współczesnej rodziny: oschłej, niezaangażowanej emocjonalnie, bez poczucia więzi. Telefon, internet, hobby budzą więcej emocji niż dziecko, które lgnie tam, gdzie czuje się potrzebne i rozumiane. Cała narracja jest prowadzona z perspektywy Vilji, ale rodziców mi w tej książce brakowało (choć przyznaję, trochę ratuje sytuacje tato, który nagle pojawia się w okolicy). Spojrzenie dziesięciolatki na rodziców jest tutaj bardzo okrutne — naprawdę zaczęłam się zastanawiać, czy ze mną jest tak samo i jak postrzegają mnie moje dzieci.
  2. Rodzina Rabusińskich — anarchia w czystej postaci i — żeby było jasne — nie przeszkadza mi to. Żyją poza strukturami społecznymi, nie próbują się dopasować, choć ich brak dopasowania jest tak przejaskrawiony, że aż budzi niedowierzanie. Napadanie na innych nie jest fajne, choć przy pobieżnej lekturze takie może się wdawać. Rabusińscy nigdy nie zabierają za dużo, nie interesują ich pieniądze, biorą tylko to, co akurat jest im potrzebne. Bardzo to romantyczne i szalone. Nie zmienia to jednak faktu, że okradają innych. Nikt nie chce być okradany. Wraz z poznawaniem historii rodziny pojawiły się kolejne wątpliwości. Dla mnie opowieść o losach Dzikiego Kaarlo, jego żony i dzieci to historia choroby i uzależnienia, historia poświęcenia w imię ratowania męża i rodziny. Może przesadzam, ale tylko trochę. Kaarlo pracował w fabryce samochodów i bardzo kochał swoją pracę. Pewnego dnia okazało się, że zakłady zostaną przeniesione do jakiegoś innego kraju, bo tam jest taniej. Znacie takie przypadki? Kaarlo nie chciał pracować nigdzie indziej, więc po prostu pewnego dnia zabrał żonę i dzieci i zaczął prowadzić życie rozbójnika, goniąc za marzeniami. Rabusińscy nie starają się nikogo krzywdzić, nie są krwiożerczym bandytami, ale także nie rozumieją/nie pamiętają zasad obowiązujących w społeczeństwie, a na pieniądze mówią „mysie pierdy” i nie potrafią ich używać. Cała rodzina roztacza parasol ochronny nad Kaarlo, bo nie chcą, żeby był smutny.
  3. Vilja – dziesięciolatka, która nagle staje się odpowiedzialna za wszystkich. Przygoda dziewczynki jest fantastyczna, ale jej poczucie odpowiedzialności, przejęcie kontroli… Czy naprawdę dzieci muszą zbawiać świat i innych? Czy Vilja powinna przejąć odpowiedzialność za los rodziny? Za dorosłych?

Im dłużej czytałam „Lato z rabusiami”, tym mniej wydawała się mi humorystyczna. Z tła wyłaniał się smutny i beznadziejny obraz społeczeństwa, w którym tak wiele się zmienia, że dorośli nie potrafią się odnaleźć i ukrywają za marzeniami albo technologią, a dzieci są przekonane, że nie są ważne i nic dla rodziców nie znaczą. Mają jednak instynkt i potrafią nakierować dorosłych na właściwy tor. Pozostaje pytanie o cenę, jaką za to zapłacą.

„Wakacje z rabusiami” to naprawdę ciekawa i dobrze napisana książka o przygodzie, na którą miałoby ochotę wiele dzieci. Fajnie jest jechać bez celu, kąpać się w jeziorze, budować bazy w krzakach, huśtać się na hamaku i krzyczeć radośnie z głębi serca. Dzieciom nie potrzebne są wcale „drogie” wakacje, wyjazdy na koniec świata i baseny z podgrzewaną wodą. Wystarczy trochę wody, parę patyków i obecność kogoś, dla kogo jest się ważnym. Przeczytajcie koniecznie „Lato z rabusiami”, a potem zafundujcie dzieciakom szalone wakacje (może bez napadania na innych). I dajcie znać, czy książka także w was zasiała niepokój.

Siri Kolu, Lato z rabusiami, il. Tuuli Juusela, tł. Iwona Kiuru, Tatarak 2018