Wieści od Piotrusia

W pewnej chwili uświadomiłam sobie, że przecież synków mam dwóch, a na  blogu piszę o jednym. Rażąca niesprawiedliwość, bo młodszy też kocha książki i tekst „mama citaj” słyszę przynajmniej kilka razy dziennie. Pewnie wynika to z faktu, że dla starszego szukamy lektur, a młodszemu po prostu wyciągamy książki z półki Tymka – albo sam wyciąga – i dość rzadko kupujemy dla niego nowości. Piotruś z fascynacją ogląda „Miasteczko Mamoko” i „Dawno temu w Mamoko”, bardzo lubi Nusię, o której już pisałam, z lubością zmusza nas do czytania „Ja nie chcę iść spać” po kilka razy pod rząd.

Czytamy jednak także inne książki, czasem trochę bardziej dostosowane do wieku Piotrusia – mój synek bardzo lubi serię o Kamyczku odziedziczoną po Tymku. W nowszych wydaniach Kamyczek został przemianowany na Kajtusia, ale dla nas pozostał Kamyczkiem.

Trochę ucichła najważniejsza jak dotąd Piotrusiowa fascynacja i możemy odpocząć od książek o pociągach. Czytaliśmy wszystko, co wpadło w ręce, od „Lokomotywy” Tuwima po dziwaczne książeczki o pociągach, których tekst budził grozę. Zwykle ja chowałam te książki na samo dno, a Piotrek pracowicie je odszukiwał i z triumfem przynosił.

Seria „Mam przyjaciela….” wydana przez Media Rodzina bardzo nam się spodobała. Co prawda książkę o kolejarzu głównie oglądamy, ale za to opowieść o budowniczym znamy prawie na pamięć. Myślę, że głównym powodem fascynacji jest krecik-budowniczy widoczny na prawie każdym obrazku. Zaczęliśmy od poszukiwania kreta, a przy okazji udało się przeczytać cały tekst. Piotrek co prawda uparcie twierdzi, że kompresor na ilustracji jest traktorem, ale książeczka bardzo mu się podoba.

Reklamy