Zapachniało wakacjami…

Tak, tak, zapachniało wakacjami mimo listopada, paskudnej mżawki i wiatru, który szarpie gałęziami. U Dziadków spadły z drzew ostatnie liście, a zachwycone dzieci odkryły, gdzie zimuje jeż i podziwiały zwinną wiewiórkę, doskonale widoczną wśród nagich gałęzi. A ja położyłam przy łóżku książkę i zaglądam do niej co chwila, szukając słońca, łagodnego szumu wody i zapachu kwiatów. Nie spodziewałam się, że aż tak mną zawładnie, gdy brałam ją w bibliotece z półki dla dzieci.

Do góry brzuchem

„Brzuchem do góry” Urszuli Palusińskiej (Dwie Siostry 2017) przykuwa wzrok od razu. Jej okładka sprawia, że ma się ochotę potrząsnąć głową — coś jest nie tak. Nie chodzi nawet o ciekawie zakomponowany tytuł. Zaskoczyła nas przede wszystkim perspektywa — rzadko (chyba zbyt rzadko) zdarza nam się oglądać świat od dołu. Cała książka Urszuli Palusińskiej jest właśnie taka, jak okładka — pokazuje nam świat z pozycji leżącej i zaraża zachwytem nad swobodnym letnim leniuchowaniem bez winy i wstydu. Czy ktoś za tym nie tęskni?

Rozmarzyłam się, wspominając hamak, dmuchawce na wietrze, motyle i słońce lśniące w liściach gruszy. Urszuli Palusińskiej udało się zakląć lato na kartkach książki, choć na jej ilustracjach nie znajdziecie feerii barw, sporo na nich także czerni. Fabuła nie jest skomplikowana: dziecko wędruje po podwórku i okolicy i widzi ludzi, którzy właśnie znaleźli chwilę tylko dla siebie: wujka czytającego gazetę, listonosza roznoszącego listy, ciocię, Karola, Emilię czy Euzebka (to chyba ulubiona plansza Piotrka). Najpierw widzimy bohatera z góry, by potem zobaczyć świat z fascynującej, leżącej perspektywy.

Brzuchem do góry

Brzuchem do góry

Nie wiem, jak to Urszula Palusińska zrobiła, ale dla mnie ta książka to esencja lata, lato w pigułce, doskonały lek na jesienne chłody. Tyle w niej słońca, pogody, spokoju, upału zaczarowanego w każdym źdźble trawy narysowanym czarnym tuszem, każdej plamie słonecznego blasku prześwitującej przez kapelusz czy dziurawy dach. Autorka książki rewelacyjnie operuje plamą i kreską, jej obrazy są czasami rozmyte — czyż nie jest tak, gdy próbujemy patrzeć prosto w słońce?

Brzuchem do góry

 Brzuchem do góry

To także książka o uważności, pielęgnowaniu chwili, pełna zachwytu nad „tu i teraz”, nad rzeczami zwykłymi: tańcem ciem w świetle latarki, kłębami dymu unoszącego się nad ogniskiem, światłem gwiazd odbitych w jeziorze.

Brzuchem do góry Brzuchem do góry

Zazdroszczę autorce umiejętności zachwytu i dostrzegania piękna w rzeczach zwykłych. I bardzo się cieszę, że wyciągnęłam tę książkę z bibliotecznej półki — lata nie wrócimy, ale jesienią też można poleżeć na podłodze i popatrzeć na sufit, szukając historii zaklętych w cieniach, zatrzymać się w parku i podpatrywać gawrony szukające orzechów czy podziwiać chmury na niebie. Bardzo jestem wdzięczna za tę lekcję uważności. Dobrze jest czasami poleżeć brzuchem do góry.

Urszula Palusińska otrzymała za tę książkę nagrodę Chen Bochui w kategorii „Najlepsza książka obrazkowa roku” na Międzynarodowych Targach Książki Dziecięcej w Szanghaju. Jury miało doskonały gust.

Urszula Palusińska, Brzuchem do góry, Dwie Siostry 2017