Wędrówki z dziadkiem po Nikiszowcu

Książkę „Jak Maciek Szpyrka z dziadkiem po Nikiszowcu wędrowali” – czyli „Ô tym, kiej Maciek Szpyrka cuzamen ze starzikiym wandrowali po Nikiszu” zdobyliśmy w konkursie organizowanym na FB przez wydawnictwo BIS. Bardzo się z tego cieszę, bo książkę przeoczyłam, a okazała się bardzo, bardzo interesującą lekturą.

Jak Maciek

Piotruś prosił o tę lekturę już kilka razy – no przeczytaj mi o tym Maćku i o tym dziadku.

Może najpierw o samej historii… Magdalena Zarębska napisała prostą i piękną opowieść o miłości, do ludzi i do miejsca. Ciągle szukam właściwego określenia, żeby w żaden sposób tej książki nie skrzywdzić i nie zubożyć. Wydaje mi się po prostu prawdziwa, szlachetna w prostocie, tak jakby trafiła w samo sedno tego, co w relacjach międzyludzkich najważniejsze. Mogę sobie wyobrazić dorosłego Maćka, który patrzy na swoje zdjęcie z dziadkami i snuje tę opowieść. Dla mnie z tej książki bije tęsknota za przeszłością i światem, który minął, a w którym ludzie mieli dla siebie czas. I ten czas bliskości polegającej po prostu na byciu razem, na rozmowach i wspólnych zajęciach został zaklęty na kartach tej opowieści o spacerze dziadka i wnuczka po Nikiszowcu.

Dla chłopaków była to trochę bardziej egzotyczna historia. Nie mają dziadka górnika, więc opowieść o kopalni, fedrowaniu i o dobrym duchu Skarbniku była dla nich bardzo ciekawa. Równie interesujące były jednak wzmianki o tym, jak wygląda dom dziadków. No bo kto jeszcze waży w kuchni składniki na wadze z szalkami? W niewielu domach zostały w kuchniach piece na węgiel. Węglarka to dla Tymka wagon na węgiel.

Nikiszowiec

To ja śmiałam się podczas lektury, że w domu mojej Babci, a ich Prababci stał kiedyś podobny kredens i taka sama waga. Bardzo żałowali, że nie spotkali mojego Dziadka, a ich Pradziadka, który także hodował gołębie – choć nie pozwalał wnuczkom ich karmić. Widoczne dziadkowie z familioków mieli podobne zainteresowania, co dziadkowie z Podlasia. Mam wrażenie, że opowieść o Nikiszowcu broniłaby się sama, nawet gdyby nie była przetłumaczona na śląski.

To tłumaczenie sprawia jednak, że książka jest absolutnym ewenementem i aż chce się prosić o jeszcze. Drogie Wydawnictwo BIS może być tak serię? Marzy mi się opowieść po kaszubsku, po poznańsku, ale by było fajnie! Tłumaczenie tej historii na śląski to strzał w dziesiątkę. Sami posłuchajcie:

Na ścionach a szajderach wszysiscko sie zwyrto. Je sam epne larmo a butel. Bestóż fes ważne som sztajgry. Dowajom pozor na bergmonow, a czasym podpowiedzom, kiej nojlepiyj onaczyc arbajt. – Jezderkusie, jo by sie cykoł fedrować na grubie. Sam je ćmok a oszkliwie!

(A po polsku: Na ścianach i chodnikach wszystko jest w ruchu. Panuje tam wielki hałas i zgiełk. Dlatego tak ważni są sztygarzy. Pilnują bezpieczeństwa górników, a czasem podpowiadają, jak najlepiej wykonać pracę. – Ja bym się bał pracować w kopalni. Ciemno tam i strasznie!)

Nie jest to właściwy zapis gwary, bo w edytorze nie mam odpowiednich czcionek. Robi wrażenie, prawda? Tymek był totalnie zaskoczony, bo nie spodziewał się, że język, którym mówi się w pewnym regionie Polski, jest tak odmienny. Rozbawił go farorz, starka i brify. Spędził nad książką długie chwile, czytając na głos i próbując wymawiać niektóre słowa, tak jak podpowiada tłumacz na śląski, Bernard Kurzawa. A potem szukaliśmy w sieci przykładów różnych gwar i dialektów. U mnie ta książka będzie stała na tej samej półce, co „Cuda Wianki”. Pod względem estetycznym są całkowicie odmienne, ale doskonale się uzupełniają, bo pokazują cudowną różnorodność: motywów, wzorów, kolorów – a także języków (niezależnie od tego, czy nazwiemy je gwarami, dialektami czy językami właśnie).

Prosimy o więcej 🙂

Magdalena Zarębska, Jak Maciek Szpyrka z dziadkiem po Nikiszowcu wędrowali, Wydawnictwo BIS 2013

Reklamy