Uśmiech dla żabki

Dzisiaj na tapecie książka o mocy intuicji i uśmiechu. Wydało ją Wydawnictwo Ezop, a stworzyli Przemysław Wechterowicz (tekst) i Emila Dziubak (ilustracje). Piotr przeczytał ją już kilka razy, bardzo uważnie oglądając wszystkie obrazki, i najchętniej nie oddawałby jej do biblioteki.

Przemysław Wechterowicz, Uśmiech dla żabki

Historia jest prosta — mała żabka ma gorszy dzień.  Siedzi na liściu i się smuci. Piotruś wyedukowany w zakresie depresji po lekturze „Cholery i innych chorób” (ta książka ciągle jest u nas na szczycie ulubionych) nawet przestraszył się, że żabka ma początki depresji, bo przecież wtedy jest smutno.

Przemysław Wechterowicz, Uśmiech dla żabki

Mama żabki, która w sklepie doradzała klientom, od razu poczuła, że coś dzieje się z jej córką. Nie może pobiec do dziecka, ale może poprosić o pomoc w przekazaniu córce najpiękniejszego matczynego uśmiechu. W sklepie akurat jest pan Bóbr. Oczywiście zgadza się pomóc, bo przecież i tak idzie w stronę jeziora… Tak zaczyna się — szukam słowa — sztafeta czy łańcuszek uśmiechu. Kolejne zwierzęta: Bóbr, Wydra, Dzięcioł, Mały Lis, Pies, Starsza Niedźwiedzica, Kaczka starają się jak najdalej donieść uśmiech mamy.

Przemysław Wechterowicz, Uśmiech dla żabki

Udało się — bo przecież nie mogło być inaczej. Uśmiech mamy pomógł żabce, bo taki uśmiech pomaga zawsze, nawet jeśli do jego przeniesienia potrzeba kilku posłańców. Wypróbowywaliśmy potem z Piotrusiem różne uśmiechy i sprawdzaliśmy, który najlepiej pomaga na smutek. Było przy tym dużo śmiechu, więc trudno nam stwierdzić, który z uśmiechów działa najlepiej.

Historia napisana przez Przemysława Wechterowicza jest prosta, trzylatek bez problemu ją zrozumie i będzie miał dużo radości ze śledzenia wydarzeń, które przeszkadzały zwierzętom donieść uśmiech do małej żabki. Piotrkowi musiałam tłumaczy, co to są korzonki, bo nie mógł zrozumieć, na co uskarża się Starsza Niedźwiedzica. Po zakończeniu pierwszej lektury natychmiast zaczął czytać książkę od początku, i to sam, a to naprawdę niezła rekomendacja. Emilii Dziubak jako ilustratorki nie trzeba nikomu polecać. Jej rośliny i zwierzęta są piękne, namalowane z czułością, przetworzone, a jednocześnie bardzo prawdziwe. Podobają mi się roślinne ornamenty stanowiące oprawę prawie każdej strony. Nad ilustracjami można spędzić naprawdę dużo czasu.

Wiecie, co było najfajniejsze? Po lekturze Piotrek chodził i się do wszystkich uśmiechał.

 

Przemysław Wechterowicz, Uśmiech dla żabki, il. Emilia Dziubak, Ezop 2016 (wyd. II)

 

 

Reklamy

Bałaganiaki i sprzątanie

Stan naszego domu oceniam tak pomiędzy Artystycznym nieładem (ha, ha), a Rozgardiaszem w skali Bałaganiaków. Ale może to już początki Chaosu? Przynajmniej w pokoju chłopców… Nie, jeszcze nie, przecież książki nie leżą jeszcze w jednej wielkiej stercie na środku pokoju. Bałaganiaki rozróżniają aż siedem stanów bałaganu: od Prawie porządku po Pomieszanie z poplątaniem, kiedy:

Nikt nie może niczego znaleźć, wszędzie piętrzą się sterty pozostawionych rzeczy. Po domu można poruszać się tylko wyznaczonymi wąskimi ścieżkami. Zejście ze szlaku grozi poślizgnięciem na skórce banana, nadepnięciem na stary ogryzek lub pozostawioną pineskę. W niektórych przypadkach można nawet wejść w kałużę lub wpaść w pajęczą sieć.  

Bałaganiaki

Rodzina Bałaganiaków to bohaterowie książki Agnieszki Zimnowodzkiej z serii „Humorki” (Kocur Bury). Zabawna książeczka bardzo spodobała się Piotrkowi, który rozpoczął rozważania nad stanem czystości naszego domu (hmm, hmm). Wizja pomieszania z poplątaniem wyraźnie go urzekła, nawet spytał, co bym zrobiła, gdyby wyrzucił wszystkie książki z półek na środek pokoju (nie chcecie znać odpowiedzi, uwierzcie). Ogromnie spodobała mu się także mapa na początku książki i długo zastanawialiśmy się nad nazwami ulic — jego matka chętnie przeniosłaby się na ulicę Krótkiej Drzemki.

Bałaganiaki

„Bałaganiaki” to lekko moralizatorska podróż rodziny Bałaganiaków od chaosu do porządku. Rodzina składa się z mamy, taty, czterech małych Bałaganisiów i psa Bajzla. Ogromnie mi się podoba to imię, a Piotruś zaśmiewał się w głos z pomyłki pani Porządnisiowej. Historia Bałaganiaków jest napisana sprawnie i z humorem, szczególnie w części rozbałaganionej. Nie od dziś wiadomo, że bałaganić jest łatwiej niż sprzątać. 

Bałaganiaki

Część „porządna” przekonuje nas trochę mniej — miałam wrażenie, że autorka nie bardzo wie, jak skończyć książkę, żeby jednak nie zostawiać Bałaganiaków z ich bałaganem. Piotruś, który doskonale wie, ile trwa sprzątanie, zastanawiał się… No tak, nie mogę powiedzieć, bo zdradzę zagadkę. Uznamy, że mój syn uznał zaproponowane rozwiązanie zagadki za niemożliwe, a przemianę rodziny za mało prawdopodobną. Choć historyjka w jakiś sposób zachęciła nas do sprzątania (ale do bałaganienia też).

Na zakończenie fragment, który — przyznaję — najbardziej w tej książeczce drażni:

Wyświadczył Bałaganiakom prawdziwie niedźwiedzią przysługę! Nie dość, że wydali majątek na odkrycie prawdy, to jeszcze okazało się, że ta prawda w oczy kole.

A teraz wyjaśnienie: przysługa to coś, co robimy z uprzejmości, przez grzeczność, więc nie bierzemy za to pieniędzy. Bałaganiaki zapłacili komuś za pracę, więc po prostu ponieśli konsekwencje swoich czynów. A czy musieli się zgodzić z tym, co odkryli? Wcale nie! Czy oznaczało to, że utrudniali wszystkie zmiany? Też nie! Mam dziwne przeczucie, że gdzieś zgubiło się prawdziwe znaczenie tego frazeologizmu. Chyba w tych dwóch zdaniach Agnieszka Zimnowodzka chciała umieścić strasznie dużo treści, a wyszło, jak wyszło. Nie zmienia to faktu, że chętnie zajrzymy do Humorków, by poznać innych mieszkańców tego miasteczka. 

Ilustracje pochodzą ze strony Wydawnictwa Kocur Bury.

Agnieszka Zimnowodzka, Bałaganiaki, il. M. Kwapińska, Kocur Bury 2017

Świat według Duni

Jest już późno, ale Dunia nie może zasnąć. Niektórzy, żeby zasnąć, liczą owce, ale nie ona! Dunia liczy, ile razy była szczęśliwa.

Moje szczęśliwe życie

Dunię poznaliśmy całkiem niedawno. Historia przyjaźni Duni i Fridy to świetna opowieść dla początkującego czytacza: prosty, wyraźny tekst, który nie przeraża objętością, ładna kreska Evy Eriksson, wszystko zakomponowane tak, by zachęcić do lektury. Piotruś uznał, że to książka raczej dla dziewczyn — no cóż, jak się jest małym chłopcem czasami trudno docenić opowieść o dziewczęcej przyjaźni, nawet tak piękną i pogodną jak „Moje szczęśliwe życie”. Nie oznacza to jednak, że odłożyliśmy książkę na półkę — po prostu synka bardziej interesowali chłopcy, więc pewnie do naszego domu trafi opowieść o Mattisie (jak już trafi, to na pewno o niej opowiem).

Moje szczęśliwe życie

„Moje szczęśliwe życie” Rose Lagercrantz (Zakamarki) gorąco jednak wszystkim polecam — mimo pewnych oporów Piotrusia. Warto do niej zajrzeć, bo to jedna z lepszych książek o emocjach dla dzieci. Autorka nie próbuje moralizować, nie ma tutaj filozofii, po prostu pisze o uczuciach w sposób, w którym rozpozna się każde dziecko. I nie są to tylko „dobre” emocje — dzięki tej książce możemy oswoić strach przed rozstaniem, złość, smutek, a przede wszystkim porozmawiać, co to znaczy szczęście.

Moje szczęśliwe życie

To świetna lektura dla pierwszoklasistów i przedszkolaków przygotowujących się do szkolnego debiutu — Dunia zaczyna właśnie chodzić do szkoły. Rose Lagercrantz świetnie uchwyciła emocje, które towarzyszą dziecku: lęk, ekscytację, niepewność, radość. „Moje szczęśliwe życie” pomoże dziecku oswoić nową sytuację, a pierwszak rozpozna tutaj swoje lęki i będzie potrafił je nazwać. Ech, to byłaby świetna lektura dla pierwszej lub drugiej klasy — nie za długa, ciekawa, nawiązująca do codziennego życia. Można z dziećmi rozmawiać i rozmawiać: o szczęściu, o wstydzie, o wybijaniu zębów, o tym, co wolno i czego nie wolno, o smutku. To ważna książka, która chwilami jest po prostu bardzo zabawna i świetnie się czyta. 

Gdy myślę o Duni, przychodzi mi na myśl Ania z Zielonego Wzgórza i Polyanna. Nie przerażajcie się, styl tych książek jest całkiem inny, są pisane dla całkiem innego odbiorcy. „Moje szczęśliwe życie” to dobrze napisana książka dla współczesnego dziecka. Mam jednak nieodparte wrażenie, że Dunia jest spokrewniona i z Anią, i z Polyanną (choć jest dużo mniej irytująca). Tak jak one, kolekcjonuje dobre momenty, chwile szczęścia, choć przecież jej życie (tak samo jak tamtych bohaterek) wcale nie jest proste: wychowuje ją tata, mama zmarła, gdy była malutka, jej przyjaciółka wyjeżdża. Na swój dziecinny sposób dziewczynka stara się brać z życia to, co dobre, kolorowe, ciepłe. Warto się tego od niej nauczyć. Koniecznie popatrzcie także uważnie na rysunki Evy Eriksson — mina taty kupującego chomika jest po prostu bezcenna.

Wszystkie ilustracje pochodzą ze strony Wydawnictwa Zakamarki.

Rose Lagercrantz, Moje szczęśliwe życie, tł. Marta Dybula, il. Eva Eriksson, Zakamarki 2012

Zawiła historia niesfornego Kacperka

Znacie historię Kacperka? Wydawnictwo Adamada wydało ją w serii „Tornister pełen przygód”, ale książkę można czytać w wakacje. A nawet trzeba, bo to świetna lektura, nominowana w tym roku do Ogólnopolskiej Nagrody Literackiej im. Kornela Makuszyńskiego. Warto także popatrzeć na intrygujące, trochę mroczne ilustracje Grażyny Rigall.

Zawiła historia

Kacperek, niesforny czwartoklasista, to jednocześnie bohater i narrator książki Katarzyny Michalec. Chłopiec funkcjonuje na obrzeżach klasy. Jest inny — ma niesamowite pomysły, projektuje superodrzutowce, bywa złośliwy, marzy, żeby zostać żołnierzem, po kryjomu pisze pamiętnik i musi poradzić sobie nie tylko z kolegami, którzy wypominają mu jego piegi, ale także z rodzicami, którzy (jak to rodzicie) nie rozumieją potrzeby posiadania dziurawych spodni. Kacperek jest także odważny — woli sprawdzać, niż wierzyć na słowo i dlatego wybiera się do lasu, mimo iż wszyscy uważają, że kobieta z lasu jest prawdziwą Czarownicą.

Zawiła historia

Pani Genia, tak jak Kacperek się domyślił, wcale nie jada dzieci i nie ma rozdwojonego języka, ma za to niesamowity dom pełen drewnianych mebli o dziwnych kształtach, duże poczucie humoru, mnóstwo świetnych pomysłów oraz rewelacyjną wnuczkę Olę. Starsza Pani, która w niczym nie przypomina standardowych starszych pań ani Babci Kacperka, potrafi pokazać chłopcu świat od innej strony i sprawić, że jego życie nabiera barw. Czarownica okazuje się świetnym towarzyszem zabaw. Dzięki niej Kacperek znajduje przyjaciół.

Zawiła historia

Oczywiście, że to trochę bajka. Bajka o tym, jak zrozumieć siebie, jak odnaleźć się w szkole i grupie rówieśników, jak poradzić sobie z dorosłymi, którzy dają szlabany, a potem sami ich nie przestrzegają. Nie jest to jednak nudna, moralizatorka historyjka. Opowieść jest dynamiczna i wciągająca — założę się, że niejeden dorosły nie będzie się mógł od niej oderwać. Katarzyna Michalec pisze bardzo sprawnie i zabawnie — niektóre fragmenty wywoływały u nas wybuchy śmiechu, przy innych Tymek poważnie zastanawiał się, czy dałby radę/mógłby postąpić podobnie jak Kacperek (hmm, mamo, myślisz, że jeśli na klasówce napisałbym wszystko, co wiem, ale na temat inny niż zadany, to nie dostałbym pały?). Ważne w tej książce są emocje: smutek, żal, radość, ekscytacja — ale nie jest to lektura tylko dla tych, którzy są odrzuceni i nie radzą sobie w grupie. To dobrze napisana i skonstruowana, a przede wszystkim ciekawa historia, która od niechcenia pokazuje, że jak się człowiek trochę postara i dobrze rozejrzy, to pewnie znajdzie kogoś bliskiego. Przyjaźń wymaga troski, ale na początek warto nie robić innym tego, czego sami nie lubimy, choć nie jest to łatwe — trudniej zobaczyć zalety niż wady, z których można się pośmiać. A jak ma się już grupkę znajomych, to od razu w życiu bywa raźniej. Oczywiste? Być może, ale za to jak wspaniale podane!

Zawiła historia

Zalecałabym tę książkę także dorosłym — przeczytajmy historię Kacperka i zastanówmy się, czy — choć od czasu do czasu — nie moglibyśmy być tacy, jak Pani Genia. Nie musimy od razu przenosić się do lasu i ćwiczyć jogi, ale skombinowanie kilku pudełek i zrobienie dla dzieciaków toru przeszkód nie powinno być ogromnym problemem. No to do dzieła, bo inaczej nasze własne dzieci będą od nas uciekać!

 

Katarzyna Michalec, Zawiła historia niesfornego Kacperka, Adamada 2017