Dżok

Mój synek jest zdecydowanym kociarzem. Kocha koty, marzy o chwili, gdy będzie miał własnego, w domach, w których są koty, większość czasu spędza na próbach ich obłaskawienia. Ma także oczywiście swoją własną teorię na temat tego, jak będzie wyglądał JEGO kot. Będzie ze schroniska, będzie miał łaty, będzie nazywał się Mruczek, będzie bardzo lubił być głaskany i będzie zdecydowanie kotem obronnym… Czasami próbuję wyjaśnić Tymkowi, że koty (domowe) nie należą do najbardziej agresywnych zwierząt i lubią chodzić własnymi drogami, ale mój synek ma własną teorię na ten temat: JEGO kot będzie inny. Uwielbia także wszystkie dzikie koty i uważa, że są jego przyjaciółmi. Mam nadzieję, że przy najbliższej wizycie w ZOO nie będzie próbował wleźć do klatki z lwami, żeby to sprawdzić 😉

Na szczęście mimo miłości do kotów, udaje się nam go namówić do lektury książek poświęconych innym zwierzętom. Niedawno przynieśliśmy z biblioteki Dżoka, legendę o psiej wierności Barbary Gawryluk (Literatura). W efekcie Tymek spóźnił się do przedszkola, a ja do pracy, ponieważ rano po prostu musieliśmy skończyć tę książkę 🙂

 

Mamy także drugi punkty wizyty w Krakowie: obejrzeć pomnik Dżoka. Coś mi się zdaje, że na zwiedzanie zabytków za wiele czasu nie zostanie.

Dżok, legenda o psiej wierności to nie jest wesoła opowieść. Nie jest też smutna, raczej melancholijna. Opowiada o psie, który przez rok czekał na swojego pana na przystanku autobusowym…. Ale może po kolei.

Mieszkający samotnie pan Nikodem przywiózł Dżoka ze schroniska. Pies pokochał swojego opiekuna całym swoim sercem i z nikim nie był tak zżyty. Zdobył także życzliwość, przyjaźń i szacunek wszystkich mieszkańców kamienicy, w której mieszkał razem z panem Nikodemem. Pewnego dnia na spacerze pan Nikodem zasłabł, a potem zmarł. A Dżok czekał na swojego pana w tym miejscu, w którym go pan zostawił: na przystanku autobusowym. Nie dał się złapać opiekunom ze schroniska, nie dał się przepędzić. Po prostu czekał. Spotkał na swojej drodze samych życzliwych ludzi, którzy przynosili mu wodę i jedzenie, dbali, by nie było mu zimno. Wielu z nich próbowało się nim zaopiekować, ale pies nikomu nie chciał zaufać.

I tak powstała współczesna krakowska legenda. Legenda, która przypomina, że zwierzęta mają uczucia i sprzeciwia się wszystkim modom na takiego lub innego modnego pieska. Legenda przypominająca, że zwierzęta to nie zabawka, że należy im się szacunek, troska i opieka. Tymek nie ma kota, bo boję się, że jest za mały, że traktowałby go jak zabawkę i mógłby zrobić mu niechcący krzywdę.

Jak w prawdziwej legendzie nie wiadomo, co przeżył Dżok, zanim trafił do pana Nikodema, i co się z nim stało później. Mamo, pewnie Dżok biega po Polsce i może kiedyś do nas trafi… Może…

Książkę zilustrowała Iwona Cała. Bardzo ładne są te ilustracje: pastelowe, rozbudzające wyobraźnię. Tymkowi ogromnie spodobała się ta, na której na Dżoka patrzą dwie ogromne Panie. A ja uświadomiłam sobie, że mój synek widzi świat z bardzo podobnej perspektywy. Ludzie są wielcy i kończą się gdzieś wysoko. Od czasu do czasu Tymek dostaje do swoich rączek aparat i może porobić zdjęcia. Bardzo to lubi, z radością fotografuje i ogląda potem swoje dzieła. Fascynujące jest patrzenie, co wybiera jako obiekty zdjęć i jak wygląda świat widziany jego oczami i z jego wysokości. I daje nam to do myślenia.

Reklamy