Tyranozaur i traktorzystki

Był sobie raz porcelanowy talerzyk — kolorowy i z historyjką, czyli taki, jakie najbardziej lubią dzieci. Nie było na nim kwiatków, drzewek, motylków czy zygzaczków. To znaczy były, ale nie tylko — na talerzyku mieszkały dwie niezwykłe dziewczynki: jedna jeździła na motocyklu, a druga na traktorze.

Traktorzystki

Gdy czytałam z Piotrusiem bajkę Tiny Oziewicz (wydawnictwo Czerwony Konik), przypomniałam sobie jego ulubiony talerzyk, po którym biegały misie i kotki, i ukochaną łyżeczkę z dziewczynką na rowerku. Często bawiliśmy się w wymyślanie historyjek o mieszkańcach talerzy i kubeczków, jakoś łatwiej wszystko wtedy trafiało do buzi. Tina Oziewicz zastosowała ten sam chwyt: opowiada dzieciom bajkę o niezwykłych mieszkańcach zwykłych przedmiotów. Trochę podobnie, jak w zbiorze „O wiadukcie kolejowym, który chciał zostać mostem nad rzeką”.

Tyranozaur i traktorzystki

Co było dalej? Najpierw dziewczynki nadały sobie imiona: Porce i Lana, bo spodobało im się przypadkowo zasłyszane słowo. Mieszkało im się bardzo dobrze: jeździły na motocyklu i traktorze, machały do siebie, czasami zasypiały, czasami brały kąpiel. Pewnego dnia ktoś zbił talerzyk. Cały świat Porce i Lany rozsypał się na drobne kawałki, ale tak naprawdę dopiero teraz zaczęła się ich wielka przygoda. Udało im się odbudować traktor, wstawiły do niego silnik motocykla i wyruszyły w wielką podróż po nieznanym świecie pełnym niespodzianek. Wędrowały/jechały traktorem po ścianach i po suficie, a że na ścianach znajdowała się kolorowa tapeta, przygód miały masę — oczywiście spotkały nawet dinozaura.

Tyranozaur i traktorzystki

Ilustracje Oli Woldańskiej-Płocińskiej są kolorowe i nowoczesne. Podróż dziewczynek wydaje się na nich rzeczywista, ale jednocześnie bardzo bajkowa i chyba właśnie dziecięca. Nie ma tutaj drobiazgowo odwzorowanych szczegółów, dominuje barwna plama, która może wyobrażać bardzo wiele. Widać gdzieś w tle nawiązania do talerzowych rysunków i wzorów na tapetach i ścianach (przed oczami przez moment mignęły mi szlaczki, które moja Babcia pracowicie nakładał wałkiem na ścianę).

Bajka Tiny Oziewicz jest bardzo nowoczesna. To współczesna opowieść dla współczesnych dzieci. Nie ma w niej „dawno, dawno temu”, królewien i zamków, ale niesamowicie przykuwa uwagę. Już sam tytuł intryguje i wabi, a historia dwóch podróżniczek zainteresuje każdego małego odkrywcę. Potem można z uśmiechem śledzić plamy światła na suficie, szukać szlaków na ścianie (mamo, a mogę na ścianie namalować drogę? — nie możesz!), zastanawiać się, czy kuchenne garnki rozrabiają po nocach i jakie przygody miała kaczuszka z rozbitego kubeczka.

 Tina Oziewicz, Tyranozaur i traktorzystki, Czerwony konik, 2013