Apolejka

Wieczorami czytamy „Las Pafnucego”, zabawną, ciekawą, nieco przegadaną kontynuację „Pafnucego”. Tymek sam wybiera rozdziały — najbardziej zaciekawiły go te, w których pojawiają się dzieci sympatycznego niedźwiedzia: Kacperek i Monika. Z fascynacją śledził także zmagania zwierząt z niecnymi kłusownikami, kibicował leśniczemu i z dziką frajdą słuchał o kłusowniku schwytanym w zastawione przez siebie wnyki.

W ciągu dnia zaglądamy do różnych książek. Tymek przypomniał sobie o Apolejce z bajki Marii Kruger „Apolejka i jej osiołek”.

 

Znajomość Tymka z Apolejką zaczęła się od słuchowiska. Tymek z zapartym tchem słuchał o przygodach królewny i pogoni za zaczarowanym jabłkiem. Do tej pory bardzo chętnie słucha tej bajki.
A potem udało mi się kupić książkowe wydanie „Apolejki” ze wspaniałymi ilustracjami Zdzisława Witwickiego. Jego królewna Apolejka jest bardzo dziewczęca i dziecięca, a świat na ilustracji wygląda trochę tak, jak świat na rysunkach dziecka: czasami zaburzona perspektywa, wyolbrzymione niektóre szczegóły. Nie umiem pisać o ilustracjach, nie wiem, jaką techniką są wykonane, ale bardzo podobają się i mi, i mojemu synkowi.

 

Apolejka mieszka w wysokiej wieży:

Była to bardzo wysoka wieża, gdyż na jej wierzchołek wchodziło się po schodach — po stu siedemdziesięciu sześciu stopniach! Przy tym były to kręte schody, właśnie takie, z jakich najłatwiej można spaść.

Bajka słuchana i czytana — jakby dwa światy. Po lekturze Tymek zadawał całkiem inne pytania. Nie mógł zrozumieć, czemu Apolejka mieszka sama, dlaczego wybrała właśnie wieżę, skoro na rysunku jest cały zamek. Zastanawiał się, czy mieszka za balustradą, czy jednak trochę niżej. Policzył także stopnie krętych schodków prowadzących na antresolę w naszym domu, chyba pozwoliło mu to określić, czy królewna mieszkała raczej wysoko, czy raczej nisko.

Bajka Marii Kruger opowiada historię królewny mieszkającej samotnie w wieży leżącego na uboczu zamku. Pewnego dnia Apolejka była świadkiem przemiany kominiarczyka, który napił się wody ze starej studzienki tryskającej przy zamkowym murze. W jednej chwili chłopiec zamienił się w osiołka, a potem znowu w kominiarczyka — gdy tylko osiołek zjadł jabłko wiszące na gałązce młodej jabłonki. Wkrótce potem królewna usłyszała śpiew zbliżającego się do zamku królewicza… Niestety, zmęczony królewicz również napił się wody. A na jabłonce wisiało tylko jedno małe jabłuszko, które na dodatek potoczyło się drogą prowadzącą do miasteczka.

To bajka o miłości (hmm, chyba nawet miłości od pierwszego spojrzenia, i to na dodatek spojrzenia przez okno) i o poświęceniu. Bo Apolejka oddaje straganiarce za jabłka wszystko, co posiada, nawet złotą koronę. I nie ma w niej nawet odrobiny żalu. To dobra i prosta historia, napisana prostym językiem, niewydumana i wzruszająca. A o tym, że wpadła Tymkowi w ucho i pamięć, świadczy fakt, że ułożył ją na stercie książek przeznaczonych do czytania w przedszkolu (leżą tam także Mamy Mu, Niusie i gazetka Power Rangers, niestety).