Koniec świata nr 13

Ech… Wcale nam się nie podoba, że skończyły się wakacje. Chłopcy chodzą marudni, bo szkoła jakoś nie bawi, mimo że spotkania z kolegami cieszą. Matka też chodzi marudna, bo próby przyzwyczajenia synów do codzienności kończą się najczęściej poranną burzą z piorunami. A na dodatek leje, leje, leje. Gdzie jest złota polska jesień? Gdzie się podziało lato?

Na zakończenie wakacji czytamy więc książkę o wakacjach — i trochę o wszystkim. To raczej książka dla Tymka, który połknął ją jednym tchem, a potem powiedział: wiesz, właściwie nie bardzo wiem, o czym to jest, ale bardzo fajne!

Koniec świata nr 13

„Koniec świata nr 13” to dość przewrotna lektura. Wiele rzeczy stoi tutaj na głowie, a cała historia została spisana tak sprawnie, że czytałam ją z ogromną przyjemnością, mimo iż mam naprawdę trochę (no całkiem sporo) więcej lat niż uczeń podstawówki. Ubawiłam się przednie, choć wcale nie jest to lektura lekka i jedynie zabawowa. To wielka sztuka sprzedać mądre i głębokie treści w tak lekkiej formie. Może ad rem, bo widocznie ulewa działa też na bloga…

Sabina Muzyk, lat 12, właścicielka szczurka Jurka, mieszka w starym domu przy ul. Koniec Świata 13. W oczach dwunastolatki trudno o bardziej pechowy adres. Wszystko w tym domu jest inne niż wszędzie: rodzice artyści, stara lokatorka — właścicielka psa o imieniu Saba, rozsypujący się, zabytkowy budynek. A Sabina marzy po prostu o tym, aby było normalnie — czyli tak jak u innych, którzy dostają nagrody za dobre stopnie i których rodzice nie mają kolorowych włosów, postrzępionych dżinsów i rąk umazanych gliną. Czasami Sabina czuje się najstarsza w całym domu.

Nie, nie — nie jest to książka o depresji niezrozumiałego przez nikogo dziecka wkraczającego w wiek dojrzewania 🙂 Sabina jest energiczna, zaradna i pełna energii, a wakacje bez rodziców, którym niespodziewanie udaje się wyjechać na plener do Francji, okazały się dla dziewczynki bardzo ważne. Przez całą książkę możemy obserwować, jak Sabina poznaje siebie i bliskich, odkrywając, że to, co bliskie i znane wcale nie musi być gorsze od tego, co daleko. Dużo się w tej powieści dzieje, a sceny ze strażnikiem miejskim czy paniami z opieki społecznej pewnie były dla mnie bardziej zabawne niż dla Tymka. Gdzieś po drodze i jakby mimochodem dziewczynka zaczyna akceptować samą siebie i odkrywać, że na wiele rzeczy można spoglądać z różnych stron. Świat nie jest tylko czarny i biały, zaczyna nabierać kolorów, a nielubiane przezwisko zmienia się w znak rozpoznawczy.

To jest mój dom — pomyślała Sabina i dziwne wzruszenie ścisnęło ją za gardło. Mój stary dom, który będzie wyglądał jak nowy, ale jak zawsze nic się w nim nie zmieni. Ciotka Plotka pojedzie na wakacje i wróci, aby malować pierroty, i dalej będzie nosić włosy w kilku kolorach, Jerzy zajmie swój dawny pokoik, portmonetka Babci Funi zawsze będzie świecić pustką, a Babcia Saper będzie robić miny.

Co porabiasz? — zapytał Wuj Psuj, który jako jedyny lekceważył kartkę na drzwiach Sabiny.

— Dorastam — odparła zgodnie z prawdą Sabina Muzyk, lat dwanaście.

— Ja też — powiedział Wuj Psuj i posadził sobie na ramieniu Szczurka Jurka.

To jedna z piękniejszych i mądrzejszych książek o dorastaniu, jakie czytałam. Lepiej dorastać, gdy się ma dwanaście lat.  To także powieść o akceptacji, przyjaźni, odkrywaniu inności i wakacjach. I jak tu za nimi nie tęsknić? Miłej lektury!

 

„Koniec świata nr 13” została nominowana do Ogólnopolskiej Nagrody Literackiej im. Kornela Makuszyńskiego.

 

Katarzyna Ryrych, Koniec świata nr 13, il. Katarzyna Kołodziej, Wydawnictwo Literatura 2016