Nusia

Znowu będzie o szwedzkiej literaturze dla dzieci wydawanej przez Zakamarki. Książki z tego wydawnictwa rozpychają się na półkach, a Tymek bardzo, bardzo lubi je czytać i oglądać. Tym razem będzie o Nusi. Historie o Nusi zostały napisane i zilustrowane przez Piję Lindenbaum.

Najpierw pojawiła się w domowej bibliotece Nusia i wilki.

 

Nusia jest w wieku mojego synka, chodzi do przedszkola. Nie lubi skakać z dachu ani przez strumyk (bo można się zmoczyć albo obetrzeć kolano), głaskać psa (bo może mieć drzazgę w łapie albo może go boleć głowa. A wtedy może być zły i mocno ugryźć), dotykać robaków (robaki powinny być w ziemi). Nusia wszystkiego się boi i do wszystkiego podchodzi z ostrożnością.
Jednak gdy gubi się w lesie i spotyka wilki, nie boi się niczego. Wymyśla im zabawy (bawią się w wilka i gąski – oczywiście wilkiem jest Nusia), głaszcze je, karmi zupą błotno-jagodową, ratuje z opresji.

Nagle między drzewami zapalają się małe żółte lampeczki. Słychać zgrzytanie ostrych zębów. To wilki stoją i czają się za drzewami.
– NO DALEJ, wyłaźcie! – woła Nusia – Jestem dziecko, które zgubiło swoje przedszkole!
– To nasz las – zgrzytają zębami wilki. – Wracaj do domu i baw się w swoim lesie.
– Kiedy ja nie wiem, jak mam wrócić, nie rozumiecie czy co? – odpowiada Nusia.

To opowieść pełna humoru, o strachu i jego przełamywaniu i o tym, jak dziecko przekształca na swój sposób świat dorosłych. Tę książkę powinni przeczytać rodzice. Pozwala zajrzeć do świata dziecka, na chwilę podejrzeć jego schemat myślenia. Pewne rzeczy dla dzieci są oczywiste, bo są i już. Dorośli mogą się zastanawiać, dla dziecka wiele rzeczy jest prostych, choć często poglądy, jakie prezentuje, to absurd czystej wody. No pewnie mamo, z wilkami bym sobie dał radę, co to dla mnie – kategorycznie stwierdził kilka razy mój synek. I na sosnę też bym wszedł.
A wiecie, co najbardziej zaskoczyło mojego synka w tej książce (to odkrycie z czasów, gdy zaczął chodzić do przedszkola)? Że opiekunem dzieci jest pan Radzio! Mamo, to mężczyźni też mogą pracować w przedszkolu?

Pod choinkę Tymek dostał drugą książkę o Nusi – Nusia i bracia łosie.

 

Ta książka jest tak radosna i tak absurdalna, że można ją czytać w kółko i wcale się nie nudzi.
Nusia zaprosiła do domu łosie, które spotkała na progu. Zawsze marzyła o rodzeństwie, a teraz nadarzyła się okazja, by mieć braci, na dodatek od razu kilku i starszych. Wydarzenia jednak potoczyły się inaczej, niż wyobrażała sobie Nusia. Łosie wcale nie chciały zachowywać się w wymyślony przez dziewczynkę sposób: skakały po tapczanie, robiły szałas w szafie, piły wodę z sedesu i nie potrafiły bawić się zabawkami: – W takim razie możemy pobawić się zwierzątkami – mówi Nusia. Ustawia je ładnie. (…)
Ale bracia tak się nie bawią. Rzucają krokodylem. A lew pożera wszystkie małpy.
– Ziuuuu, nadlatuje Spiderman! – woła jeden brat i rzuca pingwinem przez pokój.Ta scena za każdym razem wywołuje u Tymka salwy śmiechu. Pingwin – Spidermanem, no nie mogę. Co ten łoś wymyślił…. Podoba mu się także to, że łosie rysują głównie burzę i noże. Bardzo te łosie są rozbrykane i bardzo się to podoba mojemu synkowi.
A odpowiedź na pytanie: czy warto mieć rodzeństwo staje się trochę bardziej skomplikowana. Może jednak zwierzęta nie powinny mieszkać w domu? – zastanawiał się Tymek, wcześniej snujący plany posiadania geparda i kilku innych przedstawicieli fauny. Nie powiem, że nie ucieszyłam się z takiego odkrycia.

Reklamy