A co, jeśli się nie podoba?

Któregoś dnia mój starszy obudził mnie o wpół do siódmej informacją, że właśnie przeczytał lekturę i że gdyby wszystkie książki były takie nudne, to on nigdy nie polubiłby czytania. Wyobraźcie sobie: sobota, za oknem szaro, do pracy iść nie trzeba, a tu taki problem na horyzoncie. No i wątpliwość rodzica: na ile można krytykować lektury?

W tym przypadku problem okazał się podwójny. Tymek czytał „Jesień liścia Jasia” Leo Buscagliego, reklamowaną jako opowieść o życiu dla małych i dużych. Znam tę opowiastkę i doceniam jej urodę, ale teraz spróbowałam popatrzeć na nią oczami mojego dziewięciolatka.

Jesień liścia Jasia

„Jesień liścia Jasia” to krótka opowiastka o życiu i o przemijaniu. Zaczyna się, gdy liście są jeszcze zielone, kończy nadejściem zimy. W spokojny sposób pokazuje wartość życia, powolną przemianę i dojrzewanie, oswaja z odchodzeniem. Główny bohater Jaś, liść klonu, spadając na ziemię, czuje dumę, że był częścią tak wielkiego drzewa i umierając, staje się częścią wielkiego łańcucha życia. Dla mnie świetna opowieść, skłaniająca do namysłu i zadumy, dla mojego syna: kompletna nuda, nic się tu nie dzieje i nie ma o czym rozmawiać, bo wszystko jasne. To po prostu nie jest ciekawe, jaka żałoba, przecież po liściu Jasiu nikt nie tęskni – no i jak tu zacząć teraz rozmawiać i przekonywać, że jednak powinno się podobać?

Przeczytałam opowieść Piotrusiowi, któremu się spodobała. Rozmawialiśmy o przemijaniu i odchodzeniu, o tym, że każdy, nawet najmniejszy listek, jest ważny i ma swoje marzenia. Pomyślałam, że może to kwestia wieku i lektur. Są książki, które szybciej doceni dorosły niż dziecko. Są bajki, które przemawiają do małych dzieci i do dorosłych, a irytują (ho, ho!) młodszą młodzież, bo do takiej kategorii aspiruje mój starszy syn. Do Tymka bardziej przemawiają historie, w których się coś dzieje, a opowieść jest mniej metaforyczna, więc łatwiej mu odnieść ją do swojego życia. Dużo rozmawialiśmy po przeczytaniu książkiMój dziadek był drzewem czereśniowym. Chłopcy długo przeżywali lekturę „Czy tato płacze”, „Bracia Lwie Serce” do tej pory budzą emocje i pytania. Dla Tymka „Jesień liścia Jasia” jest za bardzo metaforyczna, jak powiedział „przekłamana”, bo przecież ludzie to nie liście, liść nie mógł zmienić swojego losu i nikt po nim nie cierpiał, a po odejściu człowieka zostaje ból. I to już był dobry wstęp do rozmowy. Nie starałam się przekonać syna, że książka jest wspaniała, mądra itd. Nie sądzę nawet, by musiał do niej dorastać i że „w końcu zrozumie”. Po prostu jednej osobie może się coś podobać, innej nie, ma do tego prawo. Mam jednak nieodparte poczucie, że udałoby się wpisać na listę lektur trzecioklasisty mądre i głębokie książki, które mogłyby bardziej dzieci wciągnąć i o których może trochę łatwiej byłoby z nimi rozmawiać.

Reklamy