Zabawy z Mattisem

Piotruś bardzo poleca czytanie Mattisa. Bo jest fajny i już… I nie ma za dużo tekstu na stronie, i szybko się czyta, i po prostu jest fajny, rozumiecie? I nie należy zadawać głupich pytań  i zastanawiać się za dużo, czemu warto zajrzeć do Mattisa. Jak ktoś tego nie rozumie, to nie jest za mądry. Czytajcie więc „Mattisa i jego przygody w pierwszej, drugiej i trzeciej klasie” Rose i Samueala Lagercrantzów (Wydawnictwo Zakamarki) — ktoś oprze się takiej rekomendacji?

Mattis_Okładka

Mattis trafił do naszego domu na fali zainteresowania Dunią. Matką bardziej kierowała ciekawość, jak dziecko zareaguje na szkołę pokazywaną z perspektywy chłopca, bo Dunia wywoływała pewien sprzeciw (ee, to raczej dla dziewczyn). Efekt przekroczył oczekiwania, bo Piotruś się w Mattisie zakochał — a po zakończeniu lektury napisał list do Mikołaja i poprosił o wszystkie przygody Duni, bo przecież tam pewnie będzie też coś o Mattisie.

Przygody Mattisa w pierwszej, drugiej i trzeciej klasie

Rose Lagercrantz napisała książkę, która naprawdę pokazuje świat z perspektywy dziecka, świat, w którym bardzo dużo się dzieje — choć nie zawsze dorośli wszystko rozumieją, a na pewno dziecko nie ma ochoty za dużo o nim opowiadać. Bo i po co? Przygody Mattisa jak mało która książka rozwiązywała język mojego syna. Nagle Piotrek zaczynał opowiadać o szkole, o kolegach, o tym, że czasami też kogoś nie lubi albo że coś jest bardzo trudne lub właśnie stało się łatwiejsze. Nie wiem, czy „Przygody Mattisa w pierwszej, drugiej i trzeciej klasie” będą działać tak samo na każdego, ale na pewno warto spróbować i nie burzyć się, gdy dziecko przerywa lekturę.

Przygody Mattisa w pierwszej, drugiej i trzeciej klasie

Opowieści o świecie Mattisa są krótkie. Na stronie nie ma za dużo tekstu, więc Piotrek nie uciekał przed literkami, które go przerażały (mamo, to nie dla mnie, tak tu dużo liter — zdarza mi się usłyszeć taki tekst). Książkę o Mattisie przeczytaliśmy błyskawicznie i mój syn świetnie odnajdywał się w sytuacjach opisanych przez Rose Lagercrantz. Bo przygody Mattisa są zwyczajne: kogoś nie lubi, czasem nie ma ochoty iść do szkoły, cieszy się, gdy znajduje przyjaciela, lubią panią. Niezwykłe rzeczy, które przydarzają się Mattisowi, są takie „zwykłe”: Beni Bandzior zrzuca mu bryłę lodu na głowę, pani źle się czuje w szkole, ktoś skręca nogę, Mattis może nocować u kolegi… Tak prosto i zwyczajnie, a jednocześnie tak niezwykle, bo w książce jest mowa nie tylko o tym, co się dzieje, ale także o tym, co się czuje — że można się bać, że życie w pierwszej, drugiej i trzeciej klasie może być przerażające, że mały człowiek czasami jest samotny. Rose Lagercrantz potrafi pisać o emocjach i uczuciach. A na dodatek tak cudnie pisze o rodzicach 🙂

Piotruś uważa, że „Przygody Mattisa” to najlepsza książka, jaką chłopcom może przynieść Mikołaj. Sprawdzicie?

 

Rose i Samuel Lagercrantz, Mattis i jego przygody w pierwszej, drugiej i trzeciej klasie, Zakamarki 2017

Reklamy

Świat według Duni

Jest już późno, ale Dunia nie może zasnąć. Niektórzy, żeby zasnąć, liczą owce, ale nie ona! Dunia liczy, ile razy była szczęśliwa.

Moje szczęśliwe życie

Dunię poznaliśmy całkiem niedawno. Historia przyjaźni Duni i Fridy to świetna opowieść dla początkującego czytacza: prosty, wyraźny tekst, który nie przeraża objętością, ładna kreska Evy Eriksson, wszystko zakomponowane tak, by zachęcić do lektury. Piotruś uznał, że to książka raczej dla dziewczyn — no cóż, jak się jest małym chłopcem czasami trudno docenić opowieść o dziewczęcej przyjaźni, nawet tak piękną i pogodną jak „Moje szczęśliwe życie”. Nie oznacza to jednak, że odłożyliśmy książkę na półkę — po prostu synka bardziej interesowali chłopcy, więc pewnie do naszego domu trafi opowieść o Mattisie (jak już trafi, to na pewno o niej opowiem).

Moje szczęśliwe życie

„Moje szczęśliwe życie” Rose Lagercrantz (Zakamarki) gorąco jednak wszystkim polecam — mimo pewnych oporów Piotrusia. Warto do niej zajrzeć, bo to jedna z lepszych książek o emocjach dla dzieci. Autorka nie próbuje moralizować, nie ma tutaj filozofii, po prostu pisze o uczuciach w sposób, w którym rozpozna się każde dziecko. I nie są to tylko „dobre” emocje — dzięki tej książce możemy oswoić strach przed rozstaniem, złość, smutek, a przede wszystkim porozmawiać, co to znaczy szczęście.

Moje szczęśliwe życie

To świetna lektura dla pierwszoklasistów i przedszkolaków przygotowujących się do szkolnego debiutu — Dunia zaczyna właśnie chodzić do szkoły. Rose Lagercrantz świetnie uchwyciła emocje, które towarzyszą dziecku: lęk, ekscytację, niepewność, radość. „Moje szczęśliwe życie” pomoże dziecku oswoić nową sytuację, a pierwszak rozpozna tutaj swoje lęki i będzie potrafił je nazwać. Ech, to byłaby świetna lektura dla pierwszej lub drugiej klasy — nie za długa, ciekawa, nawiązująca do codziennego życia. Można z dziećmi rozmawiać i rozmawiać: o szczęściu, o wstydzie, o wybijaniu zębów, o tym, co wolno i czego nie wolno, o smutku. To ważna książka, która chwilami jest po prostu bardzo zabawna i świetnie się czyta. 

Gdy myślę o Duni, przychodzi mi na myśl Ania z Zielonego Wzgórza i Polyanna. Nie przerażajcie się, styl tych książek jest całkiem inny, są pisane dla całkiem innego odbiorcy. „Moje szczęśliwe życie” to dobrze napisana książka dla współczesnego dziecka. Mam jednak nieodparte wrażenie, że Dunia jest spokrewniona i z Anią, i z Polyanną (choć jest dużo mniej irytująca). Tak jak one, kolekcjonuje dobre momenty, chwile szczęścia, choć przecież jej życie (tak samo jak tamtych bohaterek) wcale nie jest proste: wychowuje ją tata, mama zmarła, gdy była malutka, jej przyjaciółka wyjeżdża. Na swój dziecinny sposób dziewczynka stara się brać z życia to, co dobre, kolorowe, ciepłe. Warto się tego od niej nauczyć. Koniecznie popatrzcie także uważnie na rysunki Evy Eriksson — mina taty kupującego chomika jest po prostu bezcenna.

Wszystkie ilustracje pochodzą ze strony Wydawnictwa Zakamarki.

Rose Lagercrantz, Moje szczęśliwe życie, tł. Marta Dybula, il. Eva Eriksson, Zakamarki 2012