Ale historia! – tym razem o Mieszku

„Mieszko, ty wikingu!” Grażyny Bąkiewicz została nominowana do nagrody im. Kornela Makuszyńskiego, a ja pomyślałam, że może uda mi się w takim razie skończyć recenzję, do której zabieram się od dłuższego czasu:-) Tymek połknął Mieszka błyskawicznie i bardzo lubi całą serię Ale historia… wydawnictwa Nasza Księgarnia. A ja czytałam tę książkę z ogromnym poczuciem żalu, że to tylko książka, a nie rzeczywistość, bo jako niepoprawna fanka historii (tak, tak, maniakalnie wręcz lubiłam ten przedmiot w szkole) marzyłam o podróżach w czasie, więc oddałabym wszystko za takie ławki, jakie mają Aleks i jego koledzy.

Mieszko, ty wikingu

Rzecz dzieje się w bliżej nieokreślonej przyszłości. Dzieci wydają się bardzo podobne do współczesnych, ale ich ławki są dużo bardziej odlotowe, pełne przycisków i pokręteł. Ich lekcje historii w niczym nie przypominają nudnego wkuwania dat czy przepisywania informacji w pigułce. Pan Cebula, nauczyciel historii, który próbuje zarazić (z powodzeniem) swoich uczniów miłością to tego przedmiotu, często stawia przed nimi trudne pytania, a po odpowiedzi wysyła ich w przeszłość (ja też tak bym chciała, Tymek też by tak chciał, a sądzę, że większość jego kolegów natychmiast pokochałaby historię).

Mieszko, ty wikingu

Głównym bohaterem opowieści jest Aleks, dwunastolatek, którego prześladuje pech. Często trafia tam, gdzie nie powinien — na przykład do archiwum watykańskiego, gdzie akurat pewien mnich niestarannie i z błędami tworzy kopię dokumentu Dagome iudex (tak, tak, to ten słynny). Przypadkiem zdobyta wiedza bardzo się przydaje, bo pan Cebula wysyła dzieci do X wieku, a ich zadanie brzmi: czy Mieszko był wikingiem?

Uwierzcie, całkiem inaczej poznaje się historię, gdy można wszystko zobaczyć na własne oczy (tak przynajmniej uważam). Grażyna Bąkiewicz napisała książkę pełną humoru, przy której trudno się nie uśmiechać, ale jednocześnie przekazuje masę informacji. Może powinnam napisać: przy takiej lekturze wiedza sama wchodzi do głowy. A wiedzy historycznej jest tutaj naprawdę sporo: można popatrzeć oczami Aleksa i jego kolegów na życie w państwie Polan, posłuchać słowiańskich legend i opowieści, powędrować z karawaną niewolników i podpatrzeć życie na dworze księcia. 

Książka została bogato zilustrowana przez Artura Nowickiego. Są w niej nawet minikomiksy, które mogą stanowić zachętę dla mniej chętnego czytacza.

Mieszko, ty wikingu

Jakby przy okazji i mimochodem czytelnicy dowiadują się także, z czego można czerpać wiedzę o tamtych czasach i dlaczego niektóre źródła są bardziej lub mniej wiarygodne (przynajmniej dopóki się tam nie przeniesiemy i nie zobaczymy na własne oczy). To nie jest książka tylko do zabawy, trzeba przy tej lekturze pomyśleć i wyciągać wnioski.

Grażyna Bąkiewicz wydała już drugą część przygód Aleksa („Kazimierzu, skąd ta forsa”), ale warto zacząć przygodę z historią i Aleksem od Mieszka. W końcu to od niego wszystko się zaczęło. A Tymek trzyma kciuki, żeby własnie Grażyna Bąkiewicz zdobyła Koziołka 🙂

Grażyna Bąkiewicz, Mieszko, ty wikingu, Nasza Księgarnia 2015

Reklamy

Wyruszamy w podróż w czasy Bolesława Chrobrego

Ech, mamo, jaka szkoda, że ten Mieszko został królem… Gdyby nie został, pewnie byłoby całkiem inaczej… — tak pewnego dnia wzdychał Tymek. — Bezprym był lepszy i mądrzejszy, na pewno byłby lepszym władcą. „Mówcie mi Bezprym” Grażyny Bąkiewicz (Wydawnictwo Literatura, seria A to historia) to książka, która zrobiła na moim Starszym ogromne wrażenie. Zwykle jest tak, że odkłada jeden tom na półkę i natychmiast bierze następny. Po tej lekturze przez przynajmniej dwa dni nie sięgnął po żadną inną książkę. Rozmawiał o Bezprymie, roztrząsał losy nieszczęśliwego księcia i zastanawiał się, jak inaczej mogłaby wyglądać polska historia.

Mówcie mi Bezprym

Bohaterem i narratorem powieści jest Bezprym, pierworodny syn Bolesława Chrobrego. Na kartach historii nie zapisał się za dobrze: podobno przejął władzę siłą, a jego krótkotrwałe rządy cechowały się okrucieństwem, wspominany jest głównie w kontekście spisków i walk jako szaleniec, dzikus i poganin odwracający się od chrześcijaństwa. Nie wiemy, jak było naprawdę, a historię piszą zwykle wygrani.

Grażyna Bąkiewicz przyjęła inną perspektywę. Jej Bezprym to samotny nastolatek wychowujący się bez matki na dworze ojca, na którym niepodzielnie włada jego macocha Emnilda. Jest trochę dziki i nieokrzesany, ale jednocześnie mądry i przenikliwy, w pełni zaangażowany w sprawy państwa i grodu. Stara się zrozumieć, co się dzieje i walczy o swoją pozycję. Nikt mu tego nie ułatwia: macocha dba głównie o interesy własnych dzieci, niewielu ma odwagę opowiadać mu o matce, która w niejasnych okolicznościach została odesłana na Węgry, ojciec — Bolesław Chrobry — poświęca mu niewiele uwagi. Na dodatek prześladuje go młodszy brat, Mieszko — na kartach powieści przedstawiony jako złośliwy mazgaj i mamisynek, skarżypyta, niedojda i leniuch.

Do tej pory twarz mi płonie.

Mój młodszy brat nazwał mnie Bezprymem. […]

Bezprym to ktoś bez prymatu, bez pierwszeństwa.

A przecież jestem pierworodnym synem księcia Bolesława. Mam czternaście lat i jestem o całe cztery lata starszy od Mieszka Lamberta. To we mnie ojciec widzi swego następcę i chociaż wiem, że żadne głupie słowo tego nie zmieni, dotąd drżę z gniewu.

Bezprym zaczyna rozumieć, że wokół niego toczy się gra, że musi działać, aby inni zaczęli się z nim liczyć i zdobywa od razu sympatię czytelnika. Mieszka nie da się lubić — doskonale rozumiem uczucia mojego syna. Grażyna Bąkiewicz pokazuje nam dojrzewanie starszego księcia, jego zaangażowanie w rozwój grodu, pierwsze kroki w polityce i dyplomacji, pracę włożoną w stworzenie własnej drużyny złożonej z biednych chłopaków, synów służących i pastuchów.

Historia Bezpryma rozgrywa się w czasach, które wydają nam się ciekawe i tajemnicze. Widzimy rozbudowę stolicy państwa Bolesława Chrobrego, przygotowanie do wizyty Ottona, który przybywa z pielgrzymką do grobu przyjaciela, św. Wojciecha. Oczyma Bezpryma obserwujemy subtelną grę różnych wpływów na dworze polskiego władcy i razem z nim towarzyszymy Ottonowi w drodze powrotnej do Włoch. Poznajemy także okrucieństwo tego świata — w wersji Grażyny Bąkiewicz ostatecznie szans na objęcie władzy pozbawiają Bezpryma wrogowie jego ojca, przez których chłopak został wykastrowany.

Długo zastanawiałam się, czy o tym tutaj pisać. Tymek przeżył ten fakt bardzo mocno. Najpierw nie zrozumiał, o co chodzi, potem nie mógł uwierzyć, że dawniej stosowano takie metody zemsty i tortur. Trudno mu było uwierzyć, że tak bardzo okaleczeni chłopcy lub mężczyźni mogli dalej żyć. To mocna scena (nie przerażajcie się, nie ma żadnych opisów, po prostu pada słowo „kastracja” i wiemy, że porywacze chcą chłopaka skrzywdzić), ale średniowiecze to nie są tylko czasy rycerzy, legend i wymierzających sprawiedliwość myszy, to także czasy, gdy rządziła siła, a ludziom nie było łatwo żyć.

Bardzo polubiłam Bezpryma w wersji Grażyny Bąkiewicz. Lubię alternatywne wersje historii, które na dodatek są dobrze osadzone w realiach dawnych czasów. A Tymek chętnie sięgnął po kolejne książki tej autorki i po kolejne pozycje z serii A to historia.

 

  Grażyna Bąkiewicz, Mówcie mi Bezprym, Wydawnictwo Literatura