Lekkie życie Barnaby’ego Brocketa

To nie jest nowa książka. Wydawnictwo Dwie Siostry ma ją w swojej ofercie już od kilku lat, ale my trafiliśmy na nią dopiero teraz. Czyta się ją świetnie, ale wcale nie jest to lekka lektura. I od razu może uprzedzę wszystkich, którzy szukają książek wyłącznie z idealnymi rodzicami i rodzinami — tutaj ich nie znajdziecie. Będziecie musieli za to zmierzyć się z pytaniami, co to jest normalność, jacy powinni być rodzice, czy mogą być źli i dokąd może nas zaprowadzić akceptacja (a czasami jej brak). Gotowi?

John Boyne, Lekkie życie Barnaby'ego Brocketa

Barnaby urodził się niezwykły, niesamowity i lekki — jedyny na świecie człowiek, na którego nie działa grawitacja. Właśnie tak, Barnaby nie był w stanie pozostać na ziemi, natychmiast unosił się w powietrzu. Cecha, o której marzyłoby wielu, choć wcale nie jest tak fajna, jak mogłoby się wydawać. Chłopiec miał jednak pecha — urodził się w najnudniejszej rodzinie na świecie. Nie tylko zwykłej i przeciętnej, ale szczycącej się swoją zwykłością i przeciętnością, a wręcz aspirującej do bycia najbardziej nudną, uporządkowaną, zwykłą i absolutnie unikającą jakiejkolwiek ekstrawagancji i zwracania na siebie uwagi rodzinie na świecie. Latający chłopak i rodzice owładnięci obsesją niezwracania na siebie uwagi… To nie mogło skończyć się dobrze.

John Boyne, Lekkie życie Barnaby'ego Brocketa

John Boyne napisał książkę o zwykłości, normalności i obsesji — czyta się ją bardzo dobrze i szybko, ale po drodze trzeba zmierzyć się z wieloma trudnymi pytaniami. To książka dla dzieci, niełatwa dla rodzica, wytrącająca z równowagi, zmuszająca do czujności i popatrzenia na relacje. Barnaby w pewnym momencie wyrusza w drogę — spotyka na swojej trasie wielu ludzi. Wydaje się, że przyciąga podobnych „odmieńców”, jak on sam — ludzi tragicznie dotkniętych przez los, nierozumianych przez innych, w tym swoje własne rodziny, niespełniających cudzych oczekiwań, pogubionych, rozczarowanych, złych na siebie i innych. Wielokrotnie podczas lektury musiałam zastanawiać się, co to jest norma, a co to jest odmienność. A nawet co to jest człowieczeństwo. Boyne pokazuje, że kult „normalności” może być groźny i niebezpieczny — tym bardziej, że każdy tę normalność rozumie trochę inaczej. Dobitnie też pokazał, że na drodze do „normalności” łatwo zrobić rzeczy niemoralne i łatwo znaleźć sposoby dojścia do celu. Może pomóc w tym chociażby szkoła. Słowa dyrektorki tej instytucji bardzo długo brzmiały mi w uszach.

Podróż Barnaby’ego to z jednej strony droga, która prowadzi do samoakceptacji, z drugiej — pochwała więzi rodzinnych i znaczenia rodziny w życiu. W przypadku tego chłopca brzmi to co najmniej dziwnie, bo jego rodzice… No cóż, sami przeczytajcie. Rodzinie Barnaby’ego blisko do rodziców Matyldy Roalda Dahla — choć oni sami na pewno by się z tym nie zgodzili. Sporo w tej książce groteski i absurdu rodem z Dahla. Zraniony przez rodzinę chłopiec, który uczy innych, czym jest rodzina — Boyne pokazuje rozpaczliwą próbę realizacji marzenia, które nie może się spełnić. Dzieci marzą o wspaniałej rodzinie, ale dorastając rozumieją, że żyć w zgodzie ze sobą mogą także bez rodziny. Nie jest to optymistyczny wniosek dla rodziców, ale w  końcu wychowujemy dzieci, by wyfrunęły i żyły w zgodzie z sobą, nieprawdaż?

Chwilami bardzo mnie ta książka irytowała, ale nie mogłam przestać jej czytać. Boyne wybija czytelnika z rytmu, zachęca do rozmyślań, skłania do myślenia. I nie przestaje przypominać, że dzieci są najważniejsze, że trzeba pozwolić im żyć i rosnąć po swojemu, bo dziecko też człowiek. Niby oczywiste, ale chyba ciągle nie dla wszystkich.

John Boyne, Lekkie życie Barnaby’ego Brocketa, il. Olivier Jeffers, tł. Tina Oziewicz, Dwie Siostry 2013

Reklamy

List do króla

„List do króla” Tonke Dragt (Wydawnictwo Dwie Siostry) to jedna z takich książek, które na bardzo długo zapadają w pamięć. Piękna niebieska okładka przywołuje emocje i zachwyt towarzyszący czytaniu. Podczas lektury ma się wrażenie obcowania z czymś wspaniałym i pięknym — piszę to z pełną odpowiedzialnością. U nas ta książka leży na półce tuż obok „Braci Lwie Serce” Astrid Lindgren.

Tonke Dragt, List do króla

Nie przyznam się, ile czasu zbierałam się do recenzji tej książki. Zdecydowanie zbyt długo. Tymek dostał ją na urodziny w kwietniu i połknął jednym tchem. To bardzo dobra powieść dla młodzieży, mądra, piękna, wspaniale przetłumaczona. Gdy o niej myślę, ciągle mam w głowie dwa określenia: elegancka i szlachetna — to książka najwyższej próby pod względem edytorskim, treściowym i stylistycznym. Ilustracje autorki kojarzą mi się z rysunkami Ilon Wikland do „Braci Lwie Serce”. Tonke Dragt zaprasza czytelnika do bajkowego świata rycerzy, ale nie znajdziecie tutaj magii, potworów i cudów. Akcja dzieje się w wymyślonych krainach, w czasach zbliżonych do średniowiecza, gdy po drogach pędzili błędni rycerze, na zboczach gór budowano warowne zamki, a wędrówka wymagała hartu i odwagi.

Tonke Dragt, List do króla

Opowieść rozpoczyna się w królestwie potężnego i rozumnego Dagonauta. Raz na cztery lata odbywa się tutaj pasowanie na rycerzy — to wielka uroczystość. Wybrani młodzieńcy przechodzą wcześniej wiele prób, by dostąpić tego zaszczytu. Ostatnia z nich ma miejsce tuż przed pasowaniem — przez cały dzień i całą noc niczego nie jedzą ani nie piją, a noc spędzają na czuwaniu w kaplicy. Nie wolno im wtedy spać, rozmawiać ani reagować na odgłosy z zewnątrz. Ci, którzy nie wytrwają lub złamią zasady, nie zostaną pasowani na rycerza. W takich okolicznościach poznajemy szesnastoletniego Tiuriego, syna Tiuriego Walcznego, który razem z innymi giermkami przebywa w kaplicy. I nagle słyszy kogoś, kto prosi o pomoc.

Tonke Dragt, List do króla

Nie zdradzę wam wiele, gdy powiem, że Tiuri łamie zasady. Po pierwsze, dzieje się to na pierwszych stronach książki, po drugie, bez tego nie byłoby tej opowieści. Tiuri wyrusza w podróż, by pomóc komuś, kogo nawet nie zna, targany wątpliwościami, czy to, co robi, ma sens i jest zgodne z honorem rycerza, dręczony przeczuciem, że być może na zawsze zaprzepaścił swoje szanse na zostanie rycerzem, że zawiódł. Prośba nieznajomego, choć z pozoru łatwa do spełnienia, sprawia, że Tiuri niespodziewanie musi wyruszyć na długą wyprawę, która zaprowadzi go daleko od znanego mu świata. Opis podróży Tiuriego mieści się na ponad 500 stronach — książka podzielona jest na osiem części, a każda z nich składa się z kilku rozdziałów. Wyprawę chłopca można także śledzić na mapie na wyklejce — czasami ta mapa bardzo się przydaje, by uświadomić sobie, jak daleko zapuścił się chłopiec, realizując misję ważną dla całego jego świata.

Tonke Dragt, List do króla

„List do króla” łączy kilka gatunków. To epos rycerski, kronika, powieść drogi i Bidungsroman. Tiure nie tylko poznaje nowe miejsca, ale przede wszystkim dojrzewa i sprawdza samego siebie. Dowiaduje się wiele o swoich motywach i reakcjach — musi także odpowiedzieć sobie na pytanie, co znaczy dla niego bycie rycerzem. Tonke Dragt odrywa kodeks i etos rycerski od walk i bitew, zadając pytanie, co on oznacza w codziennym życiu. W tej powieści ważna jest odpowiedzialność, przyjaźń, wierność, a kodeks rycerski służy do nawiązywania więzi i ma sprawiać, że troszczysz się o innych.

Świat Tiuriego jest bardzo męski — kobiety pojawiają się w tle. Przypisanie im jednak aktywnej roli byłoby złamaniem pewnej konwencji, w której utrzymana jest cała powieść — warto także pamiętać, że Tonke Dragt napisała ją w 1962 r. Być może kobiecy punkt widzenia jest widoczny w samej kompozycji powieści rycerskiej, w której właściwie nie ma walki i potyczek. Ech, nie mogę się już doczekać, kiedy zacznę czytać tę książkę z Piotrkiem. To taka historia, która nie poddaje się modom i trendom — zawsze będzie budziła ciekawość i emocje. Warto znaleźć miejsce na półce na tę książkę.

 

Tonke Dragt, List do króla, tł. Jadwiga Jędryas, Dwie Siostry 2017