Pate, goooool!

Piotrek nie lubi piłki nożnej. W żadnej postaci. Nie lubi grać (ani na boisku, ani na konsoli), nie lubi oglądać (nawet jak grają inni). Nie zna słynnych piłkarzy ani klubów. Książki o piłce nożnej i piłkarzach też go za bardzo nie kręcą, no chyba że chodzi o przygody Jędrka albo Pate. No właśnie! Pate sprzeda mu wszytko.

Timo Parvela, Pate gra w piłkę

Do drugiej części przygód Patego przymierzaliśmy się już od dawna. Piotrek domagał się jej od chwili, gdy dowiedział się, że jest (o pierwszej pisałam tutaj). Tylko jakoś ciągle było nam nie po drodze — a to nie było w księgarni, a to zapomniałam zamówić. W końcu znaleźliśmy ją na księgarnianej półce i od tamtej pory Młodszy przeczytał ją już kilka razy. Nie może się doczekać kolejnych części („Pate szuka skarbów” i „Pate łowi ryby”), których zapowiedzi już pojawiły się na stronie wydawnictwa.

O ile „Pate pisze bloga” była dla mnie festiwalem gagów i niesamowitych zdarzeń, to „Pate gra w piłkę”, choć też niesamowicie zabawna, jest poważniejsza. Timo Parvela pokazał w niej zmagania dziecka ze światem — dziecka, które na własną rękę próbuje rozwiązać naprawdę poważny problem. U źródła są oczywiście dorośli — Pate bardzo lubi grać w piłkę, dobrze mu idzie, więc jest przekonany, że trener wybierze go do składu na turniej. Jakieś jest jego zdziwienie, gdy okazuje się, że odpada, a do drużyny dostają się bliźniaki Riku i Raku. Zapewne w pewien sposób przyczynił się do tego fakt, że ich tato kupił stroje dla całego zespołu. Wiele dzieci załamałoby się na tym etapie, ale nie Pate. Pate bierze sprawy we własne ręce i postanawia założyć własną drużynę. Naprawdę warto przeczytać, jak to robi.

Timo Parvela, Pate gra w piłkę

Timo Parvela, Pate gra w piłkę

Kilka razy zatrzymałam się przy lekturze tej krótkiej książki, bo Timo Parvela świetnie uchwycił relację dorosły – dziecko. Przekonanie dorosłego, że wie. Niechęć do słuchania dziecka. Wyciąganie wniosków na podstawie pierwszego wrażenia. Odpowiadanie na zadane przez siebie pytanie, zanim dziecko zdąży odpowiedzieć. To warstwa dostrzegana przez dorosłego. Piotrek skupił się na akcji. Śmiał się i przyspieszał lekturę, żeby dowiedzieć się, co będzie dalej. Pate ma niesamowite pomysły, a Timo Parvela wymyślił tę historię brawurowo. Byłam pełna podziwu, jak dobrze wyważył wszystkie elementy, by historia nie wydawała się za bardzo naciągana.

To zabawna i mądra książka o dążeniu do spełnienia marzeń i o tym, że przy okazji mogą spełnić się inne marzenia i rozwiązać problemy. Trzeba tylko mieć pomysł, no i odrobinę szczęścia. Rewelacyjnie się tę książkę czyta — doskonała lektura na wakacje i nie tylko.

Timo Parvela, Pate gra w piłkę, tł. Iwona Kiuru, Widnokrąg 2018

Reklamy

Mamoo! To jest o Pate!

Dziecko wpadło do kuchni podekscytowane. Mamo… Wiesz, to jest on! Od Elli! No pamiętasz! Znalazłem tę książkę na półce. I tam są wszyscy! I Ella też. Mamooo! Ale to jest śmieszne. To ten Pate od hokeja. No posłuchaj, przeczytam Ci fragment.

Tima Parvela, Pate pisze bloga

Piotr znalazł „Patego” na półce, na której położyłam nowe nabytki. Szukał czegoś do czytania, bo nieoczekiwanie moje Młodsze zamieniło się z dziecka, które woli, żeby mu czytać, w dziecko, które czyta samo (i nadal lubi, żeby mu czytać). Jego reakcja była niesamowita: popatrzył na książkę, przeczytał kawałek, a potem przybiegł w podskokach do kuchni. Od tej pory zdążył już przeczytać „Pate pisze bloga” dwa razy, ciągle zagląda do tej książki i od czasu do czasu czyta nam swoje ulubione fragmenty. Upewniał się także, czy ilustracje mnie śmieszą. Szczególnie pan ratownik. Mogę to przyznać oficjalnie — śmieszą. Rysunki to naprawdę mocny punkt tej książki i Piotrek spędził długie chwile, rozpracowując szczegóły i czytając podpisy.

Tima Parvela, Pate pisze bloga

Książka Timo Parveli, wydana przez Widnokrąg w serii „Bliskie dalekie sąsiedztwo” i brawurowo przetłumaczona przez Iwonę Kiuru, to swoisty samograj. Świetnie może zachęcić do czytania. Bohaterem jest Pate, który dostał od swojego nauczyciela zeszyt. Jego klasowy kolega Tukka uznał jednak, że zeszyt to zabytek i założył Patemu bloga. Miał być supertajny, ale jakimś cudem dowiedziały się o nim wszystkie dzieci z klasy: Ella, Sampa, Tina — cała ferajna znana nam z „Elli i przyjaciół„. Żeby zacząć czytać Patego, nie musicie znać Elli — dla Piotrka był to po prostu bonus i dodatkowy impuls do czytania. A jak już poznacie Patego, zrozumiecie, dlaczego tak bardzo zachwyciła Piotra „Ella”. W „Pate pisze bloga” Pate chyba ciągle jest w pierwszej klasie i ciągle jest tak samo niedopasowany do rzeczywistości. A może nawet bardziej?

Tima Parvela, Pate pisze bloga

Cała książka ma konstrukcję bloga, na którym Pate opisuje swoje przygody ze stryjem. Nie jest łatwo, gdy nagle dowiadujesz się, że masz stryja. Początki znajomości nie były udane, bo chłopiec pomylił stryja z ptakiem, a potem przez jakiś czas było tylko gorzej, choć trzeba przyznać, że Pate się starał. Trudno jednak dogadać się z kimś, kto nie przepada za dziećmi i skupia się głównie na oszczędzaniu czasu. Narracja jest prowadzona w pierwszej osobie. Inna perspektywa wprowadzona jest za pomocą komentarzy klasy (wszystkie dzieci kibicują Patemu i chętnie udzielają rad) oraz dialogów przytaczanych przez chłopca. Dzięki temu poznajemy punkt widzenia stryja, rodziców czy pewnej uroczej ratowniczki.

Tima Parvela, Pate pisze bloga

Dla dorosłego w pewnym momencie stało się oczywiste, w jakim kierunku zmierza akcja, ale ośmiolatkowi nic nie przeszkadzało. Timo Parvela zderza ze sobą rzeczywistość dziecka i dorosłego, sprytnie rozgrywając różnice w postrzeganiu świata. Wykorzystuje humor sytuacyjny i językowy — Pate odczytuje komunikaty dorosłych dosłownie, nie dostrzegając przenośni, sarkazmu czy ironii. Pate to kwintesencja dziecięcości — pojmuje świat prosto, jest kompletnie oderwany od rzeczywistości, maksymalnie angażuje się w to, co robi (jeśli to coś uznał za ważne i istotne), a psoci przy okazji i mimo woli.

Trudno mi było określić, ile Pate ma lat — nawet Piotrek zauważył, że chłopiec bardzo mało wie o świecie i wszystko odbiera bardzo dosłownie. Trochę mi to zgrzytało, bo spryt i samodzielność chłopca trochę kłóci się z jego naiwnym i bezkrytycznym postrzeganiem świata. Taki jednak model pisania przyjął Timo Parvela i jestem skłonna to zaakceptować, bo „Pate pisze bloga” to niesłychanie zabawna i wciągająca książka, która — co całkiem istotne dla mnie jako dla dorosłej i mniej odpornej osoby — nie sięga w nadmiarze po fizjologię i obrzydliwości. Podkreślam „w nadmiarze”, bo trochę skrzeku i innych obrzydliwości tu jednak znajdziecie. Akurat tyle, by dziecko wybuchnęło śmiechem i koniecznie chciało się dowiedzieć, co było dalej. No i koniecznie muszę teraz kupić drugą część Patego. To przecież oczywiste, jak uznał Piotrek.

 

Timo Parvela, Pate pisze bloga, il. Pasi Pitkänen, tł. Iwona Kiuru, Widnokrąg 2018