Przez las

„Przez las” Emily Carroll (Wydawnictwo Entliczek) leży u nas na stole w kuchni. Czyli w miejscu, gdzie zwykle składowane są najpotrzebniejsze rzeczy synów — książki, które właśnie czytają i oglądają, rysunki, nad którymi pracują, łamigłówki, stosy papierów, kredki, nożyczki i kleje. Wszystko. Dobrze, że mamy duży stół. I na szczycie wszystkiego leży „Przez las” — bo nie można przestać jej oglądać, zachwycać się i zastanawiać. Czasami można jeszcze znaleźć tę książkę na kanapie lub na parapecie. Zwykle jednak widać ją w Piotrowej dłoni, choć wcale nie dla Młodszego była przeznaczona.

Emily Carroll, Przez las

Ta niesamowicie zilustrowana książka to właściwie komiks-horror. W środku znajdziecie kilka niedopowiedzianych i bardzo nastrojowych historii, pełnych szelestów, szmerów i lęków. Fabuła zahacza o nieocenzurowane wersje baśni braci Grimm, mnie kojarzy się także z opowieściami Neila Gaimana i powieścią gotycką. Wszystkie opowieści mają niejednoznaczne i otwarte zakończenia — to od czytelnika zależy, co wybierze i którą ścieżką podąży, jak dokończy opowieść. Książka przeznaczona jest raczej dla młodzieży i dorosłych.

Emily Carroll, Przez las

Jak to się stało, że trafiła w ręce Piotrusia? To proste — zrozumie mnie ktoś, kto ma w domu buntującego się nastolatka. Tymek zerknął i rzucił do kąta, a Piotruś dojrzał. Dojrzał i nie mógł nie zajrzeć. Jak już zajrzał, to wsiąkł i nie mógł przestać czytać. Wtedy to miał miejsce monolog, który przejdzie do historii naszej rodziny: Nie patrz na mnie teraz, bo zaraz mi zabierzesz tę książkę. Bo pewnie powiesz, że się boję i że to nie dla mnie. A to jest dla mnie, bo ja się wcale nie boję, choć te ilustracje tobie będą się wydawać straszne. A one wcale nie są straszne. To znaczy są trochę straszne, ale nie tak bardzo straszne. I ja się nie boję, no może troszeczkę. Ale to jest takie ciekawe i ja muszę to przeczytać, rozumiesz. A ty pewnie będziesz chciała mi zabrać, jak będziesz patrzyć. I powiesz, że to straszne. A to raczej takie smutne. No dobra, trochę straszne też, ale bardziej smutne. Nie patrz na mnie, nie będę się bał.

Emily Carroll, Przez las

Długo trwała ta przemowa, a ja nie miałam serca zabrać dziecku książki z ręki. Przeczytał ją od deski do deski, z rumieńcami na policzkach. A potem jeszcze raz. Później przeczytał ją babci (Babciu, przeczytam ci taki kryminał o zombie), i tacie. I sobie samemu. Do szkoły nie pozwoliłam zanieść. Najzabawniejsze jest to, że potem przeczytał ją Tymek, bo udzieliło mu się podniecenie brata. Przeczytał i docenił: niejednoznaczność zakończeń, narastające poczucie zagrożenia, nastrój (lęk pochodzi z nas, uznał mój syn, bo książka tylko sugeruje, a my dopowiadamy resztę — mądre mam czasami dziecko, nie?).

Emily Carroll, Przez las
Książka jest niesamowita. Wydano ją z pietyzmem — samo dotykanie okładki, która łączy kilka rodzajów faktur papieru, to radość dla zmysłów i ogromna przyjemność. Plansze Emily Carroll , dopieszczone, wspaniale łączące kolory, by spotęgować nastrój, można oglądać bez końca. Głębokie czernie przełamane bielą, intensywny błękit, czerwone plamy. Artystka doskonale wie, co chce osiągnąć i jak to zrobić.

Emily Carroll, Przez las

Emily Carroll, Przez las

Główną rolę w „Przez las” odgrywają ilustracje. To one najsilniej budują nastrój. Tekst jednak doskonale z nimi współgra, nie pełni jedynie roli służebnej. Nie jest wypełniaczem — dopowiada to, czego na planszach nie dało się pokazać. Po lekturze zostaje w nas jakiś niepokój, lęk, czasami niechęć do obejrzenia się za siebie lub sięgnięcia po coś w ciemność. Doskonała pożywka dla wyobraźni. Autorka znakomicie ogrywa ludzkie pierwotne lęki i strachy — przed ciemnością, lasem, tym, co inne i nieznane — a jednocześnie zaprasza na wędrówkę, której trudno się oprzeć.

Emily Carroll, Przez las

Warto się zastanowić, zanim podsuniecie tę książkę młodszy dzieciom, ale gorąco zachęcam, by do „Przez las” zajrzeć. Warto towarzyszyć dziecku i obserwować jego reakcje. Można ją podsunąć wielbicielom komiksów. To zresztą książka dla każdego, kto ceni dobrą ilustrację i dopracowany pomysł. Nie lubię się bać, ale dla tej książki jestem w stanie przezwyciężyć swoje lęki.

 

Te ładniejsze ilustracje pochodzą ze strony Wydawnictwa Entliczek.

 

Emily Carroll, Przez las, tł. Marta Bręgiel-Benedyk, Entliczek 2016

Wilki w ścianach

„Wilki w ścianach”, książka napisana przez Neila Gaimana z ilustracjami Dave’a McKeana, nie wydawała mi się najlepszym wyborem dla Piotrka. Syn miał jednak odmienne zdanie, bo przecież sam ją znalazł na bibliotecznej półce, sam przejrzał jeszcze w bibliotece — przydają się pufy rozstawione między bibliotecznymi półkami — i sam, acz z oporami, podał Pani Bibliotekarce. Jak mi potem powiedział, trochę się bał, że Pani Bibliotekarka z jakichś powodów mu jej nie wypożyczy i schowa pod ladę, skuszona mroczną okładką. Bo mamo, w tej książce są takie fajne wilki… Trudno się nie zgodzić. Piękne są. I straszne.

Neil Gaiman, Wilki w ścianach

„Wilki w ścianach” to trochę opowieść, trochę komiks. Ważny jest w niej nastrój: przerażający i nerwowy, podkreślany przez ilustracje Dave’a McKeana — to nie jest pogodna i standardowo „ładna” książka dla grzecznych dzieci. To książka o dziecięcych strachach i dziecięcej wyobraźni, która cieniom, szeptom, skrzypieniom i trzaskom nadaje dodatkowe sensy.

Neil Gaiman, Wilki w ścianach

Główna bohaterka Lucy odkrywa, że dom jest pełen dziwnych dzięków. Pochodzą one z wnętrza ścian. To tam coś tupie, brzęczy, trzeszczy i szura. Lucy wie, że to wilki, ale nikt w domu nie chce jej uwierzyć. Aż w końcu wilki wyszły ze ścian, a rodzina Lucy musiała uciekać do ogrodu…

Neil Gaiman, Wilki w ścianach

Neil Gaiman, Wilki w ścianach

Opowieść jest absurdalna i niesamowita. Trochę straszna, czasami śmieszna, zaskakująca. Obraz, pełen cieni, załamań i zagięć, wciąga w głąb tekstu i kusi, by iść dalej, mimo iż robi się trochę strasznie. Piotrek przeczytał tę książkę samodzielnie co najmniej kilka razy, a obejrzał jeszcze więcej. Uznał też, że to lektura dla odważnych — ci mniej odważni powinni mieć blisko mamę, bo przecież te wilki mogą przestraszyć.

Neil Gaiman, Wilki w ścianach

Neil Gaiman, Wilki w ścianach

Wypędzona z domu rodzina Lucy radzi sobie nieźle, ale jak długo można mieszkać w ogrodzie? W końcu postanawiają odbić swój dom. I wtedy okazuje się, że wilki także się czegoś boją. A najbardziej tego, co czai się w ścianach.

Neil Gaiman, Wilki w ścianach

W domu wszystko wróciło do normy. Lucy jednak nie przestała być czujna i znowu coś usłyszała… Zapętlenie historii bardzo się Piotrowi spodobało. Odczytał je jak zaproszenie do zabawy w wyobraźnię, w zgadywanki, w potwory, która jemu pomaga oswoić własne lęki przed ciemnością i dziwnymi nocnymi trzaskami. Każdy strach się czegoś boi.

„Wilki w ścianach” były wydane już dość dawno, więc szukajcie ich raczej w bibliotekach. To szczególnie jeśli lubicie odrobinę się bać, jak to u Gaimana, i lubicie wilki. Ilustracje Dave’a McKeana są świetne. Nie są klasycznie ładne, ilustrator bawi się kolorami i odcieniami, miesza techniki — nie widać tego na moich zdjęciach, ilustracje nie są żółte, brązy, zielenie, beże, cała gama różnych odcieni szarości, wszystko podporządkowane jest atmosferze opowieści. Bardzo interesująca lektura.

 

Neil Gaiman, Wilki w ścianach, tł. Paulina Braiter, il. Dave McKean, Mag 2004