Uważaj, czarownica czyha!

Czarownice są wokół nas. I wcale nie wyglądają jak Baba Jaga albo wiedźma ze strasznych bajek. Prawdziwe wiedźmy noszą zwyczajne ubrania i do złudzenia przypominają zwyczajne kobiety. Mieszkają w zwyczajnych domach i zwyczajnie pracują (s. 7). Dlatego trzeba zachować czujność i bacznie się rozglądać, bo od umiejętności rozpoznania czarownicy może zależeć życie! Wcale nie żartuję — po prostu przeczytaliśmy „Czarownice” Roalda Dahla.

Roald Dahl, Czarownice

„Czarownice” u nas wygrały ze wszystkim, łącznie z „Kapitanem Majtasem”. Zanim jednak przejdę do wrażeń z lektury, kilka wskazówek, jak rozpoznać czarownicę. To wiedza potrzebna każdemu dziecku, bo wiedźmy po prostu nienawidzą dzieci i cały czas próbują je zniszczyć. Biada dziecku, które spotka czarownicę i nie zorientuje się na czas, z kim ma do czynienia. Zapamiętajcie więc na całe życie. Po pierwsze, wiedźmy zawsze noszą rękawiczki, nawet latem. Po drugie, są łyse (ale noszą peruki, więc tego nie widać) i często się drapią, bo je swędzi. Po trzecie, ich dziurki od nosa są większe niż zwykłych ludzi, a brzeg dziurki jest falisty. Po czwarte, w ich oczach widać płomyki ognia. Po piąte, nie mają palców u stóp. Po szóste, mają granatową ślinę. Musicie o tym zawsze pamiętać i bardzo uważnie obserwować kobiety wokół. Mogą być groźne.

Wiem, o co chcecie zapytać. Nie, nie jest to horror. Tak, miałam wątpliwości, gdy czytałam tę książkę. Tak, tym więcej wątpliwości, im dłużej czytałam — choć najstraszniej jest tak mniej więcej do połowy. Wiecie, co odpowiedziało moje dziecko, gdy się głośno zastanawiałam, czy to lektura dla niego? Mamo, przecież to jest taka książka dla dzieci, żeby one się trochę bały. To tak naprawdę, ale jednak na niby. I jakie to ciekawe… Wcale się nie boję i już czytaj dalej… No i co miałam robić? Czytaliśmy dalej.

Roald Dahal rządzi. Jego książka jest przerażająca, fascynująca, zabawna, intrygująca. Piotrek słuchał z zachwytem w oczach, a potem sam uczył się wierszyków.

Tępcie dzieci, czarrrownice!

Bądźcie sprytne jak lisice!

Kłujcie je, kaleczcie, bijcie,

tnijcie, rąbcie oraz rżnijcie!

Nie wiem, jak jest w nowym tłumaczeniu, ale mam wrażenie, że u nas tekst Tomasza Wyżyńskiego zyska status wersji kanonicznej.

Zgiń, krrretynko! Prrrecz z tej sali!

Krrrąbrrrna wiedźma wnet się spali!…

Zarrraz spłoniesz, głupia krrrowo!

Obrrraziłaś swą krrrólową!

Zachwytu Piotra nad językiem tej książki nie da się porównać z niczym. Mamo, tu są przekleństwa! One mówią nieładnie! To tyle w temacie wymuskanego języka dla dzieci. Nie, nie zachęcam do używania wulgaryzmów w literaturze dla dzieci, ale język przeznaczonych dla nich książek powinien być soczysty, barwny, mieniący się — dzieci wcale nie oczekują uładzonej i odartej z emocji prozy. Język opowieści Dahla jest zróżnicowany, a przekleństwa są uzasadnione. Mam wrażenie, że wszystko tu jest po coś. Roald Dahl jak nikt potrafi przełamywać schematy, łamać stereotyp literatury dziecięcej, wprowadzać do niej grozę, surrealizm i groteskę.

W „Czarownicach” opisał historię pewnego chłopca, który miał nieszczęście spotkać na swojej drodze wiedźmy. Miał także babcię, która go (trochę) na takie spotkanie przygotowała. Po dorosłemu patrząc, wcale nie jest to łatwa opowieść. Czarownice Dahla są przerażające, niebezpieczne, przebiegłe i złe. Da się je jednak pokonać, choć wymaga to inteligencji i wyrzeczeń. W tle powieści czai się lęk przed śmiercią i rozstaniem. I choć wszystko kończy się dobrze, to zakończeniu daleko do klasycznego happy endu z powieści dla dzieci. W trakcie lektury można się trochę pobać, trochę pośmiać, trochę podenerwować (złapią go czy nie złapią?). Świat powieści jest pełen zagrożeń, choć może są one trochę inne niż te, o których mówimy dzieciom. Zaradność przydaje się jednak zawsze. I umiejętność odkrywania dobrych stron każdej zmiany, nawet tej najbardziej radykalnej.

Starszy mruknął, że historia jest nierealna (no cóż!). Młodszy snuje teraz wizje, jak to się wszystko NAPRAWDĘ skończyło, ale przerażony nie jest. Czytajcie więc Roalda Dahla, bo warto — nie znudzicie się i odpoczniecie od cukierkowatych historyjek (no chyba że takich nie czytacie).

Roald Dahl, Czarownice, il. Quentin Blake, tł. Tomasz Wyżyński, Prima 1997

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s