Krowa Matylda i śnieg

No tak, u nas właściwie panuje klimat świąteczny. Piotr ćwiczy rolę do jasełek (tak, tak, już), więc śpiewa kolędy: głośno i donośnie, i właściwie wszędzie — w domu, w szkole i w autobusie. Ku głębokiej konsternacji współpasażerów, rodziny i wszystkich wokoło. Opowieść o choince, prezentach, Wigilii i krowie pięknie się więc w nasze życie wpasowała.

Krowa Matylda i śnieg

To nasze pierwsze spotkanie z sympatyczną krową Matyldą. Matylda nie jest zwykłą krową, to krowa pocztowa, która roznosi listy, a przed Świętami ma naprawdę dużo roboty. Jak wiadomo nie od dziś, przyczyną wszystkich życiowych problemów jest nadmiar pracy. Tym razem zawinił także śnieg — Matylda nie może znaleźć drogi do domu.

Krowa Matylda i śnieg

Historyjka napisana i narysowana przez Alexandra Steffensmeiera jest krótka i zabawna, powinna zainteresować trzylatka, a siedmiolatek nie będzie się nudził. Tekstu nie ma dużo, ale momentami wymaga skupienia — lektura może być świetnym ćwiczeniem na skupienie uwagi i uważność. Tekst i obraz wzajemnie się uzupełniają. Obrazki nie pełnią jedynie funkcji ilustracyjnej — są ważnym dodatkiem, w znaczącym stopniu dopełniającym i rozbudowującym to, co napisane. Naprawdę warto uważnie się im przyglądać. Dzięki nim historia staje się znacznie bogatsza i ciekawsza. 

Krowa Matylda i śnieg

Ciekawa historia i sprzężenie słowa z obrazem to ogromne atuty tej książki. Możemy czytać i dopowiadać, możemy oglądać i zgadywać. Ilustracje Steffensmeiera lokują się dla mnie gdzieś blisko Svena Nordqvista (tak jak w przypadku Findusa czy Mamy Mu jedna ilustracja może pokazywać wiele kolejnych czynności, no i te kury!) czy Daniela Nappa. Obrazki są jednak mniej przeładowne niż u Nordqvista (uwielbiam go, żeby potem nie było) przez co chyba bardziej czytelne dla młodszych dzieci, którym łatwiej śledzić akcję na stronie. Dużo w nich humoru (och, jak Piotrek się śmiał, gdy zobaczył na śniegu ślady po krowich plackach). Ilustrator puszcza oko do czytelnika (no kto zgadnie, czego przestraszyła się Matylda?), czasami jest to humor trochę rubaszny, ale doskonale wyłapują go dzieci i świetnie się przy nim bawią. Steffensmeier czerpie pełnymi garściami z konwencji komiksowej, dzięki czemu książka jest dynamiczna. Dzieci bez umiejętności czytania bez problemu dadzą radę opowiedzieć historię Matyldy tylko na podstawie obrazków. 

Krowa Matylda i śnieg

Bardzo lubię książki dla dzieci, które tworzą przemyślaną całość. W „Krowie Matyldzie i śniegu” wykorzystano nawet wyklejkę. Stanowi ona klamrę spinającą całą opowieść, a jednocześnie dla nas stanowiła pretekst, żeby opowiedzieć sobie historię gospodyni (która ze wszystkim sama sobie radzi, od wycięcia choinki po odśnieżanie drogi).

Krowa Matylda i śnieg

Krowa Matylda i śnieg

Nie spodziewałam się, że prosta i krótka opowieść dla młodszych dzieci tak bardzo nas zainteresuje. Piotrek jest już na Matyldę prawie za duży — bawiła go i przeczytał ją kilka razy, choć pewnie sprawiłaby mu dużo więcej radości, gdyby spotkał się z sympatyczną krową dwa lata wcześniej. Wtedy pewnie musiałabym popędzić do księgarni po kolejne części lub miałabym pewniaka na prezent pod choinkę. Chyba najwyższy czas o nich pomyśleć, skoro już i tak jestem skazana na kolędy.

Alexander Steffensmeier, Krowa Matylda i śnieg, tł. Emilia Kledzik, Media Rodzina 2017

2 uwagi do wpisu “Krowa Matylda i śnieg

  1. Nie znam zupełnie „Krowy Matyldy”, ale na pierwszy rzut oka wygląda na kopię „Mamy Mu” dla młodszych…
    (nawet te sekwencje na ilustracji o zjeżdżaniu są przeniesione z historii o zjeżdżaniu na sankach)

    Zwróciłaś uwagę na to podobieństwo, ale autor się przyznaje – jakiś rodzaj interteksualności? Czy udaje się, że „Mamy Mu” nie było…
    (a może Matylda była pierwsza? Tłumaczenie pierwowzoru z którego roku?)

    Polubienie

    • Wiesz co, chyba jednak pierwsza była Mama Mu. Na stronie autora Matyldy pierwsze książki są sygnowana na 2008, a Mamę Mu wydano wcześniej. Zresztą kury są bardziej z Findusa, a ten jest starszy, bo wydawany już w latach 80-tych. Odwołania i inspiracje na poziomie ilustracji są dla mnie bardzo dobrze widoczne. Jeśli miałabym pisać o różnicach, to podstawową widzę w ilości tekstu – tekst Matyldy jest mniej przegadany i związek między tekstem a ilustracją jest lepiej widoczny – dla mnie Steffensmeier mocniej sięga do komiksu. Na stronach autora odwołań do Mamy Mu nie znalazłam, ale strona jest po niemiecku, a ja słabo władam tym językiem.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s